czwartek, 13 listopada 2014

TAG: włosowe pytaśki


Hej :)
Dawno u mnie nie było żadnego TAG'u, a już tym bardziej TAG'u związanego z włosami. Jednak dzięki otagowaniu Gosi z bloga porady herrbaty odpowiem dziś na pytania związane z moimi włosami.


1. Jaki masz kolor włosów?
Mój naturalny kolor włosów to ciemny blond, jednak aktualnie (od trzech lat) farbuję się na rudy idący w kierunku odcienia wiśniowego. 

2. Czy to jest Twój kolor marzeń? A jak nie, to jaki?
Koloru marzeń nie mam, a jak zacznę mieć to na pewno się na taki przefarbuję. Wiśniowy odcień włosów najbardziej mi pasuje i jak na razie zamierzam nadal mieć włosy w tym kolorze.

3. Pozwalasz wyschnąć włosom naturalnie czy stosujesz suszarkę?
Praktycznie po każdym myciu suszę włosy suszarką, bo dzięki temu nieco mi się one prostują. Gdybym pozwoliła włosom wyschnąć naturalnie to miałabym takie niezbyt piękne fale (na zdjęciu).


4. Jaki jest Twój największy włosowy problem?
Moim największym problemem jest plątanie się włosów i mało który kosmetyk do pielęgnacji włosów pomaga mi się z tym problemem uporać. Ostatnio jednak bardziej niż z plątaniem mam problem z wypadaniem włosów. Tracę ich ogrom :(

5. A co w nich lubisz najbardziej?
W moich włosach lubię połysk i miękkość. Czasami lubię efekt pofalownia jaki uzyskuję po pobycie w mocno wilgotnym miejscu. Mam wtedy włosy a'la beach wave hair.

6. Ulubiony szampon?
Jakoś nie przywiązuję zbytniej wagi do szamponów. Chcę tylko by dobrze oczyszczały moje włosy, nie obciążając, nie plącząc i nie przetłuszczając ich przy tym.
 
7. Ulubiona maska lub odżywka?
Jeśli chodzi o odżywkę do włosów to moim ulubieńcem jest ta do włosów suchych Ultra Doux z Garnier'a. Jeśli jednak chodzi o maskę do włosów to zdecydowanie ubóstwiam sojową maskę do włosów Mythos, której zużyłam już chyba za trzy opakowania.

8. Idealna długość włosów?
Za łopatki i taką długość już mam, ale nadal zapuszczam włosy, bo chcę je mieć do wysokości bioder. 

9. Najciekawszy włosowy gadżet to...?
Nie mam ;) Chciałam zakupić słynną szczotkę Tangle Teezer, ale jakoś jeszcze tego nie uczyniłam. Wiem, że byłaby dobra dla moich splątanych włosów, ale z tym problemem radzi sobie także moja okrągła szczotka do modelowania, którą używam głównie do rozczesywania kołtunów. 

10. Największa "włosowa wpadka"?
Niedawno wybrałam się do SPA. Miałam dwa dni wcześniej pofarbowane włosy i niestety w tak krótkim czasie po dwóch myciach farba dobrze się z włosów nie wypłukała. Jednak nie podejrzewałam, że podczas pobytu w saunie parowej zacznie mi ona pod wpływem ciepła i wilgoci spływać z włosów. Nie wiedziałam dlaczego panowie się tak dziwnie na mnie patrzą. Po wyjściu z sauny i przetarciu ręcznikiem zauważyłam, że mam same czerwone zacieki na ciele, a mój stój kąpielowy i rącznik mają czerwone plamy. Było mi wtedy strasznie głupio.

Aktualny kolor, długość i wygląd moich włosów...

Gosia chciała, aby otagować 6 dziewczyn, więc chciałabym, aby na ten TAG odpowiedziały właścicielki blogów:
http://alleve.blogspot.com/
http://rarityikosmetyki.blogspot.com/
http://cosmeticmix.blogspot.com/
http://iloveit-cathy.blogspot.com/
http://www.siouxie.pl/
http://jaskolcze-ziele.blogspot.com/

Jeśli chcecie to wy też możecie odpowiedzieć na ten TAG. Chętnie dowiem się jak dbacie o swoje włosy i jak one wyglądają :) A jeśli nie chcecie pisać TAGowego posta to odpowiedzcie chociaż na jedno pytanie w komentarzu :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Alverde krem do twarzy Intensive Repair z avocado- mój ulubiony krem do stosowania na noc w okresie jesienno-zimowym


Cześć :)
Zacznę może od pytania, czy wy też macie taki wielki problem jak ja z doborem odpowiedniego kremu do twarzy? Ja już niejeden krem z niejednej firmy miałam i niestety żaden nie okazał się wielkim ulubieńcem. Co prawda było kilka dobrych kremów, ale nie na tyle, abym została przy nich na dłużej.
Na szczęście udało mi się znaleźć świetny krem na okres jesienno-zimowy do stosowania na noc. Szukam teraz jeszcze kremu do twarzy na dzień, który sprawdzi mi się w tych niezbyt ciepłych miesiącach.

Kremem, który idealnie sprawdza się u mnie w okresie jesiennym i myślę, że sprawdzi się też w zimie jest intensywnie nawilżający krem do twarzy z ekstraktem z awokado Intensiv Repair Pflegecreme Avocado firmy Alverde. Produkt ten zakupiła mi w niemieckiej drogerii DM Daria, której raz jeszcze serdecznie dziękuję :* Po kilku pozytywnych recenzjach skusiłam się właśnie na ten krem, ponieważ dziewczyny pisały, że świetnie nawilża i odżywia on każdy rodzaj skóry, a moja skóra potrzebuje właśnie takiego intensywnego nawilżenia.


Nim przejdę do meritum sprawy chciałabym was zapoznać z opisem producenta:

Krem przeznaczony do pielęgnacji bardzo suchej skóry.
Naturalne składniki aktywne: awokado, wosk pszczeli, wyciąg z rumianku uspokajają i wspierają regenerację skóry twarzy. Krem intensywnie nawilża i chroni przed odwodnieniem. Drobne zmarszczki zostają zredukowane. Krem chroni twarz przed zmianą temperatur, zapewnia jędrność skóry. Dzięki dużej zawartości kwasów tłuszczowych nienasyconych oraz witamin skóra staje się jedwabista w dotyku.

Olejek awokado, masło shea i ekstrakt z rumianku spełniają wszystkie potrzeby skóry bardzo suchej. Szczególna kombinacja olejków roślinnych pielęgnuje i wygładza skore dbając o jej odpowiednią elastyczność i aksamitność.
Naturalny kompleks z rumianku w połączeniu z roślinną gliceryną harmonizuje potrzeby skóry bardzo suchej i zapewnia jej dogłębne nawilżenie. Uczucie napięcia i przesuszone skorki są zmniejszone. Krem świetnie nadaje się jako pielęgnacja chroniąca skórę przed zimnem, gorącem, a także w klimatyzowanych pomieszczeniach.



Zacznę może od tego, że krem ten jest tłusty i niestety z tego powodu raczej nie nadaje się do stosowania na dzień. Za to na noc sprawdza się idealnie. Konsystencja tego produktu przypomina gęstą pastę, którą trochę ciężko rozprowadza się na twarzy, ale która w miarę szybko się wchłania. Niestety mimo, iż jest to bardzo gęsty krem jest on średnio wydajny. Mój krem stosuję miesiąc i pozostało mi już go tylko 2/3 opakowania albo i mniej.
Przed zastosowaniem kremu na noc radzę dobrze spiąć włosy, ponieważ bardzo chętnie się do niego kleją :)
Zaraz po nałożeniu produktu na twarzy czujemy ukojenie, nawilżenie, a uczucie napięcia po umyciu twarzy od razu mija. Rano zaś czujemy, że nasza skóra dostała w nocy odpowiednią dawkę odżywienia i nawilżenia. Niestety krem ten nie usunie nam suchych skórek, więc jak to zwykle bywa w takich przypadkach trzeba dopomóc sobie peelingiem.
Skład tego kosmetyku jest po prostu rewelacyjny! Mało który kosmetyk ma tak dobry, w 90% lub więcej naturalny skład i kosztuje tak niewiele. Jak widać większość składników to oleje roślinne, dzięki którym nasza skóra zostanie odżywiona i nawilżona.
Opakowanie to prosta i estetycznie wyglądająca tubka, z której bez trudu wydobędziemy odpowiednią ilość kosmetyku, a gdy produktu będzie już bardzo mało, śmiało możemy przeciąć tubkę i wydłubać z niej resztę kremu.
Zapach tego produktu jest ciężki do opisania, aczkolwiek jest lekki. Delikatnie słodki, nieco bardziej ziołowy, ale nawet całkiem przyjemny dla nosa. Na szczęście zapach dosyć szybko się ulatnia i po chwili od nałożenia kremu na twarz nie będziemy już go czuli.
Cena tego kosmetyku to około 20zł w polskich drogeriach internetowych, zaś w czeskim DM zapłacimy około 80 koron, a w niemieckim DM zapłacimy około 3,25 Euro.


Podsumowując: jest to świetny krem na okres jesienno-zimowy do stosowania na noc. Bardzo dobrze nawilża, odżywia i koi skórę, tak więc nada się w szczególności dla osób mających bardzo suchą skórę. Skład kosmetyku jest moim zdaniem rewelacyjny patrząc na cenę, która nie jest na szczęście wygórowana. Niestety minusem jest to, że krem ten jest niesamowicie gęsty i trochę ciężko jest go rozprowadzić na twarzy, a także to, że zakupić go można tylko w sklepach internetowych albo w niektórych sklepach mających niemieckie produkty. Jeśli ktoś będzie w Niemczech lub Czechach to polecam wejść do najbliższego DM'u i się w ten krem zaopatrzy, bo naprawdę warto go mieć.

Opinie na Wizażu: LINK

Moja ogólna ocena: 5-/5

piątek, 7 listopada 2014

Recenzja: tusz do rzęs All Day Long Lash firmy Isa Dora


Hej :)
Dzisiaj chciałabym wam opisać w końcu coś z kolorówki, bo dawno jej u mnie nie było. Ostatnio jakoś mam przestój w kupowaniu nowych kolorowych kosmetyków, ponieważ ciągle jeszcze wykańczam stare zapasy. Ale dziś nie o zużywaniu produktów do makijażu, a o tuszu do rzęs All Day Long Lash firmy Isa Dora. Tusz ten otrzymałam na jednym ze spotkań blogerskich, który dość długo leżał w szafce i czekał na otwarcie.


Opis producenta:
IsaDora All Day Long Lash to nowa maskara, która jest łatwa w aplikacji, trzyma się cały dzień, a jej zmycie zajmuje zaledwie kilka sekund!
Dzięki niezwykle precyzyjnej szczoteczce, z długim i krótkim włosiem dociera ona do kącików oka oraz sprawia, że rzęsy są perfekcyjnie rozdzielone.
Ponadto ekstremalnie wydłuża, pogrubia i wyraźnie podkreśla rzęsy.
Dodatkowym atutem maskary jest jej trwałość, ponieważ trzyma się cały dzień, nie rozmazuje się ani nie kruszy.
Dzięki specjalnej formule maskarę możemy bardzo łatwo zmyć.
Maskara jest delikatna dla rzęs.

• Ekstremalnie wydłuża rzęsy,
• Objętość – nałóż podwójnie dla zwiększenia objętości,
• Doskonale rozdziela rzęsy,
• Trzyma się cały dzień, bez rozmazywania i kruszenia,
• Bardzo łatwo ją zmyć, przez co jest delikatna dla rzęs,
• Kremowa, lekka konsystencja.

Pojemność netto: 8 ml/.27 Fl. oz.
Nieperfumowana. Testowana okulistycznie



Zacznę może wyjątkowo od opakowania tego produktu, a mianowicie od foliowego zabezpieczenia chroniącego tusz przed otwarciem. Bardzo mi się to spodobało, bo wiem, że tusz ten nie został przez nikogo otwarty, a więc wiem, że jest świeży i może posłuży mi przez to nieco dłużej. Rzadko się zdarza żeby firmy kosmetyczne zabezpieczały jakoś przed otwarciem swoje tusze do rzęs i nie tylko.
Samo opakowanie jest przyjemne dla oka. Lubię fiolet, więc opakowanie mi się podoba. Napisy są trwałe, jeszcze żadne się nie starły. W dodatku są srebrne co wygląda dosyć elegancko.
Kolejnym plusem jest silikonowa szczoteczka, która przy pierwszej warstwie ładnie rozprowadza na rzęsach tusz i ich nie skleja co daje bardzo naturalny efekt. Niestety przy nakładaniu drugiej warstwy, rzęsy się już sklejają i trzeba sobie pomóc albo jakimś grzebyczkiem albo jakąś inną czystą szczoteczką ze starego tuszu. Niemniej jednak efekt na rzęsach mi się podoba, bo są one wydłużone i nieco pogrubione, ale niestety tego efektu by pewnie nie było gdybym sobie nie pomogła ich rozdzielić. Tusz ten niestety szybko zasycha i drugą warstwę trzeba szybko nałożyć, bo inaczej możemy sobie porobić niepotrzebnych grudek i wzmocnić efekt zlepienia. Minusem oprócz sklejenia rzęs przy drugiej warstwie jest także osypywanie się tuszu. Pod koniec dnia tusz się osypuje i trzeba zerknąć w lusterko, aby strzepnąć spod oka opiłki.
Jeśli chodzi o usunięcie go z oczu to wszystkie produkty do demakijażu jakie mam (płyn micelarny z Tołpa i L'Oreal) całkowicie go rozpuszczają. Wszystko schodzi z rzęs bez ich pocierania, ale jak wiadomo trzeba ten wacik na oku przez chwilę potrzymać. Moim zdaniem zmywa się jak większkość innych tuszy do rzęs.
Cena tego tuszu waha się od 54zł do 70zł za 8ml w zależności od sklepu, więc niemało jak na tusz do rzęs. Za tą cenę można znaleźć zdecydowanie lepsze tusz de rzęs. Tą wersję tuszu możecie kupić w dwóch kolorach 20 Black i 23 Brown-Black, a tusze te dostępne są m.in. w drogerii Douglas.


Podsumowując: moim zdaniem ten tusz to średniak. Za 70zł można znaleźć o wiele lepsze tusze do rzęs, które spektakularnie wydłużą nam rzęsy, a dodatkowo je pogrubią i podkręcą. Poza tym tusz ten skleja rzęsy przy drugiej warstwie i się osypuje pod koniec dnia, więc myślę, że nie warto wydawać tych pieniędzy akurat na ten tusz.

Moja ogólna ocena: 3/5

wtorek, 4 listopada 2014

Oczy są zwierciadłem duszy: historia powstania maskary i sztucznych rzęs


Hej :)
Dziś kolejny post o historii powstania maskary i sztucznych rzęs. Lubię tego typu posty, ponieważ zawsze mogę się dowiedzieć czegoś ciekawego na temat kosmetyków, które używam w swoim codziennym makijażu.
Która z nas nie marzy o pięknych, długich, kruczoczarnych i podkręconych rzęsach? Chyba każda takie chce :) Wszystkie chcemy wyglądać pięknie i dzięki tym dwóm podstawowym kosmetykom nasza uroda może być podkreślona, a my możemy czuć się pięknie.

Tusz do rzęs, który jest nieodłącznym elementem każdego makijażu powstał w 1860 roku i został wymyślony przez Eugene Rimmel'a. Co prawda już w starożytnym Egipcie kobiety stosowały coś na wzór aktualnego tuszu do rzęs, a była to mieszanka sadzy, kurzego białka i oliwy. Używano także proszku antymonowego, który składał się z galenitu, węgla drzewnego, sadzy oraz siarczanu ołowiu. Egipcjanki rozpowszechniły nieco tą mieszankę do rzęs i dzięki temu kobiety i mężczyźni starożytnej Grecji, czy Rzymu również mogli podkreślać swoje oczy. Inne źródła mówią również o mieszance odchodów krokodyla z miodem i wodą, a to wszystko było nakładane na rzęsy kością słoniową.
Prototyp wymyślony przez pana Rimmel'a składał się ze sproszkowanego węgla i wody w postaci gęstej masy, a to wszystko nakładane było specjalną stworzoną przez tego pana szczoteczką. Dzięki temu słowo rimmel w kilku językach oznacza maskarę.


Aktualnie używana maskara powstała w 1913 roku i została wyprodukowana przez założyciela firmy Maybelline i chemika Toma Lyle Williams'a.
Historia powstania tego kosmetyku wiąże się z nieszczęśliwą miłością Maybelli (siostry Williamsa), która była zdradzana przez narzeczonego. Brat chciał pomóc siostrze zdobyć zainteresowanie innych mężczyzn poprzesz dodanie jej spojrzeniu głębi i dzięki temu stworzył dla niej mieszaninę wazeliny z pyłem węglowym, którą nakładało się na rzęsy. Ten prosty kosmetyk przyniósł Maybelli szczęście i już po roku od jego wyprodukowania została mężatką (wyszła za mąż za zdradzającego ją narzeczonego), a w 1915 roku Williams założył firmę, którą nazwał na cześć swojej siostry Maybelline (połączenie imienia Maybell ze słowem vaseline).

Tom Lyle Williams
 źródło







Dawniej tusze do rzęs były wykonywane z różnego rodzaju składników. Bardzo często zawierały jednak pył węglowy, a tylko zmieniała się baza, którą z tym pyłem łączono. Czasami bazą tą było także mydło. W 1917 roku czarny pigment przesiewano i mieszano z płatkami mydlanymi, mielono je, a następnie prasowano. Ten rodzaj tuszu był tuszem w kamieniu i zazwyczaj nakładano go za pomocą mokrego pędzelka, na który zazwyczaj pluto, aby go zwilżyć, dlatego szczoteczka ta zyskała nazwę "plujki".

Innym rodzajem tuszu do rzęs była mascara w kremie podobna do lotionu i pakowana do tubki. Aby ją zaaplikować należało wycisnąć niewielką ilość produktu z tubki na pędzelek i pomalować nim rzęsy. W późniejszym czasie, bo w latach 60-tych wynaleziono aplikator do tuszu w formie wyżłobionego pręcika, a następnie ten pręcik ponownie został zmodyfikowany i istnieje do dziś w formie szczoteczki do rzęs.

W 1939r Helena Rubinstein zaprezentowała pierwszą wodoodporną maskarę, która znajdowała się w opakowaniu jakie używane jest do dziś.


Na stronie internetowej firmy Rimmel możemy przeczytać więcej informacji na temat powstania tuszu do rzęs, a żebyście nie musiały go szukać to wam go skopiowałam. Źródło znajduje się TUTAJ.

"W 1820 roku pewien szanowany francuski perfumiarz, będący uczniem Pierre’a Francoisa Lubina – nadwornego perfumiarza Cesarzowej Józefiny, żony Napoleona Bonaparte – przyjął propozycję prowadzenia londyńskiej perfumerii przy prestiżowej Bond Street. Przedsięwzięcie okazało się sukcesem i w 1834 roku, wspólnie z synem i zarazem uczniem – 14 letnim wówczas Eugene Rimmelem, założył własny zakład perfumiarski. Tak oto powstał Dom Rimmel.
Rodzinny interes kwitł, podobnie jak talent młodego Eugene Rimmela. W wieku 24 lat młodzieniec ów był nie tylko doświadczonym perfumiarzem, ale także wizjonerem sztuki kosmetycznej - eksperymentującym z zapachami i kolorami, podróżującym po całym świecie w poszukiwaniu egzotycznych składników i inspirujących pomysłów. Jako pionier w dziedzinie higieny osobistej Eugene Rimmel wprowadził na rynek wiele innowacyjnych w tamtych czasach produktów, takich jak płyn do płukania ust, perfumowana pomada do stylizacji włosów czy pomysłowy atomizer do wody toaletowej. Bogata londyńska klientela tłumnie odwiedzała jego firmowy salon perfumeryjny przy eleganckiej Regent Street, chętnie kupując wykwintnie zapakowane perfumy, mydła i esencje kąpielowe. Wśród klientów Domu Rimmel byli także dostawcy dworu królewskiego.
Mimo zdobytego uznania w Londynie, Eugene Rimmel od samego początku chciał dotrzeć do jak najszerszego grona klientów i jako jeden z pierwszych wykorzystał moc reklamy, publikując bogato ilustrowane katalogi wysyłkowe oraz umieszczając reklamy na kartach programów teatralnych. Po jego śmierci w 1887 roku imperium kosmetyczne Rimmel odziedziczyli jego dwaj synowie, którzy przyczynili się do międzynarodowego sukcesu marki, kładąc nacisk na szeroką gamę kolorystyczną produkowanych kosmetyków oraz bogatą ofertę kosmetyków do makijażu oczu, a w szczególności rewolucyjnych tuszów do rzęs. Popularność marki w tej dziedzinie była tak wielka, że w niektórych językach po dziś dzień słowo “Rimmel” oznacza właśnie tusz do rzęs!
Po II wojnie światowej marka Rimmel została przejęta przez Roberta i Rose Caplinów, właścicieli londyńskiej agencji reklamowej. Gdy na fali powojennego optymizmu w Wielkiej Brytanii bohaterkami masowej wyobraźni i ikonami urody dla milionów kobiet stały się gwiazdy z Hollywood, Caplinowie – z intuicją godną samego Eugene Rimmela – uprzedzili nadchodzącą rewolucję kosmetyczną, rozszerzając ofertę produktów do
makijażu, unowocześniając opakowania i wprowadzając na rynek pierwszy w historii wygodny dozownik."



Sztuczne rzęsy stworzone przez Shu Uemura
źródło

Teraz chciałabym wam opisać pokrótce historię powstania sztucznych rzęs, bo stają się one ostatnio coraz bardziej popularne. Nie musimy już codziennie przyklejać paseczka sztucznych rzęs, aby nasze naturalne rzęsy były bardziej zagęszczone i wydłużone. Aktualnie możemy już tylko dokleić sobie kilka kępek lub pójść do kosmetyczki i przedłużyć sobie rzęsy metodą 1:1.
Prekursorem sztucznych rzęs został w 1916 roku amerykański reżyser D W. Griffith, który zlecił wykonanie przedłużenia dolnych rzęs lokalnemu producentowi peruk. Chciał on, aby aktorka grająca w filmie "Nietolerancja" miała tak długie dolne rzęsy, aby dotykały jej policzków. Rzęsy te wykonane były z ludzkich włosów i przymocowane do gazy.
Pierwsze opatentowane sztuczne rzęsy stworzył w 1927 roku Max Factor, czyli polak Maksymilian Faktorowicz, pochodzący ze Zduńskiej Woli. Stworzył je dla gwiazdy niemego kina Phyllis Haver, a wynikało to z potrzeby podkreślenia oczu aktorkom w teatrze oraz kinie.
Pierwsze sztuczne rzęsy wykonane były z frędzli umieszczonych na nitce. Projekt był nienaturalny, nietrwały, a także bardzo kosztowny jednak świetnie sprawdzał się w charakteryzacji gwiazd filmowych. Rzęsy na pasku powstały na początku lat 50-ch XX wieku i od razu zyskały popularność. Takie rzęsy wykonywane są z różnych materiałów m.i.: poliestru, piórek, prawdziwego włosia zwierzęcego. Aktualnie możemy się spotkać także z kępkami rzęs i rzęsami z papieru.
Metoda 1:1, czyli metoda doklejenia jednej sztucznej rzęsy do jednej rzęsy naturalnej, stworzona została w 2003 roku przez wizażystę Shu Uemura. Do tego celu użył on włosia norek syberyjskich. Madonna była pierwszą kobietą, która miała zaszczyt nosić takie rzęsy.
Taka metoda zagęszczania i przedłużania rzęs jest bardzo kosztowna i pracochłonna, jednak aktualnie możemy wykorzystać syntetyki zamiast włosia norek syberyjskich i wtedy cena spada. Metoda ta jest aktualnie jedyną metodą, która pozwala na dłużej cieszyć się dłuższymi i gęstszymi rzęsami, jednak co jakiś czas trzeba rzęsy uzupełnić, ponieważ po pewnym czasie sztuczne rzęsy odklejają się on naturalnych i wypadają albo wypadają wraz z naturalnymi.

Jak widać oczy od bardzo dawna były podkreślane przez kobiety. Aktualnie mamy ogromny wybór tuszy do rzęs, sztucznych rzęs, a także metodę przedłużania i zagęszczania rzęs z zastosowaniem naturalnego i syntetycznego włosia. Producenci kosmetyków do oczu prześcigają się w wymyślaniu nowych patentów, ulepszaniu aktualnych szczoteczek i tworzeniu nowych produktów, które wydobędą z naszych oczu głębię, urok i piękno.

"Bo w oczach tkwi siła duszy" 
Paulo Coelho

piątek, 31 października 2014

Ulubieńcy października


Hej :)
Jako, że dziś mamy ostatni dzień miesiąca pora na post o ulubieńcach października. Jak zwykle nie jest ich dużo, ale są to produkty po które najczęściej sięgałam w tym miesiącu.


Zacznijmy od płynu micelarnego Ideal Soft Loreal'a. Wiele z was go polecało i po długim czasie i wielu przemyśleniach, czy to nie jest kolejny chwyt marketingowy firmy postanowiłam się skusić na ten kosmetyk do demakijażu. Micel ten pięknie zmywa makijaż, a z tuszem do rzęs radzi sobie świetnie. Wiadomo, że trzeba wacik nasączony płynem chwilę na oku przytrzymać, ale nie trzeba trzeć oka, aby je oczyścić z resztek makijażu. Kosmetyk ten nie szczypie mnie w oczy i za to ma ogromy plus, bo nienawidzę, gdy podczas demakijażu coś je podrażnia. Za ten produkt zapłaciłam jakoś 7zł i żałuję, że nie kupiłam od razu dwóch butelek. Za tą cenę, wydajność i działanie jest to kosmetyk godny polecenia.


Kolejny mój ulubieniec to jajeczko do makijażu Ebelin. Jest to moje pierwsze jajeczko do makijażu i powiem wam, że długo zastanawiałam się nad tym z jakiej firmy mam zamówić ten właśnie produkt. Po wielu przeczytanych recenzjach doszłam do wniosku, że będzie to jajeczko niemieckiej firmy Ebelin. Poprosiłam, więc kochaną Darię o zakup mi tego jajeczka jak będzie w Niemczech i po wielu poszukiwaniach Daria go znalazła. Produkt ten kosztował mnie 2,5 Euro o ile dobrze pamiętam. Pięknie nakłada się nim podkład, dzięki czemu uzyskujemy naturalny efekt, a nie maskę na twarzy. Niestety jajeczko trzeba bardzo dobrze odcisnąć z wody, bo inaczej podkład się rozwodni i nie będzie już taki kryjący jak powinien. Po użytkowaniu podkładu z Revlon'u Color Stay gąbeczki nie szło już dokładnie wyczyścić i jak widać pozostały na niej plamy. Na szczęście jajeczko mi jeszcze nie popękało i nadal mogę się nim cieszyć każdego rana :)


Ulubieńcem nie tylko października, ale i jesieni jest szminka firmy Maybelline niestety niedostępna już w sprzedaży. Swoją posiadam w odcieniu 345 Plum Sunrise, czyli w pięknym śliwkowym kolorze, który wspaniale komponuje się z aurą na dworze i moimi włosami w kolorze wiśniowo-brązowym. Ciężko mi niestety oddać prawdziwy odcień tej szminki, ale uwierzcie mi na słowo, że jest to ciepły różowo-śliwkowy kolor z dodatkiem błyszczących drobinek.
Szminka dosyć długo utrzymuje się na ustach bez jedzenia i picia. Niestety po spożyciu czegokolwiek trzeba ją poprawić, bo resztki ciemnej szminki na ustach wyglądają nieestetycznie. Zakochałam się w tym odcieniu na amen i żałuję, że ta seria nie jest już dostępna w sprzedaży. Szminka w cenie na do widzenia w Rossmann'ie kosztowała mnie 7zł, więc tym bardziej jestem zadowolona z tego zakupu.


Jako, że wieczory są już długie i zimne zrezygnowałam z prysznica i korzystam już tylko z wanny. Uwielbiam wtedy wlewać do wody wszystko co pięknie pachnie i dobrze się pieni. Ulubieńcem października jeśli chodzi o kąpiele jest płyn do kąpieli firmy Avon o zapachu ciepłej wanilii i figi. Zapach ten mnie tak zauroczył, że zakupiłam sobie nawet mgiełkę i balsam do ciała z tej samej serii zapachowej. Tak pięknego połączenia słodkości jeszcze nie spotkałam. Płyn ten kosztował mnie 13zł w promocji za litr i muszę przyznać, że nie jest jakoś bardzo tani, ale mimo wszystko jest wydajny. Wystarczy tylko jedna, max dwie nakrętki i mamy całkiem sporo piany i pięknego zapachu w łazience. Poza tym płyn ten ładnie oczyszcza ciało przez co nie muszę już dodatkowo używać innego produktu do mycia.


To by byli wszyscy moi ulubieńcy w tym miesiącu. Coś was zainteresowało, a może mieliście coś z moich ulubieńców, ale nie polubiliście się z tym produktem?
Jakie kosmetyki do kąpieli byście mi poleciły na te chłodne wieczory? Mieliście coś w postaci babeczek lub kuli do kąpieli? Czekam na wasze komentarze.

poniedziałek, 27 października 2014

Kolagenowa maseczka do twarzy w formie tkaniny firmy Beauty Formulas


Hej :)
Na początku chciałabym się wam wytłumaczyć z moich coraz dłuższych nieobecności na blogu. Niestety jestem tutaj o wiele rzadziej niż kiedyś ze względu na fakt, iż mam dwie prace i niezbyt udany grafik na koniec miesiąca, który nie pozwalał mi na napisanie nowych postów.
Same dniówki po 12 godzin nie tylko skutkują brakiem czasu, ale i wpływają na ogólne osłabienie organizmu. Nawet weekendy mam zajęte, bo mam pracę. Gdy mam jednak dłuższą chwilę czasu poświęcam ją mojemu chłopakowi, bo o miłość trzeba przecież dbać. Na szczęście w listopadzie mam w miarę dobry rozkład dnia dlatego mam nadzieję, że będzie mnie tu (i u was) więcej.


Teraz jednak wracam do tego o czym ma być dzisiejszy post, czyli do kolagenowej maseczki do twarzy firmy Beauty Formulas. Maseczkę tę zakupiłam już dosyć dawno podczas wizyty w drogerii Super-Pharm. Nie pamiętam ile dokładnie kosztowała, ale była w granicach 6-7zł i była to cena promocyjna. Cena regularna waha się w granicach 8-12zł. Dla jednych te 6zł to może być dużo jak na jednorazowy użytek tej maseczki, a dla innych mało, więc czy opłaca się wydać te pieniądze na ten kosmetyk, czy nie to już sami musicie zdecydować.
Collagen Essence Facial Mask to maseczka w formie tkaniny nasączona płynem, którą mamy pozostawić na swojej twarzy przez minimum 15 minut. Producent zaleca użytkowanie tego typu maseczek przynajmniej raz w tygodniu jednak ja zastosowałam ją dwa razy, bo na tyle użyć wystarczy jeśli schowamy ją z powrotem do opakowania, gdzie znajduje się jeszcze trochę płynu, który nam tą maseczkę ponownie nawilży.


Maseczka ma wycięte otwory na oczy, usta i nos dzięki czemu możemy zastosować ją na Halloween w formie dodatku do przebrania za ducha lub mumię :P Niestety po jej nałożeniu raczej nie powinnyśmy mówić, ponieważ trochę zjeżdża nam z twarzy szczególnie w okolicy ust.
Zapach tego produktu jest niezwykle delikatny, ładny i słodki, taki trochę mydlany, jednak po zdjęciu maski z twarzy zapach całkowicie się ulatnia. Maseczka ta nie uczuliła i nie podrażniła mojej skóry.
Składniki zawarte w maseczce takie jak ekstrakt z alg, ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego, gliceryna, kolagen morski i ekstrakt z morwy białej mają naszą skórę porządnie nawilżyć i odżywić, poprawić elastyczność i jędrność skóry oraz spowolnić procesy starzenia. Niestety po zmyciu resztek płynu efekt nawilżenia znika, dlatego przy drugim razie resztki produktu wmasowałam w twarz i pozostawiłam na skórze aż do wieczornej toalety. Jak można się domyślić po jednorazowym użytkowaniu tego produktu efektów w postaci jędrnej skóry nie widać. Może gdybyśmy ją stosowali regularnie przez dłuższy okres czasu to jakieś efekty byłyby bardziej widoczne.


Podsumowując: fajna maseczka, która sprawdzi się podczas wieczornego lub weekendowego relaksu lub przed ważnym wyjściem. Chwilowo nawilża twarz, chłodzi ją, sprawia, że staje się ona miękka i gładka oraz powoduje, że wygląda ona świeżo jednak po zmyciu resztek produktu cały ten efekt znika. Nie wiem, czy warto poświęcić te 6-12zł na ten produkt, bo jest to kosmetyk jednorazowego użytku, jeśli jednak chcecie się zrelaksować i nie jest wam szkoda wydać tych kilku złotych na tego typu produkt to warto choć raz dla wypróbowania kupić sobie tą maseczkę.

LINK: Opinie na Wizażu

Moja ogólna ocena: 4/5

wtorek, 21 października 2014

10 trików, które pomogą ci w walce o piękny wygląd


Hej :)
Dziś chciałabym wam przedstawić kilka urodowych sztuczek, które są nie tylko przydatne w poprawianiu wyglądu, ale są także szybkie i łatwe w użyciu, przez co możemy poczuć się lepiej i wypięknieć w kilka chwil. Mam nadzieję, że wskazówki okażą się wam pomocne i chętnie z nich kiedyś skorzystacie :)


1. Aby wybielić zęby należy pocierać je wewnętrzną stroną skórki od banana. Powinnyśmy to robić przez mniej więcej dwie minuty, kilka razy w tygodniu, aby efekt był widoczny. Po około miesiącu stosowania możemy zauważyć wybielenie zębów nawet o kilka tonów. Dzięki składnikom takim jak potas, magnez, czy mangan twoje zęby będą widocznie bielsze. Sposób ten dodatkowo nie uszkadza szkliwa zębów w porównaniu do innych środków wybielających.


2. Aby zlikwidować worki i opuchliznę pod oczami należy stosować okłady z zimnych łyżeczek. W tym celu powinnyśmy wsadzić wieczorem do zamrażarki dwie łyżeczki, a następnie wyjąć je rano i położyć na oczy do momentu, aż poczujemy, że stają się one ciepłe. Takimi zimnymi łyżeczkami można także wykonać masaż wokół oczu, który skutecznie poprawi napięcie i ukrwienie skóry.


3. Aby zlikwidować przebarwienia powstałe po ciemnym kolorze lakieru do paznokci należy przecierać paznokcie sokiem z cytryny wyciśniętym na wacik lub odrobiną pasty do zębów.


4. Chcesz mieć na ustach odcień pomadki, której nie masz w swojej kosmetyczce? Nic prostszego. Wystarczy, że nałożysz na łyżkę odrobinę wazeliny i dodasz do niej cień do powiek w odcieniu jaki chcesz mieć na ustach. Wystarczy teraz ogrzać łyżkę i to wszystko ze sobą wymieszać- szminka gotowa :)


5. Jeśli masz zalotkę, która niezbyt dobrze podkręca rzęsy wystarczy, że delikatnie ogrzejesz ją suszarką. Taka ciepła zalotka wzmocni efekt, dzięki czemu twoje rzęsy będą o wiele bardziej podkręcone.

 
6. Chcesz mieć na paznokciach matowy lakier do paznokci, ale nie masz takiego w swojej kolekcji, a do sklepu ci nie po drodze? Wystarczy, że pomalujesz swoje paznokcie zwykłym lakierem do paznokci i wystawisz go na działanie pary wodnej. Dzięki temu twój lakier powinien zmienić się w lakier matowy.


7. Chcesz ogolić nogi, ale skończył ci się żel lub pianka do golenia nóg? Wystarczy, że masz pod ręką jakąkolwiek odżywkę do włosów. Nałożona na nogi nie powinna szybko spływać, bo jest całkiem gęsta, a dodatkowo zmiękczy włoski i ułatwi golenie.


8. Masz nieświeże i oklapnięte włosy, a nie masz pod ręką suchego szamponu? Zastosuj na nie sypki puder wmasowując go we włosy u nasady, a resztę produktu strzep. Puder sypki szybko zaabsorbuje nadmiar sebum i na krótki czas odświeży fryzurę.


9. Nie masz pod ręką kremu do stóp, ale masz w domu krem na odparzenia dla dzieci? To świetnie! Wystarczy, że nałożysz go na noc na stopy, a rano twoje pięty będą zmiękczone i gładsze.


10. Masz na twarzy niechcianego pryszcza? Pozbądź się go nakładając na niego na noc pastę do zębów, krem z cynkiem (np. taki na odparzenia dla dzieci), mieszankę sody oczyszczonej z wodą lub maść ichtiolową. Zadziałają one wysuszająco i przeciwzapalnie. Jednak pamiętaj, aby nie stosować tego triku zbyt często, ponieważ możesz podrażnić i mocno wysuszyć swoją skórę.


To by było na tyle. Pewnie większość osób zna większą część tych sposobów, ale mam nadzieję, że poszerzyłam wiedzę choć jednej z was :) Myślę, że są to proste sposoby na ułatwienie sobie życia i poprawienia urody :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...