Jako, że sama lubię czytać takie posty postanowiłam co miesiąc pisać dla was o moich ulubieńcach kosmetycznych (i nie tylko).
Mam nadzieję, że posty te przypadną wam do gustu i może, któryś z ulubieńców zachwyci i was :)
W tym miesiącu cztery kosmetyki zostały moimi ulubieńcami. Pierwszym z nich jest
krem do depilacji okolic bikini dla skóry wrażliwej Avon. Jest on wprawdzie moim ulubieńcem już od bardzo dawna, ale w październiku stosowałam go dosyć często.
Główną zaletą tego kremu do depilacji jest to, że bez problemu usuwa wszystkie włoski naszej intymnej okolicy nie pozastawiając przy tym żadnych krost. Konsystencja kremu jest bardzo gęsta i dzięki temu nie musimy nakładać sporej ilości produktu, aby pokryć nim wszystkie włoski. Żeby krem zadziałał musimy odczekać około 5 minut, po czym usuwamy go razem z włoskami przy pomocy dołączonej do opakowania szpatułki. Jedno opakowanie starcza mi na około 3 miesiące, ale wydajność zależy od tego jak często będziecie go używały i ile kremu nałożycie. Cena
to około 16,99zł, ale w promocji można go kupić nawet za 10,99zł.
Kolejnym ulubieńcem jest płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu Lirene.
Przede wszystkim lubię go za to, że jest delikatny dla moich oczu i ich nie podrażnia, a niestety mam taki typ oczu, które ostatnimi czasy bardzo źle reagują na różnego rodzaju kosmetyki. Ten jednak nie robi im krzywdy :)
Kosmetyk ten ma delikatny kwiatowy zapach i całkiem fajne składniki m.in. pantenol oraz ekstrakt z miodu i wiśni. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to radzi sobie z większością kosmetyków, ale jest też taki, z którym nie potrafił sobie poradzić- kredka do oczu z Oriflame. Nie wysusza, ani też nie nawilża skóry. Cena to około 10zł więc jest ona przyjemna dla naszego portfela.
Obszerniejsza recenzja
TUTAJ.
Następnym kosmetykiem jest peeling, który pokochałam od pierwszego użycia! Nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim peelingiem! Mowa tutaj o złotym peelingu do ciała VEDARA. Kosmetyk ten wygrałam w rozdaniu u Lady Anchor i mam wersję 50ml, a pełnowymiarowy produkt ma 150ml i kosztuje 48zł.
Ja stosuję ten produkt do twarzy, bo szkoda mi go nakładać na całe ciało. Ma bardzo dobry skład, więc bez obaw używam go do pielęgnacji twarzy.
Zacząć trzeba od tego, że peeling ten jest peelingiem cukrowym, posiadającym w swoim składzie nasiona maku lekarskiego, które również służą do zdzierania. Jak już jestem przy składzie to napomknę, że jest on praktycznie całkowicie naturalny poza czterema składnikami (dwoma substancjami zapachowymi, jednym stabilizatorze i konserwancie). Reszta składników to głównie oleje.
Produkt ten ma obłędny, poziomkowy zapach! Kto kocha poziomki tak jak ja, pokocha również zapach tego kosmetyku.
Bardzo dobrze zdziera, a skóra po jego użyciu jest miękka i gładka. Pozostawia na niej olejki i drobinki złota przez co po przemyciu twarzy nie trzeba nakładać na nią kremu.
Na temat tego peelingu będzie osobna recenzja, bo jest naprawdę wart poświęcenia mu uwagi.
Ostatnim ulubieńcem jest maska do włosów Mythos. Jestem nią oczarowana! Po jej użyciu moje włosy są miękkie, gładkie i lśniące. Dobrze się układają, nie puszą się i są doskonale nawilżone.
Po już dość długim i regularnym jej stosowaniu zauważyłam, że moje włosy są odżywione i wyglądają duże lepiej niż kiedyś (wyglądają na zdrowsze).
Po jej użyciu moje włosy nie są splątanie, co jest dla mnie niezmiernie ważne, bo niestety mam problem z plączącymi się włosami. Po nałożeniu nie spływa i bez problemu można ją zmyć. Ma całkiem przyjemny, słodki zapach.
Niestety jest średnio wydajna, bo jedno opakowanie starcza mi na około 5-6 użyć, ale wybaczam jej to, bo ma świetne działanie.
Skład nie jest może wyjątkowo naturalny, ale są w nim składniki, które pokochały moje włosy m.in. pantenol, olej sojowy, hydrolizowane
proteiny pszenicy, miód, biosacharydy, fosfolipidy.
Najlepiej działa, gdy pozostawimy ją na włosach co najmniej na pół godziny (można owinąć włosy ręcznikiem, czy nałożyć foliowy czepek, aby lepiej się wchłonęła).
Cena tej maski to około 25zł. Niestety ma słabą dostępność (można ją zakupić tylko przez internet). Aktualnie jest w promocyjnej cenie na stronie producenta FLAX i kosztuje 19zł.
Tak oto prezentują się moi kosmetyczni ulubieńcy października. Są to tylko cztery produkty, ponieważ reszta używanych przeze mnie kosmetyków średnio się sprawdziła.
Miałyście, któryś z tych produktów, a może jakiś was zaciekawił?
P.S. Chętnie przeczytam o waszych ulubieńcach- dajcie znać jak pojawi się u was taki post :)