czwartek, 18 czerwca 2015

Pierwszy lot samolotem, uczulenie, wycieczka z Zante Magic Tour oraz piękne widoki, czyli urlop na greckiej wyspie Zakynthos


Hej!
Tegoroczne wakacje spędziłam na greckiej wyspie Zakynthos i niedawno z nich wróciłam, więc w końcu przyszedł czas na zrobienie posta z fotorelacją z mojego urlopu.
Zakynthos to przepiękna wyspa pełna kwiatów i cudownych, urokliwych miejsc. Znana jest głównie z dwóch rzeczy. Po pierwsze jest rozpoznawalna dzięki Zatoce Wraku ze słynnym wrakiem transportowca znajdującym się na plaży Navagio. Drugim czynnikiem jest zagrożony gatunek żółwi Caretta-Caretta, które właśnie na tej wyspie, w okolicach Laganas zamieszkują i składają jaja.


Urlop rozpoczął się u mnie bardzo stresująco, ponieważ po raz pierwszy miałam lecieć samolotem. Nie wiedziałam co mnie czeka, bałam się, że rozboli mnie głowa, a uszy będą mocno zatkane. No i najważniejsze. Bałam się, że nie dolecimy (lęk przed spadnięciem samolotu był największą moją obawą). Na szczęście lot przebiegał spokojnie, ale nadal stresująco :) Muszę przyznać, że podróż tym środkiem transportu jest naprawdę wygodna i przyjemna. Czasami zatrzęsło i było troszeczkę zimno, ale ogólnie było szybko i komfortowo. Gdyby ktoś z was miał lecieć liniami Small Planet to dla waszej informacji są to dobre linie lotnicze. Samolot ładny w środku, obsługa miła i uśmiechnięta, a piloci (przynajmniej wtedy kiedy ja leciałam) byli Polakami i poinformowali nas o możliwości wystąpienia turbulencji, co mi akurat się podobało, bo wiedziałam, że muszę się przygotować na wstrząsy.


Jeśli to kogoś to interesuje to byliśmy w hotelu Zante Village, który teoretycznie jest hotelem czterogwiazdkowym, a praktycznie wcale taki nie jest i do np. naszych 4 gwiazdek mu trochę brakuje. Ja daję temu hotelowi trzy gwiazdki. Napiszę jeszcze tylko, że hotel i pokoje ogólnie są czyste, urządzone skromnie. Łazienki z wanno-prysznicem, dosyć maławe. Jedzenie często tłuste i czasami mocno przesolone, ale całkiem smaczne. Wybór taki sobie, ale mi w zupełności wystarczał, bo zawsze znalazłam coś dla siebie. Basen duży i czysty, ale lali do niego spore ilości chloru lub czegoś innego (może jakiegoś odgrzybiacza?), które prawdopodobnie zniszczyły mi dwa dni wakacji, ponieważ dostałam ogromnej wysypki na ciele. Opcja all inclusive w tym hotelu to raczej opcja all inclusive soft. Bar z przekąskami praktycznie nie istnieje, a kolorowe drinki są tylko 4 w ofercie, które mimo wszystko były dobre :)

Widok z balkonu
Zachód słońca na plaży w Alykanas. W tyle widać Kefalonię. 
Zachód słońca widoczny z balkonu mojego pokoju hotelowego.
Plaża i jej okolice w Alykes

Jadąc na Zakynthos już wiedzieliśmy, że na wycieczkę wybierzemy się z Zante Magic Tour, czyli organizatorem wycieczek na wyspie prowadzonych po polsku i w dość niekonwencjonalny sposób. Właścicielami tego biura są państwo Nuckowscy, którzy już kilka lat mieszkają na tej wyspie i którzy już pewnie nie jedno ciekawe miejsce na niej odkryli. Pragnąc podzielić się z nami swoimi obserwacjami i doświadczeniami stworzyli właśnie to świetne lokalne biuro podróży po wyspie (o ile mogę tak nazwać ich firmę). Nie mniej jednak zdecydowaliśmy się skorzystać z usług tego biura, ponieważ wycieczki były prowadzone po polsku, obejmowały wycieczki lądowe i wodne, mieli całkiem dobre ceny i kilka ciekawych miejsc do zwiedzenia, których pewnie z innymi byśmy nie zwiedzili.

Zdjęcia wykonywane podczas naszej podróży po północnej części wyspy.

Najważniejszym jak dla mnie punktem wycieczki było zwiedzenie Zatoki Wraku, dlatego zdecydowałam się wykupić wycieczkę Mix Północ+Zatoka Wraku+Błękitne Groty VIP, gdzie wraz z 18 osobami wybraliśmy się na kameralne zwiedzanie najważniejszych miejsc w północnej części wyspy.

Słynny wrak transportowca, a poniżej cudownego koloru woda w okolicy zatoki.
Zatoka Wraku z góry.
Mała wysepka widoczna w trakcie płynięcia z Zatoki Wraku.
Cudowne odcienie wody na plaży Navagio i ja sprawdzająca temperaturę Morza Jońskiego.
Selfie na słynnej plaży musi być :D

W drodze powrotnej zajechaliśmy na oreganowy zakręt, gdzie mogliśmy pozrywać sobie oregano, anyż i tymianek, a także podziwiać takie oto widoki.


Jednym z punktów wycieczki był także Monastyr Świętej Dziewicy z Anafonitrii, w którym część życia spędził św. Dionizos (patron wyspy). Jest to miejsce, które jako jedne z nielicznych miejsc zachowało się praktycznie całkowicie po trzęsieniu ziemi, które nawiedziło wyspę w 1953r.

Porto Vromi i twarz Posejdona.

Jednym z ciekawszych punktów wycieczki oprócz Zatoki Wraku były także Błękitne Groty, czyli formacje skalne, w które mieliśmy okazję wpłynąć. Akustyka w niektórych z nich była fenomenalna. 


Wyspa, o którą toczą spór Grecy i Wenecjanie (o ile dobrze pamiętam) z jakimiś ruinami (chyba kościoła).
Plaża Xigia, czyli naturalne siarkowe SPA, gdzie strasznie śmierdzi starym jajem, a woda jest zimna przy samym brzegu, a im dalej się idzie tym jest cieple.
Piękna łódka niedaleko plaży.

Ostatnim punktem wycieczki z Zante Magic Tour było odwiedzenie lokalnej winiarni Callico, gdzie mogliśmy skosztować wina lokalnej produkcji (aż 14 rodzai). Jeszcze w życiu nie piłam tak słodkiego wina jakie oni produkują. To wino to istny miód, a nie ma w sobie ani grama cukru. Jest takie słodkie, ponieważ długo leżakowało w beczkach. Koszt takiego wina to tylko 6 euro, więc jeśli będziecie mieli okazję tam być to polecam zakupić ich słodkie białe lub czerwone wino (chociaż czerwone nie wydaje się aż tak słodkie jak to białe). Z wycieczki przywiozłam także kilka innych win ich produkcji, które naprawdę były przepyszne.


Naprawdę polecam wam wybrać się z Zante Magic Tour na jakąś wycieczkę, bo poznacie świetne miejsca na wyspie Zakynthos i miło spędzicie swój czas. Chciałam również podziękować Michałowi za świetne poczucie humoru i przekazanie nam informacji o wyspie i jej specjałach w naprawdę ciekawy sposób, a Grekowi Makiemu za wspaniałe wykonanie "Ona tańczy dla mnie" :D
P.S. Współpracujący z Zante Magic Tour Grecy naprawdę znają sporo słów po polsku, co jest naprawdę fajne :)

(Zdjęcie pochodzi ze strony Zante Magic Tour na FB)
Wieczór z Grekami (jak widać świetnie się bawię)

Ogólnie rzecz biorąc urlop mi się udał. Niestety nie obyło się bez przeszkód w postaci wystąpienia u mnie silnych objawów alergicznych w postaci wysypki na całym ciele i to dwukrotnie. Pierwsza wysypka pojawiła się u mnie w trzecim dniu pobytu, prawdopodobnie spowodowana była kąpielą w basenie, do którego albo nalali za dużo chloru albo nalali "coś" co mnie uczuliło. Po dostaniu się wody basenowej do oczu myślałam, że mi je wypali, przez kilkanaście minut nie mogłam ich otworzyć. Niestety nie obyło się bez pomocy lekarza, zastrzyku i kilku leków. Na szczęście maść ze sterydem usunęła większość wysypki do dwóch dni. Oprócz wysypki i piekących oczu, miałam jeszcze katar i drętwiała mi szczęka. Dodam, że nie jestem na nic uczulona i nigdy wcześniej takiego czegoś nie miałam. Na szczęście byłam ponoć jedyną osobą w hotelu, której zaszkodziła kąpiel w basenie.
W ostatni dzień pobytu okazało się, że na moim dekolcie i ramionach pojawiła się reakcja alergiczna na słońce. Piekło to jak cholera, ale już w trakcie lotu zaczęło to wszystko blednąć i mniej mnie to swędziało. Po dwóch dniach pobytu w Polsce wszystko mi zeszło.

Alergia słoneczna (pierwsze zdjęcie) i alergia na "coś" kilkanaście godzin po podaniu leków, gdzie jest już połowę mniej krostek (na zdjęciu drugim)

Moje pamiątki przywiezione z Zakynthos. Jak widać mam zapas wina i kilka podróbek, które nie dość, że są świetnie wykonane to były jeszcze tanie. Jedynie woda z Diesel jest trochę do bani, ale czego oczekiwać od perfumu (a raczej mgiełki zapachowej) za 3 euro. Kupiłam sobie także w Anafonitrii miód pomarańczowy i tymiankowy, suszone na słońcu czarne rodzynki i kilka przypraw. Będąc na wycieczce z Zante Magic Tour kupicie takie produkty (i wiele innych w tym prawdziwą oliwę z oliwek i oliwki) u lokalnych sprzedawców w niższych cenach niż gdzieś indziej, bo dla osób zwiedzających wyspę z tym biurem sprzedawcy mają przygotowane specjalne rabaty.


Czy macie zamiar wybrać się kiedyś na Zakynthos? Jeśli tak to ja serdecznie wam polecam tą wyspę, jest naprawdę śliczna i pełna urokliwych miejsc. Będąc tam koniecznie zwiedźcie Zatokę Wraku i Błękitne Groty, najlepiej z Zante Magic Tour.
P.S. A może polecicie mi jakąś inną grecką wyspę lub kraj, który warto odwiedzić? Gdzie wy w tym roku wybieracie się na wakacje? :)

sobota, 13 czerwca 2015

Kwartalne zakupy+prezenty+współpraca, czyli baaardzo spóźniony haul kosmetyczny


Hej :)
Jako, że ostatnio uzupełniłam swoje zapasy kosmetyczne i zakupiłam kilka produktów, które mam zamiar zabrać ze sobą na wakacje, w końcu postanowiłam stworzyć dla was post z haul'em zakupowym. Niestety z powodu braku czasu w ostatnich trzech miesiącach, dopiero teraz pokażę wam produkty, które zakupiłam na początku marca i te które zakupiłam w trakcie trwania tych trzech miesięcy.


Pierwsze zakupy poczyniłam w sklepie Yves Rocher. Kupiłam tam malinowy balsam do ust, za który zapłaciłam 7,90zł, szampon odbudowujący za 9,90zł, peeling do rąk z olejkami za 10,74zł, malinowy żel pod prysznic za 11,90zł oraz kulkę do kąpieli o zapachu kokosa, która kosztowała mnie 1,50zł. Dostałam od nich także dwie próbki najjaśniejszych podkładów i niestety były one dla mnie za ciemne, a w dodatku nie wyglądały na mojej twarzy zbyt dobrze. Mimo wszystko bardzo lubię ich kosmetyki do pielęgnacji, bo zazwyczaj dobrze mi służą, natomiast ich kolorówka zazwyczaj jest dla mnie mocno za ciemna i zbyt droga.


Następne łowy odbyły się w Super Pharm'ie, gdzie udało mi się zakupić wszystkie te kosmetyki w promocyjnych cenach. Płatki kosmetyczne Life w ilości 120 sztuk kosztowały mnie aż grosz :) Za chusteczki dla dzieci i niemowląt Life zapłaciłam 3,99zł. Moje ulubione antyperspiranty Rexona kosztowały mnie 5,99zł za sztukę, więc od razu wzięłam trzy. Woda termalna Uriage, której jestem wielbicielką kosztowała mnie 12,99zł (była tańsza z kartą Lifestyle), peeling enzymatyczny Dermika z serii Pure kosztował 9,99zł (aż żal było nie kupić), a cena balsamu do ust Balmi Malina to 13,99zł. Za ściereczki do wycierania różnych powierzchni zapłaciłam 3,99zł i muszę wam powiedzieć, że świetnie sprawdzają się one do wycierania szklanych powierzchni, ponieważ nie zostawiają na nich żadnych smug. Tak więc śmiało możecie sobie odpuścić dodatkowe ich czyszczenie płynem do mycia szyb.


W Biedronce kupiłam sobie łagodny żel-piankę do mycia twarzy firmy Tołpa. Produkt ten kosztował mnie 16,99zł i mimo, że dobrze i w miarę delikatnie oczyszcza, nie uwiódł mnie jakoś specjalnie. Raczej ponownie się na niego nie skuszę. Tak poza tym z pianką to on nie ma nic wspólnego. Za 4,99zł kupiłam sobie kolagenowe płatki pod oczy Prreti o zapachu truskawki. Muszę przyznać, że całkiem dobrze się sprawdzają i w dodatku naprawdę przyjemnie pachną.
Kilka dni temu będąc w Biedronce na kolejnych zakupach wypatrzyłam satynowe wieszaki, na które od dawna już polowałam. Oczywiście od razu znalazły się w moim koszyku, bo kosztowały tyko 14,99zł za 5szt. Nie mogłam się także oprzeć pokusie posiadania sówki, czyli balsamu do ust zamkniętego w tym słodkim opakowaniu przedstawiającym sowę. Kosztował on 6,99zł, więc skusiłam się na dwie wersje zapachowe: pomarańczową i jagodową. Białą doniczkę (podobną do tej z Ikea) dorwałam za 6zł i aktualnie trzymam w niej pędzle do makijażu.


W Sephorze zakupiłam sobie pędzelek do blendowania, który kosztował mnie 21zł. Jego regularna cena to 35zł, więc całkiem sporo jak za taki malutki pędzelek, jednak Alicja z bloga lusiakowy.blogspot.com uratowała mnie przed tą ceną, dając mi puste opakowanie po kolorowym kosmetyku, które nosiła ze sobą w torebce "tak na wszelki wypadek". Dzięki Alu raz jeszcze za ten dar :*
W Rossmann'ie kupiłam sobie kilka kosmetyków korzystając z promocji -49% na kolorówkę. Bibułki matujące Wibo kosztowały mnie 2,90zł, a za rozświetlający korektor pod oczy również marki Wibo zapłaciłam 7,44zł. Do mojej kosmetyczki trafiły także aż trzy podkłady: mój ulubiony Revlon Nearly Naked w odcieniu 120 Vanilla, który kosztował mnie 25,49zł, matujący podkład True Match w odcieniu N1 Ivory, za który zapłaciłam 30,08zł (swoją drogą ten podkład totalnie się u mnie nie sprawdza) oraz rozświetlający podkład firmy Bell w odcieniu 01 Light Beige, którego jeszcze nie używałam, a który kosztował mnie 12,74zł. Oprócz podkładów zakupiłam też sobie rozświetlacz Silver firmy Lovely, który kosztował mnie śmieszne pieniądze, bo dałam za niego aż 4,59zł, a okazał się strzałem w dziesiątkę i stał się moim ulubieńcem. W promocji były też kapsułki do twarzy Rival de Loop, które mają naprawdę dobry skład i działanie. Zapłaciłam za nie tylko 2,99zł.


Oprócz powyższych produktów, w Rossmann'ie zakupiłam także mydło w płynie Isana "Ahoj Morze"w cenie 2,49zł oraz uzupełniacz z limitowanej, wiosennej edycji za 2,29zł. Ostatnio polubiłam się z farbami do włosów Olia, bo po ich użyciu moje włosy naprawdę ślicznie się błyszczą, a kolor tak bardzo się nie wypłukuje. Cena tej farby w promocji to 14,99zł. Za pomadkę HYPOAllergenic w odcieniu 06 firmy Bell w promocji -49% zapłaciłam 5,09zł. Jest to taka farbka w płynie, która na ustach utrzymuje się naprawdę długo, wręcz się w nie wżera i schodzi z nich równomiernie. Za matową pomadkę firmy Astor w odcieniu 215 Just so Stylish zapłaciłam 14,27zł i muszę przyznać, że mimo pięknego koloru jaki posiada nie jest to produkt, który mnie urzekł. Niestety osadza się na zębach oraz bardzo szybko schodzi z ust, więc co chwilę muszę zerkać w lusterko, czy szminka jest na swoim miejscu. Myślę, że napiszę o tej pomadce osobną recenzję, co byście wiedziały o niej nieco więcej.


Jako, że 5 czerwca rozpoczęłam swój urlop na Zakynthosie musiałam się zaopatrzyć w jakieś balsamy do opalania z filtrem. Mój wybór padł na emulsję do opalania dla dzieci SPF50 firmy Kolastyna, która kosztowała mnie 19,29zł oraz na balsam do opalania SPF30 firmy Sun Ozon o tropikalnym zapachu, za który zapłaciłam 17,99zł. Dodatkowo w drogerii Natura kupiłam sobie przyspieszacz opalania firmy Ziaja. Czytałam o nim wiele pozytywnych opinii, więc dałam się na niego skusić, a że kosztował 7,49zł to tym bardziej musiałam go mieć.


Z Avon'u zamówiłam sobie z serii Sun+ krem do twarzy z filtrem SPF50, za który dałam 12,99zł, pomadkę do ust z filtrem SPF30 za 5,99zł oraz chłodzący żel po opalaniu, który kosztował mnie 7,99zł. Myślę, że stworzę wam post o tych wszystkich produktach do i po opalaniu, ale muszę znaleźć trochę czasu, aby to wszystko ogarnąć, a niestety dwa miejsca pracy pochłaniają mi sporą jego ilość.


Jeśli chodzi o prezenty to od mojej przyjaciółki mieszkającej w Holandii dostałam w prezencie dwa zapachy oraz olejek do włosów Essence Ultime Diamond Color firmy Schwarzkopf. Wody toaletowej Guess Seduction jeszcze nie używałam, za to całkowicie zakochałam się w słodkiej wodzie perfumowanej Niny Ricci o nazwie Ricci Ricci. Podoba mi się także jej uroczy flakonik, który za niedługo zaprezentuję wam w osobnym poście. Dzięki Klauduś za prezenty :*


Jakiś czas temu zakupiłam sobie nową suszarkę do włosów firmy Philips. Marka ta ogłosiła w tym czasie promocję, która polegała na tym, że trzeba było wysłać im kod kredkowy zakupionego produktu do stylizacji włosów, czyli kod z opakowania suszarki, prostownicy lub lokówki. Do wygrania były kosmetyczki i torebki kopertówki firmy Batycki. Jako, że moja suszarka nie przekroczyła kwoty 250zł mogłam dostać tylko kosmetyczkę. Jakież było moje zdziwienie jak jakiś pan zadzwonił do mnie pewnego dnia z Warszawy ogłaszając, iż jedna z tych kosmetyczek trafia do mnie. Doszła do mnie dopiero jakieś dwa tygodnie temu, jak już zwątpiłam, że ją w ogóle dostanę. Dzięki tej promocji mam małą, solidnie wykonaną kosmetyczkę, którą z dumą noszę w torebce. Niestety jest zbyt mała, żeby nosić w niej wiele kosmetyków, ale mi jej pojemność w zupełności wystarcza.


Firma Bio-beauty.pl wysłała mi (w sumie niespodziewaną) przesyłkę, w której znalazłam dwa naturalne kosmetyki. Jeden z nich to szampon do włosów cienkich zawierający w sobie kofeinę firmy Alva, a drugi produkt to odżywka do włosów regenerująca i ułatwiająca rozczesywanie 2w1 firmy Born to Bio. Dodatkowo w paczce znalazłam miniaturkę kremu do rąk i kilka próbek, które poleciały ze mną na Zakynthos. Za niedługo spodziewajcie się recenzji tych kosmetyków.

To by było na tyle jeśli chodzi o moje zakupy kosmetyczne. Jeśli zaś chodzi o zakupy w stylu ciuchy, dodatki do domu i inne tego typu produkty to w ciągu ostatnich trzech miesięcy trochę tego kupiłam, ale haul'u z zakupami niekosmetycznymi robić nie będę. Napiszę tylko, że upolowałam wiele bluzek, topów i T-shirt'ów w naprawdę dobrej cenie. Jakościowo też są całkiem, całkiem ;)
A jak u was z wydawaniem pieniędzy na kosmetyki i rzeczy niekosmetyczne? Raczej oszczędnie, czy poszaleliście? Dajcie także znać, gdzie wy wybieracie się na tegoroczne wakacje :)

środa, 3 czerwca 2015

Ulubieńcy maja


Nareszcie przyszedł upragniony koniec miesiąca, a to oznacza, że czas na ulubieńców. Bardzo się cieszę, że nadszedł już czerwiec, ponieważ już jutro wyjeżdżam na upragniony urlop do Grecji, a dokładnie lecę na Zakynthos. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i że przyjadę chociaż troszkę opalona :D Może po powrocie stworzę posta podróżniczego, gdzie będziecie mieli okazję zobaczyć zdjęcia z tej urokliwej wyspy, a jeśli mi się uda to może stworzę także vloga. Dajcie znać, czy chcecie taki post :)


Przechodząc jednak do tematu moich majowych ulubieńców chciałabym przedstawić wam trzy produkty, które w tym miesiącu notorycznie molestowałam. Tak naprawdę majowych ulubieńców powinno być nieco więcej, ale nie chcę wam tu pokazywać reszty używanych przeze mnie kosmetyków, ponieważ znalazły się już one w ulubieńcach marca i kwietnia, więc nie chcę ich powielać.


Pierwszym moim ulubieńcem jest odżywka do włosów mango i aloes firmy Balea. Jeju jak ten kosmetyk pięknie pachnie! Gdyby były perfumy o takim zapachu to na pewno byłyby już moje. Jeśli ktoś uwielbia mocno słodkie zapachy to w tym na pewno się zakocha. Samo działanie odżywki również jest świetne. Po jej użyciu włosy są miękkie, gładkie i błyszczące. Nie są obciążone, pięknie pachną lecz zapach dosyć szybko ulatnia się z włosów. Jeśli ktoś posiada włosy suche to na pewno będzie oczarowany tą odżywką, bo pięknie nawilża ona włosy. Osoby które stosują wegańskie kosmetyki tym bardziej pokochają ten produkt. Kosmetyk ten nie zawiera silikonów, a w dodatku kosztuje grosze, bo około 6-8zł. Troszeczkę nie podoba mi się konsystencja, bo jest ona dosyć wodnista, ale jak na tak tani produkt o tak dobrym działaniu to można przymknąć na ten fakt oko. Przy dłuższym jej użytkowaniu zauważyłam, że włosy po niej wyglądają na zdrowsze, nie puszą się tak jak kiedyś i lepiej się rozczesują (ale i tak dodatkowo stosuję produkt ułatwiający rozczesywanie włosów). Jest to naprawdę świetny produkt za małe pieniądze. Kolejne opakowanie czeka już u mnie w kolejce do zużycia.


Kolejny ulubieniec to nawilżające mleczko-nektar firmy Tołpa z serii Botanic Amarantus. Ten produkt także uwiódł mnie swoim zapachem. Delikatny, kwiatowy zapach sprawia, że samo wcieranie mleczka w ciało staje się już przyjemnością. Zapach pozostaje na ciele kilka godzin, a potem niestety się ulatnia. Konsystencja tego produktu jest typowa jak na mleczko do ciała, czyli niezbyt gęsta. Szybko wchłania się w ciało, nie maże się i pięknie daje się rozsmarować na ciele. Praktycznie od razu po wysmarowaniu ciała mleczkiem można się już ubrać bez obawy, że na ubraniu pozostaną plamy. Jeśli chodzi o skład to jest on naprawdę przyjemny i posiada 20 pozycji. Na trzecim miejscu według INCI, zaraz po wodzie i emoliencie, znajdziemy glicerynę, następnie masło shea, olej ze słodkich migdałów, mocznik oraz ekstrakt z torfu. Dopiero na jedenastym miejscu znajdziemy ekstrakt z amarantusa. W składzie nie znajdziemy sztucznych barwników, silikonów, parafiny ani parabenów, więc osoby nie lubiące takiej chemii będą raczej zadowolone z tego składu. Samo działanie jest naprawdę świetne. Jestem posiadaczką skóry suchej i muszę przyznać, że użycie tego mleczka tylko po kąpieli gwarantuje mi optymalny poziom nawilżenia. Po użyciu skóra jest gładka, miękka, bardziej elastyczna i tak jak wspomniałam bardzo dobrze nawilżona. Planuję to mleczko zabrać ze sobą na wakacje i stosować je każdego dnia po opalaniu. Jego cena to około 25zł za 200ml, więc nie mało jak na balsam do ciała, ale uwierzcie mi warto się w to mleczko chociaż raz zaopatrzyć i go wypróbować, bo to jest ono naprawdę wydajne. Ja swoje mleczko dostałam na rybnickim spotkaniu blogerek, ale ostatnio zakupiłam w Rossmann'ie kolejne opakowanie, bo było w promocji za 20zł.


Ostatni ulubieniec to rozświetlacz do twarzy o chłodnym odcieniu firmy Lovely. Produkt ten możecie znaleźć w Rossmann'ie za 9zł bez promocji, więc jest to naprawdę tani produkt. Ja swój zakupiłam podczas ostatniej promocji chyba za 4.50zł :D Upolowałam ostatnie opakowanie, które chyba na mnie czekało :)
Lovely wypuściło na rynek dwa rozświetlacze do twarzy. Jeden w ciepłym odcieniu o nazwie Gold, a drugi w chłodnym odcieniu o nazwie Silver, czyli ten który mam ja. Chciałam upolować złoty, ale niestety mój Rossmann ciągle ich nie ma, nawet w regularnej cenie. Zawsze miejsce gdzie się znajdują świeci pustkami. Wróćmy jednak do recenzowanego produktu i jego działania. Zacznę może od tego, że naprawdę niewiele go trzeba, aby na policzkach utworzyła się piękna, rozświetlająca tafla. Produkt ten jest dobrze napigmentowany dlatego trzeba uważać żeby z nim nie przesadzić, bo po nałożeniu na policzki możemy wyglądać co najmniej dziwnie, żeby nie powiedzieć, że będziecie się świeciły się jak lampki na choince. Najlepiej strzepnąć nadmiar kosmetyku z pędzla delikatnie uderzając rączką pędzla w dłoń. Osoby o zimnej karnacji, takiej jak moja, będą zadowolone z tego rozświetlacza mimo, iż jest on w chłodnej tonacji. Nada się on nie tylko do rozświetlania policzków, ale także i do nałożenia w wewnętrznym kąciku oka. Zastosowałam go także raz do rozświetlenia łuku brwiowego, ale niestety u mnie nie wygląda on zbyt dobrze w tym miejscu.
Jest to kosmetyk bardzo trwały, który się nie osypuje i nie pyli. Nawet po kilkunastu godzinach nadal mamy pięknie rozświetlone policzki. Może nie jest już to taki intensywny błysk jak zaraz po nałożeniu, ale nadal go widać i nadal znajduje się on w tym samym miejscu, a nie np. na brodzie. Niestety opakowanie jest niezbyt trwałe. Raz mi spadło i wkład odkleił się od opakowania, dlatego muszę uważać przy otwieraniu, aby rozświelacz mi nie wypadł. Na szczęście podczas upadku nie rozwalił się i nadal jest w całości. Mimo wszystko jest to naprawdę godny polecenia produkt.

Czy któryś z moich ulubieńców was zaciekawił, a może go macie lub miałyście i również byłyście z niego zadowolone, a może nie? Dajcie znać w komentarzach o waszych ulubieńcach :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...