poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Mythos: bio-tonik do twarzy- idelany kosmetyk dla wrażliwej cery


Hej :)
Dzisiaj przychodzę do was z moim marcowym ulubieńcem, o którym pisałam TUTAJ. Bio-tonik do twarzy firmy Mythos zawładnął moim sercem od pierwszego użycia.
Po przemyciu twarzy wodą od razu mam ściągniętą skórę, nie wspominając już o produktach do mycia twarzy, które ten efekt potęgują. Jednak po zastosowaniu tego toniku skóra powraca do ładu i nie jest już aż tak ściągnięta jak poprzednio albo (gdy przemyje twarz tylko wodą) uczucie ściągnięcia mija całkowicie.


Zobaczmy co w etykiecie naklejonej na buteleczkę pisze nam producent i jakie składniki aktywne znajdują się w tym kosmetyku:


Tonik zamknięty jest w plastykowej buteleczce z typowym dla Mythos nadrukiem: drzewem oliwnym. Buteleczka wyposażona jest w dozownik w postaci dziubka, z którego możemy wydobyć idealną ilość produktu bez obaw, że na waciku znajdzie się za dużo płynu. Substancja znajdująca się w opakowaniu jest bezbarwna, a jej zapach jest delikatny, ziołowy. Bardzo lubię ten zapach, bo tworzą go składniki zawarte w kosmetyku, a nie jakiś chemiczny ulepszacz w postaci perfum.
Skład jak dla mnie jest bardzo dobry: zaraz po zwykłej wodzie mamy hydrolat z liści szałwii, na trzecim miejscu mamy glicerynę, następnie pantenol, sól sodową kwasu lewulinowego, czyli stabilizator pH, sól sodu kwasu anyżowego pozyskiwanego z kopru, czyli konserwant antybakteryjny, ekstrakt z liści oliwnych, benzoensan sodu, czyli konserwant ograniczający namnażanie mikroorganizmów, sól potasową kwasu sorbowego, czyli łagodną substancję konserwującą, alatoninę, kwas cytrynowy regulujący poziom pH oraz składnik chelatujący. Trzeba jeszcze dodać, że ekstrakt z liści oliwnych oraz woda z liści szałwii pochodzą z ekologicznych i certyfikowanych upraw, co dla mnie również jest dodatkową zaletą tego produktu.
Działanie toniku jest równie rewelacyjne jak skład. Produkt ten doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu i nadmiaru sebum, pięknie ją nawilża i odświeża oraz wyrównuje poziom pH. Zauważyłam także, że podczas codziennego stosowania zmniejszyła się ilość wyprysków na mojej twarzy, z którymi od dawna próbowałam walczyć, ale dopiero teraz udało mi się z nimi wygrać. Podrażnienia również zostały widocznie złagodzone.
Cena tego produktu to 33,85zł za 200ml, a obecnie możecie go zakupić za 27zł na stronie dystrybutora TUTAJ. Mimo, iż cena nie należy do najniższych trzeba przyznać, że tonik ten jest niesamowicie wydajny. Wystarczy nalać go tylko odrobinę na wacik i taka ilość wystarczy na przetarcie całej twarzy, a nawet szyi i dekoltu jakby się ktoś uprał ;)


Podsumowując: produkt ten okazał się świetnym kompanem w pielęgnacji mojej twarzy. Nie podrażnia jej, nie wysusza, a wręcz przeciwdziała ściągnięciu skóry, ma świetny skład i delikatny ziołowy zapach oraz jest niesamowicie wydajny. Bardzo dobrze oczyszcza twarz i przywraca jej równowagę, której moja skóra potrzebowała. Cena niestety wysoka jak na tonik, ale za taką wydajność, świetne działanie i bardzo dobry skład warto wydać te prawie 34zł. Tonik ten polecam szczególnie osobom z wrażliwą i suchą skórą oraz osobom, które mają problemy skórne szczególnie te w postaci wyprysków.

Moja ocena: 5-/5

sobota, 19 kwietnia 2014

Kwietniowy szał zakupowy


Hej :)
Dzisiaj przychodzę do was z haul'em kosmetycznym, czyli pokazem kosmetyków jakie zakupiłam sobie w kwietniu. Kwiecień był owocny dla mojej toaletki, ale przykry dla mojego portfela. Oprócz kosmetyków, które pokażę wam poniżej zakupiłam jeszcze kilka innych kosmetyków, które będziecie mogły wygrać w najbliższym rozdaniu oraz kilka bluzek i T-shirt'ów.

Zacznę od mojego pierwszego zakupu w kwietniu, czyli wody perfumowanej "Exotic Jasmine" od Halle Berry. Zakupiłam ją w rossmann'owskiej promocji -40% na zapachy za niecałe 30zł za 15ml. Chciałam jakiś mały flakonik o niebanalnym zapachu i mój wybór padł właśnie na tą wodę perfumowaną. W Rossmann'ie zakupiłam także za 6,99zł kultową odżywkę z Garniera Ultra Doux, której jeszcze nigdy nie miałam. Dałam się skusić opiniom wygłaszanym w filmikach przez kilka vlogerek chociaż do takich recenzji podchodzę raczej z przymrużeniem oka.


Kolejne zakupy poczyniłam w Golden Rose, gdzie zakupiłam dwie matowe pomadki z serii Velvet Matte w kolorze nr 19, czyli w odcieniu malinowej czerwieni oraz w kolorze nr 04, który na ustach przypomina fuksję.
Zakupiłam tam również lakier do paznokci nr 57 w kolorze pasującym do malinowej szminki, ale niestety na moich paznokciach lakier ten utrzymuje się góra dwa dni, z top coat'em ze cztery dni max, więc niestety nie jestem z niego zadowolona.


Będąc w Hebe zakupiłam sobie korektor kryjąco-rozświetlający z Eveline w odcieniu nr 06 za 12,99zł, dwa lakiery do paznokci od Bell za chyba 6zł, bronzer Misslyn Terracotta Powder z SPF 20, za który zapłaciłam niecałe 25zł, ponieważ był w promocji -40% i pędzel "do zadań specjalnych" firmy Sense Body, który poleciła mi makijażystka do nakładania nim bronzera, który kosztował mnie jedyne 9,90zł :) Muszę przyznać, że z pędzla jestem zadowolona, co do bronzera mam na razie mieszane uczucia, ponieważ chciałam coś delikatnego do konturowania twarzy, ale jest on chyba aż za delikatny i efekt jest słabo widoczny, a kolor wpada bardziej w pomarańcz niż w brąz.


Od mojej cioci dostałam błyszczyk z Essence XXXL Shine Lipgloss w kolorze nr 25 "Bright side of life". Mimo, iż nie przepadam za błyszczykami jakoś spodobał mi się ten kolor i kilka razy miałam go już na ustach. Zobaczymy, czy w wietrzny dzień będę miała połowę włosów przyklejonych do ust, czy też tak nie będzie.


Z Avon'u zamówiłam sobie platinum top coat za 6,99zł. Zobaczymy jak sprawdzi się na paznokciach i czy przedłuży trwałość lakieru, ale mam już wobec niego jakieś obawy, ponieważ lakiery z Avon'u średnio lubię. Są tanie, ale bardzo szybko gęstnieją. Może firma pomyśli o zmniejszeniu ich pojemności, co by szło je zużyć do końca, a nie połowę wyrzucić? Top coat'u Avon'u przetestuję w najbliższym czasie, ponieważ top coat z Seche Vite w dniu dzisiejszym dosięgnął już dna.


W Super Pharm'ie zakupiłam tylko dwie maseczki z Dermiki za 5,99zł jedna. Mimo, iż cena nie jest mała jak na maseczkę to przyznać trzeba, że są one mega wydajne, bo jedno opakowanie starcza mi na co najmniej 6 użyć.


Będąc w OBI wypatrzyłam przepiękną doniczkę w kształcie konewki z (niestety) przekwitniętym irysem, jednak cena tego kwiatka zachęciła mnie do zakupu i za 2zł nabyłam przepiękną doniczkę, która co prawda pozbyła się już kwiatka, ale pewnie ozdobi za niedługo inną zielinkę, którą do niej wsadzę.


W Tesco była ostatnio promocja na żonkile- jedyne 2,99zł za doniczkę. Chciałam mieć w pokoju trochę bardziej wiosennie i teraz mój parapet zdobią te właśnie kwiatki :) Poza tym, aż żal było nie skorzystać z takiej promocji :D


To by było na tyle :) Kwietniowe zakupy uważam za zakończone, a na maj na razie nic nie planuję, ale zobaczymy co czas pokaże :D Marzy mi się kilka kosmetyków, ale na razie muszę na nie uzbierać trochę kasy, bo te moje "chciejki" nie należą do najtańszych :P
Planuję zrobić post z moją chciejlistą, ale to dopiero za jakiś czas, bo znając życie i siebie przeglądając oferty w internecie zakupię któryś z wymarzonych kosmetyków nie zastanawiając się totalnie, czy będzie mi on w ogóle potrzebny :P
A jak prezentują się wasze zakupy w tym miesiącu? Są małe, czy raczej należą do tych bogatszych? :D

środa, 16 kwietnia 2014

Maska do włosów zniszczonych Planeta Organica: coś dobrego dla naszych włosów


Cześć moje miłe :)
Dzisiaj chciałabym was zapoznać z maską do włosów zniszczonych Planeta Organica, która ma za zadanie dogłębnie zregenerować nasze włosy. Jest to drugi kosmetyk jaki wybrałam sobie do testów ze sklepu Skarby Syberii.


Zacznijmy od opisu producenta i sposobu użycia tego produktu:


A teraz mój opis tego kosmetyku :) Zacznę może wyjątkowo od składu: jak dla mnie jest on całkiem dobry! Trzy olejki, pantenol, proteiny pszenicy, woda z minerałami morza martwego oraz wosk pszczeli to składniki, które pokochały moje włosy!
Opakowanie to plastykowy słoiczek z błękitną nakrętką, która bardzo ładnie wygląda szczególnie w połączeniu z różową masą widoczną przez resztę bezbarwnego opakowania (widać to na pierwszym zdjęciu).
Zapach maski jest średnio przyjemy, nieco owocowo-chemiczny, ale na włosach nie jest już tak intensywny jak w opakowaniu. Na włosach jest wyczuwalny, ale tylko przez kilka godzin od użycia.
A jakie jest działanie tej maski? Jak dla mnie bomba! Moje włosy są po użyciu gładsze, nie plączą się, są miękkie i przyjemne w dotyku. Mam ochotę je ciągle dotykać, bo są takie milutkie :D
Bardzo podoba mi się efekt nawilżenia oraz brak obciążenia włosów. Podoba mi się także to, że po wysuszeniu włosów suszarką nie elektryzują się one.
Zauważyłam, że maseczka ta lepiej działa trzymana pod czepkiem lub turbanem. Działanie jest wtedy bardziej widoczne i odczuwalne.
Konsystencja maseczki jest bardzo gęsta, ale wydajna. Najlepiej rozetrzeć ją delikatnie w rękach i dopiero wtedy nałożyć na włosy, bo inaczej możecie ją nabrać w podobny sposób jakbyście nabierały gałkę lodów z pudełka. Po nałożeniu maseczka nie spływa z włosów, a dla mnie to istotna cecha.
Cena regularna to 32,90zł jednak w sklepie Skarby Syberii możecie nabyć ją w obniżonej cenie za 22,90zł za 200ml. Jak dla mnie jest to przystępna cena jak na maskę do włosów o dobrym składzie i równie dobrym działaniu.


Podsumowując: pokochałam tą maskę równie mocno jak moją ulubioną grecką maskę do włosów z firmy Mythos. Troszkę drażni mnie zapach tego kosmetyku, ale za to działanie, które jest widoczne i odczuwalne na włosach wszystko rekompensuje. Na pewno zakupię niejeden rosyjski kosmetyk do włosów, bo ta maseczka skutecznie mnie do takich zakupów przekonuje.
Nie zapomnijcie, że robiąc zakupy w sklepie Skarby Syberii na hasło: luckywoman otrzymacie rabat -30% :)

Moja ogólna ocena: 4+/5

http://skarbysyberii.pl/pl/

niedziela, 13 kwietnia 2014

Szampon do włosów normalnych, czyli kosmetyk z gaju oliwnego


Hej :)
Jak wiecie już od jakiegoś czasu używam greckich kosmetyków, bo bardzo dobrze współpracują z moim ciałem. Wiele kosmetyków Mythos bardzo polubiłam, w masce do włosów z soją się zakochałam, ale niektóre kosmetyki były takie nijakie.
Niestety dzisiejszy post będzie o jednym z takich kosmetyków, który nie powalił mnie na kolana. Jak dla mnie jest to najzwyklejszy szampon nieodbiegający od innych szamponów jakie możemy dostać w drogerii. Myślałam, że kosmetyk ten sprawdzi się tak samo dobrze jak szampon do włosów farbowanych, który miałam z tej firmy, jednak nie zaskoczył mnie niczym szczególnym.


Zacznijmy może od składu. Jak widać na poniższym zdjęciu szampon ten ma w składzie SLS, więc nie jest aż taki naturalny jak go opisuje producent. Plusem natomiast są składniki w postaci aloesu, protein pszenicy, oliwy i pantenolu. Nie znajdziemy tutaj żadnych parabenów, silikonów i sztucznych barwników, co także jest zaletą tego produktu.
Zapach szamponu jest delikatny, nieco męski, ale bardzo ładny :) Ciężko mi go opisać słowami, ale mam wrażenie, że większości osób przypadłby do gustu, nawet tej męskiej części użytkowników :)
Konsystencja produktu nie jest ani za rzadka, ani za gęsta. Nie potrzeba dużej ilości szamponu aby dobrze go spienić na włosach.
Opakowanie to plastykowa, miękka buteleczka z nadrukiem typowym dla firmy Mythos, w którym główną rolę gra drzewko oliwne i nazwa firmy. Dozownik jest w postaci dziubka, co bardzo mnie cieszy, bo bardzo lubię taką formę aplikatora.
Szampon pieni się nieco lepiej niż szampon z wasabi do włosów farbowanych, dzięki czemu mycie włosów jest przyjemniejsze, a wydajność jest większa, ponieważ nie zużywamy dużej ilości produktu, aby spienić go na całych włosach.
Produkt ten dobrze oczyszcza włosy, nieco je uelastycznia i nawilża. Mimo wszystko i tak stosuję po jego użyciu odżywkę, bo czuje się nieswojo, gdy jej na włosy nie nałożę. Tylko dwa razy jej nie użyłam aby sprawdzić jak sprawuje się sam szampon.
Kosmetyk ten nie podrażnia skóry głowy, ani jej nie wysusza, nie powoduje także swędzenia skóry. Nada się więc do codziennego stosowania.
Cena szamponu to 27zł za 300ml, ale często można go zakupić w promocji kilka złotych taniej na stronie dystrybutora, czyli TUTAJ.


Podsumowując: szampon jak szampon, na kolana nie powala. Na szczęście nie podrażnia skóry głowy, ładnie pachnie, włosy są po nim miękkie i bardziej elastyczne. Szampon dobrze się pieni i jest wydajny, więc mimo nieco wysokiej ceny warto go zakupić i wypróbować przy okazji zakupów na stronie Flax.

Moja ogólna ocena: 4-/5

http://flax.com.pl

czwartek, 10 kwietnia 2014

Żelowy, szybkoschnący lakier ochronny Top Coat Seche Vite- mój ulubieniec od kilku miesięcy!


Cześć :)
Dzisiaj będzie post z serii tych lakierowych, których na moim blogu niestety jest mało. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić aczkolwiek muszę sobie jakieś fajne lakiery zakupić, ponieważ w mojej kolekcji nadal są te, które już wam kiedyś pokazywałam (aż wstyd się do tego przyznać).
Dzisiaj na tapetę idzie mój ulubiony i jedyny top coat Seche Vite, który otrzymałam na pierwszym rybnickim spotkaniu bloggerek. Bardzo się cieszę, że dostałam taki produkt, bo pewnie sama bym go nie kupiła, a teraz nie wyobrażam już sobie bez niego życia.


Do momentu użycia po raz pierwszy tego produktu malowanie paznokci było dla mnie udręką. Gdy malowałam je wieczorem i szłam spać po przebudzeniu się i spojrzeniu na paznokcie zawsze podnosiło mi się ciśnienie, bo ciągle miałam coś odciśnięte na paznokciach i nadawały się one do ponownego malowania, bądź poprawki.
Producent pisze, że produkt ten można nakładać na mokry lakier. Zrobiłam więc tak jak było napisane na etykiecie i od razu po pomalowaniu paznokcia lakierem nałożyłam na niego top coat. Niestety zrobiłam to zbyt szybko, ponieważ nakładając top coat na świeżo pomalowany paznokieć zdjęłam sobie trochę czerwonego lakieru, przez co po włożeniu pędzelka do buteleczki produkt z bezbarwnego zrobił się delikatnie różowy. Jednak już przy odczekaniu chwilki od pomalowania wszystko było prawidłowe, a pędzelek nie ściągał z paznokci lakieru. Wystarczy odczekać dosłownie minutkę, a nawet mniej i po tym czasie śmiało można nakładać top coat na mokry lakier.
A dlaczego kocham ten produkt? Przede wszystkim kocham go za niesamowicie szybkie utwardzanie i przyspieszenie wysychania lakieru, dzięki czemu po chwili nasze paznokcie są już suche i nic nam się na nich nie odbije. Niestety trzeba uważać na wysoką temperaturę tzn. już dwa razy mi się zdarzyło, że poszłam po około godzinie od nałożenia top coat'u pozmywać naczynia i na (co dziwne) tylko kilku paznokciach lakier się niefajnie rozmazał albo coś się na tych paznokciach poodbijało.
Podoba mi się także efekt nabłyszczenia, dzięki czemu paznokcie wyglądają troszeczkę jak manikiur hybrydowy. Niestety nie spodoba się to miłośniczkom matowych lakierów, ponieważ po pomalowaniu paznokci tym produktem efektu matu już nie będzie. 
Najbardziej jednak kocham tego top coat'a za przedłużenie żywotności mojego lakieru na paznokciach. Wszystkie moje lakiery bez tego produktu utrzymywały się na moich paznokciach maksymalnie 4-5 dni, a po utwardzeniu tym top coat'em lakier na moich paznokciach trzymał się nawet 10 dni! Co prawda końcówki były już wytarte po około 4 dniach, ale nic mi nie odprysło i może gdybym nie zmyła lakieru po tych dziesięciu dniach to bardzo prawdopodobne, że mógłby on wytrzymać na moich paznokciach jeszcze dłużej bez żadnych odprysków. 
Produkt ten współpracuje z wszystkimi lakierami jakie posiadam i wszystkie bardzo szybko utwardza, ale te droższe lakiery utrzymują się na paznokciach dłużej niż te nisko półkowe.
Co do wydajności to nie narzekam. Produkt ten używam od grudnia, czyli cztery miesiące i mam go jeszcze niecałą połowę, a paznokcie maluję średnio raz w tygodniu. Na zdjęciu powyżej jest go więcej, ale zdjęcia robiłam już jakiś czas temu :)
Co do konsystencji jest ona średnio gęsta. Przez te 4 miesiące użytkowania nic się w tej konsystencji nie zmieniło, ale czytałam już kilka opinii, że w połowie większego opakowania, czyli tego 14 mililitrowego lakier dziwnie gęstnieje i ciężko go rozprowadzić na paznokciach.
Zapach tego produktu jest bardzo zbliżony do zapachu rozpuszczalnika, niestety nie jest to zapach należący do tych przyjemnych, ale da się go przeżyć podczas malowania paznokci.
Pędzelkiem bardzo szybko i dokładnie można nałożyć top coat. Nie jest on ani za szeroki, ani za wąski, bardzo dobrze rozprowadza lakier na paznokciu.
Cena tego produktu to około 7-8zł za 3,6ml lub około 20-25zł za 14ml na Allegro. Niestety nie mam zielonego pojęcia, gdzie można zakupić go stacjonarnie. Jeśli wiecie to bardzo proszę dajcie mi znać w komentarzu (chodzi mi o tą mniejszą wersję).

Paznokcie na zdjęciu pomalowane były 5 dni temu. Widać już, że końcówki zaczynają się ścierać, ale nic nie odpryska, ani nie odchodzi płatami. Widać też, że są one ładnie nabłyszczone i nic się na nich nie odbiło.

Podsumowując: produkt ten przyspiesza wysychanie naszego lakieru, przedłuża jego trwałość oraz przepięknie nabłyszcza paznokcie. Nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez użycia top coat'u, a ten jest naprawdę rewelacyjny i godny uwagi. Czy kupię ponownie? Tak!
Moja ogólna ocena: 5-/5

LIN: Opinie na Wizażu

sobota, 5 kwietnia 2014

Odmładzająca sól do kąpieli z olejem z kiełków pszenicy Skarby Syberii


Witam was moje drogie!
Dzisiaj na tapetę idzie mój ulubiony dodatek do kąpieli w wannie, czyli sól do kąpieli. Uwielbiam ją stosować, a gdy tylko mam na to czas, aby wylegiwać się w wannie stosuję ją jako umilacz kąpielowy. Rozpoczynając współpracę ze sklepem Skarby Syberii miałam okazję wybrać sobie trzy dowolne produkty i korzystając z tej okazji wybrałam sobie m.in. odmładzającą sól do kąpieli z olejem z kiełków pszenicy, a dzisiaj przyszedł czas na jej recenzję.


Opis producenta i skład:


Zacznę może od zapachu. Bardzo ładny, delikatny, ale niestety czuć go tylko w opakowaniu. Po rozpuszczeniu soli w wannie zapach całkowicie znika, nie unosi się w łazience, a szkoda. Bryłki soli pod wpływem ciepłej wody szybko się rozpuszczają, nie barwią jednak przy tym wody. Sól bardzo ładnie uelastycznia skórę. Po wyjściu z wanny mam wrażenie, że moja skóra jest delikatnie napięta, miękka i gładsza. Jest naprawdę przyjemna w dotyku. Nie wysusza, ani nie podrażnia skóry. Czy jest nawilżona i zregenerowana? Ja takiego efektu nie zauważyłam. Wątpię też, by zwykła sól do kąpieli opóźniła procesy starzenia się skóry.
Trzeba jednak przyznać, że sól ta jest bardzo wydajna. Opakowanie 800g starczyło mi na jakieś 15 użyć, ale przyznam, że soli nie szczędziłam :D Niestety cena jak dla mnie jest za wysoka, ponieważ kosztuje ona 19,90zł+wysyłka. Podoba mi się za to opakowanie, ponieważ przed otwarciem wyglądało ono jak słoik konfitury. Zobaczyć to możecie TUTAJ.


Podsumowując: bardzo lubię tego typu umilacze kąpielowe, ale niestety ta sól jest zbyt droga, abym ją zakupiła, a jej działanie jest identyczne do działania innych soli do kąpieli jakie miałam okazję używać.

Moja ogólna ocena: 4-/5

http://skarbysyberii.pl/pl/

środa, 2 kwietnia 2014

Marcowe denko


Hej ;)
Marzec już za nami, a więc czas na denko ;) Marcowe zużycia były całkiem spore jak na jeden miesiąc, ale miałam sporo kosmetyków dotykających dna, które planowałam zużyć no i mi się udało :)
Tak więc nie przedłużając przejdźmy do tych moich pustaków :)


Z kategorii włosy zużyłam:
1. Yves Rocher szampon odbudowujący z olejkiem jojoba do włosów bardzo suchych lub kręconych 300ml: bardzo dobry szampon, w przystępnej cenie. W promocji zapłaciłam za niego 9,90zł, więc cena korzystna. Bardzo ładnie nawilża włosy, oczyszcza je i nie plącze ich. Dobrze się pieni, ale to zasługa SLS'ów. Zapach ma bardzo ładny, słodki, niestety nie utrzymuje się on długo na włosach.

2. Yves Rocher odżywka odbudowująca z olejkiem jojoba do włosów bardzo suchych lub kręconych 150ml: razem z powyższym szamponem tworzyła zgrany duet. Ładnie odżywiała i nawilżała włosy, dzięki czemu nie plątały się i wyglądały na zdrowsze. Włosy były niesamowicie miękkie w dotyku, pięknie się błyszczały oraz pachniały. Cena to 9,90zł, więc taniutko jak na tą firmę i tak dobry produkt.

3. Szampon Gliss Kur Schwarzkopf Ultimate Repair dla włosów bardzo zniszczonych i suchych z kompleksem potrójnej płynnej keratyny 400ml: moje włosy go nie pokochały. Plątały się i puszyły, bez odżywki się nie obeszło. Zapach średnio mi podpasował. Szampon ładnie oczyszczał włosy i bardzo dobrze się pienił. Czy kupię ponownie? Nie, bo kompleks płynnej keratyny nie służył moim włosom.

4. Szampon Lordin z mleczkiem brzoskwiniowym i cytryną do włosów przetłuszczających się 350ml: niesamowicie tani szampon, który kupiłam, bo nie miałam już w domu żadnego szamponu. Zapach brzoskwiniowy był niesamowicie przyjemy dla mojego nosa. Szampon ładnie oczyszczał włosy, nie plątając ich przy tym, a pienił się dobrze. Niestety nie spowodował, że moje włosy były dłużej świeże. Tłuściły się w tym samym tempie co zawsze, więc u osób z włosami przetłuszczającymi się nie sprawdzi, ale czego wymagać od szamponu za 3zł?

5. Mythos terapeutyczna maska do włosów z soją, oliwą z oliwek i miodem 150ml: kocham, kocham, kocham! Moja ulubiona maska do włosów, która powoduje, że włosy są odżywione, nawilżone, pięknie się błyszczą, są gładkie i przyjemne w dotyku. Kolejna tubka, czeka już na użycie.


Z kategorii ciało i balsamy zużyłam:
6. Żel pod prysznic piękne ciało Happy Skin Sunny Peach Soraya 300ml: bardzo lubiłam ten żel za zapach i ładne oczyszczenie skóry. Żel ładnie się pienił, a przy tym pięknie pachniał morelami! Wąchając ten zapach przypominają mi się wakacje w Chorwacji :) P.S. Aż by się zjadło taką soczystą morelkę :)

7. Oliwka pielęgnacyjna Nivea Baby z olejkiem migdałowym oraz olejkiem z kiełków pszenicy 200ml: oliwkę dodawałam do domowych cukrowych peelingów i bardzo ją lubiłam. Planuję jednak zakup oliwki z  Hipp, bo chcę coś nowego wypróbować, a ponoć ta Hipp'owska jest bardzo dobra.

8. Peeling do ciała cukrowo-orzechowy Argan Oil Vintage Body Oil 200ml: peeling bardzo dobrze zbierał martwy naskórek, po użyciu nie trzeba było już nawilżać ciała, bo olejki zawarte w peelingu bardzo ładnie wnikały podczas zdzierania w naszą skórę powodują, że była ona miękka, gładka i nawilżona. Niestety wkurzało mnie przeciekające pudełko. Mimo wszystko zdecydowanie bardziej wolę domowe peelingi niż te kupione, więc tego peelingu raczej nie zakupię.

9. Lawendowe masło do ciała Mythos 200ml: niestety średnio polubiłam ten produkt, ponieważ masełko źle wsmarowywało się w ciało tworząc smugi, które trzeba było długo wmasowywać.w skórę. Zapach też mi się nie spodobał, przypominał mi zapach środka na mole. Niestety cena też nie jest na plus. 35,01zł za masło do ciała to dla mnie sporo. Jednak działanie kosmetyku było bardzo dobre. Skóra była dobrze nawilżona i odżywiona. Miałam wrażenie, że była ona gładsza i przyjemniejsza w dotyku niż po innych balsamach, czy masłach do ciała.

10. Nawilżający balsam do ciała Arboria Scottish Fine Soaps 40ml: niestety balsam niezbyt dobrze dawał się wmasować w skórę, nie nawilżał, ani nie odżywiał skóry, a zapach był nieco babciny. Dobrze, że miałam tylko opakowanie 40ml, bo dużego bym chyba nie zużyła.


Z kategorii inne zużyłam:
11. Lakier do paznokci Avon odcień real red 12ml: bardzo piękna klasyczna czerwień, która często gościła na moich paznokciach. Lubię lakiery Avon'u niestety jednak bardzo szybko gęstnieją. Szkoda, że Avon nie produkuje lakierów w mniejszej pojemności, bo 12ml opakowanie ciężko zużyć do końca, szczególnie gdy konsystencja dosyć szybko zaczyna gęstnieć. Jednak cena tych lakierów jest dosyć niska, więc mogę je bez żalu wyrzucić i zakupić sobie nowe.

12. Pędzel kabuki Avon: niesamowicie twarde włosie, które czyniło aplikację pudru nieprzyjemną czynnością. Pędzel po kilku myciach zaczął mieć "kołtuny"?, nie wiem jak wam to opisać. Po prostu włosie zaczęło się tak jakby zlepiać czyniąc pędzel nieużytecznym. Nie dla pędzli z Avon'u.

13. Naturalny eteryczny olejek eukaliptusowy Etja 10ml: olejek paliłam w kominku, gdy miałam problemy z zatkanym nosem. Dzięki niemu szybko uporałam się z infekcją górnych dróg oddechowych i mogłam normalnie oddychać przez nos. Kupię go ponownie, gdy zacznie się zbliżać okres jesienno-zimowy.

14. Płyn micelarny HydraIn3 Hialuro Dermedic 200ml: to już moje drugie lub trzecie zużyte opakowanie. Lubiłam ten płyn micelarny, ale przy tym opakowaniu miałam wrażenie, że nie radzi on sobie już tak dobrze ze zmyciem makijażu jak kiedyś. Może to ze względu na aktualnie używane kosmetyki? Nie wiem. Czy kupię ponownie? Już nie, bo mam na oku kilka innych płynów micelarnych, które bardzo chcę wypróbować.

15. Płatki kosmetyczne Cleanic z proteinami jedwabiu 100szt: płatki jak płatki, chyba więcej nie trzeba dodawać :D Kupuję tylko takie płatki, które cenowo wychodzą najtaniej, bo ostatnimi czasy zużywam ich niesamowicie dużo.


To już koniec mojego denka. Uważam, że udało mi się zużyć całkiem sporo produktów jak na jeden miesiąc. Ostatnio jakoś marnie mi idzie to zużywanie kosmetyków :P A jak u was? Sporo kosmetyków zużyłyście w ciągu ostatniego miesiąca? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...