poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Matujący podkład do twarzy AffiniMat od Maybelline: czy rzeczywiście jest aż taki zły?


Hej :)
Dzisiaj chciałabym wam przedstawić dosyć kontrowersyjny kosmetyk, ponieważ jedne z was go kochają drugie nienawidzą. Postanowiłam, że przedstawię wam swoją opinię na jego temat szczególnie teraz, gdy podkład dobił już dna. Mam nadzieję, że po rozcięciu opakowania zostanie mi go jeszcze na kilka użyć i zdenkuję go totalnie :D


Podkładem, który dzisiaj wam opiszę jest matujący podkład do twarzy AffiniMat od Maybelline. Swój posiadam w odcieniu 03 Light Sand Beige i muszę przyznać, że jest on idealnie dopasowany do mojego koloru skóry. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ mam problem z doborem odpowiedniego koloru podkładu. Zazwyczaj trafiałam na podkłady albo o ton za ciemne albo za jasne i wtedy musiałam je rozjaśniać lub przyciemniać sypkim pudrem lub pudrem w kamieniu.

Przeczytajmy najpierw przed dłuższą recenzją co pisze nam producent o tym podkładzie:
 Podkład Affinimat Maybelline łączy w sobie dwie najważniejsze cechy podkładów - matuje i dopasowuje się do odcienia skóry. Bazuje na sile absorbujących mikrogąbeczek, które natychmiast wchłaniają nadmiar sebum, co zapewnia 100% efektu matowej skóry oraz, jak pozostałe podkłady z gamy Affinitone, idealnie stapia się z odcieniem oraz strukturą skóry, gwarantując perfekcyjne i matowe wykończenie makijażu. Dostępny w 8 odcieniach.
Dostępny w wersji matującej dla skóry tłustej i mieszanej oraz w wersji delikatnie rozświetlającej dedykowanej wszystkim typom skóry.



Jak widać na zdjęciach poniżej jest to podkład średnio kryjący o nieco pudrowym wykończeniu. Wykończenie to przypomina mi troszeczkę efekt jaki daje podkład Infallible L'Oreala, jednak ten suchy, pudrowy efekt jest delikatniejszy. Jak widać poniżej kolor na ręce odbiega dosyć bardzo od koloru mojej skóry, ale po nałożeniu na twarz podkład idealnie stapia się ze skórą i dopasowuje się do jej kolorytu. Produkt ten nakładałam zazwyczaj palcami wklepując go w skórę opuszkami palców, ale zdarzyło mi się nałożyć go pędzlem języczkowym i wtedy krycie było mocniejsze.
Co do efektu matu jak dla mnie jest on całkiem przyzwoity, ale ja mam cerę suchą, więc u mnie świecenie się skóry następuje dopiero pod koniec dnia zazwyczaj w okolicy strefy T. Nie wiem jak podkład sprawdzi się u osób z cerą tłustą, ale przypuszczam, że może nie być rewelacyjny. Napomknę jeszcze, że puder ten utrwalałam pudrem prasowanym Manhattan, o którym możecie przeczytać TUTAJ.
Co do trwałości niestety nie jest dobrze, szczególnie jeśli mamy manię częstego dotykania się po twarzy. Już po około trzech godzinach podkład zaczyna znikać z twarzy, ale utrwalony pudrem jakoś daje radę utrzymać się na niej trochę dłużej.
Niestety podkład ten podkreśla suche skórki, a skład nie należy do najlepszych (alkohol denat. na 3. miejscu). Trzeba przyznać, że przez ten alkohol skóra jest nieco wysuszona, dlatego radzę go nakładać na jakiś krem nawilżający. Zapach produktu jest nawet przyjemny, nie drażniący mojego nosa, ale jest w nim coś alkoholowego. Po nałożeniu na twarz zapach znika i nie jest już wyczuwalny.
Konsystencja jak dla mnie jest tragiczna! Produkt ten jest tak wodnisty, że trzeba uważać przy wyciskaniu go z tubki co by się nie wylał i nas, ani niczego wokół nie ubrudził. Trzeba go także szybko nałożyć na twarz i szybko na niej rozprowadzić, bo inaczej będzie nam z niej powoli spływał. Wiadomo- nie spłynie nam z twarzy tak szybko jak łza, ale przy nałożeniu większej ilości może po prostu nam z tej twarzy, czy ręki zjechać. Mimo fatalnej konsystencji podkład ten jest o dziwo wydajny i starczył mi na dość długi okres użytkowania.
Opakowanie tego kosmetyku mi się podoba, szczególnie jeśli chodzi o kolorystykę, czyli zestawienie czerni z beżem. Jakoś mnie ono urzekło :) Podoba mi się także fakt, iż jest to plastykowa tubka, którą możemy rozciąć i wydobyć resztę podkładu ze środka, czego nie zrobimy przy szklanych buteleczkach z pompką.
Cena tego produktu to około 25zł za 30ml, a ja zapłaciłam za niego 18zł w "zwykłej" promocji, a w promocji -49% w Rossmann'ie powinien on kosztować około 12,75zł, więc cena jest jak najbardziej kusząca :)


JEDNA warstwa podkładu

Podsumowując: co do tego produktu mam mieszane uczucia. Konsystencja podkładu jest okropnie wodnista, przez co aplikacja kosmetyku na twarz nie należy do najprzyjemniejszych. Średnie krycie, podkreślenie suchych skórek, skład oraz trwałość także nie są cechami pozytywnymi. Jednak delikatnie pudrowe wykończenie, opakowanie, wydajność, cena oraz dopasowanie się do odcienia skóry są jak najbardziej na plus. Podkład ten będzie dobry na lato, bo należy do tych lekkich podkładów, ale niestety efekt matu może być dla większości niezadowalający. Podkład w połączeniu z pudrem sypkim lub w kamieniu jakoś daje radę, ale sam- nie bardzo. Przypuszczam, że u osób z cerą tłustą się nie sprawdzi, ale u osób z cerą suchą i mało problematyczną powinien być dobry.

A wy miałyście już ten podkład? Jak sądzicie, który jest lepszy Afiinitone, czy Affinimat?

Moja ogólna ocena: 3/5

LINK: Opinie na Wizażu

sobota, 26 kwietnia 2014

Mythos: Bio-krem nawilżający do twarzy- czy bije na łeb drogeryjne kremy?


Witam was serdecznie w to słoneczne popołudnie :)
Dzisiaj chciałabym wam przedstawić BIO nawilżający krem do twarzy Mythos. Jest to krem, który wybrałam sobie do testów podejmując współpracę z firmą Flax. Muszę przyznać, że wybrałam go z dwóch względów. Przede wszystkim kierowała mną chęć przetestowania produktu, który jest mało znany (gdy wybierałam produkty do testów w internecie była tylko jedna jego recenzja) oraz dlatego, że jestem posiadaczką cery suchej, z którą radzi sobie mało który krem, a krem Mythos według producenta ma zapewnić nam 24-godzinne nawilżenie.


Zacznijmy od tego jak ten produkt spisuje się pod względem nawilżania. Otóż w tym aspekcie sprawuje się bardzo dobrze. Moja skóra po kilku godzinach jest nadal dobrze nawilżona, a nie sucha i ściągnięta. Dodatkowe działanie w postaci odżywienia skóry jest niestety mało odczuwalne, ale ja wymagam od kremów przede wszystkim nawilżenia, więc słabe działanie odżywcze mu wybaczam.
Konsystencja kremu nie jest ani wodnista, ani zbyt gęsta, ale idzie ona bardziej w kierunku tej wodnistej (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). Niestety jest ona bardzo tępa, przez co krem ciężko wsmarowuje się w skórę, co objawia się białymi smugami podczas wcierania go w skórę twarzy. Krem wchłania się natomiast całkiem szybko, więc można od razu po wsmarowaniu go w twarz nałożyć podkład. Nie zdarzyło mi się aby jakikolwiek podkład rolował się na tym kremie.
Zapach produktu jest delikatny, nieco ziołowy, ale po chwili od aplikacji ulatnia się i nie jest już wyczuwalny.
Produkt po otwarciu jest ważny przez 12 miesięcy i myślę, że do tego czasu zużyjemy ten krem, ale muszę przyznać, że jest on niesamowicie wydajny. Używam go już od trzech miesięcy, a zużycie jest naprawdę mało widoczne. Wystarczy naprawdę odrobina tego kremu, aby rozsmarować go na całej twarzy.
Opakowanie to szklany pojemniczek, który pod nakrętką zabezpieczony jest dodatkowo plastykową nakładką. Bardzo podoba mi się ta alternatywa, ponieważ nawet gdybyśmy źle dokręciły nakrętkę to mamy dodatkowe zabezpieczenie przed dostaniem się jakichś drobnoustrojów, czy niepotrzebnych substancji w postaci np. kurzu.
Skład jak dla mnie jest bardzo dobry. Znajdziemy w nim całkiem sporą ilość olejów (7), dwa ekstrakty, masło shea i kilka innych dodatkowych substancji, które powinny polubić się z naszą twarzą. Bardzo mnie cieszy, że substancja w postaci ulepszacza zapachowego (parfum) jest na samym końcu składu.
Cena tego produktu to 54,50zł za 50ml, więc nie mało patrząc na ceny innych, drogeryjnych kremów, ale można mu tą cenę wybaczyć ze względu na dobre nawilżenie, wydajność i skład. Gdybyście chciały zakupić ten krem możecie to zrobić TUTAJ. Radziłabym jednak poczekać na jakąś dobrą promocję :)


Podsumowując: polubiłam się z tym kremem, ponieważ dobrze nawilża moją skórę, a efekt nawilżenia utrzymuje się przez cały dzień. Opakowanie, zapach, wydajność oraz skład również bardzo przypadły mi do gustu. Cena jak dla mnie jest przystępna szczególnie jeśli popatrzymy na nią przez pryzmat składu, wydajności i działania. Niestety tępa konsystencja to coś czego w kosmetykach nie lubię przez co produkt ten nie stał się moim ulubieńcem. Muszę jednak przyznać, że wiele drogeryjnych kremów mu nie dorównuje, są jednak one łatwiej dostępne. Krem ten możecie zakupić albo na stronie dystrybutora albo w niektórych aptekach, w których dostępne są kosmetyki Mythos. Ogólnie rzecz biorąc u osób z cerą suchą krem ten powinien się dobrze spisać.

Moja ogólna ocena: 4/5

środa, 23 kwietnia 2014

Puder w kamieniu firmy Manhattan- całkiem dobry puder matujący


Cześć :)
Dzisiaj chciałabym wam pokazać jednego z moich makijażowych ulubieńców, który pomógł mi utrwalić makijaż na całkiem długi czas. Mowa tutaj o prasowanym pudrze firmy Manhattan (Soft Compact Powder), który nabyłam podczas listopadowej promocji -40% na kolorówkę w Rossmann'ie.


Opis producenta:
Delikatna struktura pudru ułatwia jego równomierne rozprowadzanie. Nadaje cerze świeży, jedwabisto-matowy wygląd. Witamina E pielęgnuje i chroni przed utratą wilgoci. Doskonały do drobnych korekt i odświeżania makijażu. Przetestowany dermatologicznie.
Pojemność: 9 g
Kolory: 7


Puder, który posiadam jest w odcieniu nr 1, czyli Teint Naturelle. Jestem bladziochem i  muszę przyznać, że kolor mimo, iż na dłoni wygląda blado dopasowuje się do mojego odcienia skóry i wygląda to bardzo naturalnie. Produkt ten nie bieli twarzy i nie tworzy na niej maski. Po nałożeniu skóra wygląda zdrowo i gładko mimo, iż jest zmatowiona.
Co do utrwalenia makijażu puder pozostawia go w stanie nienaruszonym przez kilka dobrych godzin, nawet w ekstremalnych warunkach takich jak np. obsługiwanie imprez jako kelnerka, gdzie muszę nieraz latać po schodach tam i z powrotem, co sprzyja szybszemu świeceniu się twarzy. Jeśli jednak nie uprawiamy znacznego wysiłku fizycznego poprawki w ciągu dnia są zbędne (nie wiem niestety jak puder sprawdzi się u osób z cerą tłustą, czy mieszaną, ponieważ jestem posiadaczką cery suchej). Jeśli widzimy, że zaczynamy się "świecić" wystarczy tylko otworzyć wysuwaną szufladkę, w której znajdziemy puszek, którym w prosty sposób poprawimy swój makijaż.
Jeśli chodzi o współgranie z innymi kosmetykami typu róż i bronzer przyznać trzeba, że utrzymuje je na sobie i pod koniec dnia nadal widać te kosmetyki na twarzy, ale jak wiadomo trwałość różu i bronzera nie zależy tylko od podkładu i pudru, ale także od nich samych. Jak róż będzie do bani to żaden puder nie przedłuży jego żywotności na twarzy.


Zapach kosmetyku jest bardzo delikatny i wyczuwany tylko w opakowaniu. Po nałożeniu na twarz nic już nie czuć, co trzeba przyznać jak dla mnie jest plusem, bo nie lubię mocno naperfumowanych kosmetyków do  makijażu.
Puder posiadam już od trzech miesięcy, a może i nawet dłużej i jak na razie nie ubyło mi go nawet połowę, więc jak dla mnie jest wydajny. Napomknę, że puder stosuję praktycznie codziennie.
Skład może nie najlepszy, ze względu na parafinę, która się w nim znajduje, ale nie zauważyłam, aby wpływała ona w jakikolwiek sposób na stan mojej skóry.
Opakowanie mimo, iż jest troszeczkę porysowane jest bardzo trwałe. Nosiłam go nieraz w torebce i wrzucałam do kosmetyczki i nadal jest całe. Pudełeczko ma bardzo dobre zamknięcie, także wieczko łatwo się nam w torebce nie otworzy. Napisy na opakowaniu nadal się nie starły, co nie raz zdarzało mi się w przypadku innych tego typu produktów. Niestety w pudrze tym nie ma lusterka, co dla mnie jest małym minusikiem. Minusem jest również to, że puder ten podkreśla suche skórki.
Cena tego kosmetyku to 20,99zł za 9g pudru. Ja zapłaciłam za ten produkt 12,60zł, więc trafiłam na naprawdę dobrą promocję :D Jeśli znów w Rossmann'ie będzie -40% na kolorówkę to ponownie zakupię ten kosmetyk. Jeśli chcecie dowiedzieć się jakie odcienie są dostępne dla tej wersji pudru najlepiej sprawdzić to TUTAJ, czyli na stronie producenta.


Podsumowując: bardzo polubiłam ten puder prasowany ze względu na całkiem długi efekt matu, naturalny efekt na twarzy, możliwość dostosowania odcienia do koloru cery, trwałe opakowanie ze schowkiem na puszek, wydajność i przystępną cenę. Podkreślenie suchych skórek i brak lusterka to jedyne minusy tego produktu. Czy kupię ponownie? Tak, ale poczekam na kolejną promocję w Rossmann'ie, bo w aktualnej zakupiłam puder z Bourjois :D

Moja ogólna ocena: 5-/5

LINK: Opinie na Wizażu

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Mythos: bio-tonik do twarzy- idelany kosmetyk dla wrażliwej cery


Hej :)
Dzisiaj przychodzę do was z moim marcowym ulubieńcem, o którym pisałam TUTAJ. Bio-tonik do twarzy firmy Mythos zawładnął moim sercem od pierwszego użycia.
Po przemyciu twarzy wodą od razu mam ściągniętą skórę, nie wspominając już o produktach do mycia twarzy, które ten efekt potęgują. Jednak po zastosowaniu tego toniku skóra powraca do ładu i nie jest już aż tak ściągnięta jak poprzednio albo (gdy przemyje twarz tylko wodą) uczucie ściągnięcia mija całkowicie.


Zobaczmy co w etykiecie naklejonej na buteleczkę pisze nam producent i jakie składniki aktywne znajdują się w tym kosmetyku:


Tonik zamknięty jest w plastykowej buteleczce z typowym dla Mythos nadrukiem: drzewem oliwnym. Buteleczka wyposażona jest w dozownik w postaci dziubka, z którego możemy wydobyć idealną ilość produktu bez obaw, że na waciku znajdzie się za dużo płynu. Substancja znajdująca się w opakowaniu jest bezbarwna, a jej zapach jest delikatny, ziołowy. Bardzo lubię ten zapach, bo tworzą go składniki zawarte w kosmetyku, a nie jakiś chemiczny ulepszacz w postaci perfum.
Skład jak dla mnie jest bardzo dobry: zaraz po zwykłej wodzie mamy hydrolat z liści szałwii, na trzecim miejscu mamy glicerynę, następnie pantenol, sól sodową kwasu lewulinowego, czyli stabilizator pH, sól sodu kwasu anyżowego pozyskiwanego z kopru, czyli konserwant antybakteryjny, ekstrakt z liści oliwnych, benzoensan sodu, czyli konserwant ograniczający namnażanie mikroorganizmów, sól potasową kwasu sorbowego, czyli łagodną substancję konserwującą, alatoninę, kwas cytrynowy regulujący poziom pH oraz składnik chelatujący. Trzeba jeszcze dodać, że ekstrakt z liści oliwnych oraz woda z liści szałwii pochodzą z ekologicznych i certyfikowanych upraw, co dla mnie również jest dodatkową zaletą tego produktu.
Działanie toniku jest równie rewelacyjne jak skład. Produkt ten doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu i nadmiaru sebum, pięknie ją nawilża i odświeża oraz wyrównuje poziom pH. Zauważyłam także, że podczas codziennego stosowania zmniejszyła się ilość wyprysków na mojej twarzy, z którymi od dawna próbowałam walczyć, ale dopiero teraz udało mi się z nimi wygrać. Podrażnienia również zostały widocznie złagodzone.
Cena tego produktu to 33,85zł za 200ml, a obecnie możecie go zakupić za 27zł na stronie dystrybutora TUTAJ. Mimo, iż cena nie należy do najniższych trzeba przyznać, że tonik ten jest niesamowicie wydajny. Wystarczy nalać go tylko odrobinę na wacik i taka ilość wystarczy na przetarcie całej twarzy, a nawet szyi i dekoltu jakby się ktoś uprał ;)


Podsumowując: produkt ten okazał się świetnym kompanem w pielęgnacji mojej twarzy. Nie podrażnia jej, nie wysusza, a wręcz przeciwdziała ściągnięciu skóry, ma świetny skład i delikatny ziołowy zapach oraz jest niesamowicie wydajny. Bardzo dobrze oczyszcza twarz i przywraca jej równowagę, której moja skóra potrzebowała. Cena niestety wysoka jak na tonik, ale za taką wydajność, świetne działanie i bardzo dobry skład warto wydać te prawie 34zł. Tonik ten polecam szczególnie osobom z wrażliwą i suchą skórą oraz osobom, które mają problemy skórne szczególnie te w postaci wyprysków.

Moja ocena: 5-/5

sobota, 19 kwietnia 2014

Kwietniowy szał zakupowy


Hej :)
Dzisiaj przychodzę do was z haul'em kosmetycznym, czyli pokazem kosmetyków jakie zakupiłam sobie w kwietniu. Kwiecień był owocny dla mojej toaletki, ale przykry dla mojego portfela. Oprócz kosmetyków, które pokażę wam poniżej zakupiłam jeszcze kilka innych kosmetyków, które będziecie mogły wygrać w najbliższym rozdaniu oraz kilka bluzek i T-shirt'ów.

Zacznę od mojego pierwszego zakupu w kwietniu, czyli wody perfumowanej "Exotic Jasmine" od Halle Berry. Zakupiłam ją w rossmann'owskiej promocji -40% na zapachy za niecałe 30zł za 15ml. Chciałam jakiś mały flakonik o niebanalnym zapachu i mój wybór padł właśnie na tą wodę perfumowaną. W Rossmann'ie zakupiłam także za 6,99zł kultową odżywkę z Garniera Ultra Doux, której jeszcze nigdy nie miałam. Dałam się skusić opiniom wygłaszanym w filmikach przez kilka vlogerek chociaż do takich recenzji podchodzę raczej z przymrużeniem oka.


Kolejne zakupy poczyniłam w Golden Rose, gdzie zakupiłam dwie matowe pomadki z serii Velvet Matte w kolorze nr 19, czyli w odcieniu malinowej czerwieni oraz w kolorze nr 04, który na ustach przypomina fuksję.
Zakupiłam tam również lakier do paznokci nr 57 w kolorze pasującym do malinowej szminki, ale niestety na moich paznokciach lakier ten utrzymuje się góra dwa dni, z top coat'em ze cztery dni max, więc niestety nie jestem z niego zadowolona.


Będąc w Hebe zakupiłam sobie korektor kryjąco-rozświetlający z Eveline w odcieniu nr 06 za 12,99zł, dwa lakiery do paznokci od Bell za chyba 6zł, bronzer Misslyn Terracotta Powder z SPF 20, za który zapłaciłam niecałe 25zł, ponieważ był w promocji -40% i pędzel "do zadań specjalnych" firmy Sense Body, który poleciła mi makijażystka do nakładania nim bronzera, który kosztował mnie jedyne 9,90zł :) Muszę przyznać, że z pędzla jestem zadowolona, co do bronzera mam na razie mieszane uczucia, ponieważ chciałam coś delikatnego do konturowania twarzy, ale jest on chyba aż za delikatny i efekt jest słabo widoczny, a kolor wpada bardziej w pomarańcz niż w brąz.


Od mojej cioci dostałam błyszczyk z Essence XXXL Shine Lipgloss w kolorze nr 25 "Bright side of life". Mimo, iż nie przepadam za błyszczykami jakoś spodobał mi się ten kolor i kilka razy miałam go już na ustach. Zobaczymy, czy w wietrzny dzień będę miała połowę włosów przyklejonych do ust, czy też tak nie będzie.


Z Avon'u zamówiłam sobie platinum top coat za 6,99zł. Zobaczymy jak sprawdzi się na paznokciach i czy przedłuży trwałość lakieru, ale mam już wobec niego jakieś obawy, ponieważ lakiery z Avon'u średnio lubię. Są tanie, ale bardzo szybko gęstnieją. Może firma pomyśli o zmniejszeniu ich pojemności, co by szło je zużyć do końca, a nie połowę wyrzucić? Top coat'u Avon'u przetestuję w najbliższym czasie, ponieważ top coat z Seche Vite w dniu dzisiejszym dosięgnął już dna.


W Super Pharm'ie zakupiłam tylko dwie maseczki z Dermiki za 5,99zł jedna. Mimo, iż cena nie jest mała jak na maseczkę to przyznać trzeba, że są one mega wydajne, bo jedno opakowanie starcza mi na co najmniej 6 użyć.


Będąc w OBI wypatrzyłam przepiękną doniczkę w kształcie konewki z (niestety) przekwitniętym irysem, jednak cena tego kwiatka zachęciła mnie do zakupu i za 2zł nabyłam przepiękną doniczkę, która co prawda pozbyła się już kwiatka, ale pewnie ozdobi za niedługo inną zielinkę, którą do niej wsadzę.


W Tesco była ostatnio promocja na żonkile- jedyne 2,99zł za doniczkę. Chciałam mieć w pokoju trochę bardziej wiosennie i teraz mój parapet zdobią te właśnie kwiatki :) Poza tym, aż żal było nie skorzystać z takiej promocji :D


To by było na tyle :) Kwietniowe zakupy uważam za zakończone, a na maj na razie nic nie planuję, ale zobaczymy co czas pokaże :D Marzy mi się kilka kosmetyków, ale na razie muszę na nie uzbierać trochę kasy, bo te moje "chciejki" nie należą do najtańszych :P
Planuję zrobić post z moją chciejlistą, ale to dopiero za jakiś czas, bo znając życie i siebie przeglądając oferty w internecie zakupię któryś z wymarzonych kosmetyków nie zastanawiając się totalnie, czy będzie mi on w ogóle potrzebny :P
A jak prezentują się wasze zakupy w tym miesiącu? Są małe, czy raczej należą do tych bogatszych? :D

środa, 16 kwietnia 2014

Maska do włosów zniszczonych Planeta Organica: coś dobrego dla naszych włosów


Cześć moje miłe :)
Dzisiaj chciałabym was zapoznać z maską do włosów zniszczonych Planeta Organica, która ma za zadanie dogłębnie zregenerować nasze włosy. Jest to drugi kosmetyk jaki wybrałam sobie do testów ze sklepu Skarby Syberii.


Zacznijmy od opisu producenta i sposobu użycia tego produktu:


A teraz mój opis tego kosmetyku :) Zacznę może wyjątkowo od składu: jak dla mnie jest on całkiem dobry! Trzy olejki, pantenol, proteiny pszenicy, woda z minerałami morza martwego oraz wosk pszczeli to składniki, które pokochały moje włosy!
Opakowanie to plastykowy słoiczek z błękitną nakrętką, która bardzo ładnie wygląda szczególnie w połączeniu z różową masą widoczną przez resztę bezbarwnego opakowania (widać to na pierwszym zdjęciu).
Zapach maski jest średnio przyjemy, nieco owocowo-chemiczny, ale na włosach nie jest już tak intensywny jak w opakowaniu. Na włosach jest wyczuwalny, ale tylko przez kilka godzin od użycia.
A jakie jest działanie tej maski? Jak dla mnie bomba! Moje włosy są po użyciu gładsze, nie plączą się, są miękkie i przyjemne w dotyku. Mam ochotę je ciągle dotykać, bo są takie milutkie :D
Bardzo podoba mi się efekt nawilżenia oraz brak obciążenia włosów. Podoba mi się także to, że po wysuszeniu włosów suszarką nie elektryzują się one.
Zauważyłam, że maseczka ta lepiej działa trzymana pod czepkiem lub turbanem. Działanie jest wtedy bardziej widoczne i odczuwalne.
Konsystencja maseczki jest bardzo gęsta, ale wydajna. Najlepiej rozetrzeć ją delikatnie w rękach i dopiero wtedy nałożyć na włosy, bo inaczej możecie ją nabrać w podobny sposób jakbyście nabierały gałkę lodów z pudełka. Po nałożeniu maseczka nie spływa z włosów, a dla mnie to istotna cecha.
Cena regularna to 32,90zł jednak w sklepie Skarby Syberii możecie nabyć ją w obniżonej cenie za 22,90zł za 200ml. Jak dla mnie jest to przystępna cena jak na maskę do włosów o dobrym składzie i równie dobrym działaniu.


Podsumowując: pokochałam tą maskę równie mocno jak moją ulubioną grecką maskę do włosów z firmy Mythos. Troszkę drażni mnie zapach tego kosmetyku, ale za to działanie, które jest widoczne i odczuwalne na włosach wszystko rekompensuje. Na pewno zakupię niejeden rosyjski kosmetyk do włosów, bo ta maseczka skutecznie mnie do takich zakupów przekonuje.
Nie zapomnijcie, że robiąc zakupy w sklepie Skarby Syberii na hasło: luckywoman otrzymacie rabat -30% :)

Moja ogólna ocena: 4+/5

http://skarbysyberii.pl/pl/

niedziela, 13 kwietnia 2014

Szampon do włosów normalnych, czyli kosmetyk z gaju oliwnego


Hej :)
Jak wiecie już od jakiegoś czasu używam greckich kosmetyków, bo bardzo dobrze współpracują z moim ciałem. Wiele kosmetyków Mythos bardzo polubiłam, w masce do włosów z soją się zakochałam, ale niektóre kosmetyki były takie nijakie.
Niestety dzisiejszy post będzie o jednym z takich kosmetyków, który nie powalił mnie na kolana. Jak dla mnie jest to najzwyklejszy szampon nieodbiegający od innych szamponów jakie możemy dostać w drogerii. Myślałam, że kosmetyk ten sprawdzi się tak samo dobrze jak szampon do włosów farbowanych, który miałam z tej firmy, jednak nie zaskoczył mnie niczym szczególnym.


Zacznijmy może od składu. Jak widać na poniższym zdjęciu szampon ten ma w składzie SLS, więc nie jest aż taki naturalny jak go opisuje producent. Plusem natomiast są składniki w postaci aloesu, protein pszenicy, oliwy i pantenolu. Nie znajdziemy tutaj żadnych parabenów, silikonów i sztucznych barwników, co także jest zaletą tego produktu.
Zapach szamponu jest delikatny, nieco męski, ale bardzo ładny :) Ciężko mi go opisać słowami, ale mam wrażenie, że większości osób przypadłby do gustu, nawet tej męskiej części użytkowników :)
Konsystencja produktu nie jest ani za rzadka, ani za gęsta. Nie potrzeba dużej ilości szamponu aby dobrze go spienić na włosach.
Opakowanie to plastykowa, miękka buteleczka z nadrukiem typowym dla firmy Mythos, w którym główną rolę gra drzewko oliwne i nazwa firmy. Dozownik jest w postaci dziubka, co bardzo mnie cieszy, bo bardzo lubię taką formę aplikatora.
Szampon pieni się nieco lepiej niż szampon z wasabi do włosów farbowanych, dzięki czemu mycie włosów jest przyjemniejsze, a wydajność jest większa, ponieważ nie zużywamy dużej ilości produktu, aby spienić go na całych włosach.
Produkt ten dobrze oczyszcza włosy, nieco je uelastycznia i nawilża. Mimo wszystko i tak stosuję po jego użyciu odżywkę, bo czuje się nieswojo, gdy jej na włosy nie nałożę. Tylko dwa razy jej nie użyłam aby sprawdzić jak sprawuje się sam szampon.
Kosmetyk ten nie podrażnia skóry głowy, ani jej nie wysusza, nie powoduje także swędzenia skóry. Nada się więc do codziennego stosowania.
Cena szamponu to 27zł za 300ml, ale często można go zakupić w promocji kilka złotych taniej na stronie dystrybutora, czyli TUTAJ.


Podsumowując: szampon jak szampon, na kolana nie powala. Na szczęście nie podrażnia skóry głowy, ładnie pachnie, włosy są po nim miękkie i bardziej elastyczne. Szampon dobrze się pieni i jest wydajny, więc mimo nieco wysokiej ceny warto go zakupić i wypróbować przy okazji zakupów na stronie Flax.

Moja ogólna ocena: 4-/5

http://flax.com.pl

czwartek, 10 kwietnia 2014

Żelowy, szybkoschnący lakier ochronny Top Coat Seche Vite- mój ulubieniec od kilku miesięcy!


Cześć :)
Dzisiaj będzie post z serii tych lakierowych, których na moim blogu niestety jest mało. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić aczkolwiek muszę sobie jakieś fajne lakiery zakupić, ponieważ w mojej kolekcji nadal są te, które już wam kiedyś pokazywałam (aż wstyd się do tego przyznać).
Dzisiaj na tapetę idzie mój ulubiony i jedyny top coat Seche Vite, który otrzymałam na pierwszym rybnickim spotkaniu bloggerek. Bardzo się cieszę, że dostałam taki produkt, bo pewnie sama bym go nie kupiła, a teraz nie wyobrażam już sobie bez niego życia.


Do momentu użycia po raz pierwszy tego produktu malowanie paznokci było dla mnie udręką. Gdy malowałam je wieczorem i szłam spać po przebudzeniu się i spojrzeniu na paznokcie zawsze podnosiło mi się ciśnienie, bo ciągle miałam coś odciśnięte na paznokciach i nadawały się one do ponownego malowania, bądź poprawki.
Producent pisze, że produkt ten można nakładać na mokry lakier. Zrobiłam więc tak jak było napisane na etykiecie i od razu po pomalowaniu paznokcia lakierem nałożyłam na niego top coat. Niestety zrobiłam to zbyt szybko, ponieważ nakładając top coat na świeżo pomalowany paznokieć zdjęłam sobie trochę czerwonego lakieru, przez co po włożeniu pędzelka do buteleczki produkt z bezbarwnego zrobił się delikatnie różowy. Jednak już przy odczekaniu chwilki od pomalowania wszystko było prawidłowe, a pędzelek nie ściągał z paznokci lakieru. Wystarczy odczekać dosłownie minutkę, a nawet mniej i po tym czasie śmiało można nakładać top coat na mokry lakier.
A dlaczego kocham ten produkt? Przede wszystkim kocham go za niesamowicie szybkie utwardzanie i przyspieszenie wysychania lakieru, dzięki czemu po chwili nasze paznokcie są już suche i nic nam się na nich nie odbije. Niestety trzeba uważać na wysoką temperaturę tzn. już dwa razy mi się zdarzyło, że poszłam po około godzinie od nałożenia top coat'u pozmywać naczynia i na (co dziwne) tylko kilku paznokciach lakier się niefajnie rozmazał albo coś się na tych paznokciach poodbijało.
Podoba mi się także efekt nabłyszczenia, dzięki czemu paznokcie wyglądają troszeczkę jak manikiur hybrydowy. Niestety nie spodoba się to miłośniczkom matowych lakierów, ponieważ po pomalowaniu paznokci tym produktem efektu matu już nie będzie. 
Najbardziej jednak kocham tego top coat'a za przedłużenie żywotności mojego lakieru na paznokciach. Wszystkie moje lakiery bez tego produktu utrzymywały się na moich paznokciach maksymalnie 4-5 dni, a po utwardzeniu tym top coat'em lakier na moich paznokciach trzymał się nawet 10 dni! Co prawda końcówki były już wytarte po około 4 dniach, ale nic mi nie odprysło i może gdybym nie zmyła lakieru po tych dziesięciu dniach to bardzo prawdopodobne, że mógłby on wytrzymać na moich paznokciach jeszcze dłużej bez żadnych odprysków. 
Produkt ten współpracuje z wszystkimi lakierami jakie posiadam i wszystkie bardzo szybko utwardza, ale te droższe lakiery utrzymują się na paznokciach dłużej niż te nisko półkowe.
Co do wydajności to nie narzekam. Produkt ten używam od grudnia, czyli cztery miesiące i mam go jeszcze niecałą połowę, a paznokcie maluję średnio raz w tygodniu. Na zdjęciu powyżej jest go więcej, ale zdjęcia robiłam już jakiś czas temu :)
Co do konsystencji jest ona średnio gęsta. Przez te 4 miesiące użytkowania nic się w tej konsystencji nie zmieniło, ale czytałam już kilka opinii, że w połowie większego opakowania, czyli tego 14 mililitrowego lakier dziwnie gęstnieje i ciężko go rozprowadzić na paznokciach.
Zapach tego produktu jest bardzo zbliżony do zapachu rozpuszczalnika, niestety nie jest to zapach należący do tych przyjemnych, ale da się go przeżyć podczas malowania paznokci.
Pędzelkiem bardzo szybko i dokładnie można nałożyć top coat. Nie jest on ani za szeroki, ani za wąski, bardzo dobrze rozprowadza lakier na paznokciu.
Cena tego produktu to około 7-8zł za 3,6ml lub około 20-25zł za 14ml na Allegro. Niestety nie mam zielonego pojęcia, gdzie można zakupić go stacjonarnie. Jeśli wiecie to bardzo proszę dajcie mi znać w komentarzu (chodzi mi o tą mniejszą wersję).

Paznokcie na zdjęciu pomalowane były 5 dni temu. Widać już, że końcówki zaczynają się ścierać, ale nic nie odpryska, ani nie odchodzi płatami. Widać też, że są one ładnie nabłyszczone i nic się na nich nie odbiło.

Podsumowując: produkt ten przyspiesza wysychanie naszego lakieru, przedłuża jego trwałość oraz przepięknie nabłyszcza paznokcie. Nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez użycia top coat'u, a ten jest naprawdę rewelacyjny i godny uwagi. Czy kupię ponownie? Tak!
Moja ogólna ocena: 5-/5

LIN: Opinie na Wizażu

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Moje makijaże, czyli to co zmalowałam na sobie w ostatnim miesiącu


Witam was moje drogie :)
Dzisiaj będzie mały pokaz makijaży, które wykonałam na sobie w ostatnim miesiącu. Od razu zaznaczę, że maluję się rzadko, bo rzadko wychodzę z domu szczególnie teraz, gdy zakończyłam edukację, czekam na dyplom i prawo wykonywania zawodu, a co się z tym wiąże nie pracuję, więc nie mam się gdzie i dla kogo malować xD Straszę moich domowników chodząc po domu bez makijażu :D

Pierwszy makijaż jaki wam zaprezentuje to minimalistyczny makijaż składający się z wytuszowanych rzęs, podkładu, pudru prasowanego, różu i czerwonej szminki. Był to mój pierwszy kontakt z czerwoną szminką, bo wcześniej się jej bałam :P
Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:
- tusz do rzęs Max Double Lash Effects
- podkład Maybelline Affinimat odcień 03 Light Sand Beige
- puder prasowany Manhattan odcień 1 Naturelle
- róż mineralny Maybelline nr 50 Opal Rose
- szminka Miss Sporty nr 053 Watch Out!


Drugi makijaż mi się nie podoba. Opublikowałam go tylko z tego względu, że nie chciałam wam pokazywać dwóch, czy trzech makijaży. Nie podoba mi się, ponieważ uważam, że brązowa kreska na dolnej powiece nie pasuje do różu znajdującego się na górnej powiece.
Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:
- tusz do rzęs Mega Size Lashes Eveline Cosmetics
- podkład Maybelline Affinimat odcień 03 Light Sand Beige
- puder prasowany Manhattan odcień 1 Naturelle
- róż Hean nr 271
- błyszczyk Avon (niestety nie wiem jaki jest to kolor i jaka seria)


Ten mega kolorowy makijaż wykonałam nie miesiąc temu, a jakieś trzy- cztery miesiące temu, więc już dosyć dawno :P Niestety zdjęcia nie są zbyt wysokiej jakości, a tło za mną to kawałek łazienki, ale tylko tam miałam w miarę dobre światło jak na godzinę 22 :P Pamiętam tylko, że cienie jakich użyłam to cienie firmy Glazel Visage.


Makijaż we fioletach to makijaż, który wykonałam w dniu imprezy urodzinowej mojego dziadka :) Przyznam szczerze, że ze wszystkich zaprezentowanych dzisiaj makijaży ten podoba mi się najbardziej :)
Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:
- tusz do rzęs Mega Size Lashes Eveline Cosmetics
- podkład Maybelline Affinimat odcień 03 Light Sand Beige
- puder prasowany Manhattan odcień 1 Naturelle
- róż mineralny Maybelline nr 50 Opal Rose
- paletka poczwórnych cieni Misslyn nr 115
- fioletowo-różany cień na dolnej powiece Glazel Visage
- eyeliner Miss Sporty Studio Lash
- żel do brwi Celia nr 02
- szminka Paese nr 37


Przedostatni makijaż jaki chcę wam zaprezentować to makijaż z brązem i delikatną nutką złota. Tak mnie jakoś naszło na brązy i coś tam z nimi pokombinowałam :P
Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:
- tusz do rzęs Mega Size Lashes Eveline Cosmetics
- podkład Maybelline Affinimat odcień 03 Light Sand Beige
- puder prasowany Manhattan odcień 1 Naturelle
- róż mineralny Maybelline nr 50 Opal Rose
- paletka Sleek Oh So Special
- cienie Glazel Visage
- żel do brwi Celia nr 02
- szminka Avon Absolutność Doskonała Pure Peony


Ostatni makijaż to makijaż z różem, brzoskwinią i fioletową kreską. Chciałam żeby było kolorowo i chyba mi się udało :)
Do wykonania tego makijażu wykorzystałam:
- tusz do rzęs Gosh Amazing Lenght'n Build
- podkład rozświetlająco-antystresowy Avon odcień Nude
- puder prasowany Manhattan odcień 1 Naturelle
- wypiekany róż Hean nr 271
- cienie Glazel Visage
- żel do brwi Celia nr 02
- matowa szminka Avon Coral Cashmere
- na szminkę nałożyłam błyszczyk Avonu (niestety nie wiem jaki kolor)


Wiem, że powyższe makijaże nie są idealne, a nawet brakuje im dość sporo do tych dobrych, ale mam nadzieję, że któryś się wam spodobał. Dajcie znać co o nich myślicie :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...