sobota, 9 sierpnia 2014

Lipcowe zakupy


Hej :)
Dziś przychodzę do was z haul'em, czyli z zakupami jakie poczyniłam w miesiącu lipcu. Jako, że w czerwcu wydałam na kosmetyki aż 30zł :D to mogłam sobie pozwolić na małe szaleństwo w lipcu. Oto co zakupiłam:

Podczas promocji w Biedronce skusiłam się na:
- elektroniczny pilnik do stóp za 19,99zł
- suchy szampon Batiste wersja Blush 10,99zł
- dwa zestawy Garnier Ultra Doux: mango i kwiat tiare oraz olejek z awokado i masło karite (szampon+odżywka) w cenie 9,99zł za zestaw
- jednorazowe maszynki do golenia za 5,99zł 10szt


Kolejny mój zakup to woda perfumowana "Marry Me!" Lanvin'a o pojemności 75ml, za którą dałam tylko 85zł z wysyłką :D Jakaś dziewczyna na Allegro chciała się jej pozbyć i takim oto sposobem zostałam nowym właścicielem flakonika. Czasami warto przeszukać Allegro, bo można natrafić na naprawdę dobre ceny :)
P.S. Ta woda perfumowana była prezentem dla siebie z okazji moich urodzin :D


Jako, że nie ostatnio nie mogę znaleźć dobrego podkładu postanowiłam się skusić na słynny Revlon Colorstay. Poszłam więc do Rossmann'a, wypróbowałam na sobie wszystkie jasne odcienie, wybrałam jeden i zamówiłam sobie dany odcień na Allegro. Za podkład wraz z przesyłką zapłaciłam... 28zł :) Podkład jak na razie spisuje się bardzo dobrze, ale wkurza mnie ten brak pompki ;/


Będąc w sklepie Home&You natrafiłam na promocję -70% na wybrane produkty. Zakupiłam sobie odświeżacz powietrza za 5,70zł, który daje jakiś zapach, ale jest on nieco duszący oraz saszetki do szafy za 4,50zł 3 sztuki, które niestety w ogóle nie pachną :( Dobrze, że zakupiłam tylko jedno opakowanie tych saszetek.


Ostatni mój zakup poczyniłam w drogerii Hebe, w której zakupiłam:
- nawilżającą maseczkę do twarzy DermoMask za 4,49zł
- balsam do ust Tisane Suntime SPF30 za 8,79zł
- słynny korektor Camouflage Catrice w odcieniu nr 1 za 7,79zł :)


Jeśli chodzi o tą modową część to zakupiłam sobie w Reserved top oraz T-Shirt za 14,99zł każdy oraz sukienkę (plażówkę) w New Yorkerze za 19,99zł.
Starałam się za bardzo nie szaleć jeśli chodzi o kosmetyki i ubrania, bo zbierałam na lustrzankę, którą w końcu już mam :)

A jak u was z wydawaniem pieniędzy w lipcu? Byłyście oszczędne, czy raczej nieco rozrzutne? :D

wtorek, 5 sierpnia 2014

Masło do ciała Wild Argan Oil, czyli złoty skarb od The Body Shop


Jeśli śledzicie mnie na facebook'u to wiecie, że udało mi się zostać testerką masła do ciała Wild Argan Oil od The Body Shop. Bardzo ucieszyłam się z tego powodu, ponieważ lubię masła do ciała ze względu na fakt, że one najlepiej nawilżają moje ciało. Niestety olej arganowy już mi się nieco przejadł, więc troszeczkę sceptycznie podeszłam do tego masła. Czy mimo wszystko polubiłam go? O tym dowiecie się poniżej ;)


Zacznijmy od opisu producenta:
Rozkoszuj się najbardziej luksusowym rytuałem piękności dla twojego ciała, bogate masło nawilżające do skóry suchej zostało wzbogacone olejem arganowym z Maroka, pozyskiwanym w ramach Sprawiedliwego Handlu (Fair Trade).
- 24 godzinne nawilżenie
- skóra staje się miękka i gładka
- maślana tekstura.
Nasze szlachetne orzechy arganowe pochodzą z odległych gór Atlasu z Maroka, są ręcznie zbierane i łupane, a następnie poddawane procesowi tłoczenia, dzięki któremu otrzymujemy najwyższej jakości olej arganowy. Nasza wymiana handlowa z sześcioma spółdzielniami organizacji Targanine zapewnia kobietom sprawiedliwy i regularny dochód, pomagając im podnieść standard życia i zwiększyć niezależność.


Zacznę może od zapachu. Niby przyjemny, ale jest w nim coś co przypomina mi zapach jaki panuje w większości sklepów obuwniczych (takie wymieszanie sztucznego aromatu wanilii z cukrem i orzechami). Nigdy dotąd nie spotkałam się z tego typu nutą zapachową. Mimo wszystko woń jest miła dla nosa i całkiem trwała, a na ciele nieco się zmienia i staje się bardziej przyjemna. Po kilku minutach spędzonych w łazience na wsmarowywaniu specyfiku w ciało, zapach roznosił się po łazience jeszcze przez dobrą godzinę od wyjścia z niej. Trwałość zapachu na ciele też nie jest niczego sobie. Jeszcze na drugi dzień od wysmarowania się masełkiem można wyczuć jego zapach. Mój mężczyzna nie mój oderwać ode mnie nosa i ciągle mnie wąchał :)
Konsystencja masełka jest gęsta, ale maślana w łososiowo-żółtawym kolorze. Daje się łatwo rozsmarować na ciele, nie robi smug i bardzo szybko się wchłania dzięki ciepłu, które wytwarza się podczas procesowi wsmarowywania masełka w ciało. Jednak przy dłuższym wsmarowywaniu zaczyna się rolować i wałkować. Masełko to nie pozostawia na ciele tłustej warstwy i to mnie bardzo cieszy, bo nie lubię jak ubrania kleją mi się do ciała, jednak jakaś (ciężka do określenia) warstwa pozostaje na ciele tworząc ochronny film.
Przejdźmy do działania: masełko dobrze odżywia i nawilża moją skórę- jest to działanie wystarczające, dzięki któremu nie mam na nogach białych śladów po podrapaniu się i nie odczuwam dyskomfortu związanego ze swędzącą, przesuszoną skórą. Nie wiem jednak, czy masełko to sprawdzi się u osób z naprawdę mocno suchą skórą. Myślę, że 24godzinne nawilżenie w przypadku tego produktu jest u mnie spełnione, ale u innych może okazać się raczej dobrym hasłem reklamowym. Mimo wszystko masełko pięknie rozświetla ciało dzięki czemu moje nogi w szpilkach w słoneczny dzień wyglądają jak u modelki! Zaraz po użyciu skóra rzeczywiście jest miękka i gładka, tak bardzo, że aż chce się ją ciągle dotykać.


Opakowanie to malutki słoiczek, który mieści w sobie 50ml masełka. Wersja pełnowymiarowa posiada 200ml i kosztuje 69zł. Jak dla mnie jest to cena zaporowa i nie skuszę się na pełnowymiarową wersję w tej kwocie. Poczekam na przeceny i wtedy zaopatrzę się w jakieś masełko z The Body Shop.
Jak widać słoiczek kolorem nawiązuje do owoców drzewa Agranu, czyli orzechów, z których pozyskuje się olejek arganowy. Nie za bardzo pasuje mi jednak ta niebieska naklejka do reszty opakowania, które utrzymane jest w tonacji brudnego złota.
Skład kosmetyku jest naprawdę całkiem dobry. Na drugim miejscu znajduje się masło shea, na trzecim masło kakaowe. Następnie mamy glicerynę, olej z nasion palmy orbignya oleifera, wosk pszczeli, a dopiero na dwunastym miejscu znajduje się olej arganowy. Szkoda, że jest tak nisko w składzie. Moim zdaniem olejek ten powinien grać w nim jedną z głównych ról. Reszta składu to stabilizatory, konserwanty i silikon. Nie ma na szczęście parafiny, substancji koloryzujących, czy parabenów.
Wydajność tego kosmetyku zachwyca. Nawet niewielka ilość wystarczy na wysmarowanie całego ciała. Mi testerskie opakowanie wystarczyło na pokrycie ciała aż 5 razy! 
Data ważności to 12 miesięcy od daty otwarcia, więc myślę, że w rok zużyjemy bez problemu całe, nawet pełnowymiarowe opakowanie. 
Linia Wild Argan Oil to nie tylko masełko do ciała, ale także żel pod prysznic, scrub do ciała, mydło do masażu, balsam do ciała, płyn do kąpieli, rozświetlający olej do ciała, olej na suche miejsca i do włosów oraz balsam do ust.


Podsumowując: nie każdemu może spodobać się zapach tego masła do ciała, jednak nie jest to zapach czystego olejku arganowego, który sam w sobie jak dla mnie jest nieprzyjemny. Masełko wystarczająco nawilża i odżywia moje ciało jednak nie wiem, czy sprawdzi się ono w przypadku osób o bardzo suchej skórze. 
Nie podoba mi się fakt, że przy dłuższym wsmarowywaniu produktu w skórę zaczyna się on wałkować. Nie podoba mi się także cena, która jak dla mnie jest zaporowa. Poczekam sobie na promocję i dopiero wtedy zakupię pełnowymiarową wersję jakiegoś masła do ciała. Nie koniecznie tego arganowego, które dziś opisałam. Aktualnie mam ich jagodowe masełko do ciała, które podbiło moje serce <3 Mimo wszystko masło z serii Wild Argan Oil polubiłam i zużyłam go z wielką przyjemnością do samego dna. 

P.S. Jeśli uważacie, że moja recenzja jest szczera i warta uwagi to kliknijcie proszę w ikonkę poniżej, a następnie wyszukajcie recenzję Dżoany Zbieszczyk :) A nóż widelec może uda mi się pojechać na weekend na Mazury (nigdy tam nie byłam) :)

 

niedziela, 3 sierpnia 2014

Zdenkowani w czerwcu i lipcu


Cześć :)
Dzisiaj przychodzę do was z czerwcowo-lipcowym denkiem. Zużytych produktów jak na dwa miesiące nie jest sporo, ale jakoś nie mogłam dobić dna u reszty kosmetyków. Mimo wszystko coś mi się tam uzbierało i po krótkim opisie tych produktów z czystym sercem będę mogła wyrzucić wszystkie puste opakowania do kosza.


Woda termalna Uriage 150ml: jest to moja ulubiona woda termalna, ponieważ nie trzeba osuszać twarzy po spryskaniu jej tym produktem. Świetnie niwelowała u mnie zaczerwienienia i dobrze tonizowała skórę. Mam już kolejne opakowanie tego produktu, które czeka na otwarcie. Wydajność, działanie i cena (za każdym razem mam szczęście i trafiam na promocje, w której kupuję ją za 14zł) są jak najbardziej na plus. Pełna recenzja TUTAJ.

Bio tonik do twarzy Mythos 200ml: mój ulubieniec jeśli chodzi o tonik do twarzy. Świetnie koił moją skórę i ją odświeżał. Dodatkowo miał świetny skład i był bardzo wydajny. Przy kolejnych zakupach na stronie Mythos na pewno znów zakupię ten kosmetyk. Pełna recenzja TUTAJ.

Krem Nivea Soft 300ml: lubię ten krem za zapach, ale jako produkt do twarzy się u mnie nie sprawdził. Zużyłam go do ciała, ale szału nie zrobił. Wolę jego starszą wersję w granatowym, metalowym słoiczku, która jest gęstsza i bogatsza od wersji soft.

Próbka masła do ciała Dzika Orchidea Fennel: najpiękniejszy zapach produktu do ciała jaki miałam okazję wąchać i używać! Masełko świetnie rozprowadzało się po ciele i szybko się wchłaniało. Nie pozostawiało śladów na ubraniach. Muszę zakupić sobie pełnowymiarowy produkt i to w najbliższym czasie!

Podkład rozświetlająco-antystresowy Avon odcień Nude 30ml: kiedyś ten podkład kochałam teraz średnio za nim przepadam. Nie wiem, czy Avon zmienił coś w składzie, ale mam wrażenie, że szybciej się po nim świeciłam, miałam zatkane pory, a sam podkład niezbyt dobrze się rozprowadzał na twarzy. Czy kupię ponownie? Raczej nie.

Skarpetki peelingujące Anielskie Stopy: bubel jakich mało. Łuszczenie prawie żadne, więc głównego zadania produkt nie wykonał. Długi czas trzymania skarpetek na nogach dodatkowo zniechęca (około dwóch godzin). Cena z wysyłką to 20zł, więc niemało jak na tak liche działanie. Może skuszę się na te biedronkowe za 13zł albo na jakieś z Hebe w podobnej cenie, ale tych już nie zakupię. Pełna recenzja TUTAJ.

Płatki kosmetyczne Life 120szt: tanie i dobre waciki, które kupuję praktycznie przy każdej wizycie w Super Pharm. Niestety podczas zmywania paznokci płatki te się rozwarstwiają, co jest jedyną ich wadą.

Maseczka do twarzy Dermika Senne Marzenie 10ml: niesamowicie wydajna maseczka do twarzy, która pięknie odżywiała i nawilżała przez noc moją suchą skórę twarzy. Cena tej maseczki to około 5zł, ale mi starczyła na 6 użyć. Mam z tej firmy jeszcze jedną maseczkę, która w prawdzie nie jest tak fajna jak ta, ale też sprawdza się dobrze. Tą zakupię, gdy znów będzie na nią jakaś promocja i gdy wykończę zapasy innych maseczek.

Serum z prowitaminą B5 (dodatek do farby do włosów): nie wiem co ta odżywka ma w składzie, ale jest rewelacyjna. Świetnie pachnie i nawilża włosy. Szkoda, że Wella nie produkuje takich odżywek w wersji pełnowymiarowej, którą można by było zakupić w drogeriach, bo już taka odżywka stałaby u mnie w łazience i byłaby w codziennym użytku.


Płyn do kąpieli Avea z minerałami o zapachu morskim 1l: płyn dobrze się pienił i oczyszczał, ale krótko pachniał w łazience. Można mu to jednak wybaczyć, bo kosztował tylko 7zł.

Odmładzającą sól do kąpieli z olejem z kiełków pszenicy Babuszki Agafii 800g: sól jak sól. Miała ładny zapach i ładnie zmiękczała skórę. Niestety była droga. Pełna recenzja TUTAJ.

Żel pod prysznic Diamanten traum Bales 300ml: żel dobrze się pienił i oczyszczał, ale zapach mnie zniechęcił do jej ponownego zakupu. Nie wiem co ten żel ma wspólnego z diamentami, bo diamentem wśród kosmetyków to on nie jest.

Żel pod prysznic Fun Sensation Adidas 250ml: w życiu żadnej zapach nie przyprawiał mnie o mdłości i nudności jak ten. Okropny! Dostałam go w prezencie i to był chyba najbardziej nietrafiony prezent ever.

Nawilżający balsam do ciała Evidence Yves Rocher 50ml: produkt ten przygarnęłam na spotkaniu blogerek. Spodobał mi się jego zapach i mała buteleczka, którą mogłabym zabrać ze sobą na jakiś urlop. Niestety balsam zużyłam szybciej, ponieważ nie mogłam się oprzeć kwiatowemu zapachowi. Poza tym lubię kosmetyki Yves Rocher, ponieważ mnie nie uczulają i mają całkiem dobre składy.


Antyperspirant Rexona Pure 150ml: jeden z moich ulubionych zapachów z serii Invisible. Antyperspiranty Rexona uwielbiam i kupuję je ciągle, bo tylko one pomagają mi w walce z potem.

Woda perfumowania Dolce&Gabbana The One 33ml: czyli podróba kultowego zapachu. Co najlepsze jak na podróbkę zapach całkiem długo utrzymywał się na skórze. Raczej nie zakupię go ponownie, ponieważ naczytałam się wielu informacji o niefajnych składnikach, które dodawane są do podrabianych kosmetyków. Nie chcę wlewać na siebie moczu jakichś zwierząt, ani niszczyć sobie zdrowia z powodu mojej oszczędności.

Próbka wody perfumowanej Biotherm Paradis: zapach całkiem ładny, ale nie utrzymywał się na skórze zbyt długo. Pełnowymiarowego produktu raczej nie zakupię.



Mydełka w płynie Isana o zapachu mango i pomarańczy oraz bzu i orchidei 500ml: tanie i dobre mydła do rąk, które chyba na stałe zagoszczą w mojej łazience. Jak na produkt za niecałe 3zł są nawet całkiem wydajne i dobrze oczyszczają. Mój ulubiony zapach to aktualnie mango i pomarańcza. Mydełka te świetnie nadają się też do czyszczenia pędzli.

Szampon do włosów Intensywna Świeżość Ziaja 400ml: szampon dobrze oczyszczał włosy i miał ładny, miętowy zapach, który w lato bardzo mi przypasował. Niestety szampon ten jest ciężko dostępny i trochę plątał włosy, więc raczej go nie zakupię. Pełna recenzja TUTAJ.

Odżywka do włosów farbowanych Dove 250ml: mimo, iż skład kosmetyków Dove pozostawia wiele do życzenia moje włosy lubią odżywki z tej firmy. Są gładkie (dzięki silikonom) i ładnie pachną, więc raz na jakiś czas mogę pozwolić sobie na nałożenie na włosy chemii. Mimo wszystko zmieniłam trochę pielęgnację i staram się coraz rzadziej używać tego typu kosmetyków, więc nie wiem, czy znów zakupię coś z tej firmy.

A jak prezentują się wasze denka? Są pokaźne, czy raczej takie malutkie jak moje? Znacie i lubicie któryś z pokazanych powyżej produktów? A może jest wśród nich jakich kosmetyk, który okazał się totalnym bublem?

czwartek, 31 lipca 2014

Ulubieńcy lipca


Cześć :)
Dziś przychodzę do was z ulubieńcami lipca. W tym miesiącu sprawdziły się u mnie produkty, które większość z was już pewnie zna. Jak zwykle nie jest ich dużo, ale były to najczęściej używane przeze mnie kosmetyki, które w ten upalny miesiąc pomogły mi czuć się dobrze.


Zacznijmy od znanego duetu, który zadbał w lipcu o moje włosy, a mianowicie są to szampon i odżywka do włosów z olejkiem z awokado oraz masłem karite Garnier Ultra Doux. Odżywka jest wam już pewnie znana i nie muszę się chyba o niej rozpisywać. Jest świetna! Włosy po jej użyciu są miękkie i dobrze nawilżone. Nie plączą się i są gładkie. I to wszystko za 6,99zł, bo tyle za nią zapłaciłam. Szampon natomiast także się u mnie sprawdził. Z odżywką tworzy rewelacyjny team, ale sam też sobie dobrze radzi. Niestety jest nieco niewydajny, bo przez całkiem sporą dziurkę wylewa się nam sporo szamponu. Mimo wszystko stał się moim ulubieńcem, ponieważ dobrze się pienił, ładnie oczyszczał włosy, nie plątał ich i pozostawiał je gładkie, a nawet nieco nawilżone. Za ten szampon zapłaciłam 4,99zł, więc ustrzeliłam go na sporej promocji, a takie promocje lubię najbardziej. 


Kolejny mój ulubieniec to mega kolorowa paletka cieni do powiek Sleek Caribbean collection Curacao. Paletka ta sprawdza się idealnie do wykonania letniego makijażu i zachwyca intensywnością kolorów. Właśnie ją najczęściej używałam do stworzenia kolorowego make-up'u, gdy tylko mogłam sobie na taki pozwolić. Jeśli jednak nie mogłam pozwolić sobie na takie szaleństwo używałam czarnego cienia do wykonania sobie kreski na powiece. Mimo upałów cienie się nie zrolowały i nie rozmazały, a kreska nie odbiła się na powiece. Oczywiście używałam pod cienie bazy, ale w takie upały przy innych cieniach baza nie pomagała i makijaż oczu się po prostu rozmywał. Jest to już moja druga paletka Sleek'a i nadal jestem zachwycona jakością i ceną tych cieni, więc możliwe, że w najbliższym czasie w mojej kosmetyczce zagości trzecia paletka.


Ostatni ulubieniec to mgiełka do ciała Sweet Sensuality Avon Planet Spa o zapachu jaśminu. Mgiełka ta sprawdzała się idealnie do odświeżenia się szczególnie w pracy, kiedy miałyśmy sporo lataniny. Przynosiła ulgę szczególnie w bardzo upalne dni i wtedy też stosowałam ją bardzo często. Kosztowała mnie 10zł za 100ml, więc nie dużo, a jest całkiem wydajna. Mam ją już od 2 miesięcy i powoli zaczyna dobijać dna, ale stosuję ją dosyć często. Niestety zapach nie utrzymuje się na ciele zbyt długo, ale jest to tania mgiełka, więc można jej to wybaczyć. Moim zdaniem jest minimalnie trwalsza od mgiełek Avon'u z serii Naturals, jednak te mgiełki są także nieco tańsze, a kosztują coś około 7-8zł, więc cudów od nich nie wymagam.


U mnie powyższe produkty sprawdziły się świetnie i myślę, że niektóre kosmetyki znów u mnie zagoszczą :)
A jacy są wasi lipcowi ulubieńcy? Znacie te produkty, które wam dziś pokazałam? Lubicie je, czy raczej niezbyt za nimi przepadacie?

niedziela, 27 lipca 2014

Nawilżająco-rozświetlający krem CC MAGICAL CREAM DIAMONDS & 24K GOLD 8w1dla cery jasnej od Eveline


Jakoś nigdy nie potrafiłam przekonać się do wszelkiego rodzaju kremów BB, czy CC. Nie ułatwiał mi tego fakt, że w polskich drogeriach większość tego typu kremów to tańsze odpowiedniki (podróbki) prawdziwych kremów BB i CC popularnych głównie w krajach azjatyckich.
Na jednym ze spotkań blogerek otrzymałam nawilżająco-rozświetlający krem CC 8w1 dla cery jasnej firmy Eveline. Jako, że dotychczas nie spotkałam się z tym produktem w żadnej drogerii postanowiłam nikomu go nie oddawać tylko przetestować na sobie.


Opis producenta:
Sensacyjna formuła z naturalnymi mikrokapsułkami podczas aplikacji z białego kremu zmienia się w rozświetlający fluid. Nadaje skórze jednolity ciepły koloryt, długotrwale nawilża i regeneruje. Świeża, lekka tekstura pozostawia na skórze pudrowy efekt, cera jest aksamitnie gładka. Krem dopasowuje się do każdej karnacji, nadając skórze naturalny wygląd bez efektu maski.
Nawilżająco-rozświetlający krem CC 8 w 1 przeznaczony jest do każdego typu cery. Formuła oparta na innowacyjnym kompleksie DIAMONDS & GOLD 24k SKIN COMPLEX™ tworzy napinającą mikrokrystaliczną siateczkę, dodając skórze jędrności i elastyczności. Krem bogaty w czyste 24-karatowe ZŁOTO i prawdziwy DIAMENT wygładza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu. Intensywnie nawilża i uelastycznia. Składniki mineralne działające w synergii z biokwasem hialuronowym oraz peptydem najnowszej generacji Matrixyl 3000™ długotrwale nawilżają
i wyrównują koloryt cery.
Krem CC pobudza mikrokrążenie, przywraca blask i energię.

Lekka konsystencja kremu CC idealnie wtapia się w cerę, nie zatyka porów, pozwala skórze oddychać. Krem łatwo i równomiernie rozprowadza się na skórze, zapewniając jej promienny wygląd
i jednolity koloryt. Natychmiast po zastosowaniu oznaki zmęczenia są zredukowane, a skóra odzyskuje naturalny blask i energię.

Dostępny również w wersji: CERA ŚNIADA


Jak już pewnie wiecie moja cera należy do tych suchych i potrzebuje dobrego nawilżenia. Szukałam więc już od jakiegoś czasu podkładu nawilżającego w odpowiednim dla mnie kolorze, jednak takiego nie potrafiłam znaleźć. Teraz wiem, że znalazłam coś co będzie idealne na lato i nie tylko, ale wiem, że moja cera musi być nadal w takim stanie w jakim jest, czyli bez większych wyprysków i podrażnień.
Zacznijmy od krycia tego produktu. Krem CC od Eveline jest typowym kremem wyrównującym koloryt. Krycie nie należy nawet do tych średnich, więc kosmetyk ten nada się tylko dla osób, które mają mało problematyczną cerę.
Konsystencja produktu jest lekka, w kolorze białym z różnokolorowymi drobinkami. W trakcie rozsmarowywania kremu na twarzy kolor z białego zmienia się w delikatny beż. Pasuje on do koloru mojej skóry. Można by rzec, że krem ten dopasowuje się do koloru cery. Po nałożeniu produktu na twarz skóra wygląda na promienną, delikatnie się świeci, ale jest to takie zdrowe świecenie. Skóra jest całkiem przyjemnie nawilżona. Producent pisze, że po nałożeniu kremu na twarz uzyskamy pudrowy efekt. Niestety nic takiego nie zauważyłam, tak samo jak regeneracji, czy jędrności i elastyczności. Wygładzenia zmarszczek tym bardziej nie ma.
Zapach kosmetyku jest niezwykle przyjemy. Kwiatowy, ale słodki. Niestety nie jest on wyczuwalny po nałożeniu kremu na twarz. Produkt ten mnie nie uczulił, ani nie spowodował zatkania porów mimo niezbyt dobrego składu. Atutem jest także filtr SPF 15, który w lato będzie szczególnie przydatny.
Za 30ml kremu musimy zapłacić około 25zł, więc nie mało jak na krem CC o nikłym kryciu. Jednak bardzo lubię ten krem ponieważ dobrze nawilża i wyrównuje koloryt skóry, a na lato nic więcej nie jest mi na razie potrzebne.

Znacie ten krem? Wiecie, gdzie go kupić? Jeśli tak to dajcie znać co o nim myślicie :)

Moja ogólna ocena: 4/5

LINK: Opinie na Wizażu

czwartek, 24 lipca 2014

Tołpa Dermo Face Rosacal: łagodzący krem wzmacniający na dzień


Hej :)
Dziś chciałabym wam opisać działanie łagodzącego kremu wzmacniającego na dzień z SPF 10 firmy Tołpa z serii Dermo Face Rosacal. Jako, że mam kilka kosmetyków tego producenta i większość spisuje się u mnie dobrze, postanowiłam sięgnąć po ten krem bez żadnego zawahania. Skusiłam się na niego także ze względu na napis "na opakowaniu Stylowy Kosmetyk 2012". Z kremem tym wiązałam wielkie nadzieje, ponieważ mam dosyć problematyczną cerę i mało, który krem jej pasuje. Czy pomógł mojej skórze? O tym poniżej :)



Zacznijmy od opakowania tego produktu. Krem znajduje się w aluminiowej tubce, która przedłuża ważność i działanie składników, poprzez niezasysanie powietrza i bakterii. Bardzo mi się to podoba, ponieważ wiem, że składniki są odpowiednio zabezpieczone i krem będzie dłużej spełniał swoje działanie.
Zapach tego kosmetyku jest bardzo przyjemny. Lekko słodkawy, delikatnie kwiatowy, ale nie chemiczny. Niestety szybko ulatnia się z twarzy i jest praktycznie od razu po nałożeniu niewyczulany.
Konsystencja produktu jest lekka i średnio gęsta. Kolor kremu idzie w kierunku zieleni i żółci, a to dlatego, że zieleń ma maskować zaczerwienienia. Czy to robi? Przy delikatnym rumieniu widoczna jest delikatna korekcja koloru, ale przy większych naczynkach, czy plamkach niestety maskowanie jest nijakie. Wybaczam to jednak temu produktowi, ponieważ do korekcji kolorytu jest korektor i podkład, a nie krem. Czy krem ten wzmacnia naczynka? Niestety nie wiem, bo na twarzy póki co nie mam jeszcze popękanych naczynek krwionośnych.
Kolejne działanie to regeneracja mikrouszkodzeń i łagodzenie podrażnień. Tutaj się zgodzę, że krem ten wspomaga regenerację. Rany na twarzy goją się nieco szybciej niż zazwyczaj. Nawilżenie też jest odczuwalne i to w takim stopniu, że moja przesuszona skóra zaczyna powoli wracać do normy. Przypuszczam jednak, że jest to zasługa picia większej ilości wody niż zazwyczaj, a nie samego tylko kremu.
Minusem tego produktu jest niestety spływanie makijażu i świecenie się skóry już po dwóch-trzech godzinach od nałożenia go na twarz. Trzeba później się przypudrowywać, bo inaczej wyglądamy jak słońce w pełnej krasie. Jeśli krem położymy na uszkodzoną skórę to przez chwilę odczujemy pieczenie. Nie trwa ono jednak dłużej niż 2-3 sekundy. Poza tym krem mnie nie uczula i nie podrażnia, nie spowodował wysypu pryszczy i zatkania porów.
Wydajność kremu jest rewelacyjna. Wystarczy tylko odrobina i mamy go rozprowadzonego na całej twarzy. Ja ten krem stosuję już 3 miesiące i nadal mam ponad połowę tubki. Kremik wchłania się bardzo dobrze i szybko. Nadaje się do stosowania pod podkład.
Cena tego kosmetyku jest całkiem spora. 42,99zł za 40ml to nie jest mało jak na krem. Można go zakupić w Super Pharm'ie, Rossmann'ie i wielu aptekach. Radzę polować na promocje, bo czasami można go zakupić nawet za 25-30zł i wtedy taki krem jest warty zakupu.


Czy warto zakupić tan krem? Warto, ale gdy kosztuje mniej niż 30zł. Działanie jest całkiem dobre, ale denerwuje mnie fakt, że po niedługim czasie od nałożenia kremu moja skóra świeci się jak żarówka. Jednak jak na razie krem sprawdzał się u mnie dobrze i mam nadzieję, że tak pozostanie do zużycia całego opakowania.

Moja ogólna ocena: 4/5

LINK: Opinie na Wizażu

poniedziałek, 21 lipca 2014

Alantan dermoline: lekki krem z alantoniną i d-pantenolem 5%- miał być taki dobry, a okazał się nijaki


Cześć :)
Dziś pokażę wam coś co już pewnie znacie z wielu postów i filmów na You Tube. Będzie to lekki krem z alantoniną i d-pantenolem 5% Alantan Dermoline, który miał być objawieniem, a okazał się zwykłym średniakiem.
Kosmetyk ten zakupiłam z myślą o mojej bardzo suchej i wrażliwej skórze, która w okresie wiosenno-letnim potrzebuje szczególnej opieki. Skuszona zachwalaniem Zmalowanej postanowiłam wydać te 8zł i zaopatrzyć się w ten krem.


Opakowanie to zwykła plastykowa tubka, która zabezpieczona była sreberkiem, co sprawia, że wiemy, iż nikt nam tego kremu wcześniej nie używał i nie otwierał. Produkt bez problemu daje się wycisnąć, bez problemu można także zaaplikować sobie na dłoń tyle kremu ile się chce, ponieważ dziubek nie ma zbyt dużego otworu.
Po zastosowaniu tego kosmetyku nasza skóra ma być dobrze nawilżona, zregenerowana i uelastyczniona. Niestety nawilżenie jest, ale niezwykle delikatne, więc krem ten nie nada się dla osób z bardzo suchą cerą taką jak moja. Uelastycznienia nie poczułam w ogóle, a regeneracja występuje pod taką postacią, że przyspiesza się gojenie ran np. po wyciśnięciu pryszczy i występuje łagodzenie po poparzeniu słonecznym.
Niestety krem ten nie nadawał się do stosowania pod żaden podkład jaki posiadam, ponieważ strasznie się rolował i ciężko rozsmarowywał. Nadawał się jedynie do stosowania pod krem CC. Wchłaniał się niestety dosyć długo, bo około 10-15 minut.
Krem ten pozostawia matowo-pudrowe wykończenie, jednak po czasie moja skóra zaczynała się strasznie świecić i wymagała poprawek w postaci przypudrowania twarzy. Na buzi tworzy warstwę ochronną, która niestety mi przeszkadzała, bo nie lubię mieć na twarzy żadnego "filmu".
Produkt ten natomiast nadaje się świetnie do stosowania po opalaniu, szczególnie u osób, które przebywały na słońcu zbyt długo. Łagodzi zaczerwienienia i poparzenia, dzięki czemu nie wygląda się jak burak. Niestety jest jednak niewydajny jeśli chodzi o stosowanie go na ciało.
Zapach kosmetyku jest neutralny, nie wyczuwam w nim żadnych ziół, czy chemii.
Kosmetyk ten na szczęście mnie nie uczulił, ani nie podrażnił, niestety spowodował wysyp malutkich grudek w strefie T.
Trzeba przyznać, że jak na produkt apteczny ma niską cenę. 8zł za 50g to niedużo w porównaniu do innych medycznych specyfików, a skład jest całkiem dobry, jak na tak tani krem.

Podsumowując: zawiodłam się na tym wychwalanym przez wiele blogerek i vlogerek kosmetyku. Krem ten zużyłam jako produkt do ciała, głównie stosowałam go po opalaniu i w tym przypadku się sprawdził. Niestety słabo nawilżał, ciężko się rozsmarowywał, rolował się podczas nakładania podkładu i zapychał. Ma za to fajny skład i dobrą cenę. To niestety za mało, abym zakupiła go ponownie.

Moja ogólna ocena: 3/5

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...