wtorek, 14 lutego 2017

Ulubieńcy stycznia 2017


Hej :)
Wracam po długiej przerwie z ulubieńcami stycznia. Ostatni moi ulubieńcy pojawili się w kwietniu (wiem, wiem bardzo dawno temu) i od tego czasu w mojej toaletce zagościło wiele nowości, które zasługują na uwagę. Dzisiaj przedstawię wam produkty, które towarzyszą mi najdłużej, bo aż ponad trzy miesiące i muszę szczerze powiedzieć, że są to perełki, które zasługują na większą uwagę (nie tylko moją).


Zacznę może od dwóch produktów do włosów, które znacząco poprawiły kondycje moich zniszczonych kłaków.
Pierwszym kosmetykiem jest olejek do ciała Dermacol Aroma Ritual Body Oil Grape&Lime, który w moim przypadku służy do olejowania włosów. Czasami, gdy wiem, że moje włosy splotę w warkocz to nakładam go na końcówki i tak zostawiam aż do mycia. Niestety nie mogę sobie wtedy pozwolić na rozpuszczenie włosów w ciągu dnia, bo niestety są mega tłuste. Mimo to olejek ten działa cuda i jak widać dobijam już do dna. Już po pierwszym zastosowaniu moje włosy po umyciu i wysuszeniu były dobrze nawilżone, mniej spuszone i bardziej się błyszczały. Każde kolejne zastosowanie nasilało cudowne działanie olejku. Aktualnie moje włosy są naprawdę gładkie i nawilżone. Mają piękny połysk i lepiej się rozczesują. Co do zapachu samego produktu to jest on fenomenalny- pachnie słodkimi winogronami. Skład jest również świetny. Jest to mieszanka różnych olei takich jak: oliwa z oliwek, olej z awokado, olej z pestek winogron, olej makadamia, olej z pestek moreli, olej sojowy, a także ekstrakt z nagietka lekarskiego. Niestety limonki w składzie nie znalazłam. Cena również jest niska w stosunku do wydajności, bo olejek ten możemy kupić już nawet za niecałe 10zł tak jak ja go kupiłam.


Drugim produktem do włosów jest Milargan Argan Hemp Oil, czyli eliksir do odżywiania i stylizacji włosów z olejkiem arganowym i olejkiem z konopi siewnych firmy Mila. To już moja kolejna buteleczka, ale poprzednie miałam już bardzo dawno temu. Dostałam go od przyjaciółki w prezencie (ona wie co lubię). Kosmetyk ten kocham przede wszystkim za przepiękny zapach! Taki słodki, perfumeryjny. Czasami łapię się na tym, że wącham swoje włosy, bo aż tak podoba mi się ten zapach :) Swoją drogą zapach bardzo długo się na włosach, bo aż do następnego mycia i nałożenia. Jest to produkt bardzo wydajny, zamknięty w fajnej, plastykowej buteleczce o pojemności 30ml. Co do samego działania to włosy po jego zastosowaniu są gładkie i miękkie, ale są też błyszczące i wydają się być nieco nawilżone i odżywione. Produkt szybko się wchłania i ułatwia rozczesywanie. Konsystencja olejku jest świetna: nie klei się i nie skleja włosów. Kosmetyk ten można stosować na mokre i suche włosy. Niestety skład nie jest aż taki fenomenalny, bo na pierwszych trzech miejscach znajdują się silikony. Dopiero później widzimy olejek arganowy i konopny. Niestety cena jak za taki skład nie jest zbyt niska, bo produkt ten kosztuje około 20zł. Mimo to produkt ten pomaga mi uporać się z moimi niesfornymi włosami, które lubią się plątać i puszyć. Dlatego go lubię i umieszczam w moich ulubieńcach. 


Następny ulubieniec to bananowa odżywka do włosów suchych i zniszczonych firmy Mussa Canaria. Kosmetyk ten przywiozłam ze sobą z wakacji na Teneryfie (swoją drogą polecam wam tę piękną wyspę). Zakochałam się w niej od pierwszego użycia! Zaraz po użyciu moje włosy są miękkie, gładkie i cudownie nawilżone. Przy okazji pięknie pachną banankiem. Kosmetyk ten jest niesamowicie wydajny, bo wystarczy tylko odrobina produktu, aby nanieść go na całą długość włosów. Skład również jest świetny, bo nie posiada w sobie silikonów, parabenów, ani olejów mineralnych. Aż 97% składników jest pochodzenia naturalnego. Produkt ten nie jest testowany na zwierzętach. Myślę, że osoby lubiące naturalne kosmetyki, ale także osoby z wysokoporowatymi włosami będą zachwycone tą odżywką. W celu bliższego zapoznania się z tym kosmetykiem zapraszam na szerszą recenzję TUTAJ.


Jeśli chodzi o krem do twarzy to moim ulubieńcem od kilku miesięcy jest krem pielęgnacyjny do twarzy Beauty Elixir firmy PharmaTheiss Cosmetics. Z serii Beauty Elixir miałam także serum do twarzy, które pokochałam i zamierzam kupić je ponownie. Jeśli chodzi o krem do twarzy to bardzo się z nim polubiłam. Szczególnie za bardzo dobre nawilżenie, które towarzyszyło mi przez cały dzień. Przy używaniu tego produktu nigdy pod koniec dnia nie miałam wrażenia, że moja skóra jest coraz bardziej ściągnięta, ściągnięta na tyle, że musiałam aplikować nową porcję kremu. Kosmetyk ten szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstewki mimo, że w swoim składzie zawiera aż 7 olejków takich jak: oliwa z oliwek, olejek migdałowy, olejek z awokado, olejek z pestek moreli, olejek arganowy, olejek z dzikiej róży oraz olejek z pestek winogron. Ponadto zawiera w sobie również cytryniec chiński, który sty­mu­luje syn­tezę kola­genu, zwięk­sza ela­stycz­ność i popra­wia jędr­ność skóry. Sama konsystencja jest lekka i kremowa. Krem świetnie rozprowadza się na twarzy i tak jak już wspomniałam szybko się wchłania, dzięki czemu już chwilę od nałożenia kosmetyku na twarzy możemy aplikować na nią podkład, bez obaw, że krem zacznie się rolować. Podoba mi się także szklane opakowanie, które już nie raz upadło na podłogę, a mimo to słoiczek nadal jest cały. Niestety cena dla niektórych może być zaporowa, bo krem kosztuje aż 70zł za 50ml.


Podkład FitMe! od Maybelline w odcieniu 110 to jeden z ulubionych podkładów do twarzy, które miałam okazję stosować w 2016r. Podkład pięknie wtapia się w skórę, nie ciemnieje i nie wysusza skóry. Krycie ma słabe, ale wystarczą mi dwie cienkie warstwy i już wtedy krycie mnie zadowala. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu na jedną warstwę, a odcień 110 jest dla mnie idealny. Jedyny minus to to, że po kilku godzinach podkład zaczyna być widoczny na mojej twarzy, a w miejscach gdzie się starł odznacza się. Mimo to polubiłam się z nim i zamierzam go zakupić ponownie.


Płynnego korektora Camouflage od Catrice chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Najlepszy korektor jaki do tej pory miałam. Dodatkowo jest wodoodporny, dzięki temu płynące łzy nie stworzą widocznego odznaczenia pod oczami i na policzkach. Korektor nie ciemnieje. Zasycha na mat co dla mnie jest ogromnym plusem. Naprawdę pięknie wtapia się w skórę i nie warzy się na niej. Kryje idealnie wszelkie mankamenty skóry. Utrzymuje się na skórze niezwykle długo. Nie trzeba go utrwalać pudrem, ale ja i tak standardowo to robię. Z zmarszczki minimalnie wchodzi, ale nie tak jak inne korektory pod oczy. Moim zdaniem to istny majstersztyk jeśli chodzi o dział korektorów. Naprawdę polecam.


Szampon "Masło Kakaowe" firmy Ziaja bardzo pokochałam ze względu na zapach. Dla mnie jest to szampon, który robi dokładnie to co inne szampony, czyli oczyszcza włosy. Robi to całkiem dobrze, nie przesuszając przy tym włosów jakoś szczególnie mocno. Wygładzenia włosów nie zauważyłam. Chciałam wam go tutaj pokazać, bo może któraś z was jest również takim freak'iem zapachowym jak ja i może tak jak ja kocha zapach czekoladowo-kakaowy. Takie osoby powinny także pokochać ten zapach i produkt sam w sobie. Szampon jest mega tani i starcza na bardzo długo, więc warto go zakupić choćby na próbę.


Przepraszam was bardzo za zdjęcia z bombkami. ale przyznam się szczerze, że robiłam je na  początku stycznia, a nowych nie chciało mi się już robić.
Dajcie znać jakie są wasze styczniowe typy. Muszę uzupełnić zapasy, a nie wiem czym. Dajcie znać jakie tusze do rzęs polecacie, bo ostatnio mam na nie jakiegoś pecha.

niedziela, 18 grudnia 2016

Ostatni projekt denko w 2016 roku

Hej :)
Dzisiaj przychodzę do was z ostatnim projektem denko w tym roku. Pustaków od ostatniego razu jest dość dużo, ale jeszcze więcej kosmetyków czeka na zużycie z resztkami produktu na dnie. Czekajcie więc po nowym roku na kolejny projekt z pustakami :)
Nie przedłużając przejdźmy więc do sedna tego posta.


TWARZ:
Płyn micelarny do skóry wrażliwej firmy Garnier- całkiem fajny płyn micelarny, który nieźle sobie radzi z niewodoodpornymi kosmetykami. Nie podrażnia oczu i starcza na naprawdę bardzo długo, a do tego jest niesamowicie wydajny. Cena także jest dobra. Kolejną butelkę mam już w użyciu.

Tonik do skóry suchej i wrażliwej firmy EcoLab- przecudowny tonik, który świetnie odświeżał i tonizował skórę, a przy tym ją nawilżał. Skład świetny, jeszcze lepszy zapach! W 100% polecam! Produkt nie jest drogi, więc myślę, że wart jest wypróbowania. Na pewno do niego wrócę.

Pianka do mycia twarzy do skóry suchej i wrażliwej firmy EcoLab- bardzo fajna pianka, która całkiem dobrze oczyszczała skórę, a przy tym jej nie wysuszała. Jest to kosmetyk naturalny, gdzie 99,5% składników jest pochodzenia organicznego. Zapach tej pianki był bajeczny, tak samo jak jej wydajność. Pianka starczyła mi na pół roku użytkowania. Na pewno skuszę się na jej zakup ponownie.

Iwostin kojący tonik do twarzy Sensitia- całkiem dobry tonik z nie najgorszym składem. Niestety kosztował mnie 24zł, więc moim zdaniem niemało. Za takie pieniądze mam wodę różaną, którą moja skóra kocha. Niemniej jednak produkt sam w sobie działał dobrze i pozostawiał skórę miękką i gładką w dotyku. Dla wrażliwców będzie w sam raz, chociaż polecam wodę różaną np. z firmy Manufaktura Kosmetyczna.

Woda termalna Avene miniwersja- bardzo fajna woda termalna, która służyła mi jako tonik do twarzy albo do odświeżania się w gorące dni. Jednak najlepsza woda termalna to woda Uriage, bo nie trzeba ściągać wacikiem jej nadmiaru no i jest tańsza. Ta miniwersja jest idealna na wyjazd i może w takim celu ja jeszcze zakupię.

Oczyszczające płatki do twarzy Tami z ekstraktem z ogórka i aloesu- jakoś się z nimi nie polubiłam, bo były słabo nawilżone. Jedyne co miały to dobry skład. Zapach także nie przypadł mi do gustu. Pamiętam, że był to tani produkt i jak za taką cenę sklasyfikowałabym je do grupy "można kupić do wypróbowania", ale ja ich już nie kupię, bo źle zmywały resztki makijażu, a o zmyciu całego makijażu nie ma nawet co mówić. Myślę, że takie płatki sprawdziłyby się najbardziej  na wyjeździe do oświeżania. 70 płatków spokojnie starczyło mi na ponad dwa miesiące codziennego stosowania.

Płatki kosmetyczne Carea Aloe Vera- są to moje ulubione płatki (widać to chyba po ilości zużytych opakowań :)). Nie rozdwajają się i nie kulkują podczas jeżdżenia nimi po twarzy. Dodatkowo są tanie. Można je kupić w Biedronce, bardzo często trójpak jest w promocji.


WŁOSY:
Szampon "Odnowa Nawilżenia" firmy Pantene Pro-V- producent twierdzi, że dzięki odpowiednim witaminom zawartym w tym produkcie nasze włosy mają stać się bardziej nawilżone- nic bardziej mylnego! Nigdy nie uzyskałam efektu nawilżenia przy używaniu tego produktu. Szampon jak szampon, dobrze oczyszczał włosy, ładnie pachniał, ale nic więcej nie robił. Był bardzo wydajny, dzięki czemu opakowanie 400ml starczyło mi naprawdę na bardzo długo.

Nawilżający balsam do włosów normalnych Planeta Organica z serii Afryka- ten produkt wywoływał u mnie dwojakie uczucia. Kochałam go i nienawidziłam jednocześnie. Zacznę może od minusów tego kosmetyku. Po pierwsze bardzo rzadka konsystencja, która aż przelewała się przez palce. Po drugie twarde opakowanie, które bardzo ciężko było ścisnąć. Z plusów zacznę od zapachu, który jak dla mnie był fenomenalny. Odżywka pachniała mango i bardzo delikatnie kokosem. Niestety zapach bardzo krótko utrzymywał się na włosach. Drugim plusem jest działanie. Balsam ten ładnie nawilżał i wygładzał włosy, ale niestety po wysuszeniu miałam na głowie pusz. Konieczne było używanie olejku na włosy żeby je jakoś ujarzmić, bo zwykłe odżywki w spray'u niestety nie dawały rady. Trzeci plus to skład, który jest bardzo dobry. Na pierwszym miejscu zaraz po wodzie mamy masło z mango, a następnie olej kokosowy. Reszta składu to w głównej mierze ekstrakty, emolienty i substancje zapachowo-konserwujące. Czy polecałabym wam zakupić ten produkt? Niestety nie, ponieważ nie jest on zbyt wydajny, a i działanie nie powala na kolana. Za pieniądze, które wydacie na ten balsam kupicie sobie coś znacznie lepszego.

Maska ajuwerdyjska firmy Planeta Organica- gorszej maseczki do włosów nie miałam! Włosy po użyciu tego produktu były obciążone i dziwne w dotyku. Niby skład świetny, ale samo działanie fatalne. Zapach również pozostawiał wiele do życzenia, no i te drobinki złotego brokatu- tragedia. Nie polecam.

Dove odżywka do włosów z serii Youthful Vitality- oj jak ja ją lubiłam! Przede wszystkim za działanie, a następnie za zapach. Po jej użyciu moje włosy były gładkie i nie plątały się tak bardzo jak zawsze. Widać było, że są bardziej nawilżone i odpowiednio dociążone. Oczywiście również cudnie pachniały, ale niestety ten piękny zapach nie utrzymywał się na nich jakoś wyjątkowo długo. Niestety ponoć ta seria została wycofana ze sprzedaży, a szkoda, bo chętnie bym tą odżywkę zakupiła ponownie.

Odżywka do włosów suchych i zniszczonych z olejkiem z awokado i masłem karite Ultra Doux firmy Garnier- myślę, że ten produkt zna prawie każda z was, więc zbytnio nie muszę się rozpisywać. Ja tą odżywkę bardzo lubię i co jakiś czas do niej wracam. Moje włosy są po niej gładkie, miękkie i pięknie się rozczesują. Więcej mi nie potrzeba.

Wspaniałe mango- pogromca czupryny, odżywka bez spłukiwania w spray'u dla plączących się włosów firmy Avon- zapach tego produktu był wspaniały, ale tego samego nie mogę powiedzieć o działaniu. Odżywka co prawda pomagała rozczesać włosy, ale nie obyło się bez kilkunastu wyrwanych włosów. Od tego typu produktów oczekuję gładkiego rozczesywania włosów. Niestety ta odżywka nie zapewniła mi takiego rozczesywania jakiego oczekiwałam.

Szampon ziołowy czarny, przeciwłupieżowy Babuszki Agafii- szampon z dobrym składem, w którym znajdziemy aż 17 różnych ziół, który pachniał ziołowo, ale nie jakoś nachalnie. Niestety w okresie, kiedy miałam problem z łupieżem jakoś się nie sprawdzał. Łupież jak był tak był. Szampon dobry do codziennego mycia mało wymagających włosów, niestety nie dla osób brykających się z problemem łupieżu.

Odżywka bez spłukiwania w spray'u do włosów suchych i puszących się firmy Dove- bardzo fajna dwufazowa odżywka, która wystarczyła mi na bardzo długo. Włosy po spryskaniu były łatwiejsze w rozczesywaniu i bardziej ujarzmione, nie puszyły się i nie plątały tak jak zawsze. Odżywka miała bardzo przyjemny zapach i naprawdę niezłą cenę, bo kosztowała mnie tylko 10zł w promocji. Kupię ją ponownie jak tylko wykończę swoje zapasy :)


KĄPIEL:
Płyn do kąpieli na dobre samopoczucie Babydream- o tym kosmetyku chyba nie muszę zbyt wiele pisać. Kto jeszcze nie miał okazji wypróbować tego płynu to koniecznie musi to zrobić! Zapach zniewala i totalnie relaksuje. Sam produkt nie jest drogi, bo kosztuje coś około 10zł. Pienienie może nie jest jakieś fenomenalne, ale to przez skład, który jest naprawdę mało chemiczny. Szczerze polecam!

Żel pod prysznic Care Pro firmy Luksja- bardzo fajny, kremowy żel pod prysznic o przepięknym zapachu, trochę przypominając zapach kosmetyków firmy Dove. Fajnie się pienił, dobrze oczyszczał skórę i jej nie wysuszał.

Fa żel pod prysznic Pink Passion- żel bardzo dobrze się pienił i oczyszczał skórę, a do tego pachniał bardzo słodko (różą i owocem Passiflory). Lubię używać takie słodziaki do kąpieli, ale nie wiem czy wrócę do tego produktu, bo chce się przerzucić na bardziej naturalną pielęgnację.

Uzupełniacz mydła w płynie Carex Bubble Gum dla dzieci- mydło antybakteryjne o zbyt słodkim jak dla mnie zapachu gumy balonowej. Po umyciu rąk zapach ten towarzyszył nam przez dobre kilkadziesiąt minut, co doprowadzało mnie do szaleństwa, bo nie cierpię aż tak słodkich zapachów. Osoby lubiące bardzo słodkie zapachy polubią się z tym produktem, ale ja już go nie kupię, bo zapach ten przyprawiał mnie o nudności.

Uzupełniacz mydła w płynie Isana Sensitive- fajne mydełko w płynie przeznaczone dla skóry wrażliwej o bardzo delikatnym zapachu, który chwilę po umyciu ulatniał się. Mydełko to nie wysuszało aż tak bardzo skóry jak niektóre wersje mydeł Isana. Polubiłam go tak samo jak wiele innych wersji zapachowych tej marki.


CIAŁO:
Mleczko nawilżające do skóry zniszczonej i przesuszonej firmy Le Petit Marseiliais- kolejny produkt, który pokochałam za zapach. Pachnie on słodką wanilią, a ja wanilię uwielbiam! Sam kosmetyk szybko się wchłaniał, był lekki, ale skład mógłby się obejść bez parafiny. Gdyby nie ona to reszta składu byłaby naprawdę fajna. Niestety mam tu uwagę do opakowania. Pompka zepsuła mi się już po pierwszym użyciu. Niestety resztę produktu musiałam wygrzebywać ze środka, a było to nie lada zadanie. Nie wiem, czy skuszę się ponownie na jego zakup.

Masło kakaowe, emulsja do skóry normalnej i suchej firmy Ziaja- ten produkt pokochałam za zapach (przyznam się bez bicia). Gdyby nie parafina na drugiem miejscu w składzie to i za skład bym ten balsam kochała, no ale cóż. Cena naprawdę niziutka, więc warto kupić dla wypróbowania. Emulsja ta szybko się wchłaniała i trochę nawilżała. Nie mniej jednak pachniałam jak świeżutkie brownie, więc dla samego zapachu znów się na ten kosmetyk skuszę.

Nawilżające mleczko-nektar Amarantus z serii Botanic firmy Tołpa- bardzo lubię to mleczko za szybkie wchłanianie się, piękny zapach, lekkość i nawilżenie. To już moje kolejne opakowanie i myślę, że nie ostatnie. Skład też jest całkiem spoko, a cena nie zwala z nóg, więc jest to produkt, który ponownie z chęcią kupię.

Regenerujące mleczko do ciała Garnier Intensywna Pielęgnacja- Jedno z najlepszych mleczek do ciała jakie miałam okazję używać! Szybko się wchłania, nawilża na długo i jak dla mnie całkiem ładnie pachnie. Dodatkowo nie jest drogie i starcza na długi czas, ale to oczywiście zależy od częstości stosowania. Na pewno jeszcze się z tym mleczkiem zobaczę :)

Krem do rąk Olivenol firmy MediPharma- bardzo fajny, naturalny krem do rąk. Miał piękny zapach i szybko się wchłaniał, ale pozostawiał taką dziwną warstewkę na skórze. Mimo to trzymał moje dłonie w dobrej kondycji. Skóra po jego użyciu była dobrze nawilżona, a dodam, że mam suchą skórę, którą mocno wysuszam poprzez częste mycie rąk i ich dezynfekcję (taka praca). Produkt naprawdę godny polecenia, ale z tego co pamiętam niezbyt tani.


Chusteczki do higieny intymnej Facelle, Intimea (wersja z ekstraktem z rumianku) oraz chusteczki dla dzieci HiPP- wszystkie te produkty używałam do higieny intymnej i każdy z nich polubiłam. Jedynie chusteczki HiPP były słabo nawilżone i to był ich jedyny minus. Nadal jednak najbardziej pozostaje wierna chusteczkom Facelle, ponieważ są bardzo dobrze nawilżone i chyba jedne z najtańszych na rynku.


ZAPACHY:
Perfumetki o zapachu "Nuit Pour Femme" Hugo Boss, "La vie est belle" Lancome oraz "Si" Giorgio Armani o pojemności 33ml- nie oszukujmy się, to nie są oryginały. Zapachy podobne do oryginałów, jednak nie takie same. Z trwałością bywało różnie. Najdłużej utrzymywał się zapach Hugo Boss'a , ale i tak nie ma co trwałości porównywać z oryginałami. Nie oszukujmy się. Za 12zł nie ma co oczekiwać cudów. Perfumetki te są dobre do odświeżenia się, bo zapewniają tylko chwilowy zapach.

Avon woda perfumowana Today Tommorow Always in Bloom- jeden z najpiękniejszych zapachów jakie miałam okazję używać :) Bardzo trwały i intensywny. Dla niektórych może być nawet duszący. Myślę, że na okres jesienno-zimowy będzie idealny, ale ja używałam tej wody przez cały rok. Nuty zapachowe to lilia, jaśmin, afrykańska strelicja (nuty głowy), różowy grejpfrut, kwiat pomarańczy (nuty serca) oraz piżmo i kaszmir (nuty bazy). Moim zdaniem najbardziej wyczuwalny jest jaśmin, a następnie lilia. Niestety nie wiem jak pachnie afrykańska strelicja, ale przypuszczam, że równie pięknie jak wygląda :D Ten zapach na pewno zostanie ze mną na dłużej, bo kolejny flakonik już zakupiony :)

Antyperspiranty Rexona o zapachu "Happy Morning" oraz "Stress Control"- moje ulubione antyperspiranty. Dzięki nim nie muszę się obawiać, że na moich ubraniach będzie widać nieestetyczne plamy z potu. Naprawdę skutecznie przeciwdziałają poceniu się i neutralizują nieprzyjemny zapach potu. Niestety muszę się przerzucić na coś co nie ma w swoim składzie Aluminum Chlorohydrate, ponieważ coraz więcej badań naukowych wykazało, iż składnik ten może potencjalnie wywoływać raka piersi.


MAKIJAŻ:
Rozświetlający podkład HYPOAllergenic firmy Bell w odcieniu 01- jeden z moich ulubionych podkładów do twarzy w naprawdę dobrej cenie (jakoś 20zł za 30ml bez promocji). Jak widać zużyłam aż dwie buteleczki, ale pod koniec stosowania drugiej podkład zaczął po czasie wyglądać na twarzy nie za ciekawie. Myślę, że winą za to mogę obarczyć leki jakie wtedy zaczęłam stosować, a to wpłynęło na kondycję mojej skóry. Mimo to znów go kupię za jakiś czas, bo na twarzy pozostawiał efekt zdrowej, rozświetlonej skóry. Całkiem długo utrzymywał się na twarzy, nie tworzył nieestetycznych plam i nie ciemniał.

Bourjois Healthy Mix w odcieniu N51 Light Vanilla- najlepszy podkład rozświetlający jaki miałam! To już moja chyba 5 zużyta buteleczka! Podkład pięknie wtapia się w skórę, długo pozostawia ją rozświetloną, bo długo się na twarzy utrzymuje. Niestety po kilku godzinach dosyć mocno się po nim błyszczę i muszę stosować albo puder albo bibułki matujące żeby nie wyglądać jak żarówka. Mimo to uwielbiam go!

Krem CC firmy Eveline 8w1- świetny krem, który szczególnie polecam stosować w okresie wiosenno-letnim. Posiada filtr SPF 15, jest hipoalergiczny i nie podrażnia skóry. Wręcz przeciwnie nawilża ją i rozświetla. Krycie jest niewielkie, ale to jest właśnie krem cc, a nie podkład. Polecam ten produkt osobom, których skóra nie wymaga wielkiego krycia. Ja byłam tym kosmetykiem zachwycona dopóki, dopóty moja skóra nie zaczęła płatać mi figli, a jej stan znacząco się pogorszył. Kupię ponownie jak będę miała skórę w bardzo dobrej kondycji.

Tusz do rzęs Lash Sensational Intense Black firmy Maybelline- był to tusz, który tworzył u mnie efekt wachlarza rzęs. Pięknie rozdzielał rzęsy, wydłużał je, nie tworzył po czasie efektu pandy, a dodatkowo całkiem długo go stosowałam, bo dopiero chyba po ponad dwóch miesiącach zaczęły się pojawiać pierwsze grudki na rzęsach. Kupię go ponownie na pewno :)

Tusz do rzęs Astor Seduction Codes N4 Volume & HD Definition- na początku nie lubiłam tego tuszu, bo końcówka szczoteczki była płaska i ciężko było mi nią pomalować rzęsy w wewnętrznym kąciku oka. Po czasie nauczyłam się malować tym tuszem i go polubiłam. Również tworzył u mnie wachlarz rzęs tak jak poprzednik opisany u góry. Niestety jakoś super ich nie wydłużał, ale dwie warstwy tego tuszu naprawdę pięknie prezentowały się na oku. Trzy warstwy tuszu to była petarda! Moje rzęsy wyglądały jakby były sztuczne. Niestety tusz już po miesiącu zaczął tworzyć efekt pandy, a po półtorej miesiąca zaczął tworzyć grudki. Myślę, że znów się kiedyś na niego skuszę.

Rozświetlający korektor Maybelline DREAMLUMItouch w odcieniu 01- całkiem fajny korektor pod oczy. Niestety bardzo szybko mi się skończył i to jest jego wada. Nie wchodził w zmarszczki i pięknie rozświetlał skórę pod oczami. Niwelował cienie w niewielkim stopniu, bo krycie nie było powalające, ale dla mnie wystarczające. Pewnie kupię go kiedyś ponownie.

Korektor pod oczy True Match Super Blendable firmy Loreal w odcieniu 1 Ivory- również bardzo fajny korektor tyle, że kryjący niedoskonałości. Fajnie niwelował cienie pod oczami, ale troszeczkę wchodził w zmarszczki. Mimo to polubiłam się z nim, bo skóra pod oczami była ujednolicona i nie było widać skutków nieprzespanej nocy.

Lakier do paznokci Golden Rose Paris- niestety nie wiem jak nazywał się ten odcień, ale bardzo go polubiłam i często miałam na paznokciach w okresie letnim. Moim zdaniem to taka brzoskwinka wymieszana z łososiem. Niestety potrzebne były dwie warstwy, aby uzyskać dobre krycie i trzeba było długo czekać, aby sam wysechł. Ale od czego ma się wysuszacz lakieru :) Z nim wszystko szlo szybko :D

Lakier do paznokci Rimmel 60 Second Super Shine w odcieniu 340 Berries and Cream- mój najulubieńszy kolor w okresie jesienno-zimowym! Lakier zresztą też najulubieńszy, bo dobrze krył już przy pierwszej warstwie i całkiem szybko wysychał. Miał także fajny pędzelek, który ułatwiał nakładanie lakieru. Z tym produktem malowanie paznokci było przyjemnością.

Elixir nawilżająca pomadka do ust w odcieniu nr 07 firmy Wibo- szkoda, że firma wycofała te pomadki z oferty, bo były naprawdę świetne. Nie wysuszały ust, powodowały, że usta pięknie się błyszczały (efekt jak po użyciu błyszczyka). Konsystencja była kremowa, a zapach przeboski. Odcień, która zużyłam to łagodny, jasny róż. Dobrze, że mam jeszcze dwa inne odcienie, bo ciężko będzie mi się pożegnać z tym produktem.


MASECZKI DO TWARZY:
Snail maseczka do twarzy w płacie ze śluzem ślimaka firmy Skin79- bardzo fajna maseczka, która starczyła mi na dwukrotne zastosowanie. Po jej użyciu skóra była świetnie nawilżona, miękka i gładka. Dodatkowo skład był całkiem dobry. Maseczka nieco lepiła się w dłoniach i zjeżdżała z twarzy, ale to pewnie przez ten śluz ślimaka. Mimo to produkt jak dla mnie był super, a skóra po tej maseczce była przyjemna w dotyku. Cena to chyba 10zł, ale raz na jakiś czas można tyle wyłożyć na takie przyjemności :D

Piwna maska do twarzy czeskiej firmy Manufaktura- bardzo fajna maseczka do twarzy, która wystarczyła mi na wiele stosowań. Skóra po jej użyciu była miękka, gładka i dobrze nawilżona. Na twarzy producent zalecał trzymać ją 20 minut, ale ja czasami trzymałam ją nawet półtora godziny. Mimo to nie podrażniła mnie. Nawet mogłabym się skusić o stwierdzenie, że skóra była bardziej odżywiona i nawilżona, gdy trzymało się ją długo na twarzy. Niestety ciężko ją kupić stacjonarnie i to jest jej minus. Cena jest całkiem znośna, bo 100ml tej maski kosztuje 26zł.

Maseczka do twarzy Płatki Róży oraz maseczka Jaśmin w masce firmy Ziaja- były to całkiem znośne maseczki do twarzy, ale jakiegoś efektu wow nie zauważyłam. Niestety raczej nie kupię ich ponownie, bo nie powaliły mnie na kolana ani działaniem, ani składem.

Maseczka Sopot Spa firmy Ziaja- najgorsza maseczka jaką miałam z tych wszystkich pokazanych u góry. Była to żelowa maseczka, która w swoim składzie posiadała jakiś dziwny brokat. Kompletnie nic nie zrobiła dla mojej skóry oprócz podrażnienia. Niestety wielkie NIE dla tego produktu.

Maseczka Masło Kakaowe firmy Ziaja- no i tą maseczkę muszę przyznać, że pokochałam. Za zapach, działanie i cenę. W ogóle pokochałam całą serię kosmetyków kakaowych tej firmy. Sama maseczka fajnie nawilżała skórę, a po jej zmyciu skóra była miękka i gładka w dotyku, a także wyglądała na rozświetloną. Dawało to odczucie, że nasza skóra jest zdrowa i dobrze odżywiona. Na pewno kupię ją ponownie.

Kompres łagodzący i opóźniający odrost włosków po depilacji Bielenda Vanity- kompres może i łagodził podrażnienia przez odpowiednie nawilżenie skóry, ale opóźniania odrastania włosków nie zauważyłam. Zdecydowanie bardziej wolę posmarować się zwykłym mleczkiem, czy masłem do ciała, niż korzystać z tego typu saszetek. Skład produktu był całkiem dobry i fajnie by było gdyby producent wprowadził na wzór tego kompresu balsam do ciała, czy coś podobnego. Wtedy bym się skusiła, bo nawilżenie skóry było całkiem dobre.

Próbka maseczki anti-age AHA mask firmy Aubrey- to raczej był drobnoziarnisty peeling niż maska. Mimo to jako peeling do twarzy świetnie się ta saszetka sprawdziła. Suche skórki zeszły raz dwa, a pory były oczyszczone. Maseczka ta to produkt organiczny, w 100% naturalny. Gdyby nazwali to peelingiem, a nie maseczką to bym go dobrze oceniła, a tak niestety jako maseczka ten produkt się nie spisuje.


To by było tyle jeśli chodzi o zdenkowane produkty. Dacie znać, czy któryś z tych produktów miałyście okazję używać i co o nim myślicie, a jeśli jest jakiś produkt, który was zaciekawił to napiszcie który :)
Przy okazji życzę wam zdrowych, wesołych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia :)

niedziela, 4 grudnia 2016

Kawałek Teneryfy zamknięty w kosmetyku: bananowa odżywka do włosów suchych i zniszczonych firmy Mussa Canaria


Hej, hej, hej!
Dzisiaj przychodzę do was z produktem, który przy każdym użyciu przypomina mi o cudownych wakacjach na Teneryfie, których prędko nie zapomnę. Swoją drogą jeśli wybieracie się za granicę, a jeszcze nie byliście na Teneryfie to koniecznie się tam wybierzcie. Wyspa sama w sobie jest przepiękna i posiada wiele atrakcji turystycznych, z których każdy wybierze coś dla siebie. Dzieci jak i dorośli z pewnością pokochają Loro Park, czyli takie ogromne zoo, ale także zakochają się w wodnych szaleństwach Siam Parku. Dzisiaj jednak nie o urokliwej wyspie kanaryjskiej, a o cudownym kosmetyku przywiezionym z tej wyspy, czyli o bananowej odżywce do włosów suchych i zniszczonych firmy Mussa Canaria.


Opis producenta:
Bananowa odżywka do włosów stworzona została z myślą o wszystkich zwolenniczkach naturalnych kosmetyków, banany wykorzystane do produkcji pochodzą z ekologicznych upraw. Odżywka pozostawia włosy miękkie i odżywione aż po same końce. Cudowny zapach egzotycznych bananów umili nam codzienną pielęgnację.

Skład:

Całkowicie zgadzam się z powyższym opisem producenta. Odżywka ta cudownie pachnie bananami, ale tymi słodkimi, dojrzałymi. Jeśli ktoś był w miejscu, gdzie uprawia się hodowlę bananów to wie, że jest taka odmiana banana, która charakteryzuje się tym, że banan nie jest dużych rozmiarów, ale jest za to mega słodki. Te banany często można spotkać w hotelowych restauracjach. Zapach całkiem długo utrzymuje się na włosach i to jest jeden z głównych atutów tego produktu.
Jeśli chodzi o samo działanie to muszę przyznać, że wystarczy tylko chwilę potrzymać tą odżywkę na włosach i od razu po jej spłukaniu widać i czuć, że włosy są w lepszej formie. Są gładkie, miękkie i oczywiście cudownie nawilżone. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że są dobrze odżywione.
Skład również jest świetny, bo nie posiada w sobie silikonów, parabenów, ani olejów mineralnych. Aż 97% składników jest pochodzenia naturalnego. Produkt ten nie jest testowany na zwierzętach.
Opakowanie to butelka z dziubkiem, wykonana z miękkiego plastyku, dzięki czemu łatwo ją ścisnąć.


Na opakowaniu znajdziemy piękny rysunek bananowca jak i samych bananów. Zresztą sama nazwa producenta, czyli Mussa do czegoś zobowiązuje, bo po łacinie banan to właśnie musa. Miłym zaskoczeniem jest to, że na opakowaniu możemy znaleźć opis produktu po polsku, co było dla mnie sporym szokiem. Nie przypuszczałam, że nawet na Teneryfie możemy znaleźć kosmetyki z polskim opisem.
Dobrą wiadomością jest także to, że nie musimy jechać po ten kosmetyk aż na piękną Teneryfę, czy inną wyspę kanaryjską. Tą odżywkę, jak i inne kosmetyki Mussa możemy zakupić na stronie grandashop.pl. Koszt tej odżywki to 35zł za 300ml. Wiem, że nie jest to mało, ale jak popatrzymy na bardzo dobrą wydajność tego produktu i inne jego plusy to nie jest to jakaś zaporowa cena (przynajmniej dla mnie). Na Teneryfie za ten kosmetyk zapłaciłam 6,50 Euro.


Dajcie znać czy miałyście styczność z produktami firmy Mussa, a jeśli tak to napiszcie mi jakie są wasze odczucia co do kosmetyków tej marki. Jeśli znacie jakieś naturalne produkty do włosów z bananem to dajcie znać w komentarzu na co mam polować :)

wtorek, 13 września 2016

Bardzo duży haul zakupowy! Kosmetyki, biżuteria i nie tylko...


Hej :)
W końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam pokazać wam moje ostatnie zakupy. Jak będziecie mogli zauważyć sporo tego było w ostatnim czasie i powiem szczerze, że wole nawet nie myśleć jak mój budżet zubożał :) Niemniej jednak kilka kosmetyków musiałam kupić, bo moje zapasy dobijały już dna.


Zacznę może od zestawu Estee Lauder, który jakaś blogerka chciała sprzedać na Allegro. Pomyślałam, że może dostała gdzieś ten zestaw jako gratis i raczej będą to oryginale kosmetyki, a nie tanie podróby. Zdecydowałam, że zaryzykuje i zakupiłam te oto trzy kosmetyki, a raczej ich niepełnowymiarowe wersje. Po lewej stronie widzicie próbkę serum o nazwie New Dimension Shape + Fill Expert Serum. Kosmetyk ten ma wpłynąć na trzy cechy skóry: gęstość, wymiar i kontur. Formuła ta ma ujędrnić i wygładzić skórę przywracając jej właściwą objętość i strukturę. Po prawej stronie zdjęcia widzicie 4ml próbkę i nieco większe, bo 15ml wersję serum Advanced Night Repair Synchronized Recovery Complex II, Jest to bardzo osławione serum firmy Estee Lauder, które w wersji 30ml kosztuje aż 309zł!!! Oczywiście zaczęłam od razu stosować ten kosmetyk i rzeczywiście mogę stwierdzić, iż czuć nawilżenie skóry już po pierwszym użyciu, ale zadowalające efekty widać dopiero przy codziennym stosowaniu. Gdy zaczęłam to serum stosować średnio co trzeci dzień, skóra na nosie i podbródku (czyli w okolicy gdzie najczęściej występują u mnie suche skórki) znów zaczęła się wysuszać. Serum jest naprawdę wydajne, ale nie wiem, czy warte jest wydawania aż takich pieniędzy. Myślę, że regularne stosowanie mieszanki olejków dawało u mnie podobny efekt, a jedynym minusem takiej olejkowej kuracji była tłusta skóra zaraz po nałożeniu. Niemniej jednak stosowałam oba kosmetyki na noc, więc tłustość skóry nie robiła mi jakiegoś większego problemu.


Przy nieplanowanej wizycie w Rossmann'ie kupiłam sobie uzupełniacz mydełka w płynie o zapachu rabarbaru firmy Isana, za który dałam tylko 2,29zł. Za wody toaletowe firmy Mel Merio o pojemności 30ml, które służą mi za mgiełki do ciała zapłaciłam 7,59zł za sztukę. Moje ulubione chusteczki do higieny intymnej Facelle kosztowały tylko 2,39zł w promocji.


W tym samym sklepie kupiłam także odmładzające masło do ciała Perfecta Spa o zapachu jagodowej muffinki, które kosztowało mnie 7,59zł. Dodatkowo kupiłam także duet do włosów Dove z serii Youthful Vitality. Szampon, który niestety wywoływał u mnie łupież kosztował 11,99zł, a odżywka, którą polubiłam również kosztowała 11,99zł.


Ze strony mintishop.pl zamówiłam sobie kilka kosmetyków. Bardzo podobało mi się ich zapakowanie w pastelowe torebki. Liczyłam jednak na to, że duże kosmetyki będą zapakowane w kolorowy papier no, ale jak widać się przeliczyłam. Oprócz tego mam do sklepu kilka zastrzeżeń. Teraz planuję zrobić małe zakupy w sklepie kosmetykomania.pl i wtedy zobaczę gdzie jest ładniejsze pakowanie (zapakowanie produktów jest jedną z cech, na którą zwracam uwagę dokonując zakupów). 


Wracając jednak do sklepu Minti Shop zakupiłam w nim lakiery do paznokci Miss Match i Fruity, które ani nie miały dobrego krycia, ani nie pachniały, ani nie zmieniały koloru (nie kupujcie ich, może nie są drogie, bo kosztują tylko 4,40zł, ale nie są warte wydania żadnych pieniędzy). Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wątpliwa jakość to nie wina tego sklepu. Jedynym zastrzeżeniem, które mogę wytoczyć w kierunku sklepu to to, że odesłałam te lakiery z powrotem do nich, a na zwrot pieniędzy czekałam ponad miesiąc. Przelano mi je dopiero po wykonaniu do nich telefonu i napisaniu maila. Pieniądze jednak odzyskałam, więc jako tako nic się nie stało.


W sklepie mintishop kupiłam także szczotkę Tangle Teezer w pięknym cytrynowym kolorze. Swoją drogą szkoda, że dopiero tak późno zdecydowałam się na zakup tej szczotki- ona jest po prostu fenomenalna! Kosztowała mnie tylko 29,50zł. Kupiłam sobie też suchy szampon Batiste w wersji Neon Lights, której jeszcze nie widziałam na żadnej półce sklepowej. Kosmetyk ten kosztował mnie 14,99zł.


W tym samym sklepie internetowym zdecydowałam się także na zakup sławnego serduszka Makeup Revolution o nazwie Candy Queen of Hearts. Swoją drogą jest to bardzo fajny róż, który nie kosztuje jakoś szczególnie dużo, bo tylko 24,90zł. Gąbeczka Blend It!, którą poleciła mi Kasia z bloga Kasi-es spostrzeżenia własne, także kosztowała mnie 24,90zł i była świetna, ale dosyć szybko popękała i troszeczkę się jej urwało, ale to oczywiście było spowodowane myciem. Mimo to uważam, że to naprawdę fajna gąbeczka do nakładania podkładu. Z wodoodpornego korektora Catrice Liquid Camouflage w odcieniu 010 jestem niezmiernie zadowolona. Naprawdę świetnie kryje i rozjaśnia skórę wokół oczu, ale troszeczkę ją wysusza. Mimo to efekt na twarzy jest świetny i na pewno jeszcze raz kupię sobie ten produkt m.in. dlatego, że nie jest drogi, a kosztuje tylko 15zł.


Postanowiłam także umilić sobie kąpiele i skusiłam się na zakup kremowej kuli i babeczki z firmy Bomb Cosmetics. Babeczka do kąpieli nazywa się Błękitny bukiecik i ma zapach egzotycznych kwiatów. Zawiera naturalne olejki: róży i geranium. Kuleczka do kąpieli nosi nazwę Promyk Słońca i jest o zapachu mango i wanilii. Zawiera naturalne olejki eteryczne z grejpfruta i szałwii. Oba te produkty kosztowały mnie 11zł.


Na Allegro wylicytowałam tester cienia do powiek firmy Lancome, a także miniaturkę matowego lakieru do paznokci w pięknym cukierkowo-różowym odcieniu firmy Clinique. Oba produkty bardzo lubię i za oba zapłaciłam z przesyłką jakoś 30zł.


W Rossmann'ie przy okazji promocji -40% na kolorówkę kupiłam mój ulubiony top coat Sally Hansen Insta Dri, za który zapłaciłam 11,21zł oraz zakupiłam lakier do paznokci: Max Factor Glossfinity w przepięknym brązowym kolorze "Hot Coco" nr 165, który kosztował 16,31zł, lakier Rimmel z serii Rita Ora "Peachella" nr 408 za 5,76zł i lakier Wibo Wow Glamour Sand nr 1, który kosztował tylko 4,23zł. Niestety ten ostatni lakier mimo, że pięknie wygląda na paznokciach i szybko schnie denerwuje mnie, ponieważ jego zmywanie to jeden wielki horror.


Dodatkowo w Rossmann'ie kupiłam także mój ulubiony ostatnio podkład Healthy Mix nr 51 "Light Vanilla" za 27,53zł, dwa podkłady rozświetlające firmy Bell z serii HYPOAllergenic w najjaśniejszym odcieniu, za które zapłaciłam tylko 13,10zł za sztukę. Jeśli chodzi o korektory to skusiłam się na dwa produkty. Pierwszy to Bourjois Radiance Reveal również w najjaśniejszym odcieniu, który kosztował mnie 25,75zł oraz korektor Maybelline Dream Lumi Touch  nr za kwotę 20,04zł.


Oczywiście nie obyło się bez zakupu mydełek w płynie firmy Isana. To czerwone nazywa się "Święto kwiatów", a to pomarańczowe to kuchenne mydło antybakteryjne o pięknym cytrusowym zapachu. Za 1,29zł kupiłam sobie także dwie maseczki firmy Ziaja. Maseczka "Masło Kakaowe" to moje ostatnie odkrycie i na pewno zakupię sobie z tej kakaowej serii jeszcze kilka innych produktów. Sama maseczka pięknie odżywia i nawilża skórę no i oczywiście cudownie pachnie! Maseczka "Płatki Róży"do każdego rodzaju skóry nie była zła, ale jakoś mnie sobą nie urzekła. Jeśli chodzi o suchy szampon Batsite to oczywiście kocham go niezmiennie od dawna i tym razem skusiłam się na wersję Oriental, która kosztowała mnie jakoś 12zł w promocji :)


W Hebe już jakiś czas temu była promocja do -60% na perfumy. Ja skusiłam się na mój wymarzony zapach La Vie Est Belle firmy Lancome o pojemności 30ml. Zapłaciłam za niego 139zł. Dodatkowo kupiłam sobie kokosowe mleczko do opalania SPF 30 firmy Bielenda o naprawdę przyjemnym zapachu oraz serum do twarzy firmy Bioliq.


Na wakacyjny wyjazd zabrałam ze sobą miniaturki produktów. Balsam do ciała Wellness&Beauty, odżywkę do włosów Toni&Guy i granatową z Alterry, a także płyn micelarny z firmy Tołpa. Niestety zgubiłam paragon i nie wiem ile kosztują. Za pusty pojemnik z pompką zapłaciłam 2zł. Za nawilżający szampon do włosów firmy Pantene Pro-V zapłaciłam tylko 9,99zł za 400ml. Swoją drogą jest to całkiem dobry szampon. Oczywiście nie mogłam się nie skusić na płyn micelarny z Garniera, który kosztował mnie tylko 20zł za 2 opakowania.


Ze strony katherine.pl kupiłam sobie trochę biżuterii. Niestety nie pamiętam cen, a na stronie internetowej nie można ich sprawdzić dopóki nie założy się konta. Niestety hasło zapomniałam i wejść na swoje konto nie mogę. Wiem jednak, że nie była to droga biżuteria, a dodatkowo za zakupy powyżej 100zł dostawało się rabat (chyba -20%).


To by było na tyle jeśli chodzi o moje zakupy. Spodziewajcie się za niedługo dużego projektu denko, bo skrzynka z pustakami aż się ugina od pustych opakowań.
Dajcie znać co was zainteresowało. Za niedługo znów wybieram się na zakupy, bo kolejne produkty znów dobijają dna :) Trzymajcie kciuki żebym nie wydała za dużo i kupiła tylko to co naprawdę potrzebuję :p

niedziela, 3 lipca 2016

Projekt denko, czyli zużycia kwietniowo-majowo-czerwcowe (bardzo dużo zużytych kosmetyków do włosów)


Hej, hej, hej :)
Po kolejnym naprawdę długim okresie mojej nieobecności tutaj, postanowiłam stworzyć w końcu jakiś post, a że reklamówka z pustymi opakowaniami już przebierała to temat i okazja do napisania nowego posta same się znalazły.


Dzisiejszy post mam nadzieję przypadnie do gustu osobom dbającym o włosy, ponieważ znajdziecie tutaj całkiem sporą ilość krótkich recenzji na temat poszczególnych produktów do włosów, których w ostatnim czasie naprawdę sporo wykończyłam.


Od lewej:
Planeta Organica szampon do włosów przesuszonych zabiegami kosmetycznymi- bardzo fajnie oczyszczający szampon, który dodatkowo nawilżał włosy. Naprawdę można było odczuć to nawilżenie. Włosy po umyciu i niezastosowaniu odżywki były miękkie i nawet nie były mocno splątane. Może jakoś mocno nie były oczyszczone, ale przy dwukrotnym ich umyciu było już wszystko ok. Skład tak samo jak działanie również był przyjemny. Produkt ten nie zawiera w sobie SLS, parabenów i barwników syntetycznych. Nie jest również testowany na zwierzętach. Zaraz po wodzie znajdziemy olej z rokitnika zwyczajnego, a trochę niżej w składzie jest olej z nasion lnu oraz ekstrakt z miodunki plamistej. Dodatkowo koszt tego szamponu to coś około 15zł za 360ml, więc myślę, że warto się nim zainteresować i go zakupić.

Suchy szampon Batiste Floral Essences- tutaj chyba nie muszę za wiele pisać. Suche szampony Batiste kocham niezmiernie i zawsze do nich wracam. Zapach aktualnie zużytej wersji był prześwietny. Jeden z najpiękniejszych z całej serii.

EcoLab spray termoaktywny do układania i regeneracji włosów- jest to produkt, który ma ułatwić rozczesywanie włosów i chronić je przed gorącym powietrzem. Co do ułatwienia rozczesywania to niestety z moimi włosami sobie nie poradził, ale jeśli chodzi o ochronę przed gorącym powietrzem suszarki i ciepłem prostownicy to nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Myślę, że pod tym kątem kosmetyk ten działa, bo moje włosy mimo suszenia suszarką są w dobrym stanie. Skład jest naprawdę dobry i naturalny. Znajdziemy w nim m.in. ekstrakt z hibiskusa, ekstrakt z imbiru, organiczny olej makadamia oraz keratyna. Do tego produktu zamierzam powrócić, ale dam jeszcze szansę kilku innym upatrzonym produktom termoaktywnym.

Ekspresowa odżywka regeneracyjna Ultimate Color Gliss Kur firmy Schwarzkopf- niestety na tym produkcie się zawiodłam. Myślałam, że produkt ten będzie tak samo dobry jak ta czarno-złota odżywka regeneracyjna Ultimate Oil Elixir, którą naprawdę mocno pokochałam. Liczyłam na podobne, a może nawet lepsze działanie. Niestety się przeliczyłam. Myślę, że włosy farbowane potrzebują dobrego nawilżenia i odżywienia, a niestety tutaj nie mieliśmy ani tego, ani tego. Zapach miała fajny, ale mimo to nigdy więcej jej już nie kupię.

Szampon do włosów suchych i farbowanych Zsiadłe Mleko, Mydlnica lekarska Babuszka Agafii- mimo, iż miałam wrażenie, że szampon ten nieco wysusza włosy to polubiłam go. Może dlatego, że naprawdę dobrze oczyszczał włosy nawet po olejowaniu. Wystarczyło jedno mycie, aby włosy były oczyszczone. Przy podwójnym myciu i łagodnie nawilżającej odżywce było można odczuć, że włosy są suche i potrzebne było wsparcie w postaci olejku bądź odżywki nawilżającej w spray'u. Skład niestety nie powalił na kolana, ale za cenę chyba 5zł na cuda nie liczyłam.


Balsam/odżywka do włosów Miękkość i Blask Garnier dodawany do farb Olia- czy ktoś mi może powiedzieć czemu nie można tego produktu kupić w wersji pełnowymiarowej?! Ten balsam jest świetny! Włosy po jego użyciu są miękkie, gładkie i lśniące. Praktycznie wcale się nie plączą, a ich rozczesywanie to czysta przyjemność. Jeszcze dwa opakowania czekają na użycie, ale mam je zamiar zabrać ze sobą na wakacje, bo mają fajną pojemność :)

Yves Rocher płukanka octowa z malin- cudownie pachnący malinami kosmetyk! Po użyciu tej płukanki moje włosy były pięknie nabłyszczone, miękkie w dotyku i pachnące. Produkt ten stosowałam tylko na wyjątkowe okazje, ponieważ do tanich nie należy, a jego wydajność nie jest jakaś powalająca. Mimo to planuję ponowny zakup tego kosmetyku.

Balea balsam i odżywka do włosów z mango i aloe vera- o matulku! Jak to pachnie! W tym zapachu tak się zakochałam, że teraz większość kosmetyków kupuję z mango w składzie ;) Nie dość, że oba te produkty tak pięknie pachną to i wspaniale działają. Odżywka dobrze nawilża włosy, łatwo się ją zmywa i nie spływa z włosów. W połączeniu z balsamem do włosów tworzą duet idealny. Balsam nałożony na końcówki dobrze je scala i wygładza, nie skleja włosów i tak samo jak odżywka dobrze je nawilża. Zapach na włosach dosyć długo się utrzymuje, ale tylko po użyciu tego balsamu. Po użyciu odżywki cudownym zapachem nie nacieszymy się za długo. Oba te produkty mają całkiem dobre składy. Nie mają w sobie silikonów i dla mnie jest to na plus. Oba te kosmetyki polecam i zamierzam do nich ponownie wrócić. 


Planeta Organica seria Afryka maska odżywcza do włosów suchych i zniszczonych z masłem shea- jest to naprawdę rewelacyjna maska, która niesamowicie zmiękcza włosy, zapobiega ich plątaniu, pięknie odżywia i nawilża włosy nie obciążając ich przy tym. Jest naprawdę tania jak na tak dobry skład, w którym znajdziemy m.in. 15% masła shea, olej baobabu, ekstrakt z owoców baobabu, a także olej z avocado. Polecam każdemu, szczególnie osobom farbującym włosy.

Maska do włosów delikatnych i wypadających Organique z serii Energizing- po użyciu tej maski moje włosy są gładkie. miękkie, nawilżone i błyszczące. Maska ta nie spływa z włosów, nie obciąża ich, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach tego produktu jest lekko słodki, ale ciężki do opisania. Dla mnie maska ta pachnie jak guma balonowa i mydło wymieszane razem. Nie mniej jednak jest to zapach bardzo przyjemny dla nosa, a który nawet całkiem długo utrzymuje się na włosach. Skład jak sama nazwa firmy mówi jest wysoce organiczny. Po wodzie i emoliencie znajdziemy substancję, która zapobiega splątywaniu włosów, wygładza je i nadaje połysk, ale ma także działanie konserwujące. Następnie mamy glicerynę, pantenol, jedwab i ekstrakt z guarany i alg. Maska bała bardzo fajna, ale niestety szybko się skończyła.

Garnier Ultra Doux intensywna odzywka z cudownymi olejkami do włosów zniszczonych i łamliwych- po tej odzywce włosy były pięknie wygładzone, nawilżone, miękkie i błyszczące. Naprawdę dobrze wyglądały po wysuszeniu, były sypkie i przyjemne w dotyku. Nie były również tak splatane jak po użyciu innych odżywek, przez co dużo łatwiej rozczesywało mi się włosy. Oprócz działania pokochałam także zapach tego produktu, który niestety ciężko mi do czegokolwiek porównać. Niemniej jednak jest to zapach słodki, który całkiem długo utrzymuje się na włosach. Naprawdę polecam wam ten produkt. Ja na pewno do niego wrócę:)

Schwarzkopf Got2b lotion przeciwko puszeniu się włosów- niestety produkt ten się u mnie nie sprawdził. Trzeba było uważać ile się go nakłada, bo bardzo szybko można było z nim przesadzić. Jak już nałożyło się go za dużo to włosy były mocno sklejone i obciążone. Przy niewielkiej ilości włosy może nie były sklejone, ale nadal były obciążone. Dzięki temu końcówki się nie puszyły, ale włosy były jakieś sztywne i ciężkie do ułożenia. Nie polecam wam tego kosmetyku mimo, że na wizażu ma całkiem dobre opinie. Jak dla mnie jest to strata pieniędzy, bo na moich wysokoporowatych włosach kompletnie się nie sprawdził.


Zimowe mydełko Isana z limitowanej edycji wanilia i karmel- również przyjemnie pachnące mydełko, ale zapach jakoś nie powalił mnie na kolana. Zdecydowanie bardziej wolę wersję z rabarbarem ;) 

Dove Deeply Nourishing odżywczy żel pod prysznic- żele pod prysznic Dove lubię szczególnie za ich kremową konsystencję i cudowny zapach. Ten żel także pokochałam mimo, że nie zauważyłam żadnego głębszego nawilżenia. Na pewno, żel ten nie wysuszył mi skóry tak jak to robi większość innych kosmetyków tego typu, ale dodatkowego nawilżenia nie zauważyłam. Mimo to zamierzam zakupić inne wersje żeli pod prysznic tej firmy.

Wiosenne mydełko Isana z limitowanej edycji z wyciągiem z rabarbaru- niesamowicie pięknie pachnące mydło w płynie! Czegoś o takim zapachu od dawna szukałam i w końcu znalazłam. Zapach jest słodki, ale i kwaskowaty. W pełni oddaje rabarbar, który jako dziecko często jadłam z cukrem pudrem. Jedna z najlepszych wersji zapachowych jakie miałam okazję mieć. Koniecznie muszę zrobić zapasy tego mydełka :)



Antyperspiranty Rexona Sexy Bouquet i Linen Dry- najlepsze antyperspiranty jakie kiedykolwiek miałam okazję używać! Kocham je już od kilku dobrych lat. Moją ulubioną wersją zapachową jest zdecydowanie ta o zapachu truskawek i moreli.

Avon Naturals mgiełka o zapachu figi- mgiełki Avonu bardzo lubię, bo mają fajne zapachy i są tanie. Mgiełka o zapachu figi skusiła mnie słodkim zapachem i ceną, bo w promocji zapłaciłam za nią jakoś 5zł. Na pewno zakupię inne wersje zapachowe tych mgiełek, jak tylko wykończę resztę moich tanich wód toaletowych, które mi zalegają na półce.

Bielenda Golden Oils Ultra odżywcze mleczko do ciała- bardzo polubiłam to mleczko, ponieważ miało cudowny zapach i całkiem szybko się wchłaniało. Niestety opakowanie pozostawia wiele do życzenia, ponieważ już po pierwszym użyciu złamała mi się pompka dozująca produkt. Mimo to byłam w stanie jakoś ten kosmetyk wygrzebywać, ale przyprawiało mi to niepotrzebnych nerwów. Gdyby nie to byłby to mój ulubieniec, bo mleczko to całkiem fajnie nawilżało moją skórę i miałam wrażenie, że nawet trochę ją odżywiało.


Płyn Micelarny AA Ultra Nawilżenie- starszą wersję tego kosmetyku lubiłam, ale ta nowa kompletnie mi nie pasuje. Tym płynem zmywałam tylko podkład, bo żadnego tuszu nie można było zmyć bez pocierania oczu. Ja już staram się tego nie robić, więc do demakijażu oczu musiałam stosować coś mocniejszego co w pełni rozpuściło tusz do rzęs. Od płynu micelarnego wymagam zmywania każdego niewodoodpornego kosmetyku, a niestety ten płyn nie radzi sobie z żadnym tuszem do rzęs o wodoodpornych nie wspomnę. Niestety jak dla mnie jest to kosmetyk niewarty kupienia.

Nawilżający krem łagodzący z serii Botanic Green firmy Tołpa- krem ten szybko się wchłaniał i dosyć dobrze nawilżał skórę. Jest to lekki krem, nie zawierający w sobie SPF'a, więc w lato może się nie sprawdzić. Zaletą tego kosmetyku jest to, że każdy podkład na tym kremie wyglądał rewelacyjne, a krem nie rolował się przy jego nakładaniu. Skład produktu nie jest zły. Składnikami aktywnymi są torf, ekstrakt z nasion bawełny, z korzenia irysa oraz pochodna mocznika. Dzięki tym składnikom skóra po użyciu jest miękka i gładka. Sam krem jest jest hypoalergiczny, nie zawiera alergenów ani sztucznych barwników, dzięki czemu nie podrażni skóry, nawet u osób z wrażliwą cerą. Zapach jak dla mnie był bardzo przyjemny to samo mogę napisać o cenie. Za ten krem zapłaciłam jakoś 19zł za 50ml. Możliwe, że zakupię go kiedyś ponownie.


Serum Beauty Elixir do Intensywnej Pielęgnacji firmy PharmaTheiss Cosmetics- to serum naprawdę pokochałam, a zapomniałam go umieścić w moich ostatnich ulubieńcach. Jest to produkt, który posiada w składzie m.in. aż 7 różnych olejków takich jak oliwa z oliwek, olejek migdałowy, olejek z awokado, olejek z pestek moreli, olejek arganowy, olejek z dzikiej róży oraz olejek z pestek winogron. Oprócz tego jego składnikami są także cytryniec chiński i lawendę motylkową. Reszta składu to głównie emolienty. Kosmety ten stosowałam głównie na noc, ponieważ ze względu na obecność olejków był dosyć tłusty. Mimo to całkiem dobrze się wchłaniał, a rano skóra była promienna, odżywiona i rewelacyjnie nawilżona. Zapach również był cudowny jak i opakowanie z pompką, które wyjątkowo przypadło mi do gustu (sami powiedzcie, czyż nie wygląda to serum na bardzo luksusowe?). Planuję ponowny zakup tego produktu, ponieważ był to dobrze działający kosmetyk, a jego cena nie jest dla mnie jakaś szczególnie wysoka (70zł/30ml).

Tonik Clinique Clarifying Lotion Clarifiante- tonik ten może i przywracał skórze naturalne pH, ale także ją przy tym wysuszał. Nie planuję zakupu pełnowymiarowej wersji, ponieważ od toniku oczekuję także nawilżenia, którego ten produkt nie potrafił zapewnić.

Kapsułki pielęgnacyjne Anti-Age Rival de Loop- bardzo lubię te kapsułki, ponieważ mają świetny skład i są tanie. Stosuję je tylko na noc kiedy mi się skończy jakiś krem lub serum. Niestety kapsułki te ze względu na skład, w którym znajdziemy wiele olei jest tłuste, więc raczej nie nadaje się do stosowania na dzień. To jest moje kolejne zużyte już opakowanie.


Rozświetlający korektor Deluxe Brightener firmy Wibo- jedyny minus tego kosmetyku to jego wydajność. Korektor ten starczył mi tylko na kilkanaście użyć. Niemniej jednak nie ubolewam na tą wydajnością jakoś bardzo, bo był to produkt tani (po obniżce -49% zapłaciłam 8zł). Główne działanie, czyli rozjaśnienie jest świetne. Skóra w miejscu nałożenia korektora jest naprawdę widocznie rozświetlona, dzięki czemu cienie pod oczami są praktycznie niewidoczne. Korektor ten nie wchodzi w zmarszczki, a krycie również jest świetne. Podoba mi się także opakowanie tego produktu. Skład również jest niczego sobie. Znajdziemy w nim aktywny dipeptide tzw. botoks like, który ponoć wygładza zmarszczki i zapobiega tworzeniu się nowych, a także pantenol, witaminy PP, A,C,E, kofeinę oraz ekstrakt z Scuttellarii. Korektor ten zawiera w sobie składniki rozpraszające światło, które mają dać efekt soft-focus.Ogólnie rzecz biorąc jestem naprawdę zadowolona z tego produktu i zamierzam ponownie go kupić.

Podkład Bourjois Helathy Mix w odcieniu Light Vanilla- jeden z najlepszych podkładów rozświetlających jakie miałam okazję używać! Bardzo długo utrzymuje się na twarzy, świetnie wtapia się w skórę, a po jego nałożeniu skóra wygląda na zdrową i rozświetloną. Przy okazji pięknie pachnie i jest całkiem wydajny. Jedyny minus wszystkich podkładów rozświetlających jest to, że już po około 3-4 godzinach moja twarz świeci się jak lampki choinkowe. 


Tusz do rzęs Avon Big False Lash- ten tusz dostałam chyba ze starej serii, ponieważ już przy pierwszym użyciu miałam na rzęsach mnóstwo czarnych kuleczek. Dałam mu drugą szansę i niestety znów było to samo. Już po 2-3 godzinach znacząco się osypywał i konieczne było częste zaglądanie do lustra, w celu starcia okruszków spod oka. Niestety po drugim użyciu tusz ten wyrzuciłam i nikomu go nie polecam. Bubel totalny!

Róż mineralny Pure Blush Mineral firmy Maybelline w odcieniu 50 Opal Rose- produkt ten dostałam od koleżanki i od razu się w nim zakochałam. Zawsze chciałam mieć róż mineralny i w końcu go miałam. Odcień pięknie wpasowywał się do mojej karnacji i w okresie wiosenno-jesiennym pięknie się prezentował na mojej bladej twarzy. Starczył mi na długi okres używania mimo, iż dostałam go tylko połowę. Szkoda, że tego produktu nie znajdziemy już na sklepowych półkach.

Top coat Indigo- jakoś niespecjalnie go polubiłam. Niby utwardzał lakier przez co mogłam się cieszyć lakierem bez odpysków, ale niestety produkt ten nie przyspieszał wysychania lakieru do minimum, przez co nie pobił mojego ulubionego top coat'a z Sally Hansen. Produkt dobry, ale polecę go osobom, które nie stawiają na przyspieszenie wysychania lakieru tylko na jego utrwalenie.

Laura Conti Vitamin Booster odżywka do paznokci- całkiem spoko odżywka do paznokci. Jest tania i jak za taką cenę to całkiem długo utrzymuje się na paznokciach. Stosowałam ją głównie jako baza pod lakier i pod tym względem naprawdę dobrze się spisywała.


Dada chusteczki nawilżane dla niemowląt- uniwersalne chusteczki wykonane w 100% z bawełny. Nie zawierają parabenów i są biodegradowalne. Nie są też drogie, bo kosztują coś około 4zł. Po wodzie znajdziemy w składzie 3 oleje, a następnie alantoninę i glicerynę. Są to dobrze nawilżane chusteczki, które możemy wykorzystać, czy to do wytarcia rąk, czy powierzchni, czy to nawet do higieny intymnej.

Świeca Wood Wick o zapachu Bakery Cupcake- mateczko jak to pachniało! Po zapaleniu po godzinie mój pokój zamieniał się w cukiernię, w której na zapleczu pieczono babeczki i inne ciasteczka. Jeśli ktoś nie lubi mocno słodkich zapachów to nawet niech tej świecy nie kupuje, bo może go zemdlić. Mi jednak zapach bardzo odpowiadał, no a przy okazji miałam wrażenie, że mam u siebie kominek, bo knot tej świecy wydaje dźwięk przypominający dźwięk palonego drewna. Świece WW kocham i mam u siebie jeszcze dwa inne zapachy.

Carea płatki kosmetyczne z wyciągiem z aloesu- moje ulubione płatki kosmetyczne! Nie rozwarstwiają się, nie pylą jakoś szczególnie mocno i są tanie. Za trzy opakowania po 120szt zapłacicie w Biedronce 6zł (jak są w promocji), więc niedużo. Jak na razie stosuję tylko i wyłącznie te płatki.

To by było na tyle jeśli chodzi o moje zużycia kosmetyczne. Dajcie znać, czy któryś z powyższych kosmetyków miałyście i zakochałyście w nim, a jeśli któryś się wam nie sprawdził to także napiszcie, który i dlaczego.

piątek, 27 maja 2016

Tisane balsamik do ust dla dzieci i dorosłych: porównanie obu wesji


Hej :)
Dzisiaj chciałabym wam przedstawić dwa balsamy do ust firmy Tisane. Moi czytelnicy pewnie znają ten standardowy balsam do ust w czerwonym pojemniczku, bo znalazł się on w moich ulubieńcach. Jeśli jednak ktoś z was nie zna go z mojego bloga to pewnie kojarzyć go będzie z internetu, bo jest to produkt bardzo wychwalany na różnych portalach, blogach i vlogach.
Dzisiaj jednak w głównej mierze chciałabym wam przedstawić produkt do ust, który przeznaczony jest teoretycznie dla dzieci, ale praktycznie oczywiście każdy może ten produkt używać.


Opis producenta:
Produkt przeznaczony do pielęgnacji ust. Doskonale radzi sobie ze spierzchniętymi, obtartymi i obgryzionymi ustami. Przeciwdziała stanom zapalnym i przyspiesza regenerację naskórka. Chroni przed niekorzystnym wpływem mrozu, wiatru, deszczu i słońca. Naturalna kompozycja składników nawilża, wygładza i odżywia skórę.

Stosowanie:
Cienką warstwę balsamu nanosić na usta lub inne miejsca, które wymagają pielęgnacji, ochrony i nawilżenia.

W Balsamiku nie ma:
parafiny, silikonów, parabenów, sztucznych aromatów, barwników, pochodnych PEG, alkoholu

Kompozycja zawiera:
Ekstrakt z rumianku, miód, prowitaminę B5, witaminę E, olejek ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, masło kakaowe, wosk pszczeli, lanolinę.


Jak widzicie na zdjęciach obie wersje znajdują się w podobnych słoiczkach i obie wersje mają taką samą gramaturę wynoszącą 4,7g. Wersja dla dzieci ma na nakrętce wesołą małpkę, nie ma za to z boku opakowania opisu producenta (no i dobrze, bo dzieci na pewno ten opis nie interesuje).
Jeśli chodzi o zapach to niestety wersja dla dzieci niezbyt ciekawie pachnie. Mi osobiście się ten zapach nie podoba. Jest mdły i mało słodki. Wersja standardowa pachnie za to przyjemnie i bardzo bym się cieszyła, gdyby producenci zmienili zapach wersji dziecięcej na taki sam zapach jaki towarzyszy wersji dla dorosłych.
Konsystencja obu tych balsamów jest identyczna: gęsta i tłustawa. Niestety wersja dla dzieci posiada w sobie kuleczki niewiadomego dla mnie pochodzenia, które teoretycznie rozpuszczają się na ustach pod wpływem ucisku i ruchu, ale myślę, że byłoby lepiej gdyby tych kuleczek nie było.
Działanie nawilżające, odżywiające i wygładzające jest w obu przypadkach takie samo. Oba te balsamiki dobrze odżywiają i nawilżają usta, przywracając je do ładu.
Balsamik dla dzieci dostępny jest tylko w wersji w słoiczku, natomiast balsam dla dorosłych dostępny jest nie tylko w słoiczku, ale także i w sztyfcie. Cena wersji dla dzieci to około 13zł, natomiast cena wersji w czerwonym słoiczku to koszt około 8zł. Moim zdaniem lepiej zakupić dzieciakom wersję standardową, bo ma równie dobry skład jak wersja dla dzieci, ładniej pachnie no, a przede wszystkim jest tańsza o około 5zł. Na lato Hebra Studio wypuściło także balsam do ust z SPF 30, który miałam okazję używać. Fajna pomadka ochronna na okres letni, jednak do nawilżania ust polecam raczej klasyczną wersję Tisane.


Ja wersję klasyczną zdecydowanie bardziej polubiłam. Gdyby nie te dziwne kuleczki w balsamiku i jego specyficzny zapach również bym go pokochała. Niestety te dwa czynniki sprawiły, że nadal będę zachwycona klasyczną wersją balsamu Tisane, a wersji dla dzieci nie kupię aż do momentu jej ulepszenia.
Dajcie znać, czy któraś z was miała może wersję dla dzieci, a jeśli tak to czy ma o niej podobne zdanie, czy raczej bardziej pozytywne niż moje :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...