wtorek, 13 września 2016

Bardzo duży haul zakupowy! Kosmetyki, biżuteria i nie tylko...


Hej :)
W końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam pokazać wam moje ostatnie zakupy. Jak będziecie mogli zauważyć sporo tego było w ostatnim czasie i powiem szczerze, że wole nawet nie myśleć jak mój budżet zubożał :) Niemniej jednak kilka kosmetyków musiałam kupić, bo moje zapasy dobijały już dna.


Zacznę może od zestawu Estee Lauder, który jakaś blogerka chciała sprzedać na Allegro. Pomyślałam, że może dostała gdzieś ten zestaw jako gratis i raczej będą to oryginale kosmetyki, a nie tanie podróby. Zdecydowałam, że zaryzykuje i zakupiłam te oto trzy kosmetyki, a raczej ich niepełnowymiarowe wersje. Po lewej stronie widzicie próbkę serum o nazwie New Dimension Shape + Fill Expert Serum. Kosmetyk ten ma wpłynąć na trzy cechy skóry: gęstość, wymiar i kontur. Formuła ta ma ujędrnić i wygładzić skórę przywracając jej właściwą objętość i strukturę. Po prawej stronie zdjęcia widzicie 4ml próbkę i nieco większe, bo 15ml wersję serum Advanced Night Repair Synchronized Recovery Complex II, Jest to bardzo osławione serum firmy Estee Lauder, które w wersji 30ml kosztuje aż 309zł!!! Oczywiście zaczęłam od razu stosować ten kosmetyk i rzeczywiście mogę stwierdzić, iż czuć nawilżenie skóry już po pierwszym użyciu, ale zadowalające efekty widać dopiero przy codziennym stosowaniu. Gdy zaczęłam to serum stosować średnio co trzeci dzień, skóra na nosie i podbródku (czyli w okolicy gdzie najczęściej występują u mnie suche skórki) znów zaczęła się wysuszać. Serum jest naprawdę wydajne, ale nie wiem, czy warte jest wydawania aż takich pieniędzy. Myślę, że regularne stosowanie mieszanki olejków dawało u mnie podobny efekt, a jedynym minusem takiej olejkowej kuracji była tłusta skóra zaraz po nałożeniu. Niemniej jednak stosowałam oba kosmetyki na noc, więc tłustość skóry nie robiła mi jakiegoś większego problemu.


Przy nieplanowanej wizycie w Rossmann'ie kupiłam sobie uzupełniacz mydełka w płynie o zapachu rabarbaru firmy Isana, za który dałam tylko 2,29zł. Za wody toaletowe firmy Mel Merio o pojemności 30ml, które służą mi za mgiełki do ciała zapłaciłam 7,59zł za sztukę. Moje ulubione chusteczki do higieny intymnej Facelle kosztowały tylko 2,39zł w promocji.


W tym samym sklepie kupiłam także odmładzające masło do ciała Perfecta Spa o zapachu jagodowej muffinki, które kosztowało mnie 7,59zł. Dodatkowo kupiłam także duet do włosów Dove z serii Youthful Vitality. Szampon, który niestety wywoływał u mnie łupież kosztował 11,99zł, a odżywka, którą polubiłam również kosztowała 11,99zł.


Ze strony mintishop.pl zamówiłam sobie kilka kosmetyków. Bardzo podobało mi się ich zapakowanie w pastelowe torebki. Liczyłam jednak na to, że duże kosmetyki będą zapakowane w kolorowy papier no, ale jak widać się przeliczyłam. Oprócz tego mam do sklepu kilka zastrzeżeń. Teraz planuję zrobić małe zakupy w sklepie kosmetykomania.pl i wtedy zobaczę gdzie jest ładniejsze pakowanie (zapakowanie produktów jest jedną z cech, na którą zwracam uwagę dokonując zakupów). 


Wracając jednak do sklepu Minti Shop zakupiłam w nim lakiery do paznokci Miss Match i Fruity, które ani nie miały dobrego krycia, ani nie pachniały, ani nie zmieniały koloru (nie kupujcie ich, może nie są drogie, bo kosztują tylko 4,40zł, ale nie są warte wydania żadnych pieniędzy). Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wątpliwa jakość to nie wina tego sklepu. Jedynym zastrzeżeniem, które mogę wytoczyć w kierunku sklepu to to, że odesłałam te lakiery z powrotem do nich, a na zwrot pieniędzy czekałam ponad miesiąc. Przelano mi je dopiero po wykonaniu do nich telefonu i napisaniu maila. Pieniądze jednak odzyskałam, więc jako tako nic się nie stało.


W sklepie mintishop kupiłam także szczotkę Tangle Teezer w pięknym cytrynowym kolorze. Swoją drogą szkoda, że dopiero tak późno zdecydowałam się na zakup tej szczotki- ona jest po prostu fenomenalna! Kosztowała mnie tylko 29,50zł. Kupiłam sobie też suchy szampon Batiste w wersji Neon Lights, której jeszcze nie widziałam na żadnej półce sklepowej. Kosmetyk ten kosztował mnie 14,99zł.


W tym samym sklepie internetowym zdecydowałam się także na zakup sławnego serduszka Makeup Revolution o nazwie Candy Queen of Hearts. Swoją drogą jest to bardzo fajny róż, który nie kosztuje jakoś szczególnie dużo, bo tylko 24,90zł. Gąbeczka Blend It!, którą poleciła mi Kasia z bloga Kasi-es spostrzeżenia własne, także kosztowała mnie 24,90zł i była świetna, ale dosyć szybko popękała i troszeczkę się jej urwało, ale to oczywiście było spowodowane myciem. Mimo to uważam, że to naprawdę fajna gąbeczka do nakładania podkładu. Z wodoodpornego korektora Catrice Liquid Camouflage w odcieniu 010 jestem niezmiernie zadowolona. Naprawdę świetnie kryje i rozjaśnia skórę wokół oczu, ale troszeczkę ją wysusza. Mimo to efekt na twarzy jest świetny i na pewno jeszcze raz kupię sobie ten produkt m.in. dlatego, że nie jest drogi, a kosztuje tylko 15zł.


Postanowiłam także umilić sobie kąpiele i skusiłam się na zakup kremowej kuli i babeczki z firmy Bomb Cosmetics. Babeczka do kąpieli nazywa się Błękitny bukiecik i ma zapach egzotycznych kwiatów. Zawiera naturalne olejki: róży i geranium. Kuleczka do kąpieli nosi nazwę Promyk Słońca i jest o zapachu mango i wanilii. Zawiera naturalne olejki eteryczne z grejpfruta i szałwii. Oba te produkty kosztowały mnie 11zł.


Na Allegro wylicytowałam tester cienia do powiek firmy Lancome, a także miniaturkę matowego lakieru do paznokci w pięknym cukierkowo-różowym odcieniu firmy Clinique. Oba produkty bardzo lubię i za oba zapłaciłam z przesyłką jakoś 30zł.


W Rossmann'ie przy okazji promocji -40% na kolorówkę kupiłam mój ulubiony top coat Sally Hansen Insta Dri, za który zapłaciłam 11,21zł oraz zakupiłam lakier do paznokci: Max Factor Glossfinity w przepięknym brązowym kolorze "Hot Coco" nr 165, który kosztował 16,31zł, lakier Rimmel z serii Rita Ora "Peachella" nr 408 za 5,76zł i lakier Wibo Wow Glamour Sand nr 1, który kosztował tylko 4,23zł. Niestety ten ostatni lakier mimo, że pięknie wygląda na paznokciach i szybko schnie denerwuje mnie, ponieważ jego zmywanie to jeden wielki horror.


Dodatkowo w Rossmann'ie kupiłam także mój ulubiony ostatnio podkład Healthy Mix nr 51 "Light Vanilla" za 27,53zł, dwa podkłady rozświetlające firmy Bell z serii HYPOAllergenic w najjaśniejszym odcieniu, za które zapłaciłam tylko 13,10zł za sztukę. Jeśli chodzi o korektory to skusiłam się na dwa produkty. Pierwszy to Bourjois Radiance Reveal również w najjaśniejszym odcieniu, który kosztował mnie 25,75zł oraz korektor Maybelline Dream Lumi Touch  nr za kwotę 20,04zł.


Oczywiście nie obyło się bez zakupu mydełek w płynie firmy Isana. To czerwone nazywa się "Święto kwiatów", a to pomarańczowe to kuchenne mydło antybakteryjne o pięknym cytrusowym zapachu. Za 1,29zł kupiłam sobie także dwie maseczki firmy Ziaja. Maseczka "Masło Kakaowe" to moje ostatnie odkrycie i na pewno zakupię sobie z tej kakaowej serii jeszcze kilka innych produktów. Sama maseczka pięknie odżywia i nawilża skórę no i oczywiście cudownie pachnie! Maseczka "Płatki Róży"do każdego rodzaju skóry nie była zła, ale jakoś mnie sobą nie urzekła. Jeśli chodzi o suchy szampon Batsite to oczywiście kocham go niezmiennie od dawna i tym razem skusiłam się na wersję Oriental, która kosztowała mnie jakoś 12zł w promocji :)


W Hebe już jakiś czas temu była promocja do -60% na perfumy. Ja skusiłam się na mój wymarzony zapach La Vie Est Belle firmy Lancome o pojemności 30ml. Zapłaciłam za niego 139zł. Dodatkowo kupiłam sobie kokosowe mleczko do opalania SPF 30 firmy Bielenda o naprawdę przyjemnym zapachu oraz serum do twarzy firmy Bioliq.


Na wakacyjny wyjazd zabrałam ze sobą miniaturki produktów. Balsam do ciała Wellness&Beauty, odżywkę do włosów Toni&Guy i granatową z Alterry, a także płyn micelarny z firmy Tołpa. Niestety zgubiłam paragon i nie wiem ile kosztują. Za pusty pojemnik z pompką zapłaciłam 2zł. Za nawilżający szampon do włosów firmy Pantene Pro-V zapłaciłam tylko 9,99zł za 400ml. Swoją drogą jest to całkiem dobry szampon. Oczywiście nie mogłam się nie skusić na płyn micelarny z Garniera, który kosztował mnie tylko 20zł za 2 opakowania.


Ze strony katherine.pl kupiłam sobie trochę biżuterii. Niestety nie pamiętam cen, a na stronie internetowej nie można ich sprawdzić dopóki nie założy się konta. Niestety hasło zapomniałam i wejść na swoje konto nie mogę. Wiem jednak, że nie była to droga biżuteria, a dodatkowo za zakupy powyżej 100zł dostawało się rabat (chyba -20%).


To by było na tyle jeśli chodzi o moje zakupy. Spodziewajcie się za niedługo dużego projektu denko, bo skrzynka z pustakami aż się ugina od pustych opakowań.
Dajcie znać co was zainteresowało. Za niedługo znów wybieram się na zakupy, bo kolejne produkty znów dobijają dna :) Trzymajcie kciuki żebym nie wydała za dużo i kupiła tylko to co naprawdę potrzebuję :p

niedziela, 3 lipca 2016

Projekt denko, czyli zużycia kwietniowo-majowo-czerwcowe (bardzo dużo zużytych kosmetyków do włosów)


Hej, hej, hej :)
Po kolejnym naprawdę długim okresie mojej nieobecności tutaj, postanowiłam stworzyć w końcu jakiś post, a że reklamówka z pustymi opakowaniami już przebierała to temat i okazja do napisania nowego posta same się znalazły.


Dzisiejszy post mam nadzieję przypadnie do gustu osobom dbającym o włosy, ponieważ znajdziecie tutaj całkiem sporą ilość krótkich recenzji na temat poszczególnych produktów do włosów, których w ostatnim czasie naprawdę sporo wykończyłam.


Od lewej:
Planeta Organica szampon do włosów przesuszonych zabiegami kosmetycznymi- bardzo fajnie oczyszczający szampon, który dodatkowo nawilżał włosy. Naprawdę można było odczuć to nawilżenie. Włosy po umyciu i niezastosowaniu odżywki były miękkie i nawet nie były mocno splątane. Może jakoś mocno nie były oczyszczone, ale przy dwukrotnym ich umyciu było już wszystko ok. Skład tak samo jak działanie również był przyjemny. Produkt ten nie zawiera w sobie SLS, parabenów i barwników syntetycznych. Nie jest również testowany na zwierzętach. Zaraz po wodzie znajdziemy olej z rokitnika zwyczajnego, a trochę niżej w składzie jest olej z nasion lnu oraz ekstrakt z miodunki plamistej. Dodatkowo koszt tego szamponu to coś około 15zł za 360ml, więc myślę, że warto się nim zainteresować i go zakupić.

Suchy szampon Batiste Floral Essences- tutaj chyba nie muszę za wiele pisać. Suche szampony Batiste kocham niezmiernie i zawsze do nich wracam. Zapach aktualnie zużytej wersji był prześwietny. Jeden z najpiękniejszych z całej serii.

EcoLab spray termoaktywny do układania i regeneracji włosów- jest to produkt, który ma ułatwić rozczesywanie włosów i chronić je przed gorącym powietrzem. Co do ułatwienia rozczesywania to niestety z moimi włosami sobie nie poradził, ale jeśli chodzi o ochronę przed gorącym powietrzem suszarki i ciepłem prostownicy to nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Myślę, że pod tym kątem kosmetyk ten działa, bo moje włosy mimo suszenia suszarką są w dobrym stanie. Skład jest naprawdę dobry i naturalny. Znajdziemy w nim m.in. ekstrakt z hibiskusa, ekstrakt z imbiru, organiczny olej makadamia oraz keratyna. Do tego produktu zamierzam powrócić, ale dam jeszcze szansę kilku innym upatrzonym produktom termoaktywnym.

Ekspresowa odżywka regeneracyjna Ultimate Color Gliss Kur firmy Schwarzkopf- niestety na tym produkcie się zawiodłam. Myślałam, że produkt ten będzie tak samo dobry jak ta czarno-złota odżywka regeneracyjna Ultimate Oil Elixir, którą naprawdę mocno pokochałam. Liczyłam na podobne, a może nawet lepsze działanie. Niestety się przeliczyłam. Myślę, że włosy farbowane potrzebują dobrego nawilżenia i odżywienia, a niestety tutaj nie mieliśmy ani tego, ani tego. Zapach miała fajny, ale mimo to nigdy więcej jej już nie kupię.

Szampon do włosów suchych i farbowanych Zsiadłe Mleko, Mydlnica lekarska Babuszka Agafii- mimo, iż miałam wrażenie, że szampon ten nieco wysusza włosy to polubiłam go. Może dlatego, że naprawdę dobrze oczyszczał włosy nawet po olejowaniu. Wystarczyło jedno mycie, aby włosy były oczyszczone. Przy podwójnym myciu i łagodnie nawilżającej odżywce było można odczuć, że włosy są suche i potrzebne było wsparcie w postaci olejku bądź odżywki nawilżającej w spray'u. Skład niestety nie powalił na kolana, ale za cenę chyba 5zł na cuda nie liczyłam.


Balsam/odżywka do włosów Miękkość i Blask Garnier dodawany do farb Olia- czy ktoś mi może powiedzieć czemu nie można tego produktu kupić w wersji pełnowymiarowej?! Ten balsam jest świetny! Włosy po jego użyciu są miękkie, gładkie i lśniące. Praktycznie wcale się nie plączą, a ich rozczesywanie to czysta przyjemność. Jeszcze dwa opakowania czekają na użycie, ale mam je zamiar zabrać ze sobą na wakacje, bo mają fajną pojemność :)

Yves Rocher płukanka octowa z malin- cudownie pachnący malinami kosmetyk! Po użyciu tej płukanki moje włosy były pięknie nabłyszczone, miękkie w dotyku i pachnące. Produkt ten stosowałam tylko na wyjątkowe okazje, ponieważ do tanich nie należy, a jego wydajność nie jest jakaś powalająca. Mimo to planuję ponowny zakup tego kosmetyku.

Balea balsam i odżywka do włosów z mango i aloe vera- o matulku! Jak to pachnie! W tym zapachu tak się zakochałam, że teraz większość kosmetyków kupuję z mango w składzie ;) Nie dość, że oba te produkty tak pięknie pachną to i wspaniale działają. Odżywka dobrze nawilża włosy, łatwo się ją zmywa i nie spływa z włosów. W połączeniu z balsamem do włosów tworzą duet idealny. Balsam nałożony na końcówki dobrze je scala i wygładza, nie skleja włosów i tak samo jak odżywka dobrze je nawilża. Zapach na włosach dosyć długo się utrzymuje, ale tylko po użyciu tego balsamu. Po użyciu odżywki cudownym zapachem nie nacieszymy się za długo. Oba te produkty mają całkiem dobre składy. Nie mają w sobie silikonów i dla mnie jest to na plus. Oba te kosmetyki polecam i zamierzam do nich ponownie wrócić. 


Planeta Organica seria Afryka maska odżywcza do włosów suchych i zniszczonych z masłem shea- jest to naprawdę rewelacyjna maska, która niesamowicie zmiękcza włosy, zapobiega ich plątaniu, pięknie odżywia i nawilża włosy nie obciążając ich przy tym. Jest naprawdę tania jak na tak dobry skład, w którym znajdziemy m.in. 15% masła shea, olej baobabu, ekstrakt z owoców baobabu, a także olej z avocado. Polecam każdemu, szczególnie osobom farbującym włosy.

Maska do włosów delikatnych i wypadających Organique z serii Energizing- po użyciu tej maski moje włosy są gładkie. miękkie, nawilżone i błyszczące. Maska ta nie spływa z włosów, nie obciąża ich, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach tego produktu jest lekko słodki, ale ciężki do opisania. Dla mnie maska ta pachnie jak guma balonowa i mydło wymieszane razem. Nie mniej jednak jest to zapach bardzo przyjemny dla nosa, a który nawet całkiem długo utrzymuje się na włosach. Skład jak sama nazwa firmy mówi jest wysoce organiczny. Po wodzie i emoliencie znajdziemy substancję, która zapobiega splątywaniu włosów, wygładza je i nadaje połysk, ale ma także działanie konserwujące. Następnie mamy glicerynę, pantenol, jedwab i ekstrakt z guarany i alg. Maska bała bardzo fajna, ale niestety szybko się skończyła.

Garnier Ultra Doux intensywna odzywka z cudownymi olejkami do włosów zniszczonych i łamliwych- po tej odzywce włosy były pięknie wygładzone, nawilżone, miękkie i błyszczące. Naprawdę dobrze wyglądały po wysuszeniu, były sypkie i przyjemne w dotyku. Nie były również tak splatane jak po użyciu innych odżywek, przez co dużo łatwiej rozczesywało mi się włosy. Oprócz działania pokochałam także zapach tego produktu, który niestety ciężko mi do czegokolwiek porównać. Niemniej jednak jest to zapach słodki, który całkiem długo utrzymuje się na włosach. Naprawdę polecam wam ten produkt. Ja na pewno do niego wrócę:)

Schwarzkopf Got2b lotion przeciwko puszeniu się włosów- niestety produkt ten się u mnie nie sprawdził. Trzeba było uważać ile się go nakłada, bo bardzo szybko można było z nim przesadzić. Jak już nałożyło się go za dużo to włosy były mocno sklejone i obciążone. Przy niewielkiej ilości włosy może nie były sklejone, ale nadal były obciążone. Dzięki temu końcówki się nie puszyły, ale włosy były jakieś sztywne i ciężkie do ułożenia. Nie polecam wam tego kosmetyku mimo, że na wizażu ma całkiem dobre opinie. Jak dla mnie jest to strata pieniędzy, bo na moich wysokoporowatych włosach kompletnie się nie sprawdził.


Zimowe mydełko Isana z limitowanej edycji wanilia i karmel- również przyjemnie pachnące mydełko, ale zapach jakoś nie powalił mnie na kolana. Zdecydowanie bardziej wolę wersję z rabarbarem ;) 

Dove Deeply Nourishing odżywczy żel pod prysznic- żele pod prysznic Dove lubię szczególnie za ich kremową konsystencję i cudowny zapach. Ten żel także pokochałam mimo, że nie zauważyłam żadnego głębszego nawilżenia. Na pewno, żel ten nie wysuszył mi skóry tak jak to robi większość innych kosmetyków tego typu, ale dodatkowego nawilżenia nie zauważyłam. Mimo to zamierzam zakupić inne wersje żeli pod prysznic tej firmy.

Wiosenne mydełko Isana z limitowanej edycji z wyciągiem z rabarbaru- niesamowicie pięknie pachnące mydło w płynie! Czegoś o takim zapachu od dawna szukałam i w końcu znalazłam. Zapach jest słodki, ale i kwaskowaty. W pełni oddaje rabarbar, który jako dziecko często jadłam z cukrem pudrem. Jedna z najlepszych wersji zapachowych jakie miałam okazję mieć. Koniecznie muszę zrobić zapasy tego mydełka :)



Antyperspiranty Rexona Sexy Bouquet i Linen Dry- najlepsze antyperspiranty jakie kiedykolwiek miałam okazję używać! Kocham je już od kilku dobrych lat. Moją ulubioną wersją zapachową jest zdecydowanie ta o zapachu truskawek i moreli.

Avon Naturals mgiełka o zapachu figi- mgiełki Avonu bardzo lubię, bo mają fajne zapachy i są tanie. Mgiełka o zapachu figi skusiła mnie słodkim zapachem i ceną, bo w promocji zapłaciłam za nią jakoś 5zł. Na pewno zakupię inne wersje zapachowe tych mgiełek, jak tylko wykończę resztę moich tanich wód toaletowych, które mi zalegają na półce.

Bielenda Golden Oils Ultra odżywcze mleczko do ciała- bardzo polubiłam to mleczko, ponieważ miało cudowny zapach i całkiem szybko się wchłaniało. Niestety opakowanie pozostawia wiele do życzenia, ponieważ już po pierwszym użyciu złamała mi się pompka dozująca produkt. Mimo to byłam w stanie jakoś ten kosmetyk wygrzebywać, ale przyprawiało mi to niepotrzebnych nerwów. Gdyby nie to byłby to mój ulubieniec, bo mleczko to całkiem fajnie nawilżało moją skórę i miałam wrażenie, że nawet trochę ją odżywiało.


Płyn Micelarny AA Ultra Nawilżenie- starszą wersję tego kosmetyku lubiłam, ale ta nowa kompletnie mi nie pasuje. Tym płynem zmywałam tylko podkład, bo żadnego tuszu nie można było zmyć bez pocierania oczu. Ja już staram się tego nie robić, więc do demakijażu oczu musiałam stosować coś mocniejszego co w pełni rozpuściło tusz do rzęs. Od płynu micelarnego wymagam zmywania każdego niewodoodpornego kosmetyku, a niestety ten płyn nie radzi sobie z żadnym tuszem do rzęs o wodoodpornych nie wspomnę. Niestety jak dla mnie jest to kosmetyk niewarty kupienia.

Nawilżający krem łagodzący z serii Botanic Green firmy Tołpa- krem ten szybko się wchłaniał i dosyć dobrze nawilżał skórę. Jest to lekki krem, nie zawierający w sobie SPF'a, więc w lato może się nie sprawdzić. Zaletą tego kosmetyku jest to, że każdy podkład na tym kremie wyglądał rewelacyjne, a krem nie rolował się przy jego nakładaniu. Skład produktu nie jest zły. Składnikami aktywnymi są torf, ekstrakt z nasion bawełny, z korzenia irysa oraz pochodna mocznika. Dzięki tym składnikom skóra po użyciu jest miękka i gładka. Sam krem jest jest hypoalergiczny, nie zawiera alergenów ani sztucznych barwników, dzięki czemu nie podrażni skóry, nawet u osób z wrażliwą cerą. Zapach jak dla mnie był bardzo przyjemny to samo mogę napisać o cenie. Za ten krem zapłaciłam jakoś 19zł za 50ml. Możliwe, że zakupię go kiedyś ponownie.


Serum Beauty Elixir do Intensywnej Pielęgnacji firmy PharmaTheiss Cosmetics- to serum naprawdę pokochałam, a zapomniałam go umieścić w moich ostatnich ulubieńcach. Jest to produkt, który posiada w składzie m.in. aż 7 różnych olejków takich jak oliwa z oliwek, olejek migdałowy, olejek z awokado, olejek z pestek moreli, olejek arganowy, olejek z dzikiej róży oraz olejek z pestek winogron. Oprócz tego jego składnikami są także cytryniec chiński i lawendę motylkową. Reszta składu to głównie emolienty. Kosmety ten stosowałam głównie na noc, ponieważ ze względu na obecność olejków był dosyć tłusty. Mimo to całkiem dobrze się wchłaniał, a rano skóra była promienna, odżywiona i rewelacyjnie nawilżona. Zapach również był cudowny jak i opakowanie z pompką, które wyjątkowo przypadło mi do gustu (sami powiedzcie, czyż nie wygląda to serum na bardzo luksusowe?). Planuję ponowny zakup tego produktu, ponieważ był to dobrze działający kosmetyk, a jego cena nie jest dla mnie jakaś szczególnie wysoka (70zł/30ml).

Tonik Clinique Clarifying Lotion Clarifiante- tonik ten może i przywracał skórze naturalne pH, ale także ją przy tym wysuszał. Nie planuję zakupu pełnowymiarowej wersji, ponieważ od toniku oczekuję także nawilżenia, którego ten produkt nie potrafił zapewnić.

Kapsułki pielęgnacyjne Anti-Age Rival de Loop- bardzo lubię te kapsułki, ponieważ mają świetny skład i są tanie. Stosuję je tylko na noc kiedy mi się skończy jakiś krem lub serum. Niestety kapsułki te ze względu na skład, w którym znajdziemy wiele olei jest tłuste, więc raczej nie nadaje się do stosowania na dzień. To jest moje kolejne zużyte już opakowanie.


Rozświetlający korektor Deluxe Brightener firmy Wibo- jedyny minus tego kosmetyku to jego wydajność. Korektor ten starczył mi tylko na kilkanaście użyć. Niemniej jednak nie ubolewam na tą wydajnością jakoś bardzo, bo był to produkt tani (po obniżce -49% zapłaciłam 8zł). Główne działanie, czyli rozjaśnienie jest świetne. Skóra w miejscu nałożenia korektora jest naprawdę widocznie rozświetlona, dzięki czemu cienie pod oczami są praktycznie niewidoczne. Korektor ten nie wchodzi w zmarszczki, a krycie również jest świetne. Podoba mi się także opakowanie tego produktu. Skład również jest niczego sobie. Znajdziemy w nim aktywny dipeptide tzw. botoks like, który ponoć wygładza zmarszczki i zapobiega tworzeniu się nowych, a także pantenol, witaminy PP, A,C,E, kofeinę oraz ekstrakt z Scuttellarii. Korektor ten zawiera w sobie składniki rozpraszające światło, które mają dać efekt soft-focus.Ogólnie rzecz biorąc jestem naprawdę zadowolona z tego produktu i zamierzam ponownie go kupić.

Podkład Bourjois Helathy Mix w odcieniu Light Vanilla- jeden z najlepszych podkładów rozświetlających jakie miałam okazję używać! Bardzo długo utrzymuje się na twarzy, świetnie wtapia się w skórę, a po jego nałożeniu skóra wygląda na zdrową i rozświetloną. Przy okazji pięknie pachnie i jest całkiem wydajny. Jedyny minus wszystkich podkładów rozświetlających jest to, że już po około 3-4 godzinach moja twarz świeci się jak lampki choinkowe. 


Tusz do rzęs Avon Big False Lash- ten tusz dostałam chyba ze starej serii, ponieważ już przy pierwszym użyciu miałam na rzęsach mnóstwo czarnych kuleczek. Dałam mu drugą szansę i niestety znów było to samo. Już po 2-3 godzinach znacząco się osypywał i konieczne było częste zaglądanie do lustra, w celu starcia okruszków spod oka. Niestety po drugim użyciu tusz ten wyrzuciłam i nikomu go nie polecam. Bubel totalny!

Róż mineralny Pure Blush Mineral firmy Maybelline w odcieniu 50 Opal Rose- produkt ten dostałam od koleżanki i od razu się w nim zakochałam. Zawsze chciałam mieć róż mineralny i w końcu go miałam. Odcień pięknie wpasowywał się do mojej karnacji i w okresie wiosenno-jesiennym pięknie się prezentował na mojej bladej twarzy. Starczył mi na długi okres używania mimo, iż dostałam go tylko połowę. Szkoda, że tego produktu nie znajdziemy już na sklepowych półkach.

Top coat Indigo- jakoś niespecjalnie go polubiłam. Niby utwardzał lakier przez co mogłam się cieszyć lakierem bez odpysków, ale niestety produkt ten nie przyspieszał wysychania lakieru do minimum, przez co nie pobił mojego ulubionego top coat'a z Sally Hansen. Produkt dobry, ale polecę go osobom, które nie stawiają na przyspieszenie wysychania lakieru tylko na jego utrwalenie.

Laura Conti Vitamin Booster odżywka do paznokci- całkiem spoko odżywka do paznokci. Jest tania i jak za taką cenę to całkiem długo utrzymuje się na paznokciach. Stosowałam ją głównie jako baza pod lakier i pod tym względem naprawdę dobrze się spisywała.


Dada chusteczki nawilżane dla niemowląt- uniwersalne chusteczki wykonane w 100% z bawełny. Nie zawierają parabenów i są biodegradowalne. Nie są też drogie, bo kosztują coś około 4zł. Po wodzie znajdziemy w składzie 3 oleje, a następnie alantoninę i glicerynę. Są to dobrze nawilżane chusteczki, które możemy wykorzystać, czy to do wytarcia rąk, czy powierzchni, czy to nawet do higieny intymnej.

Świeca Wood Wick o zapachu Bakery Cupcake- mateczko jak to pachniało! Po zapaleniu po godzinie mój pokój zamieniał się w cukiernię, w której na zapleczu pieczono babeczki i inne ciasteczka. Jeśli ktoś nie lubi mocno słodkich zapachów to nawet niech tej świecy nie kupuje, bo może go zemdlić. Mi jednak zapach bardzo odpowiadał, no a przy okazji miałam wrażenie, że mam u siebie kominek, bo knot tej świecy wydaje dźwięk przypominający dźwięk palonego drewna. Świece WW kocham i mam u siebie jeszcze dwa inne zapachy.

Carea płatki kosmetyczne z wyciągiem z aloesu- moje ulubione płatki kosmetyczne! Nie rozwarstwiają się, nie pylą jakoś szczególnie mocno i są tanie. Za trzy opakowania po 120szt zapłacicie w Biedronce 6zł (jak są w promocji), więc niedużo. Jak na razie stosuję tylko i wyłącznie te płatki.

To by było na tyle jeśli chodzi o moje zużycia kosmetyczne. Dajcie znać, czy któryś z powyższych kosmetyków miałyście i zakochałyście w nim, a jeśli któryś się wam nie sprawdził to także napiszcie, który i dlaczego.

piątek, 27 maja 2016

Tisane balsamik do ust dla dzieci i dorosłych: porównanie obu wesji


Hej :)
Dzisiaj chciałabym wam przedstawić dwa balsamy do ust firmy Tisane. Moi czytelnicy pewnie znają ten standardowy balsam do ust w czerwonym pojemniczku, bo znalazł się on w moich ulubieńcach. Jeśli jednak ktoś z was nie zna go z mojego bloga to pewnie kojarzyć go będzie z internetu, bo jest to produkt bardzo wychwalany na różnych portalach, blogach i vlogach.
Dzisiaj jednak w głównej mierze chciałabym wam przedstawić produkt do ust, który przeznaczony jest teoretycznie dla dzieci, ale praktycznie oczywiście każdy może ten produkt używać.


Opis producenta:
Produkt przeznaczony do pielęgnacji ust. Doskonale radzi sobie ze spierzchniętymi, obtartymi i obgryzionymi ustami. Przeciwdziała stanom zapalnym i przyspiesza regenerację naskórka. Chroni przed niekorzystnym wpływem mrozu, wiatru, deszczu i słońca. Naturalna kompozycja składników nawilża, wygładza i odżywia skórę.

Stosowanie:
Cienką warstwę balsamu nanosić na usta lub inne miejsca, które wymagają pielęgnacji, ochrony i nawilżenia.

W Balsamiku nie ma:
parafiny, silikonów, parabenów, sztucznych aromatów, barwników, pochodnych PEG, alkoholu

Kompozycja zawiera:
Ekstrakt z rumianku, miód, prowitaminę B5, witaminę E, olejek ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, masło kakaowe, wosk pszczeli, lanolinę.


Jak widzicie na zdjęciach obie wersje znajdują się w podobnych słoiczkach i obie wersje mają taką samą gramaturę wynoszącą 4,7g. Wersja dla dzieci ma na nakrętce wesołą małpkę, nie ma za to z boku opakowania opisu producenta (no i dobrze, bo dzieci na pewno ten opis nie interesuje).
Jeśli chodzi o zapach to niestety wersja dla dzieci niezbyt ciekawie pachnie. Mi osobiście się ten zapach nie podoba. Jest mdły i mało słodki. Wersja standardowa pachnie za to przyjemnie i bardzo bym się cieszyła, gdyby producenci zmienili zapach wersji dziecięcej na taki sam zapach jaki towarzyszy wersji dla dorosłych.
Konsystencja obu tych balsamów jest identyczna: gęsta i tłustawa. Niestety wersja dla dzieci posiada w sobie kuleczki niewiadomego dla mnie pochodzenia, które teoretycznie rozpuszczają się na ustach pod wpływem ucisku i ruchu, ale myślę, że byłoby lepiej gdyby tych kuleczek nie było.
Działanie nawilżające, odżywiające i wygładzające jest w obu przypadkach takie samo. Oba te balsamiki dobrze odżywiają i nawilżają usta, przywracając je do ładu.
Balsamik dla dzieci dostępny jest tylko w wersji w słoiczku, natomiast balsam dla dorosłych dostępny jest nie tylko w słoiczku, ale także i w sztyfcie. Cena wersji dla dzieci to około 13zł, natomiast cena wersji w czerwonym słoiczku to koszt około 8zł. Moim zdaniem lepiej zakupić dzieciakom wersję standardową, bo ma równie dobry skład jak wersja dla dzieci, ładniej pachnie no, a przede wszystkim jest tańsza o około 5zł. Na lato Hebra Studio wypuściło także balsam do ust z SPF 30, który miałam okazję używać. Fajna pomadka ochronna na okres letni, jednak do nawilżania ust polecam raczej klasyczną wersję Tisane.


Ja wersję klasyczną zdecydowanie bardziej polubiłam. Gdyby nie te dziwne kuleczki w balsamiku i jego specyficzny zapach również bym go pokochała. Niestety te dwa czynniki sprawiły, że nadal będę zachwycona klasyczną wersją balsamu Tisane, a wersji dla dzieci nie kupię aż do momentu jej ulepszenia.
Dajcie znać, czy któraś z was miała może wersję dla dzieci, a jeśli tak to czy ma o niej podobne zdanie, czy raczej bardziej pozytywne niż moje :)

poniedziałek, 9 maja 2016

Ulubieńcy marca i kwietnia


Hej :)
W końcu mam dwa dni pod rząd wolnego i te dwa dni postanowiłam przeznaczyć właśnie na reaktywację bloga. Mam zamiar napisać kilka postów, ale najważniejsze posty to ten dzisiejszy i z denkiem, ponieważ skrzynka z pustymi opakowaniami już mi się nie domyka. Tak, więc nie przedłużając wstępu zapraszam was do zapoznania się z moimi ulubieńcami ostatnich dwóch miesięcy :)


Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy to stosowałam naturalny, nawilżający tonik do skóry suchej i wrażliwej firmy Eco Lab, który moim zdaniem ma naprawdę dobry skład. Możemy w nim znaleźć wodę morską, ekstrakt z różeńca górskiego, dipeptyd o nazwie carnosine, olej ze słodkich migdałów, olej z róży girlandowej oraz kwas hialuronowy. Jedynym minusem może być gliceryna, która znajduje się na drugim miejscu w składzie. Dla mnie to nie jest aż taka wada, ale wiem, że są osoby, które nie tolerują gliceryny w kosmetykach. Kosmetyk ten nie ma w sobie SLS, SLES, silikonów, parabenów, barwników i konserwantów. Zapach tego toniku jest cudowny. Słodki i kwiatowy, z delikatną nutką ziołową, która jest ledwie wyczuwalna. Mi przypomina zapach luksusowych perfum. Zapach jest dosyć mocny jak na tonik, ale zaraz po przetarciu twarzy szybko się ulatnia. Tonik ten stosuję zaraz po umyciu twarzy, w celu przywrócenia skórze odpowiedniego pH. Zwilżonym wacikiem przecieram nie tylko całą twarz, ale także i oczy. Nawet gdy odrobina produktu dostanie się do oczu, nie czuć żadnego dyskomfortu, szczypania, czy pieczenia. Dzięki temu produktowi moja skóra nie jest ściągnięta ani sucha. Widać i czuć, że jest dobrze nawilżona. Tonik ten kosztuje niewiele jak na swój skład i właściwości. Za 200ml musimy zapłacić tylko 12,90zł. Kupić go możecie m.in. na stronie lawendowaszafa24.pl.


Zaraz po tonizowaniu skóry nakładam na twarz emulsję nawilżającą Clinique Dramatically Different Moisturizing Lotion +. Mamusiu co to jest za emulsja! Lepszej naprawdę jeszcze nie miałam! Absolutny hit wśród emulsji nawilżających! Nie dość, że cudownie nawilża moją przesuszoną i odwodnioną skórę to jeszcze jest niesamowicie wydajny! Wystarczy tylko odrobina kremu wielkości ziarna grochu i taka ilość wystarczy na pokrycie całej twarzy. Produkt ten nie zapycha skóry ani jej nie podrażnia. Emulsja ta jest bezzapachowa, co dla jednych może być minusem, a dla drugich plusem. Mi to akurat nie przeszkadza chociaż chciałabym, aby choć troszeczkę pachniała. Konsystencja jest typowa dla emulsji. Nie za gęsta, lekko wodnista. Może dlatego nie potrzeba jej za dużo, aby zaaplikować ją na całą twarz. Niestety mimo tych wszystkich plusów jest też i minus, którym jest cena. Tubka wielkości 50ml kosztuje 95zł. Niby nie jest to dużo jak na taki dobry krem, ale dla niektórych może to być kwota zaporowa. Ja bym wydała tyle na krem jeśli byłabym przekonana, że jest naprawdę dobry, a tan produkt naprawdę taki jest. Zainteresowani niech poszukają na allegro tego kremu w wielkości 30ml, który zazwyczaj jest w zestawie z dwoma innymi próbkami (toniku i mydełka chyba). Zestawy te nazywają się Clinique 3 Step Skin Care lub Clinique 3 kroki zestaw startowy.


Jak już się nakremuje i stonizuje skórę to nakładam ulubiony ostatnio podkład Bourjois Healthy Mix w odcieniu N51 Light Vanilla. Szkoda, że podkład ten odkryłam tak późno. Moja skóra wygląda cudownie zaraz po nałożeniu tego podkładu. Jest taka rozświetlona i wygląda na zdrową. Niestety po około 5-6 godzinach zaczynam się coraz mocniej świecić. Przypudruje się jednak trochę pudrem prasowanym z tej samej serii i problem znika. Podkład ten pięknie pachnie owocami, cudownie wtapia się w skórę i dosyć długo na niej pozostaje. Oczywiście w miejscach typu broda i policzki się ściera, ale każdy podkład, który miałam nie wytrzymał częstego dotykania się w tych miejscach.


Jeśli chodzi o tuszowanie rzęs to ostatnio moim ulubionym tuszem okazał się tusz do rzęs Seduction Codes Nr 4 Volume and HD Definition firmy Astor. Kosmetyk ten posiada dosyć dziwną, silikonową szczoteczkę, która zakończona jest spłaszczeniem bez włosków. Nie ułatwia to tuszowania rzęs w wewnętrznym kąciku oka i trzeba się trochę natrudzić niż nauczy się obsługiwać tę szczoteczkę. Jak już się opanuje jej obsługę to później tuszowanie idzie gładko. Szczoteczka ta cudownie rozdziela i delikatnie wydłuża rzęsy, tworząc całkiem przyjemny wachlarz rzęs. Tusz całkiem długo utrzymuje się na rzęsach. Dopiero po około 10-12 godzinach widać lekkie osypanie. Łatwo się go zmywa i nie kosztuje wiele, więc szczerze go polecam :)


Jeśli chodzi o włosy to ogromnie pokochałam jeden z produktów przeznaczony dla dzieci, a mianowicie mowa o spray'u ułatwiającym rozczesywanie włosów Wspaniałe Mango-Pogromca Czupryny firmy Avon. Produkt ten świetnie pachnie soczystym mango, ale niestety zapach nie utrzymuje się na włosach jakoś specjalnie długo. Co do działania to muszę przyznać, że naprawdę pomaga poskromić splątane włosy i ich rozczesywanie jest dużo łatwiejsze niż po użyciu innych tego typu spray'ów do włosów. W połączeniu ze szczotką TT tworzą duet idealny. Widocznie ograniczyła się ilość wyrwanych włosów, a także widać, że moje włosy są w nieco lepszym stanie niż były jakieś pół roku temu. Niestety kosmetyk ten ma jedną wadę, a mianowicie atomizer, który nie traktuje włosów drobną mgiełką, a pryska ogromnymi kroplami przez co sporo produktu się marnuje. Nie jest to za to kosmetyk drogi, bo kosztuje tylko 7zł, więc nie jest mi jakoś bardzo żal szybkiego zużywania, ale przez ten atomizer jego wydajność nie jest niestety najlepsza. Mimo to ponownie do niego wrócę :)


Kolejnym, ale tym razem niekosmetycznym ulubieńcem jest wosk zapachowy Yankee Candle o nazwie Peony. Jak ten wosk pięknie pachnie i na sucho i palony w kominku! Jeśli ktoś jest miłośnikiem peonii to zakocha się w tym zapachu! Palę go w zimniejsze i ponure dni, bo od razu po zapaleniu robi mi się lżej na duchu. Dodatkowo zapach przywołuje na myśl lato, które już za niedługo u nas zagości :) Przymierzam się do zakupu dużej świecy, ale gdzieś wyczytałam, że świeca nie pachnie już tak intensywnie jak wosk. Mimo to mam ten wosk jeszcze w zapasie, więc przez jakiś czas jeszcze naciesze się tym zapachem :)


To by byli wszyscy moi dwumiesięczni ulubieńcy. Produkty te uwielbiam i używam ich codziennie, gdy mi się skończą to część z nich na pewno zakupię ponownie. Dajcie znać co myślicie o wymienionych powyżej kosmetykach, a jeśli ktoś z was ma dużą świecę o zapachu peonii to dajcie znać, czy warto ją zakupić, czy może lepiej zainwestować w kilka wosków o tym zapachu.
Pozdrawiam was cieplutko i zmykam do pracy :)

wtorek, 5 kwietnia 2016

Wiosenny haul zakupowy + prezenty


Hej, hej, hej :)
Witam was z ten słoneczny, wiosenny dzień :) Czy wy też macie teraz takiego powera jak ja? Dawno nie miałam takiego zapału i motywacji do pracy :D To chyba wszystko dzięki tej pięknej pogodzie :)
Dzisiaj jednak nie o pogodzie, ani o moim zapale do pracy, ale o produktach, które zakupiłam w ostatnim czasie. Oprócz zakupów kosmetycznych pokażę wam też zakupy niekosmetyczne, a także prezenty, które dostałam od znajomych i firm L'Oreal oraz Herba Studio.


Na początek zacznę od pokazania wam zamówienia, które złożyłam na stronie lawendowaszafa24.pl. W moim koszyku oprócz kilku kosmetyków zamówionych dla znajomych, znalazły się także cztery rzeczy, które możecie zobaczyć u góry. Zaczynając od lewej strony widzimy 100% naturalny antyperspirant w kulce firmy Eco Lab, który to ma w swoim składzie płynny ałun glinowo-potasowy i wyciąg z cytryny. Po dłuższym czasie użytkowania mogę stwierdzić, że niestety u mnie nie za bardzo działa i ochrona przed potem oraz nieprzyjemnym zapachem jest niewielka. Nie polecam. W cenie regularnej kosmetyk ten kosztuje 19zł.
Następnie mamy organiczne serum do twarzy do 35 lat Babuszki Agafii, które ma całkiem dobry skład i które całkiem dobrze działa, nawet gdy stosujemy go samodzielnie, nie nakładając już na nie żadnego kremu. Do serum mu jednak daleko, ponieważ jego konsystencja ewidentnie przypomina zwykły krem. Cena tego kosmetyku to 14,90zł.
Kolejny produkt to arganowa maska do włosów farbowanych Planeta Organica z serii Afryka. W swoim składzie zawiera m.in. olej arganowy, olej z pestek moreli, ekstrakt z liści drzewa oliwnego. Jeszcze jej nie używałam, więc nic wam o niej nie powiem. Jej cena to 15zł. Tyle samo kosztuje nawilżający balsam do włosów normalnych firmy Planeta Organica z serii Afryka, posiadający w sowim składzie m.in. organiczne masło mango, olej kokosowy oraz tamaryndowiec, którego również jeszcze nie używałam.


W Tesco pod koniec lutego były jeszcze świąteczne świeczki, które kosztowały jedynie 2zł za sztukę. Żal było nie wziąć. Do świąt już tylko 8 miesięcy, więc grzecznie przeczekają w szafce :P


Vent Stick'sy firmy Yankee Candle to ulubione odświeżacze powietrza do samochodu w całej mojej rodzinie. Tym razem zdecydowałam się na zakup patyczków o zapachu Island Getaway. Zapach jest przepiękny: słodki, rześki i lekko kwiatowy. No cudo! Tak samo piękny okazał się zapach wosku Sun-Kissed Leaves, który w ten wczesny okres wiosny pięknie się wkomponowuje. Jeśli byliście kiedyś wśród drzew, które zaczynają zakwitać to wiecie jaki piękny zapach wydzielają. Dokładnie tak samo pachnie ten wosk.


Na Allegro zamówiłam sobie złuszczające skarpetki firmy Marion, które bez wysyłki kosztowały 8,98zł. Dodatkowo kupiłam sobie peeling enzymatyczny z żurawiną firmy Apis, który kosztował 16zł. Niestety moja gąbeczka do makijażu Real Techniques uległa zniszczeniu, więc kupiłam sobie nową za aż 5zł. Niestety jest tak twarda, że nie nadaje się do użytku. Pilniczek w kształcie banana kosztował tylko złotówkę. Szminka firmy Astor, w pięknym pomarańczo-koralowym odcieniu kosztowała chyba 11,99zł. Gdyby ktoś był nią bardziej zainteresowany to jest to szminka o numerze 403 i nazwie Attractive Coral.


W Rossmann'ie kupiłam sobie swoją ulubioną farbę do włosów Olia firmy Garnier. Mój odcień to 5.60 głęboki karmin. Już dawno ją zużyłam i niestety na razie jej nie kupię ponownie, bo postanowiłam zmienić kolor na jasny brąz. Przyszła wiosna i trzeba było jakieś zmiany w swoim wyglądzie poczynić :D
Keratynową terapię do włosów dostałam w prezencie, ale jeszcze leży w szafie i czeka na swoje użycie. Masełko do ciała firmy Avon z serii Planet Spa zakupiłam sobie za 15,99zł. Jest to masło rozświetlające o boskim zapachu, które ponoć w swoim składzie posiada algi morskie i pokruszone perły. Oczywiście na próżno jest szukać tych składników wysoko w składzie, jednak mimo to jest to produkt naprawdę dobry.


Oczywiście nie obyło się bez moich najukochańszych antyperspirantów Rexona, które jako jedyne działają u mnie cuda. Naprawdę dobrze chronią mnie przed potem i nieprzyjemnym zapachem.
W prezencie dostałam marchewkowy balsam do ciała z masłem shea i B-karotenem, który należy do kosmetyków naturalnych. Pięknie pachnie i nawilża skórę. Cudownie się wchłania i rozsmarowuje. Rewelacja- nic dodać, nic ująć.


Wiem, że nieładnie tak pokazywać podróbki oryginalnych perfum, ale te są naprawdę wiernymi kopiami oryginałów. Jeśli chodzi o trwałość to naprawdę nie zawodzą. Szczególnie perfumy La vie est belle, które uwielbiam i które mam zamiar zakupić w oryginale. Woda Alien również jest świetna. 12zł za 33ml to niewiele patrząc na trwałość i jakość zapachu. P.S. Na opakowaniu opisany jest skład, więc proszę was nie piszcie mi jakie świństwa mogą się w nim znaleźć, bo wtedy cały urok tych tanich podróbek znika. Mam nadzieję, że w składzie naprawdę nie ma żadnego syfu.


W Biedronce kupiłam sobie odświeżacz powietrza z dyfuzorem Aril o zapachu lotosu za 7,99zł, a także odzywkę do włosów Garnier z olejkiem z awokado i masłem karite za 6zł. Na święta kupiłam sobie również mydełko firmy Linda w kształcie pisanki za 1,99zł, ale niestety jakoś nie przypadło mi do gustu, a wzorki szybko się starły. Święta się skończyły, więc pisanka miała prawo się zgubić :P


Uzupełniacz w płynie Isana o wiosennym zapachu z wyciągiem z rabarbaru kupiłam jak zwykle w promocji za 2,99zł :D Muszę wam powiedzieć, że to mydełko pachnie obłędnie! Jedna z najlepszych wersji zapachowych jakie miałam! Wody toaletowe Mel Merio o pojemności 30ml kupiłam za 12zł, ale jeszcze ich nie wąchałam. Kupiłam je w ciemno przyciągnięta opakowaniami i skuszona dobrą ceną. Mam nadzieję, że się na tych zapachach nie przejadę. Natomiast chusteczki do higieny intymnej Facelle znam i lubię. Jest to moje kolejne opakowanie, które kosztowały 2,39zł.


Za jedyne 65zł udało mi się zakupić nowiuśką torebkę firmy Wittchen! Prawda, że piękna? Jako, że ma zielono-żółty dodatek kolorystyczny będzie idealna na wiosenno-letnie wypady :)


Odezwała się do mnie pani Ania z firmy Herba Studio z zapytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich nowości, czyli balsamiku do ust dla dzieci Tisane. Oczywiście znając ich topowy kosmetyk Tisane, który uwielbiam i który jest moim balsamowym ulubieńcem, bez wahania się zgodziłam. W paczuszce znalazłam także balsam do paznokci i oczywiście mojego ulubieńca. Jako, że wiosna nie rozpieszcza moich ust to od razu wzięłam się za testowanie balsamiku. Efekty opiszę za niedługo :)


Marka L'Oreal przysłała mi dwa tusze do rzęs, w tym ten, który zamierzałam sobie kupić, czyli Volume Million Lashes Noir Feline. Musze przyznać, że jak zwykle mnie zaskoczyli. Poczynając od pięknego opakowania zamykanego na magnes skończywszy na imiennym liściku, w którym napisali, że ich płyny micelarne znalazły się w moich ulubieńcach. Miło widzieć, że firma czyta posty o swoich produktach m.in. na moim blogu. Bardzo dziękuję za ten podarek i za wiadomość, że jestem dla was warta złota :D

To już na tyle jeśli chodzi o moje zakupy. Kolejne się szykują, bo od 20.04. Rossmann znów rusza z promocją -49% na kolorówkę. Dajcie znać jaki podkład nawilżający warto kupić podczas tej promocji oprócz słynnego Bourjois Healthy Mix :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...