środa, 13 listopada 2013

Makijaż wykonany cieniami Trio Mat Nr 01Quiz Cosmetics


Cześć!
Dzisiaj krótki post, ale z wieloma zdjęciami :) Niedawno dostałam niespodziewaną przesyłkę od Quiz Cosmetics, w której m.in. były cienie Trio Mat Nr 01. Tymi oto cieniami wykonałam poniższy makijaż.




Cienie zapakowane są w proste, małe opakowanie i kosztują naprawdę niewiele, bo 3,99zł, ale z tego co widziałam nie są już dostępne w sklepie internetowym Quiz Cosmetics. Tak więc można je ewentualnie nabyć w jakichś malutkich kioskach i sklepikach osiedlowych.
Na bazie kolor jest o niebo lepszy, intensywniejszy oraz trwalszy (mam ich bazę pod cienie i również jest dobra- to ją wykorzystałam przy tworzeniu tego makijażu), bez niej cienie niezbyt dobrze prezentują się na oku.
Nie osypują się, długo wytrzymują na powiece bez rolowania oraz dobrze się blendują i rozprowadzają.




Tak oto prezentuje się makijaż wykonany tymi taniutkimi cieniami. Sama po raz kolejny przekonałam się, że tanie ni znaczy złe.




Przepraszam za posklejane rzęsy, ale pewnym wodoodpornym tuszem nie potrafię się chyba posługiwać :(
I jak wam się podoba ten makijaż? Ujdzie w tłumie, co? :D

poniedziałek, 11 listopada 2013

Pustaki wrześniowo-październikowe


Hej :)
Dzisiaj nieco spóźnione denko. Zużyte produkty pochodzą z dwóch miesięcy, bo jakoś ostatnio nie używałam zbyt wielu kosmetyków.
Tak prezentują się wszystkie pustaki wrześniowo-październikowe :)




Krem do twarzy Dermedic HydraIn2 krem nawilżający o przedłużonym działaniu- lubię za dobre nawilżanie i możliwość stosowania pod podkład, ale cena regularna to około 40-50zł więc jak dla mnie jest trochę za wysoka.
Krem do twarzy Ziaja kozie mleko-nawilżanie 50ml- nie lubię go, bo słabo nawilża i podrażniał moją skórę. 
Intensywnie nawilżający krem do twarzy, rąk i ciała z wyciągiem z rumianku i owsa Avon Care 400ml- stosowałam jako balsam do ciała, ale był niefajny. Powoli się wchłaniał i niezbyt przyjemnie pachnął.
Balsam do ciała wygładzająco-nawilżający z proteinami jedwabiu Soraya 200ml- NIE, NIE, NIE! Zapach bardzo chemiczny, złe wchłanianie i działanie. Bubel i tyle!




Balsam do ust Tisane 4,7g- piękny zapach, mega nawilżenie i odżywienie w przystępnej cenie! Szkoda tylko, że opakowanie to słoiczek, bo jest mało higieniczne.
Pogrubiający tusz do rzęs 2000 Calorie Max Factor 9 ml- lubiłam go, ale za cenę regularną bym go nie kupiła.
Zmywacz do paznokci z aloesem 60ml- najtańszy i najzwyklejszy zmywacz pod słońcem.
Dwufazowy delikatny płyn do makijażu oczu Marion 120 ml- średniawy płyn o średnio przyjemnym zapachu, ale zmywa całkiem ok i ma dobrą cenę. Nie lubię dwufazówek, więc go nie kupię.
Maska oczyszczająca z glinką szara Ziaja 7ml- dobrze oczyszczała, ma dobrą cenę, więc jestem jak najbardziej na tak.
Vichy serum przeciwzmarszczkowe do skóry wokół oczy oraz rzęs próbka 1,5ml- nic mnie nie podrażniło, zapach miało całkiem ok, ale działania nie jestem w stanie opisać, po użyciu jednej małej próbki.




Woda toaletowa Sensuelle 50ml- bardzo świeży, delikatny zapach, ale krótko utrzymuje się na skórze. Raczej ponownie nie kupię.
Antyperspirant Rexona Happy 150ml- moje ulubione antyperspiranty to niezmiennie te z Rexony. Ten zapach był lekko kwiatowy i świeży, podobał mi się :)
Woda perfumowana Tomorrow 50ml- bardzo lubię ten zapach. Nie jest duszący, całkiem długo utrzymuje się na skórze, ale zdecydowanie bardziej wolę Today.




Szampon dodający objętości włosom cienkim i delikatnym Malina i Hibiskus Avon Naturals 700ml- lubię za cenę (około 11zł w promocji za tak dużą butlę), zapach i dobre oczyszczanie. Nie plącze włosów, więc jest ok.
Szampon do wszystkich rodzajów włosów Yves Rocher "I love my planet" 300ml- szampon ma ładny, lekko cytrusowy zapach i dobrze oczyszcza włosy. Cena też jest ok, bo około 12zł.
Odżywka dodająca objętości włosom cienkim i delikatnym Malina i Hibiskus Avon Naturals 250ml- zdecydowanie wolę szampon niż odżywkę, bo akurat ta nie za bardzo odżywia zniszczone włosy. Polecała bym ją osobom o mało wymagających włosach. 
Kremowy żel pod prysznic i do kąpieli Yves Rocher mango i marakuja edycja limitowana 400ml- uwielbiam ten żel za egzotyczny, słodki zapach, wydajność. Szkoda, że nie ma go już w sklepach, bo kupiłabym go ponowne.
Jedwab do włosów Biosilk 15ml- lubię go, ale ostatnio przerzuciłam się na olejki do włosów i teraz tylko je używam. Może kiedyś znów do niego wrócę.
Sól do kąpieli The Secret Soap Store- bardzo lubię sole do kąpieli z tej firmy. Ładnie pachną i pozostawiają skórę miękką po każdej kąpieli :)



Firma Argan Oil ruszyła niedawno z aplikacją METAMORFOZA.
Wgrywając swoje zdjęcie do aplikacji w ciągu 24 godzin dostaniecie profesjonalne porady odnoście cięcia, koloru włosów i ich pielęgnacji. Porad udziela Ewa Kawka. Jest to dobre rozwiązanie dla osób, które chcą zmienić coś w swoim wyglądzie i pielęgnacji włosów.


https://www.facebook.com/ArganOilPoland/app_156215651254577

piątek, 8 listopada 2013

Luksusowy nabłyszczający olejek pielęgnacyjny do włosów farbowanych Mythic Oil L'Oreal od Hairstore


Cześć!
Dzisiejszy post będzie dla wszystkich dziewczyn, które dbają o włosy i chcą by były one odżywione oraz pełne blasku.
Jest taki olejek, który podbił moje serce- mam nadzieję, że podbije i wasze. Jest nim luksusowy nabłyszczający olejek pielęgnacyjny do włosów farbowanych Mythic Oil L'Oreal, który otrzymałam do testów od sklepu internetowego Hairstore.




Opis produktu ze sklepu Hairstore:

Olejek z serii Mythic Oil oparty na naturalnych wyciągach z luksusowych, certyfikowanych olejków: siemienia lnianego i z żurawiny. Przeznaczony do wszechstronnej pielęgnacji włosów farbowanych i rozjaśnianych, które mogą być uwrażliwione, matowe, suche i szorstkie w dotyku. Eliminuje te problemy włosów farbowanych, dogłębnie je pielęgnując i chroniąc.

Luksusowe działanie olejku:

  • Przywraca blask, wygładza, zmiękcza włosy
  • Eliminuje matowość i puszenie się uwrażliwionych włosów
  • Odżywia od wewnątrz i zewnątrz, nawilża, ale nie natłuszcza i nie obciąża
  • Zawiera ochronne filtry UV, które chronią kolor włosów farbowanych przed blaknięciem. 
Oryginalna nazwa na opakowaniu: Loreal Professionnel Mythic Oil Colour Glow Oil
Sposób użycia: Stosować na wilgotne włosy. Po umyciu na wilgotne włosy jako odżywkę lub na suchych włosach jako nabłyszczacz.
Pojemność: 125 ml




To co podoba mi się w tym olejku to mega wydajność! Wystarczy jedno lub dwa naciśnięcia na pompkę i bez trudu nałożycie olejek na całą długość włosów. Jeśli macie włosy półdługie lub długie to dwa takie naciśnięcia starczą wam w zupełności na rozprowadzenie olejku na całą długość włosów.
Ja zużyłam dopiero niecałą 1/10 opakowania stosując ten olejek co drugi dzień przez miesiąc i wiem, że jedna taka buteleczka starczy mi spokojnie na pół roku, a może i dłużej.
Zapach tego kosmetyku jest obłędny. To taki bukiet kwiatów, w którym dominuje bez i jaśmin, gdzieś tam czuć też cytrusy.
Olejek zamknięty jest w plastykowej, estetycznie wyglądającej buteleczce z pompką, która dozuje odpowiednią ilość kosmetyku,. Pompka nie zacina się co jest dodatkowym plusem.
Skład to mieszanka różnych olejków m.in. olejku z siemienia lnianego (zapewnia wysokie stężenie kwasów tłuszczowych, które otulają włókno włosa), olejku żurawinowy (mocny antyoksydant o właściwościach odżywczych), olejku z avocado. Reszta to niestety chemia, czyli silikony, konserwanty, alkohol i jakieś sztuczne aromaty.
I teraz najważniejsze, czyli działanie. Olejek pięknie wygładza i nabłyszcza włosy. To jego główne działanie. Zauważyłam delikatne nawilżenie i odżywienie moich zniszczonych suszeniem włosów, ale nie jest to jakiś efekt "wow". Olejek polecam stosować na wilgotne włosy, bo suche może przetłuścić.
OLEJEK TEN NIE MA OCHRANIAĆ KOLORU! Ma po prostu nabłyszczyć zniszczone farbowaniem włosy, odżywić je i nawilżyć, ale nie spowoduje, że kolor będzie się utrzymywał na włosach dłużej.
Dostępność to przede wszystkim sklepy internetowe. Jego cena to około 55zł do kupienia TUTAJ.
Uważam, że cena nie jest za wysoka, ponieważ olejku mamy 125ml, a jest on naprawdę bardzo wydajny.
Istnieją również inne warianty olejku Mythic Oil:
- odżywczy olejek nawilżający (aktualnie w promocyjnej cenie w sklepie Hairstore)
- olejek do pielęgnacji włosów cienkich i normalnych
- olejek do włosów grubych i niezdyscyplinowanych




Podsumowując: bardzo polubiłam ten olejek za ogromną wydajność, zapach i działanie. Jak tylko wykończę tą buteleczkę kupię kolejną, bo jest naprawdę warty uwagi (mimo iż skład nie powala).

Moja ogólna ocena: 5-/5

LINK: Opinie na Wizażu

Przy okazji zapraszam do zapoznania się z ofertą sklepu Hairstore. W swoim asortymencie mają m.in. Tangle Teezer, lakiery Essie, ziemię egipską i wiele innych fajnych kosmetycznych i niekosmetycznych rzeczy :)


http://www.hairstore.pl/

środa, 6 listopada 2013

Ciemny fiolet na paznokciach, czyli tani lakier do paznokci Safari Nr 342


Cześć :)
Chyba większość z was miała już do czynienia z lakierami Safari. Są to bardzo tanie, całkiem trwałe i sporej pojemności lakiery, bo mają aż 12ml.
Czytałam już różne opinie na temat tych lakierów. Jedni te lakiery lubią drudzy nie, a dzisiaj ja wam przedstawię moje zdanie na ich temat.




Zacznę może od tego, że lakiery te są bardzo tanie i naprawdę sporej pojemności, którą ciężko mi będzie zużyć. Cena w sklepie internetowym producenta to 3,68zł za 12ml, więc jest to naprawdę mała kwota.
Dosyć dawno otrzymałam niespodziewaną paczuszkę od Quiz Cosmetics, w której znajdował się m.in. przedstawiony tutaj lakier. Otrzymałam kolor nr 342, czyli fiolet.




Przede wszystkim zacząć trzeba od rzadkiej konsystencji, przez co musimy uważać, aby nie nabrać zbyt wiele produktu. Aby nie było prześwitów musimy nałożyć na paznokcie co najmniej dwie warstwy, ale niestety nie spotkałam się jeszcze z takim (tanim) lakierem, gdzie jedna warstwa byłaby wystarczająca. W miarę szybko zasycha.
Nie wiem dlaczego, ale lakier ten zaraz po pomalowaniu jest błyszczący, a po około dwóch dniach zaczyna być matowy (widać to na zdjęciach). Mi się tam paznokcie błyszczeć nie muszą, ale pierwszy raz spotykam się z lakierem, który po jakimś czasie staje się matowy.
Trwałość o dziwo miał dobrą. Paznokcie pomalowałam w poniedziałek, a dopiero w piątek pojawiły się pierwsze wytarte końcówki (pokazałam je na ostatnim zdjęciu). Pędzelek jak dla mnie jest ok, nie jest wcale za szeroki, łatwo nim nabrać lakier i pomalować paznokcie.
To co bardzo mi się podoba w lakierach Safari to szeroka gama kolorystyczna no i cena.




Podsumowując: polubiłam ten lakier za cenę, trwałość i kolor, za to z dostępnością jest różnie. W moim mieście nie udało mi się go jeszcze znaleźć. Co do pojemności to 12ml to trochę za dużo, ja do końca tego lakieru na pewno nie zużyję. 
Co do krycia- każdym lakierem robię dwie warstwy, więc akurat średnie krycie przy pierwszej warstwie to dla mnie coś normalnego.
No i nieco dziwny jest dla mnie efekt zmatowienia po około dwóch dniach. Ktoś wie dlaczego tak się dzieje? Może od mycia np. naczyń, czy podłóg w wodzie z detergentami (przy innych lakierach takie matowienie nie ma miejsca)?

Moja ogólna ocena: 4/5

LINK: Opinie na Wizażu

poniedziałek, 4 listopada 2013

Dzbanek filtrujący Dafi- kilka słów na temat oczyszczania wody z kranu


Hej :)
Dzisiaj będzie niekosmetycznie, bo o dzbanku filtrującym wodę polskiej firmy Dafi. Dzbanek ten otrzymałam na spotkaniu blogerek w Katowicach i nie ukrywam, że bardzo mnie zaciekawił, bo nigdy o nim nie słyszałam. Nie wiedziałam, że wymyślono coś takiego co filtruje wodę kranową :)
Dzbanek, który otrzymałam nazywa się Atri, ma 2,4l pojemności i pomieści w sobie 1,2l przefiltrowanej wody.




Zestaw składa się z:
- dzbanka o pojemności 2,4l
- pojemnika, do którego wlewa się wodę do przefiltrowania
- wkładu filtrującego
- pokrywy z wskaźnikiem kalendarzowym wymiany filtra
Dzbanek jest porządnie wykonany, a wszystko szczelnie do siebie pasuje (nie to co te chińskie dziadostwa, które rozwalają się po kilku użytkowaniach).




Wlew z uchylną klapą otwiera się w momencie przesunięcia do siebie suwaka z wskaźnikiem kalendarzowym. W ten sposób dzbanek można łatwo napełnić wodą kranową bez zdejmowania pokrywy, a klapa chroni wnętrze dzbanka przed zanieczyszczeniami i kurzem.




Na wskaźniku kalendarzowym (wskaźniku zużycia filtra) zaznaczamy sobie dzień i miesiąc zużycia filtra (działa przez około 30 dni lub po przefiltrowaniu 150l wody), potem należy go wymienić. Dzięki niemu nie zapomnimy o wymianie filtra na nowy.
Aby uniknąć gromadzenia się bakterii w filtrze jest on sterylizowany parą, dzięki czemu mamy pewność, że nasz filtr działa i nie przepuści ich on do wody.




Klapa wyposażona jest w dziubek, dzięki któremu możemy bezpiecznie wlać wodę do kubka, czy garnka. Dziubek ten zabezpiecza również wodę przez dostaniem się do niej zanieczyszczeń np. kurzu, pyłu.




Wkład filtrujący Dafi Calssic redukuje:

  • twardość wody
oraz usuwa:
  • Chlor
  • Metale ciężkie
  • Detergenty
  • Herbicydy i pestycydy
Dzięki temu dzbankowi mogę bez obaw pić wodę z kranu, a nie kupować wodę w plastykowych butelkach, które pewnie wydzielają do niej jakieś związki chemiczne. No i dbamy oczywiście o środowisko, ponieważ nie wyrzucamy już tyle zużytych plastykowych butelek do śmieci :)
Woda po przefiltrowaniu jest mniej mętna i ma nieco inny smak (mam wrażenie, że nie czuć tak tego chloru). Na grzałce w dzbanku elektrycznym na razie nie osadził się kamień, więc warto przefiltrowaną wodę używać do robienia sobie kawy, czy herbaty, ponieważ przedłużymy życie naszemu dzbankowi, a smak napoju będzie zdecydowanie lepszy.
Taką wodę stosuje również do mycia twarzy oraz do przyrządzania domowych kosmetyków np. maseczek. Nie mam w końcu tak ściągniętej skóry jak po zwykłej kranówie.
Cena dzbanka to 43,25zł z jednym dołączonym do opakowania wkładem filtrującym, a jeden filtr kosztuje 13zł (chyba, że chcemy kupić filtr do bardzo twardej wody wtedy zapłacimy 14zł).

Podsumowując: jestem jak najbardziej za filtrowaniem wody i z dzbanka będę nadal tak chętnie korzystała jak do tej pory.
Może uda mi się teraz zaoszczędzić parę groszy, jak nie kupuję już wody w plastykowych butelkach :)

http://sklep.dafi.pl/

niedziela, 3 listopada 2013

Preparat antycellulitowy z algami firmy Marion


Witam was serdecznie ;)
Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku. Dzisiaj napisze kilka zdań na temat produktu firmy Marion, który dostałam do testów od firmy JM Spa & Wellness.

Produktem tym jest preparat antycellulitowy modelująco-wyszczuplający z algami. Można go stosować na brzuch, pośladki oraz uda.
Od razu zaznaczę, że nie jestem zwolenniczką tego typu kosmetyków. Dla mnie są one zbędne, ponieważ uważam, że tylko dieta i codzienne ćwiczenia w połączeniu z takimi właśnie antycellulitowymi produktami mogą zwalczyć cellulit. Inaczej samo smarowanie takimi kosmetykami nic nam nie da. 



Zacznijmy jednak od słów producenta:



Moja opinia: kosmetyk znajduje się w saszetce, która starcza na jedno użycie. Jest koloru brązowego, ma średnio gęstą konsystencję, jednak nie wpływa ona na nakładanie produktu na ciało. Zapach średnio przyjemny, ma w sobie nutkę mięty.
Po nałożeniu na skórę, już po chwili zaczynamy odczuwać uczucie chłodzenia. W zimę wolałabym jednak używać czegoś rozgrzewającego, bo gdy w domu mamy niezbyt ciepło, to nikt nie będzie chciał się dodatkowo ochładzać :P
Kosmetyk mamy pozostawić na skórze przez około 30min. Radzę w tym czasie owinąć się jakąś folią, bo inaczej wszystko ubrudzimy jak usiądziemy.
Po zmyciu letnią wodą moja skóra była wyraźnie wygładzona, elastyczniejsza, a jej koloryt wyrównany, jednak cellulit nadal był i będzie dopóki nie zacznę ćwiczyć i mieć diety.
Cena tego preparatu to 3,70zł, więc trochę dużo jak na jednorazowe użycie, a zakupić go można m.in. w sklepie internetowym naturalna.eu.


piątek, 1 listopada 2013

Ulubieńcy października


Jako, że sama lubię czytać takie posty postanowiłam co miesiąc pisać dla was o moich ulubieńcach kosmetycznych (i nie tylko).
Mam nadzieję, że posty te przypadną wam do gustu i może, któryś z ulubieńców zachwyci i was :)




W tym miesiącu cztery kosmetyki zostały moimi ulubieńcami. Pierwszym z nich jest krem do depilacji okolic bikini dla skóry wrażliwej Avon. Jest on wprawdzie moim ulubieńcem już od bardzo dawna, ale w październiku stosowałam go dosyć często.

Główną zaletą tego kremu do depilacji jest to, że bez problemu usuwa wszystkie włoski naszej intymnej okolicy nie pozastawiając przy tym żadnych krost. Konsystencja kremu jest bardzo gęsta i dzięki temu nie musimy nakładać sporej ilości produktu, aby pokryć nim wszystkie włoski. Żeby krem zadziałał musimy odczekać około 5 minut, po czym usuwamy go razem z włoskami przy pomocy dołączonej do opakowania szpatułki. Jedno opakowanie starcza mi na około 3 miesiące, ale wydajność zależy od tego jak często będziecie go używały i ile kremu nałożycie. Cena to około 16,99zł, ale w promocji można go kupić nawet za 10,99zł.




Kolejnym ulubieńcem jest płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu Lirene.
Przede wszystkim lubię go za to, że jest delikatny dla moich oczu i ich nie podrażnia, a niestety mam taki typ oczu, które ostatnimi czasy bardzo źle reagują na różnego rodzaju kosmetyki. Ten jednak nie robi im krzywdy :)
Kosmetyk ten ma delikatny kwiatowy zapach i całkiem fajne składniki m.in. pantenol oraz ekstrakt z miodu i wiśni. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to radzi sobie z większością kosmetyków, ale jest też taki, z którym nie potrafił sobie poradzić- kredka do oczu z Oriflame. Nie wysusza, ani też nie nawilża skóry. Cena to około 10zł więc jest ona przyjemna dla naszego portfela.
Obszerniejsza recenzja TUTAJ.




Następnym kosmetykiem jest peeling, który pokochałam od pierwszego użycia! Nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim peelingiem! Mowa tutaj o złotym peelingu do ciała VEDARA. Kosmetyk ten wygrałam w rozdaniu u Lady Anchor i mam wersję 50ml, a pełnowymiarowy produkt ma 150ml i kosztuje 48zł.
Ja stosuję ten produkt do twarzy, bo szkoda mi go nakładać na całe ciało. Ma bardzo dobry skład, więc bez obaw używam go do pielęgnacji twarzy.
Zacząć trzeba od tego, że peeling ten jest peelingiem cukrowym, posiadającym w swoim składzie nasiona maku lekarskiego, które również służą do zdzierania. Jak już jestem przy składzie to napomknę, że jest on praktycznie całkowicie naturalny poza czterema składnikami (dwoma substancjami zapachowymi, jednym stabilizatorze i konserwancie). Reszta składników to głównie oleje.
Produkt ten ma obłędny, poziomkowy zapach! Kto kocha poziomki tak jak ja, pokocha również zapach tego kosmetyku.
Bardzo dobrze zdziera, a skóra po jego użyciu jest miękka i gładka. Pozostawia na niej olejki i drobinki złota przez co po przemyciu twarzy nie trzeba nakładać na nią kremu.
Na temat tego peelingu będzie osobna recenzja, bo jest naprawdę wart poświęcenia mu uwagi.




Ostatnim ulubieńcem jest maska do włosów Mythos. Jestem nią oczarowana! Po jej użyciu moje włosy są miękkie, gładkie i lśniące. Dobrze się układają, nie puszą się i są doskonale nawilżone.
Po już dość długim i regularnym jej stosowaniu zauważyłam, że moje włosy są odżywione i wyglądają duże lepiej niż kiedyś (wyglądają na zdrowsze).
Po jej użyciu moje włosy nie są splątanie, co jest dla mnie niezmiernie ważne, bo niestety mam problem z plączącymi się włosami. Po nałożeniu nie spływa i bez problemu można ją zmyć. Ma całkiem przyjemny, słodki zapach.
Niestety jest średnio wydajna, bo jedno opakowanie starcza mi na około 5-6 użyć, ale wybaczam jej to, bo ma świetne działanie.
Skład nie jest może wyjątkowo naturalny, ale są w nim składniki, które pokochały moje włosy m.in. pantenol, olej sojowy, hydrolizowane proteiny pszenicy, miód, biosacharydy, fosfolipidy.
Najlepiej działa, gdy pozostawimy ją na włosach co najmniej na pół godziny (można owinąć włosy ręcznikiem, czy nałożyć foliowy czepek, aby lepiej się wchłonęła).
Cena tej maski to około 25zł. Niestety ma słabą dostępność (można ją zakupić tylko przez internet). Aktualnie jest w promocyjnej cenie na stronie producenta FLAX i kosztuje 19zł.




Tak oto prezentują się moi kosmetyczni ulubieńcy października. Są to tylko cztery produkty, ponieważ reszta używanych przeze mnie kosmetyków średnio się sprawdziła.
Miałyście, któryś z tych produktów, a może jakiś was zaciekawił?
P.S. Chętnie przeczytam o waszych ulubieńcach- dajcie znać jak pojawi się u was taki post :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...