wtorek, 14 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia 2017


Hej :)
Wracam po długiej przerwie z ulubieńcami stycznia. Ostatni moi ulubieńcy pojawili się w kwietniu (wiem, wiem bardzo dawno temu) i od tego czasu w mojej toaletce zagościło wiele nowości, które zasługują na uwagę. Dzisiaj przedstawię wam produkty, które towarzyszą mi najdłużej, bo aż ponad trzy miesiące i muszę szczerze powiedzieć, że są to perełki, które zasługują na większą uwagę (nie tylko moją).


Zacznę może od dwóch produktów do włosów, które znacząco poprawiły kondycje moich zniszczonych kłaków.
Pierwszym kosmetykiem jest olejek do ciała Dermacol Aroma Ritual Body Oil Grape&Lime, który w moim przypadku służy do olejowania włosów. Czasami, gdy wiem, że moje włosy splotę w warkocz to nakładam go na końcówki i tak zostawiam aż do mycia. Niestety nie mogę sobie wtedy pozwolić na rozpuszczenie włosów w ciągu dnia, bo niestety są mega tłuste. Mimo to olejek ten działa cuda i jak widać dobijam już do dna. Już po pierwszym zastosowaniu moje włosy po umyciu i wysuszeniu były dobrze nawilżone, mniej spuszone i bardziej się błyszczały. Każde kolejne zastosowanie nasilało cudowne działanie olejku. Aktualnie moje włosy są naprawdę gładkie i nawilżone. Mają piękny połysk i lepiej się rozczesują. Co do zapachu samego produktu to jest on fenomenalny- pachnie słodkimi winogronami. Skład jest również świetny. Jest to mieszanka różnych olei takich jak: oliwa z oliwek, olej z awokado, olej z pestek winogron, olej makadamia, olej z pestek moreli, olej sojowy, a także ekstrakt z nagietka lekarskiego. Niestety limonki w składzie nie znalazłam. Cena również jest niska w stosunku do wydajności, bo olejek ten możemy kupić już nawet za niecałe 10zł tak jak ja go kupiłam.


Drugim produktem do włosów jest Milargan Argan Hemp Oil, czyli eliksir do odżywiania i stylizacji włosów z olejkiem arganowym i olejkiem z konopi siewnych firmy Mila. To już moja kolejna buteleczka, ale poprzednie miałam już bardzo dawno temu. Dostałam go od przyjaciółki w prezencie (ona wie co lubię). Kosmetyk ten kocham przede wszystkim za przepiękny zapach! Taki słodki, perfumeryjny. Czasami łapię się na tym, że wącham swoje włosy, bo aż tak podoba mi się ten zapach :) Swoją drogą zapach bardzo długo się na włosach, bo aż do następnego mycia i nałożenia. Jest to produkt bardzo wydajny, zamknięty w fajnej, plastykowej buteleczce o pojemności 30ml. Co do samego działania to włosy po jego zastosowaniu są gładkie i miękkie, ale są też błyszczące i wydają się być nieco nawilżone i odżywione. Produkt szybko się wchłania i ułatwia rozczesywanie. Konsystencja olejku jest świetna: nie klei się i nie skleja włosów. Kosmetyk ten można stosować na mokre i suche włosy. Niestety skład nie jest aż taki fenomenalny, bo na pierwszych trzech miejscach znajdują się silikony. Dopiero później widzimy olejek arganowy i konopny. Niestety cena jak za taki skład nie jest zbyt niska, bo produkt ten kosztuje około 20zł. Mimo to produkt ten pomaga mi uporać się z moimi niesfornymi włosami, które lubią się plątać i puszyć. Dlatego go lubię i umieszczam w moich ulubieńcach. 


Następny ulubieniec to bananowa odżywka do włosów suchych i zniszczonych firmy Mussa Canaria. Kosmetyk ten przywiozłam ze sobą z wakacji na Teneryfie (swoją drogą polecam wam tę piękną wyspę). Zakochałam się w niej od pierwszego użycia! Zaraz po użyciu moje włosy są miękkie, gładkie i cudownie nawilżone. Przy okazji pięknie pachną banankiem. Kosmetyk ten jest niesamowicie wydajny, bo wystarczy tylko odrobina produktu, aby nanieść go na całą długość włosów. Skład również jest świetny, bo nie posiada w sobie silikonów, parabenów, ani olejów mineralnych. Aż 97% składników jest pochodzenia naturalnego. Produkt ten nie jest testowany na zwierzętach. Myślę, że osoby lubiące naturalne kosmetyki, ale także osoby z wysokoporowatymi włosami będą zachwycone tą odżywką. W celu bliższego zapoznania się z tym kosmetykiem zapraszam na szerszą recenzję TUTAJ.


Jeśli chodzi o krem do twarzy to moim ulubieńcem od kilku miesięcy jest krem pielęgnacyjny do twarzy Beauty Elixir firmy PharmaTheiss Cosmetics. Z serii Beauty Elixir miałam także serum do twarzy, które pokochałam i zamierzam kupić je ponownie. Jeśli chodzi o krem do twarzy to bardzo się z nim polubiłam. Szczególnie za bardzo dobre nawilżenie, które towarzyszyło mi przez cały dzień. Przy używaniu tego produktu nigdy pod koniec dnia nie miałam wrażenia, że moja skóra jest coraz bardziej ściągnięta, ściągnięta na tyle, że musiałam aplikować nową porcję kremu. Kosmetyk ten szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstewki mimo, że w swoim składzie zawiera aż 7 olejków takich jak: oliwa z oliwek, olejek migdałowy, olejek z awokado, olejek z pestek moreli, olejek arganowy, olejek z dzikiej róży oraz olejek z pestek winogron. Ponadto zawiera w sobie również cytryniec chiński, który sty­mu­luje syn­tezę kola­genu, zwięk­sza ela­stycz­ność i popra­wia jędr­ność skóry. Sama konsystencja jest lekka i kremowa. Krem świetnie rozprowadza się na twarzy i tak jak już wspomniałam szybko się wchłania, dzięki czemu już chwilę od nałożenia kosmetyku na twarzy możemy aplikować na nią podkład, bez obaw, że krem zacznie się rolować. Podoba mi się także szklane opakowanie, które już nie raz upadło na podłogę, a mimo to słoiczek nadal jest cały. Niestety cena dla niektórych może być zaporowa, bo krem kosztuje aż 70zł za 50ml.


Podkład FitMe! od Maybelline w odcieniu 110 to jeden z ulubionych podkładów do twarzy, które miałam okazję stosować w 2016r. Podkład pięknie wtapia się w skórę, nie ciemnieje i nie wysusza skóry. Krycie ma słabe, ale wystarczą mi dwie cienkie warstwy i już wtedy krycie mnie zadowala. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu na jedną warstwę, a odcień 110 jest dla mnie idealny. Jedyny minus to to, że po kilku godzinach podkład zaczyna być widoczny na mojej twarzy, a w miejscach gdzie się starł odznacza się. Mimo to polubiłam się z nim i zamierzam go zakupić ponownie.


Płynnego korektora Camouflage od Catrice chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Najlepszy korektor jaki do tej pory miałam. Dodatkowo jest wodoodporny, dzięki temu płynące łzy nie stworzą widocznego odznaczenia pod oczami i na policzkach. Korektor nie ciemnieje. Zasycha na mat co dla mnie jest ogromnym plusem. Naprawdę pięknie wtapia się w skórę i nie warzy się na niej. Kryje idealnie wszelkie mankamenty skóry. Utrzymuje się na skórze niezwykle długo. Nie trzeba go utrwalać pudrem, ale ja i tak standardowo to robię. Z zmarszczki minimalnie wchodzi, ale nie tak jak inne korektory pod oczy. Moim zdaniem to istny majstersztyk jeśli chodzi o dział korektorów. Naprawdę polecam.


Szampon "Masło Kakaowe" firmy Ziaja bardzo pokochałam ze względu na zapach. Dla mnie jest to szampon, który robi dokładnie to co inne szampony, czyli oczyszcza włosy. Robi to całkiem dobrze, nie przesuszając przy tym włosów jakoś szczególnie mocno. Wygładzenia włosów nie zauważyłam. Chciałam wam go tutaj pokazać, bo może któraś z was jest również takim freak'iem zapachowym jak ja i może tak jak ja kocha zapach czekoladowo-kakaowy. Takie osoby powinny także pokochać ten zapach i produkt sam w sobie. Szampon jest mega tani i starcza na bardzo długo, więc warto go zakupić choćby na próbę.


Przepraszam was bardzo za zdjęcia z bombkami. ale przyznam się szczerze, że robiłam je na  początku stycznia, a nowych nie chciało mi się już robić.
Dajcie znać jakie są wasze styczniowe typy. Muszę uzupełnić zapasy, a nie wiem czym. Dajcie znać jakie tusze do rzęs polecacie, bo ostatnio mam na nie jakiegoś pecha.

7 komentarzy:

  1. Korektor kusi od jakiegoś czasu - muszę wypróbować w końcu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedynym produktem jaki mam, to korektor Catrice, ale jeszcze nie miałam okazji go stosować, bo zużywam inny korektor, a że nie używam go często, to i zużywanie idzie mi opornie. Zaciekawił mnie podkład, ale ponieważ nie szukam obecnie nic nowego, to też raczej nie wypróbuję.
    Witaj z powrotem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawi ulubieńcy,
    Kilka produktów chętnie sama wypróbuję

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie tym podkładem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię odżywki do włosów Garnier. Nie miałam niczego z Twoich ulubieńców, ale lubię zapach kosmetyków z serii Masło Kakaowe Ziaja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcie podkładu aż sobie zapisałam, bo wygląda na ładnie jasny i beżowy. A takowego aktualnie poszukuję. Przy następnej wizycie w Rossmannie poproszę o próbkę tego odcienia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam tych kosmetyków. Ten podkład mnie zaciekawił ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...