sobota, 15 marca 2014

Pogrubiająco-wydłużający tusz do rzęs Mega Size Lashes od Eveline


Cześć moje piękne!
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kosmetyku, który został jednym z moich ulubieńców stycznia i lutego. Mowa o tuszu do rzęs pogrubiająco-wydłużającym Mega Size Lashes firmy Eveline.
Produkt ten dostałam na spotkaniu blogerek w Rybniku (przy okazji pozdrawiam wszystkie dziewczyny obecne na tym spotkaniu :*) i używam od początku stycznia aż do teraz. Jak widać kosmetyk ten używam już dwa i pół miesiąca, więc całkiem długo, ale nie używałam go codziennie. Powiedzmy, że służył mi przez dwa miesiące codziennego użytkowania, a więc tusz ten jest całkiem wydajny i co najważniejsze szybko nie zasycha.


Zacznijmy od opisu producenta:
Rewolucyjna maskara MEGA SIZE LASHES zapewnia natychmiastowy efekt maksymalnie wydłużonych i zagęszczonych rzęs. Innowacyjna formuła tuszu BEAUTY & CARE sprawia, że rzęsy stają się długie, gęste i wyraziste. Wyprofilowana, silikonowa szczoteczka DOUBLE BRUSHTMrównomiernie rozprowadza tusz na rzęsach, nie pozostawiając grudek. Mikrowłoski silikonowe dokładnie rozdzielają rzęsy oraz maksymalnie wydłużają i pogrubiają każdą z nich, od nasady aż po same końce. Formuła bogata w pigmenty mineralne, naturalny wosk carnauba oraz kompleks witamin (A, E i F) doskonale wzmacnia, odżywia i kondycjonuje rzęsy. Zapobiega wypadaniu i łamaniu rzęs, pobudzając je do wzrostu. Dzięki zawartości D-panthenolu tusz jest wyjątkowo delikatny dla oczu i nie powoduje podrażnień.


Tuszu do rzęs z firmy Eveline nie miałam do tej pory okazji używać, więc tym bardziej chciałam go jak najszybciej wypróbować. To co mnie po otwarciu tuszu nieco zasmuciło to silikonowa i delikatnie wygięta szczoteczka, którą na początku totalnie nie potrafiłam się posługiwać. Po czasie odkryłam jak najlepiej się nią malować, aby czynność ta była jak najłatwiejsza. Nie napiszę wam jak to robię, bo totalnie nie wiem jak to opisać :P
Jak widać szczoteczka ma całkiem sporo silikonowych włosków, które nabierają odpowiednią ilość tuszu i ładnie rozdzielają rzęsy, pod warunkiem, że nauczymy się nią posługiwać. Jeśli jednak tuszujemy nią rzęsy po raz pierwszy to może nam ona te rzęsy posklejać.
Działanie tego tuszu jest naprawdę fajne. Ładne rozdziela i delikatne wydłuża moje liche rzęsy. Naprawdę mało który tusz potrafi tak ładnie rozdzielić moje rzęsiska. Zazwyczaj każdy, który miałam mi je sklejał. Niestety firanki rzęs tym tuszem nie uzyskamy, nie ma też co liczyć na ekstremalne pogrubienie i wydłużenie rzęs. Mówiąc szczerze jeszcze nigdy nie miałam okazji używać tuszu, który by świetnie rozdzielał rzęsy, pogrubiał je i wydłużał. Jeśli takowy znacie to dajcie mi znać w komentarzu.
Produkt ten nie wysycha aż tak szybko, dzięki czemu możemy bez problemu nałożyć na rzęsy drugą warstwę tuszu. Natomiast bardzo długo utrzymuje się na rzęsach bez osypywania i nie tworzy grudek.
Co do zmycia go z rzęs nie miałam z tym problemu. Każde mleczko i płyn micelarny sobie z nim poradził. Cena tego produktu to około 13zł za 10ml tuszu (13,25zł na stronie producenta), więc jak dla mnie jest to naprawdę niska cena. Niestety nie wiem, gdzie można go kupić stacjonarnie, bo ten tusz dostałam na spotkaniu blogerek, a w moim Rossannie, jeszcze go nie wiedziałam. Dajcie znać jeśli wiecie gdzie go kupić ;)


Podsumowując: mimo, iż działanie tego tuszu nie jest spektakularne tusz ten stał się moim ulubieńcem. Polubiłam go za rozdzielenie, delikatne pogrubienie i wydłużenie moich lichych rzęs. Tusz ten nie kruszy się i nie pozostawia grudek, cena również zachęca do wypróbowania. Niestety szczoteczka jest ciężka w użytkowaniu, jednak gdy już nauczymy się jej używać efekty na rzęsach są całkiem przyzwoite.
A co wy myślicie o tym tuszu? Znacie jakiś warty polecenia tusz pogrubiająco-wydłużający? Czekam na wasze opinie :)

Moja ogólna ocena: 4/5

LINK: Opinie na Wizażu

czwartek, 13 marca 2014

Pomadka z olejkiem arganowym Paese, czyli najlepsza pomadka do ust jaką do tej pory miałam


Cześć :)
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją prześwietnej pomadki do ust z firmy Paese. Pomadka, którą posiadam jest w kolorze nr 37, a w swoim składzie posiada olejek arganowy. Zdecydowanie bardziej wolę różnego rodzaju pomadki od błyszczyków. Nie lubię ich, bo większość błyszczyków na jakie trafiłam ciągnęło się na ustach, "sklejało" je, a na wietrze połowa moich włosów była przyklejona do moich ust. Dlatego ucieszyłam się, gdy na katowickim spotkaniu blogerek otrzymałam pomadkę od Paese. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą marką, więc tym bardziej chciałam to małe cudo wypróbować, a czytałam, że firma ta ma całkiem dobre kosmetyki w swojej ofercie.


Zacznijmy jak zwykle od opisu producenta:
Szminka została opracowana w nowej, innowacyjnej formule z dodatkiem najcenniejszego z używanych  w kosmetyce oleju arganowego. Olej zawiera wyjątkowo dużo witaminy E, która wykazuje właściwości antyoksydacyjne. Witamina ta znana jest jako "antioxidant superstar": zwalcza wolne rodniki i działa przeciwstarzeniowo. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia naskórka
Pomadka z dodatkiem oleju arganowego zapewnia mocne pokrycie, intensywny kolor i lustrzany blask. Receptura została stworzona, aby zapewnić długotrwały efekt (tzw. efekt long lasting), dzięki czemu kolor wyjątkowo długo utrzymuje się na ustach, nie ścierając się.



Opakowanie pomadki jest klasyczne, czarne, z białym logo i napisem firmy. Wykonane jest starannie i posiada dobre zamknięcie, dzięki czemu pomadka ani razu nie otworzyła się w mojej torebce. Wszystkie pomadki z olejkiem arganowym zamknięte są dodatkowo w małym, papierowym kartoniku, w środku, którego znajdziemy skład. Jak widać olejek arganowy w składzie jest, ale niezbyt wysoko.
Kolor, który posiadam to nr 37, czyli delikatny, brudny, nieco zgaszony, perłowy róż. Pomadka delikatnie nabłyszcza usta, mam wrażenie, że je przy tym optycznie powiększa. Konsystencja szminki jest miękka, dzięki czemu maluje się nią gładko i równomiernie rozprowadza produkt na ustach. Pomadka ta jest bardzo ładnie napigmentowana, a po nałożeniu na usta bardzo dobrze je nawilża. Nie podkreśla suchych skórek co jest dla mnie bardzo ważne, bo czasami niestety z suchymi skórkami mam problem, ale UWAGA jeśli mamy BARDZO wiele suchych skórek wtedy takie skórki nam pokreśli. W takich momentach polecam (przed nałożeniem) zrobić peeling ust.
Trwałość jak dla mnie jest dobra. Na ustach pomadka utrzymuje się przez około dwie godziny (chyba, że w tym czasie coś zjemy to wtedy ten czas się skraca), jednak podczas jedzenia, czy picia nie zjada się tak szybko, jak to bywa w przypadku innych pomadek, które posiadam. Wszystko zależy jednak od rodzaju posiłku jaki spożywamy. Gdy już jednak pomadka zaczyna znikać nam z ust dzieje się to w sposób równomierny, dzięki czemu nie musimy się bać, że na ustach pozostaną nam jakieś plamy albo czy nie pozostanie nam kolor tylko w okolicy konturu ust.
Zapach produktu jest przyjemny, wyczuwam w nim coś słodkiego, jednak ciężko mi ten zapach opisać albo do czegoś porównać.
Firma Paese oferuje nam 20 różnych kolorów z serii z dodatkiem olejku arganowego, a zakupić je można w sklepie internetowym producenta, czyli TUTAJ lub na stoiskach Paese. Wiem, że stoisko Paese jest w centrum handlowym Silesia City Center, więc jeśli ktoś jest z Katowic lub okolic to tam właśnie może je zakupić. Cena to 23,90zł za 4g produktu. Trochę sporo, ale warto w nią  zainwestować, bo jest warta zakupu. Oczywiście warto poczekać na promocję :)


Podsumowując: jest to jedna z moich ulubionych pomadek jakie miałam okazję używać. Podoba mi się kolor, miękka konsystencja, brak podkreślenia suchych skórek, efekt nawilżenia i trwałość produktu. Cena nie należy do najniższych, ale nie jest też jakaś bardzo wygórowana. Z dostępnością też mogłoby być nieco lepiej, ale gdy będę w Katowicach to na pewno zajrzę do ich stosika, w którym planuję zakupić korektor pod oczy, który polecała Alina Rose, a może nawet i na coś innego się skuszę :)

Moja ogólna ocena: 4/5

A wy miałyście od czynienia z pomadkami tej firmy? Jakie są wasze odczucia na temat tego kosmetyku? Możecie mi polecić jakiś inny kosmetyk z tej firmy warty wypróbowania albo jakąś trwalszą pomadkę :)

wtorek, 11 marca 2014

Wyniki rozdania świec i lampionu


Witam!
Wraz z firmą Kalia zorganizowałam dla was rozdanie trzech świec i lampionu. Zabawa była prowadzona na moim fanpage'u i tutaj na blogu. Niestety na blogu bardzo mało osób wyraziło chęć wzięcia udziału z rozdaniu, a warunkiem rozlosowania nagrody było minimum 30 zgłoszeń. Zgłosiły się nitstety tylko 23 osoby. W takim przypadku (tak jak napisałam) rozlosuję nagrodę blogową wśród osób biorących udział w zabawie na facebook'u.




Przechodząc do rzeczy:
Zwycięzcą, który zgarnia dwie świece kawowe jest...



Lampion oraz średnią święcę kawową wygrywa...



Gratuluję i czekam na kontakt do końca tygodnia. Zwycięzców proszę o napisanie do mnie maila na adres: luckywoman0108@gmail.com. Jeśli nie zrobicie tego do niedzieli wylosuję kolejnego zwycięzcę :)
Wszystkim pozostałym osobom biorącym udział w zabawię dziękuję i obiecuję, że znów za jakiś czas zorganizuję dla was kolejne rozdanie.
Za niedługo zorganizuję także rozdanie na blogu z okazji zbliżających się 800 obserwatorów (mam nadzieję), bo jest już was bardzo dużo i trzeba was jakoś nagrodzić za towarzyszenie mi w blogowej przygodzie :*

sobota, 8 marca 2014

Woda kwiatowa z kwiatów oczaru-hydrolat oczarowy od e-naturalne.pl


Witam :)
Dzisiaj chciałabym wam opisać działanie pewnego hydrolatu, który wybrałam sobie do testów ze strony e-naturalne.pl. Wybierając ten kosmetyk liczyłam, że pomoże mi się on uporać z trądzikiem i innymi wypryskami. 


Opis producenta:

Właściwości hydrolatu: posiada działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne, antybakteryjnie, przeciwgrzybiczne oraz przeciwkrwotoczne, reguluje krążenie podskórne.

Zalety hydrolatu: ujędrnia ciało, przyśpiesza proces regeneracji skóry, widocznie odmładza skórę, w formie okładów na zmęczone mięśnie, rozgrzewa je i przynosi ulgę, przyspiesza gojenie się ran, zapobiega infekcjom, likwiduje negatywne skutki wpływu szkodliwych promieni słonecznych, goi podrażnienia skóry po depilacji i goleniu, pomaga zlikwidować opuchliznę wywołaną przez: stłuczenia, obrzęki, ukąszenia owadów, oparzenia.

Polecany dla cery: dojrzałej, naczyniowej, zaczerwienionej, trądzikowej.    

 


Woda kwiatowa z kwiatów oczaru, czyli hydrolat oczarowy, który posiadam ma 100g i kosztuje 10,90zł. Dostępne są również mniejsze i większe pojemności, czyli 50 i 250g. Warto zaznaczyć, że ten hydrolat posiada certyfikat ecocert, czyli certyfikat świadczący o tym, że kosmetyk zawiera w sobie 95% lub więcej ekologicznych i naturalnych składników, a akurat ten produkt to czysty hydrolat bez dodatku żadnych innych substancji. Można go zakupić TUTAJ.
Zapach tego produktu jest bardzo specyficzny, ziołowy, niestety niezbyt przyjemny. Na szczęście dosyć szybko się ulatnia i praktycznie od razu po przetarciu skóry nie jest on wyczuwalny. Wyglądem przypomina zwykłą wodę, jest bezbarwny.  
Hydrolat oczarowy polecany jest dla cery naczynkowej, zaczerwienionej, podrażnionej, tłustej, trądzikowej, dojrzałej i zniszczonej. Ja posiadam skórę bardzo suchą, trądzikową, można by nawet rzec, że jest ona nieco podrażniona. Kosmetyku tego używałam jako toniku głównie po wieczornym demakijażu lub rzadziej rano po przemyciu twarzy. Niestety moja skóra nie polubiła tej wody, ponieważ od razu po przetarciu była ona delikatnie ściągnięta i niestety szczypała. Szczypała tak bardzo, że od razu musiałam nanosić na twarz jakiś krem, aby zapobiec dalszemu nieprzyjemnemu odczuciu, a krem na szczęście skutecznie łagodził tą dolegliwość. To ściągnięcie bym jeszcze przetrwała, bo wyczytałam gdzieś, że ten hydrolat ściąga skórę, ale szczypanie było nie do zniesienia. Wzrastało na sile wraz ze stopniem przesuszenia skóry oraz ilością wyciśniętych pryszczy.
Używając tego kosmetyku miałam nadzieję, że pomoże mi on uporać się z trądzikiem i innymi ropno-surowiczymi? wypryskami, które niestety od jakiegoś czasu zaczęły się częściej pojawiać na mojej twarzy. Czy woda ta pomogła mi uporać się z tym problemem? Niestety tylko po części. Wypryski jak były tak są, ale pojawiają się rzadziej i w mniejszej ilości.
Czy zapobiega infekcjom, goi podrażnienia skóry po depilacji i goleniu oraz przyspiesza gojenie się ran? Niestety takowego działania nie zauważyłam, a miałam regulowane brwi oraz małe rany na twarzy. Wszystkie te miejsca były tak długo czerwone, jak były zazwyczaj przed używaniem tego hydrolatu. 


Podsumowując: gdybym miała zakupić ten hydrolat ponownie, a raczej po raz pierwszy, to bym go nie kupiła. Zdecydowanie bardziej wolę jakieś wody kwiatowe, bo przynajmniej ładniej pachną, a akurat zapach tego hydrolatu niezbyt mi pasuje. Działanie niestety jest mierne, tylko opakowanie i cena jest na plus.  

Moja ogólna ocena: 3/5

e-naturalne.pl

czwartek, 6 marca 2014

Exclusive Cosmetics: Maseczka hialuronowa w płatku fizelinowym z kwasem hialuronowym, ekstraktem z kiełków pszenicy i aloesem


Hej :)
Dzisiaj będzie nieco zabawnie, a jednocześnie strasznie, a to za sprawą zdjęcia na dole, na którym prezentuję maseczkę na mojej twarzy :) Nie ukrywam, że sama się z siebie śmiałam jak zobaczyłam w lustrze moją twarz w maseczce i nie będę zła jak same się ze mnie pośmiejecie :) Przecież śmiech to zdrowie :D

Przechodząc jednak do produktu, chciałabym wam dzisiaj pokazać maseczkę hialuronową w płatku fizelinowym Exclusive Cosmetics firmy Świt Pharma. Maseczka ta w swoim składzie posiada m.in. kwas hialuronowy, ekstrakt z kiełków pszenicy oraz aloes. Dostałam ją już dość dawno na spotkaniu blogerek, ale dopiero teraz postanowiłam ją użyć i przedstawić wam jej działanie.


Maseczka ma za zadanie:
- zredukować zmarszczki,
- wstrzymać proces starzenia,
- zregenerować komórki i naskórek.
Sposób użycia, skład i opis producenta prezentuje się tak:


Po otwarciu opakowania znajdziemy w środku srebrną saszetkę, w której znajduje się nasza fizelinowa maseczka. Płatek jest bardzo dobrze nawilżony jednak nie tak bardzo, aby podczas aplikacji coś spływało nam ciągle po twarzy (no możne na samym początku troszeczkę może nam tej substancji spłynąć). Sama aplikacja jest niesamowicie prosta. Wystarczy tylko przyłożyć rozłożoną maseczkę na twarz i wygładzić nierówności. Niestety płatek jest za duży na moją twarz (co możecie zobaczyć na zdjęciu), przez co moje włosy troszeczkę substancji z maseczki wchłonęły.
Uśmiechać się, ani rozmawiać z nałożoną maseczką raczej nie można, bo zjeżdża z twarzy, ale gdy nic nie mówiłam to wszystko było ok. Płatek trzymałam na twarzy ponad 30 minut, aż do momentu, w którym zauważyłam, że zaczyna wysychać.
Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, nieco kwiatowy, co umila użytkowanie. Działanie jak dla mnie jest rewelacyjne. Mimo, iż jest to maseczka przeznaczona dla osób posiadających cerę dojrzałą to uważam, że każdy może ją użyć z tego powodu, że jednorazowe zastosowanie nie spłyci nam zmarszczek, nie wstrzyma procesu starzenia się skóry itd. Po zastosowaniu nasza skóra będzie wyglądała naprawdę pięknie. Pory będą mniej widoczne, skóra będzie wygładzona i delikatnie napięta oraz bardzo dobrze nawilżona. Aż się zdziwiłam, że taki kawałek fizeliny może aż tak bardzo nawilżyć moją suchą skórę. Po zdjęciu płatka z twarzy nie musimy nawet używać kremu nawilżającego, wystarczy tylko resztę substancji wsmarować w skórę i uczucie nawilżenia będzie nam towarzyszyć, aż do końca dnia! Niestety skóra będzie po wchłonięciu resztek nieco lepka. Nie wiem natomiast jak będzie zachowywał się makijaż na skórze, w którą resztki substancji zostały wsmarowane, ponieważ w dniu, w którym stosowałam maseczkę nie nakładałam makijażu.
Cera po zdjęciu fizelinowego płatka wygląda na zdrowszą i jest przyjemniejsza w dotyku.
Maseczka ta nie uczula, nie podrażnia, ani nie zapycha, a nawet delikatnie chłodzi, więc na lato będzie idealna.
Skład nie jest aż taki zły. To co mi się w nim podoba to całkiem spora ilość ekstraktów na początku listy składników.
Cena regularna to 9,99zł, a maseczkę można zakupić TUTAJ. Obecnie jest ona w promocji i kosztuje 8,99zł. Dostępne są jeszcze dwie inne wersje: kolagenowa i liftingująca. Niestety nie wiem, gdzie są dostępne stacjonarnie, ale wyczytałam, że Rossmann i Natura mają je w swojej oferci (dajcie znać jeśli wiecie, gdzie można je kupić).

Prawda, że w tej maseczce wygląda się nie tylko śmiesznie, ale i strasznie? :D

Podsumowując: maseczkę bardzo polubiłam za naprawdę dobre nawilżenie i poprawę wyglądu mojej skóry, a cena i skład są nawet przystępne. Jeśli tylko znów ją gdzieś zobaczę to bardzo chętnie kupię ją ponownie.
A wy miałyście do czynienia z tego typu maseczkami? Może polecicie mi jakąś inną? :)

Moja ogólna ocena: 4+/5

wtorek, 4 marca 2014

Tea light tea light'owi nie równy, czyli ranking podgrzewaczy


Cześć :)
Dzisiaj będzie nietypowy post na temat tea light'ów, czyli podgrzewaczy. Spora ilość osób kupuje je do palenia wosków w kominku, inni kupują je dla ozdoby lub wykorzystują podczas relaksującej kąpieli, a jeszcze inni palą je podczas romantycznej kolacji.
Jednak większość z nas podczas wyboru tea light'ów patrzy na cenę i zgodzę się, że jest to cecha ważna, ale czy kupno najtańszych podgrzewaczy to dobry zakup? Otóż nie zawsze. Już nieraz skuszona ceną zakupiłam podgrzewacze, które wcale nie były dobre jakościowo i niezbyt dobrze się paliły. Dzisiaj przedstawię wam podgrzewacze, które miałam i zrobię ich ranking. Jeżeli kogoś to interesuje to zapraszam do dalszej lektury.


Tak prezentują się tea light'y, które paliłam przez ostatnie pół roku. Wszystkie opakowania zachowałam, aby móc wam je teraz pokazać. Przez te pół roku robiłam sobie również notatki na temat wypalonych podgrzewaczy i chce wam je teraz przedstawić.


Pierwsze miejsce w moim rankingu zajmują podgrzewacze, które możemy zakupić w PEPCO. Są one produkowane w Polsce, a jak wiadomo polskie produkty są w większości naprawdę dobre. Jak to mówią słowa pewnej reklamy: "dobre, bo Polskie" :)
6 sztuk tych tea light'ów kosztuje tylko 2,99zł i zakupić je możemy w każdym sklepie PEPCO. Są to podgrzewacze zapachowe, które prawdę mówiąc nie mają intensywnego zapachu, więc spokojnie możemy je palić razem z woskami, bez obawy, że zapach tych wosków zostanie zaburzony i wymieszany z zapachem podgrzewaczy. Te tea light'y palą się równomiernie i spalają do końca, więc używając tych tea light'ów nie musimy się bać, że na dnie aluminiowego opakowania pozostanie nam jeszcze jakiś niewypalony wosk. Knotek dobrze się zapalał i palił, nie kopcił. Do tych podgrzewaczy na pewno jeszcze powrócę, bo paliły się naprawdę dobrze, a nie kosztują zbyt wiele.


Drugie miejsce zajmują podgrzewacze dostępne w TESCO, czyli tea light'y wypuszczone przez markę F&F. Niby są to podgrzewacze zapachowe, ale jak dla mnie w ogólnie nie pachną. Palą się jednak równomiernie i spalają do końca. Knotek pali się dobrze, nie kopci. To co podoba mi się w tych podgrzewaczach to to, że są one kolorowe, czyli np. tea light'y o zapachu limonki są zielone, o zapachu bzu fioletowe itp. (zdjęcie poniżej). Takie kolorowe malutkie świeczki bardzo ładnie będą prezentować się jako ozdoby w domowych wnętrzach. Cena tych tea light'ów to 5,99zł za 12szt, więc nie jest źle :)


Na miejscu trzecim postanowiłam usadowić tea light'y dostępne w markecie Carrefour. Tak jak w przypadku podgrzewaczy z marketu Tesco (opisanych powyżej) te tea light'y również nie pachną. Palą się za to dobrze: spalają się całkowicie i równomiernie. Knotek czasami nie chciał się szybko zapalić, ale jak już się podpalił to płonął bez zarzutu. Cena tych podgrzewaczy to 2,99zł za 6szt, więc jest ok.


Czwarte miejsce zajmują tea light'y z firmy Admit, które dostać możemy w markecie Carrefour. Za 100szt zapłaciłam 8,99zł więc naprawdę bardzo mało. Niestety jakość tych podgrzewaczy ma wiele do życzenia. Wosk, z którego są wykonane jest bardzo lepki i często nie spala się do końca. Najlepiej jeśli podpalicie tą świeczkę i jej nie zgasicie, tylko dacie się jej wypalić do końca. Wtedy macie pewność, że wosk wypali się całkowicie. Jeśli jednak zgasicie ten podgrzewacz po wypaleniu się ponad połowy wosku to przy kolejnym podpaleniu knot spali się do końca, ale wosk się nie wypali i będzie się on nadawał już tylko do wyrzucenia. Często zdarzało mi się, że po włożeniu ich do kominka najzwyczajniej w świecie mi gasły, co doprowadzało mnie do szału.
Te tea light'y średnio się u mnie sprawdziły. Gdybym dała za nie więcej to pewnie byłabym na nie jeszcze bardziej zła. Raczej ich już nie kupię, bo nie lubię długo palić podgrzewaczy, a przede wszystkim nie lubię ich wyrzucać, gdy jest w nich jeszcze dużo niewypalonego wosku. 


Piąte miejsce zajmują podgrzewacze dostępne w markecie Kaufland. Tea light'y te paliły się już nieco gorzej ze względu na knotek, który albo nie chciał się zapalić albo mi gasł. Także wosk, z którego zostały one wykonane nie był najlepszej jakości. Wosk ten był w formie maleńkich kuleczek, które były ze sobą słabo stopione? i podczas wyjmowania świeczki z opakowania miałam je dosłownie wszędzie. Mimo, iż napisy na opakowaniu są w języku niemieckim, świeczki te produkowane są w Polsce. Cena tych świec to około 4-4,50zł  (o ile dobrze pamiętam) za 10szt. Nie jest źle, ale jakość podgrzewaczy jest marna i lepiej dołożyć kilka złotych i zakupić jakieś inne tea light'y.


No i ostatnie, czyli szóste miejsce zajmują podgrzewacze firmy Adpal dostępne w markecie Carrefour. Niestety te tea light'y nie paliły się zbyt dobrze i były najgorsze ze wszystkich tych przedstawionych powyżej. Nie spalały się całkowicie (na dnie zawsze została całkiem spora ilość wosku), knot często nie chciał się palić, bardzo często gasł, wosk był marnej jakości, podobnej do wosku, z którego produkowane były tea light'y dla sklepów Kaufland. Za te podgrzewacze zapłaciłam 1,99zł za 6szt i była to cena promocyjna. Kupiłam od razu 3 opakowania i żałuję, bo praktycznie dwa opakowania wyrzuciłam, bo podgrzewacze wyglądały na przesiąknięte jakąś dziwną substancją i nie chciały się palić. Świeczki te również (brzydko mówiąc) śmierdziały, a zapach pokazany poniżej, czyli Merry Christmas przyprawiał mnie o ból głowy. Na pewno nie kupię ich ponownie.


Tak oto prezentuje się mój ranking podgrzewaczy. Jak widać nie każde tea light'y są warte zakupu. Na pewno powrócę do tych podgrzewaczy produkowanych dla PEPCO, bo były to najlepsze tea ligh'ty jakie miałam. Ewentualnie skuszę się jeszcze na podgrzewacze marki Carrefour i F&F produkowanych dla TESCO.

A co wy uważacie na temat tea light'ów? Czy też miałyście do czynienia z takimi, które nie chciały się palić? Czy kupując je patrzycie tylko i wyłącznie na cenę, czy np. opakowanie także ma dla was jakieś znaczenie podczas wyboru podgrzewaczy? Czekam na wasze opinie :)

niedziela, 2 marca 2014

O tuszu, który miał dać efekt sztucznych rzęs, a pozostawił coś innego...


Cześć :)
Dzisiaj chciałabym wam opisać tusz do rzęs z Lovely, który zakupiłam jakieś trzy tygodnie temu. Od dnia zakupu zaczęłam go używać, a po trzech tygodniach musiałam niestety go wyrzucić. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej.


Felernym dla mnie tuszem do rzęs okazał się Flase Lashes od Lovely, który miał mi zapewnić efekt sztucznych rzęs. Jak zobaczycie na zdjęciach poniżej takiego efektu nie było. Były za to rzęsy, na których były same grudki i sklejenie rzęs.
Już od samego początku użytkowania tusz zaczął sklejać mi rzęsy. Im więcej warstw tuszu nakładałam na rzęsy tym było gorzej. Musiałam więc usuwać nadmiar tuszu i dopiero wtedy je malować. Grudek na początku nie było, ale zaczęły się pojawiać po dwóch tygodniach.
Faktem jest, że tusz ładnie wydłużył moje rzęsy, nieco je pogrubił, ale to pogrubienie było tylko wtedy, gdy usuwałam nadmiar tuszu. Gdy tego nie robiłam rzęsy były niestety posklejane.
Co do wytrzymałości tuszu na rzęsach wcale nie było rewelacji. Tusz zaczął się osypywać już po kilku godzinach. Za to całkiem szybko wysychał na rzęsach.
To co podoba mi się w tym tuszu to cena: około 13zł, ja zapłaciłam jednak 10zł w promocji. Opakowanie mi się nie podoba. Róż i zieleń? Dla mnie tandetne zestawienie.  
Zmywanie tuszu nie sprawiało mi problemu: zmywał się dobrze większością płynów micelarnych jakie posiadam. Co do intensywności koloru też nie mogę się doczepić, bo czerń jakby na to nie patrzeć jest naprawdę intensywna. No i szczoteczka. Niby nie jest silikonowa, mająca bardzo dużo włosków, ale jakoś mi nie podpasowała. Może dlatego, że nabierała za dużo tuszu.
Czy tusz jest wydajny? Nie, bo starczył mi na trzy tygodnie i potem nadawał się już tylko do wyrzucenia.

(Zdjęcia zostały wykonane po dwóch tygodniach użytkowania)

Nie wiem, czy trafił mi się jakiś felerny tusz, czy rzeczywiście ten tusz jest aż tak tragiczny, ale wiem jedno: na pewno nie kupię go ponownie. Szybko się osypywał, po dwóch tygodniach zaczęły być już widoczne grudki, a po trzech tygodniach nie nadawał się już do użytku. Szczoteczka nabierała za dużo tuszu, który w takiej ilości sklejał rzęsy. Mimo niskiej ceny, intensywnej czerni i delikatnego wydłużenia już się na niego nie skuszę. O efekcie sztucznych rzęs możemy pomarzyć- tym tuszem ich nie uzyskamy.

Moja ogólna ocena: 2+/5

LINK: Opinie na Wizażu

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...