środa, 19 marca 2014

Podkład kryjąco-wygładzający Art Scenic z kwasem hialuronowym SPF10 od Eveline Cosmetics


Hej ;)
Dzisiaj będzie post o pewnym podkładzie, który kusi pewnym napisem na opakowaniu, a mianowicie dwoma słowami: "makijaż sceniczny". Mi nazwa ta kojarzy się z bardzo trwałym i dobrze kryjącym podkładem, ale czy rzeczywiście kosmetyk ten takim właśnie podkładem jest?
Dzięki Drogerii Uholki miałam możliwość przetestowania podkładu kryjąco-wygładzającego Art Scenic z kwasem hialuronowym SPF10 Eveline Cosmetics.


Zacznę może od tego, że podkład, który posiadam jest w odcieniu 11, czyli jasny beż. Dla mnie jest to kolor odrobinę za ciemny, ale po przypudrowaniu go jasnym pudrem efekt wygląda nawet dosyć naturalnie. Podkład na poniższych zdjęciach został nałożony palcami, ponieważ właśnie taką formą nakładania preferuję najczęściej, tak jak pewnie większość z was.
Jak widać po powyższym opisie producenta obiecuje nam on naprawdę dobrze kryjący podkład utrzymujący się na naszej twarzy przez cały dzień. Niestety słowa producenta to tylko dobra reklama. Jak zobaczycie na zdjęciach poniżej podkład ten jest średnio kryjący, a nałożenie dwóch warstw niezbyt ratuje to krycie. Jak sami widzicie większe przebarwienia nawet przy dwóch warstwach są nadal widoczne. Warto także podkreślić, że podkład ten nałożony pędzelkiem kryje nieco lepiej. Mimo średniego krycia, podkład dosyć długo utrzymuje się na twarzy, ale niestety nie wiem, czy równie długo utrzyma się na niej, gdy będziecie ją często dotykać. Ja staram się mojej twarzy nie dotykać, ponieważ mam wrażenie, że przy częstym jej dotykaniu pojawia się na niej jeszcze więcej wyprysków.
Podkład na twarzy wygląda dosyć naturalnie, nie tworzy maski, a skóra wygląda na gładszą. Zaliczyłabym go raczej do lekkich podkładów. Kosmetyk ten dobrze się rozprowadza, a jego konsystencja jest idealna. Róż utrzymuje się na nim cały dzień, a zapach jest niezwykle delikatny, także dla osób, które nie lubią bardzo pachnących podkładów ten produkt będzie dobry.
Na mojej twarzy podkład ten nie ulotnił się, a więc nie ściemniał po czasie.
Wadą tego produktu jest natomiast podkreślanie suchych skórek, co mnie bardzo zniechęciło do tego kosmetyku. Nie lubię jak po nałożeniu podkładu większość moich niedoskonałości jest widoczna i podkreślona, a nie zakryta. Zaletą natomiast jest brak wysuszania skóry i efekt wygładzenia. Opakowanie z pompką również mi się podoba, ale mam wrażenie, że pompka przy naciśnięciu do końca dozuje zbyt dużą ilość kosmetyku. Jeśli jednak delikatnie ją naciśniemy, wtedy wydobędziemy odrobinę kosmetyku. Cena według mnie jest przystępna. Koszt tego podkładu to 22zł, a zakupić możecie go m.in. TUTAJ. Data ważności to 6 miesięcy od daty otwarcia opakowania. Niestety gama kolorystyczna jest bardzo uboga, bo posiada tylko pięć odcieni, więc ciężko może być wam dopasować odcień do koloru skóry.

Mimo, iż podkład na ręce wygląda na ciemniejszy to na twarzy wygląda zupełnie inaczej.

Moja skóra bez podkładu:

Jedna warstwa podkładu:

Dwie warstwy podkładu:

Podsumowując: podkład ten średnio kryje niedoskonałości, jednak zdecydowanie lepiej je kryje nałożony pędzelkiem. Całkiem długo utrzymuje się na twarzy, a po nałożeniu skóra wygląda na zdrowszą i wygładzoną. Niestety produkt ten podkreśla suche skórki i posiada bardzo małą gamę kolorystyczną. Czy kupię ponownie? Nie, ponieważ wolę bardziej kryjące podkłady z tego względu, iż jak widać moja skóra ma bardzo wiele niedoskonałości w postaci wyprysków i przebarwień, które chcę zakryć oraz z powodu podkreślania przez ten podkład suchych skórek.

Moja ogólna ocena: 3+/5

LINK: Opinie na Wizażu

http://uholki.pl/

poniedziałek, 17 marca 2014

Peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych od e-naturalne.pl


Hej ;)
Dzisiaj przychodzę do was z pewnym półproduktem, który wybrałam sobie do testów ze sklepu e-naturalne.pl. Mowa mianowicie o peelingu enzymatycznym z owoców tropikalnych. Wybrałam sobie ten kosmetyk, ponieważ ostatnio stawiam na delikatną pielęgnację twarzy, a peelingi enzymatyczne są idealne do takiej pielęgnacji. Chciałam wypróbować też coś, co nie ma w swoim składzie masy chemii i porównać działanie naturalnego peelingu enzymatycznego do tych drogeryjnych.


Opis producenta:
Peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych posiada moc natury ananasa i papai.
Peeling z enzymami owocowymi działa oczyszczająco na powierzchnię skóry, usuwa martwe komórki naskórka oraz stymuluje procesy odnowy skóry.
Połączenie enzymów papainy (zawartej w owocach papai) i bromelainy (pozyskiwanej z owoców ananasa) pozwoliło uzyskać produkt o dużej skuteczności działania, będącej efektem komplementarnego działania proteolitycznego obu enzymów, natomiast zawarte w peelingu oligosacharydy zapewniają utrzymanie właściwego nawilżenia skóry.
Aromatyczny peeling enzymatyczny połączony z mączką ryżową delikatnie oczyszcza, rozświetla skórę, stymulując zmysły zapachem tropikalnych owoców dojrzewających w promieniach gorącego słońca. Peeling działa łagodnie i tonizująco - również dla bardzo wrażliwej skóry.

INCI:  Spray dried seawater, Thalisource, Papaya and bromelain, Rice starch

Stosowanie: wymieszać proszek z letnią wodą (ok.35stp.C) do uzyskania jednolitej masy.
Ilość proszku: 
* na twarz 10 g z 20 ml wody;  
* na ciało 200 g z 400 ml wody.


Jak widać opakowanie tego kosmetyku to zwykły prosty pojemniczek z białym proszkiem w środku. Opakowanie bardzo łatwo się otwiera i zamyka, dzięki czemu wiem, że nic przez przypadek mi się nie wysypie jeśli np. produkt spadłby mi z półki. Mimo, iż opakowanie jest małe to bez problemu wchodzi do niego łyżeczka, którą można nabrać kosmetyk.
Zapach proszku jest bardzo przyjemny i delikatny, ale jak dla mnie nie jest to zapach typowo tropikalny. Mi osobiście tropikalny zapach kojarzy się z wieloma egzotycznymi owocami, bardzo słodkimi i energetycznymi. Niestety ten zapach taki nie jest- ciężko go jednak opisać.
Peeling ten możemy zastosować nie tylko do twarzy, ale także do całego ciała. Producent zaleca, aby stosunek mieszanki do wody wynosił ½,czyli by wymieszać 10g proszku z 20ml wody. To jednak zdecydowanie za dużo jeśli peeling chcemy nałożyć tylko na twarz. Co do przygotowywania mieszanki robię to "na oko". Przy pierwszym użyciu wymieszałam łyżeczkę wody z łyżeczką proszku, ale była to zdecydowanie za duża ilość. Podczas drugiego użycia zastosowałam wszystkiego o połowę mniej, ale wtedy mieszanka wyszła mi zbyt wodnita. Teraz stosuję pół łyżeczki wody i łyżeczkę proszku. Taką mieszankę nakładam pędzlem na twarz i pozostawiam na niej na pół godziny. Co prawda producent zaleca, aby po nałożeniu peelingu odczekać 10-15 minut, jednak ja uważam, że to troszeczkę za krótko i wydłużam sobie czas do 30 minut, a co mi tam :D Po upływie tego czasu zmywam zaschniętą mieszankę letnią wodą.
Działanie? Bardzo dobre. Po zmyciu twarzy nie widać żadnych suchych skórek, ale UWAGA! Jeśli macie na twarzy sporo dużych suchych skórek skumulowanych w jednym miejscu to niestety produkt ten może sobie z nimi nie poradzić. Raz zaniedbałam niestety regularne peelingowanie mojej twarzy i przez to po czasie w okolicy koniuszka i płatków nosa nagromadziła się taka ilość suchych skórek, że niestety ten peeling sobie z nimi nie poradził. Nawet mój cukrowo-makowy peeling mechaniczny z Vedary miał problem. Jeśli jednak regularnie będziecie stosowały ten kosmetyk to na swojej twarzy nie znajdziecie ani jednego kawałka suchego naskórka. Poza tym po użyciu skóra jest gładka, miękka i bardzo dobrze oczyszczona z wszelkich zanieczyszczeń znajdujących się w porach. 
Skład tego produktu jest ubogi, ale im mniej tym lepiej. Proszek zawiera w sobie sproszkowane algi, wyciąg z papai i ananasa, mączkę ryżową i thali'source (wyczytałam w internecie, że są to nawilżające algi, więc składnik ten pomaga nam w utrzymaniu odpowiedniego nawilżenia podczas działania peelingu).
Kosmetyk ten nie podrażnia naszej skóry, nie uczula, a po nałożeniu i zmyciu maseczki nic nas nie piecze. Możemy odczuć jedynie delikatne ściągnięcie skóry
Termin ważności proszku to rok, wiec bez problemu wszystko zużyjemy. Niestety małym minusem jest wydajność tego produktu, ponieważ starczył mi on na 6 użyć, ale mimo wszystko i tak starczył mi na dwa razy dłużej niż podaje producent, więc wydajność nie jest ani na plus ani na minus. Koszt tego kosmetyku to 14,60zł za 30g (czyli pojemność, którą ja posiadam). Najmniejsza gramatura jaką możemy zakupić na stronie producenta to 10g i kosztuje 6,50zł, a najwięcej czyli 450g to koszt 148zł. Pół kilogramowe opakowanie opłaca się zakupić tylko wtedy, gdy np. złożymy się na nie z koleżankami, czy kimś z rodziny. Wtedy oczywiście cena za 30g to 9,87zł więc płacimy o 1/3 mniej niż normalnie kosztowałoby nas 30g opakowanie. Zakupić możemy go TUTAJ


Podsumowując: bardzo polubiłam ten produkt, ponieważ ma on świetny skład, bardzo dobre działanie i jest mega delikatny, więc mogą stosować go osoby, które mają wrażliwą cerę.
Wydajność ani na plus ani na minus, cena też taka sobie. Czy kupię ponownie? Tak, ponieważ jest to produkt naturalny, bez dodatku chemicznych składników oraz dlatego, że moja skóra polubiła się z tym produktem.

Moja ogólna ocena: 4+/5


Dziękuję e-naturalne.pl za możliwość przetestowania tego peelingu enzymatycznego oraz hydrolatu oczarowego, o którym możecie przeczytać TUTAJ.

sobota, 15 marca 2014

Pogrubiająco-wydłużający tusz do rzęs Mega Size Lashes od Eveline


Cześć moje piękne!
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kosmetyku, który został jednym z moich ulubieńców stycznia i lutego. Mowa o tuszu do rzęs pogrubiająco-wydłużającym Mega Size Lashes firmy Eveline.
Produkt ten dostałam na spotkaniu blogerek w Rybniku (przy okazji pozdrawiam wszystkie dziewczyny obecne na tym spotkaniu :*) i używam od początku stycznia aż do teraz. Jak widać kosmetyk ten używam już dwa i pół miesiąca, więc całkiem długo, ale nie używałam go codziennie. Powiedzmy, że służył mi przez dwa miesiące codziennego użytkowania, a więc tusz ten jest całkiem wydajny i co najważniejsze szybko nie zasycha.


Zacznijmy od opisu producenta:
Rewolucyjna maskara MEGA SIZE LASHES zapewnia natychmiastowy efekt maksymalnie wydłużonych i zagęszczonych rzęs. Innowacyjna formuła tuszu BEAUTY & CARE sprawia, że rzęsy stają się długie, gęste i wyraziste. Wyprofilowana, silikonowa szczoteczka DOUBLE BRUSHTMrównomiernie rozprowadza tusz na rzęsach, nie pozostawiając grudek. Mikrowłoski silikonowe dokładnie rozdzielają rzęsy oraz maksymalnie wydłużają i pogrubiają każdą z nich, od nasady aż po same końce. Formuła bogata w pigmenty mineralne, naturalny wosk carnauba oraz kompleks witamin (A, E i F) doskonale wzmacnia, odżywia i kondycjonuje rzęsy. Zapobiega wypadaniu i łamaniu rzęs, pobudzając je do wzrostu. Dzięki zawartości D-panthenolu tusz jest wyjątkowo delikatny dla oczu i nie powoduje podrażnień.


Tuszu do rzęs z firmy Eveline nie miałam do tej pory okazji używać, więc tym bardziej chciałam go jak najszybciej wypróbować. To co mnie po otwarciu tuszu nieco zasmuciło to silikonowa i delikatnie wygięta szczoteczka, którą na początku totalnie nie potrafiłam się posługiwać. Po czasie odkryłam jak najlepiej się nią malować, aby czynność ta była jak najłatwiejsza. Nie napiszę wam jak to robię, bo totalnie nie wiem jak to opisać :P
Jak widać szczoteczka ma całkiem sporo silikonowych włosków, które nabierają odpowiednią ilość tuszu i ładnie rozdzielają rzęsy, pod warunkiem, że nauczymy się nią posługiwać. Jeśli jednak tuszujemy nią rzęsy po raz pierwszy to może nam ona te rzęsy posklejać.
Działanie tego tuszu jest naprawdę fajne. Ładne rozdziela i delikatne wydłuża moje liche rzęsy. Naprawdę mało który tusz potrafi tak ładnie rozdzielić moje rzęsiska. Zazwyczaj każdy, który miałam mi je sklejał. Niestety firanki rzęs tym tuszem nie uzyskamy, nie ma też co liczyć na ekstremalne pogrubienie i wydłużenie rzęs. Mówiąc szczerze jeszcze nigdy nie miałam okazji używać tuszu, który by świetnie rozdzielał rzęsy, pogrubiał je i wydłużał. Jeśli takowy znacie to dajcie mi znać w komentarzu.
Produkt ten nie wysycha aż tak szybko, dzięki czemu możemy bez problemu nałożyć na rzęsy drugą warstwę tuszu. Natomiast bardzo długo utrzymuje się na rzęsach bez osypywania i nie tworzy grudek.
Co do zmycia go z rzęs nie miałam z tym problemu. Każde mleczko i płyn micelarny sobie z nim poradził. Cena tego produktu to około 13zł za 10ml tuszu (13,25zł na stronie producenta), więc jak dla mnie jest to naprawdę niska cena. Niestety nie wiem, gdzie można go kupić stacjonarnie, bo ten tusz dostałam na spotkaniu blogerek, a w moim Rossannie, jeszcze go nie wiedziałam. Dajcie znać jeśli wiecie gdzie go kupić ;)


Podsumowując: mimo, iż działanie tego tuszu nie jest spektakularne tusz ten stał się moim ulubieńcem. Polubiłam go za rozdzielenie, delikatne pogrubienie i wydłużenie moich lichych rzęs. Tusz ten nie kruszy się i nie pozostawia grudek, cena również zachęca do wypróbowania. Niestety szczoteczka jest ciężka w użytkowaniu, jednak gdy już nauczymy się jej używać efekty na rzęsach są całkiem przyzwoite.
A co wy myślicie o tym tuszu? Znacie jakiś warty polecenia tusz pogrubiająco-wydłużający? Czekam na wasze opinie :)

Moja ogólna ocena: 4/5

LINK: Opinie na Wizażu

czwartek, 13 marca 2014

Pomadka z olejkiem arganowym Paese, czyli najlepsza pomadka do ust jaką do tej pory miałam


Cześć :)
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją prześwietnej pomadki do ust z firmy Paese. Pomadka, którą posiadam jest w kolorze nr 37, a w swoim składzie posiada olejek arganowy. Zdecydowanie bardziej wolę różnego rodzaju pomadki od błyszczyków. Nie lubię ich, bo większość błyszczyków na jakie trafiłam ciągnęło się na ustach, "sklejało" je, a na wietrze połowa moich włosów była przyklejona do moich ust. Dlatego ucieszyłam się, gdy na katowickim spotkaniu blogerek otrzymałam pomadkę od Paese. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą marką, więc tym bardziej chciałam to małe cudo wypróbować, a czytałam, że firma ta ma całkiem dobre kosmetyki w swojej ofercie.


Zacznijmy jak zwykle od opisu producenta:
Szminka została opracowana w nowej, innowacyjnej formule z dodatkiem najcenniejszego z używanych  w kosmetyce oleju arganowego. Olej zawiera wyjątkowo dużo witaminy E, która wykazuje właściwości antyoksydacyjne. Witamina ta znana jest jako "antioxidant superstar": zwalcza wolne rodniki i działa przeciwstarzeniowo. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia naskórka
Pomadka z dodatkiem oleju arganowego zapewnia mocne pokrycie, intensywny kolor i lustrzany blask. Receptura została stworzona, aby zapewnić długotrwały efekt (tzw. efekt long lasting), dzięki czemu kolor wyjątkowo długo utrzymuje się na ustach, nie ścierając się.



Opakowanie pomadki jest klasyczne, czarne, z białym logo i napisem firmy. Wykonane jest starannie i posiada dobre zamknięcie, dzięki czemu pomadka ani razu nie otworzyła się w mojej torebce. Wszystkie pomadki z olejkiem arganowym zamknięte są dodatkowo w małym, papierowym kartoniku, w środku, którego znajdziemy skład. Jak widać olejek arganowy w składzie jest, ale niezbyt wysoko.
Kolor, który posiadam to nr 37, czyli delikatny, brudny, nieco zgaszony, perłowy róż. Pomadka delikatnie nabłyszcza usta, mam wrażenie, że je przy tym optycznie powiększa. Konsystencja szminki jest miękka, dzięki czemu maluje się nią gładko i równomiernie rozprowadza produkt na ustach. Pomadka ta jest bardzo ładnie napigmentowana, a po nałożeniu na usta bardzo dobrze je nawilża. Nie podkreśla suchych skórek co jest dla mnie bardzo ważne, bo czasami niestety z suchymi skórkami mam problem, ale UWAGA jeśli mamy BARDZO wiele suchych skórek wtedy takie skórki nam pokreśli. W takich momentach polecam (przed nałożeniem) zrobić peeling ust.
Trwałość jak dla mnie jest dobra. Na ustach pomadka utrzymuje się przez około dwie godziny (chyba, że w tym czasie coś zjemy to wtedy ten czas się skraca), jednak podczas jedzenia, czy picia nie zjada się tak szybko, jak to bywa w przypadku innych pomadek, które posiadam. Wszystko zależy jednak od rodzaju posiłku jaki spożywamy. Gdy już jednak pomadka zaczyna znikać nam z ust dzieje się to w sposób równomierny, dzięki czemu nie musimy się bać, że na ustach pozostaną nam jakieś plamy albo czy nie pozostanie nam kolor tylko w okolicy konturu ust.
Zapach produktu jest przyjemny, wyczuwam w nim coś słodkiego, jednak ciężko mi ten zapach opisać albo do czegoś porównać.
Firma Paese oferuje nam 20 różnych kolorów z serii z dodatkiem olejku arganowego, a zakupić je można w sklepie internetowym producenta, czyli TUTAJ lub na stoiskach Paese. Wiem, że stoisko Paese jest w centrum handlowym Silesia City Center, więc jeśli ktoś jest z Katowic lub okolic to tam właśnie może je zakupić. Cena to 23,90zł za 4g produktu. Trochę sporo, ale warto w nią  zainwestować, bo jest warta zakupu. Oczywiście warto poczekać na promocję :)


Podsumowując: jest to jedna z moich ulubionych pomadek jakie miałam okazję używać. Podoba mi się kolor, miękka konsystencja, brak podkreślenia suchych skórek, efekt nawilżenia i trwałość produktu. Cena nie należy do najniższych, ale nie jest też jakaś bardzo wygórowana. Z dostępnością też mogłoby być nieco lepiej, ale gdy będę w Katowicach to na pewno zajrzę do ich stosika, w którym planuję zakupić korektor pod oczy, który polecała Alina Rose, a może nawet i na coś innego się skuszę :)

Moja ogólna ocena: 4/5

A wy miałyście od czynienia z pomadkami tej firmy? Jakie są wasze odczucia na temat tego kosmetyku? Możecie mi polecić jakiś inny kosmetyk z tej firmy warty wypróbowania albo jakąś trwalszą pomadkę :)

wtorek, 11 marca 2014

Wyniki rozdania świec i lampionu


Witam!
Wraz z firmą Kalia zorganizowałam dla was rozdanie trzech świec i lampionu. Zabawa była prowadzona na moim fanpage'u i tutaj na blogu. Niestety na blogu bardzo mało osób wyraziło chęć wzięcia udziału z rozdaniu, a warunkiem rozlosowania nagrody było minimum 30 zgłoszeń. Zgłosiły się nitstety tylko 23 osoby. W takim przypadku (tak jak napisałam) rozlosuję nagrodę blogową wśród osób biorących udział w zabawie na facebook'u.




Przechodząc do rzeczy:
Zwycięzcą, który zgarnia dwie świece kawowe jest...



Lampion oraz średnią święcę kawową wygrywa...



Gratuluję i czekam na kontakt do końca tygodnia. Zwycięzców proszę o napisanie do mnie maila na adres: luckywoman0108@gmail.com. Jeśli nie zrobicie tego do niedzieli wylosuję kolejnego zwycięzcę :)
Wszystkim pozostałym osobom biorącym udział w zabawię dziękuję i obiecuję, że znów za jakiś czas zorganizuję dla was kolejne rozdanie.
Za niedługo zorganizuję także rozdanie na blogu z okazji zbliżających się 800 obserwatorów (mam nadzieję), bo jest już was bardzo dużo i trzeba was jakoś nagrodzić za towarzyszenie mi w blogowej przygodzie :*

sobota, 8 marca 2014

Woda kwiatowa z kwiatów oczaru-hydrolat oczarowy od e-naturalne.pl


Witam :)
Dzisiaj chciałabym wam opisać działanie pewnego hydrolatu, który wybrałam sobie do testów ze strony e-naturalne.pl. Wybierając ten kosmetyk liczyłam, że pomoże mi się on uporać z trądzikiem i innymi wypryskami. 


Opis producenta:

Właściwości hydrolatu: posiada działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne, antybakteryjnie, przeciwgrzybiczne oraz przeciwkrwotoczne, reguluje krążenie podskórne.

Zalety hydrolatu: ujędrnia ciało, przyśpiesza proces regeneracji skóry, widocznie odmładza skórę, w formie okładów na zmęczone mięśnie, rozgrzewa je i przynosi ulgę, przyspiesza gojenie się ran, zapobiega infekcjom, likwiduje negatywne skutki wpływu szkodliwych promieni słonecznych, goi podrażnienia skóry po depilacji i goleniu, pomaga zlikwidować opuchliznę wywołaną przez: stłuczenia, obrzęki, ukąszenia owadów, oparzenia.

Polecany dla cery: dojrzałej, naczyniowej, zaczerwienionej, trądzikowej.    

 


Woda kwiatowa z kwiatów oczaru, czyli hydrolat oczarowy, który posiadam ma 100g i kosztuje 10,90zł. Dostępne są również mniejsze i większe pojemności, czyli 50 i 250g. Warto zaznaczyć, że ten hydrolat posiada certyfikat ecocert, czyli certyfikat świadczący o tym, że kosmetyk zawiera w sobie 95% lub więcej ekologicznych i naturalnych składników, a akurat ten produkt to czysty hydrolat bez dodatku żadnych innych substancji. Można go zakupić TUTAJ.
Zapach tego produktu jest bardzo specyficzny, ziołowy, niestety niezbyt przyjemny. Na szczęście dosyć szybko się ulatnia i praktycznie od razu po przetarciu skóry nie jest on wyczuwalny. Wyglądem przypomina zwykłą wodę, jest bezbarwny.  
Hydrolat oczarowy polecany jest dla cery naczynkowej, zaczerwienionej, podrażnionej, tłustej, trądzikowej, dojrzałej i zniszczonej. Ja posiadam skórę bardzo suchą, trądzikową, można by nawet rzec, że jest ona nieco podrażniona. Kosmetyku tego używałam jako toniku głównie po wieczornym demakijażu lub rzadziej rano po przemyciu twarzy. Niestety moja skóra nie polubiła tej wody, ponieważ od razu po przetarciu była ona delikatnie ściągnięta i niestety szczypała. Szczypała tak bardzo, że od razu musiałam nanosić na twarz jakiś krem, aby zapobiec dalszemu nieprzyjemnemu odczuciu, a krem na szczęście skutecznie łagodził tą dolegliwość. To ściągnięcie bym jeszcze przetrwała, bo wyczytałam gdzieś, że ten hydrolat ściąga skórę, ale szczypanie było nie do zniesienia. Wzrastało na sile wraz ze stopniem przesuszenia skóry oraz ilością wyciśniętych pryszczy.
Używając tego kosmetyku miałam nadzieję, że pomoże mi on uporać się z trądzikiem i innymi ropno-surowiczymi? wypryskami, które niestety od jakiegoś czasu zaczęły się częściej pojawiać na mojej twarzy. Czy woda ta pomogła mi uporać się z tym problemem? Niestety tylko po części. Wypryski jak były tak są, ale pojawiają się rzadziej i w mniejszej ilości.
Czy zapobiega infekcjom, goi podrażnienia skóry po depilacji i goleniu oraz przyspiesza gojenie się ran? Niestety takowego działania nie zauważyłam, a miałam regulowane brwi oraz małe rany na twarzy. Wszystkie te miejsca były tak długo czerwone, jak były zazwyczaj przed używaniem tego hydrolatu. 


Podsumowując: gdybym miała zakupić ten hydrolat ponownie, a raczej po raz pierwszy, to bym go nie kupiła. Zdecydowanie bardziej wolę jakieś wody kwiatowe, bo przynajmniej ładniej pachną, a akurat zapach tego hydrolatu niezbyt mi pasuje. Działanie niestety jest mierne, tylko opakowanie i cena jest na plus.  

Moja ogólna ocena: 3/5

e-naturalne.pl

czwartek, 6 marca 2014

Exclusive Cosmetics: Maseczka hialuronowa w płatku fizelinowym z kwasem hialuronowym, ekstraktem z kiełków pszenicy i aloesem


Hej :)
Dzisiaj będzie nieco zabawnie, a jednocześnie strasznie, a to za sprawą zdjęcia na dole, na którym prezentuję maseczkę na mojej twarzy :) Nie ukrywam, że sama się z siebie śmiałam jak zobaczyłam w lustrze moją twarz w maseczce i nie będę zła jak same się ze mnie pośmiejecie :) Przecież śmiech to zdrowie :D

Przechodząc jednak do produktu, chciałabym wam dzisiaj pokazać maseczkę hialuronową w płatku fizelinowym Exclusive Cosmetics firmy Świt Pharma. Maseczka ta w swoim składzie posiada m.in. kwas hialuronowy, ekstrakt z kiełków pszenicy oraz aloes. Dostałam ją już dość dawno na spotkaniu blogerek, ale dopiero teraz postanowiłam ją użyć i przedstawić wam jej działanie.


Maseczka ma za zadanie:
- zredukować zmarszczki,
- wstrzymać proces starzenia,
- zregenerować komórki i naskórek.
Sposób użycia, skład i opis producenta prezentuje się tak:


Po otwarciu opakowania znajdziemy w środku srebrną saszetkę, w której znajduje się nasza fizelinowa maseczka. Płatek jest bardzo dobrze nawilżony jednak nie tak bardzo, aby podczas aplikacji coś spływało nam ciągle po twarzy (no możne na samym początku troszeczkę może nam tej substancji spłynąć). Sama aplikacja jest niesamowicie prosta. Wystarczy tylko przyłożyć rozłożoną maseczkę na twarz i wygładzić nierówności. Niestety płatek jest za duży na moją twarz (co możecie zobaczyć na zdjęciu), przez co moje włosy troszeczkę substancji z maseczki wchłonęły.
Uśmiechać się, ani rozmawiać z nałożoną maseczką raczej nie można, bo zjeżdża z twarzy, ale gdy nic nie mówiłam to wszystko było ok. Płatek trzymałam na twarzy ponad 30 minut, aż do momentu, w którym zauważyłam, że zaczyna wysychać.
Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, nieco kwiatowy, co umila użytkowanie. Działanie jak dla mnie jest rewelacyjne. Mimo, iż jest to maseczka przeznaczona dla osób posiadających cerę dojrzałą to uważam, że każdy może ją użyć z tego powodu, że jednorazowe zastosowanie nie spłyci nam zmarszczek, nie wstrzyma procesu starzenia się skóry itd. Po zastosowaniu nasza skóra będzie wyglądała naprawdę pięknie. Pory będą mniej widoczne, skóra będzie wygładzona i delikatnie napięta oraz bardzo dobrze nawilżona. Aż się zdziwiłam, że taki kawałek fizeliny może aż tak bardzo nawilżyć moją suchą skórę. Po zdjęciu płatka z twarzy nie musimy nawet używać kremu nawilżającego, wystarczy tylko resztę substancji wsmarować w skórę i uczucie nawilżenia będzie nam towarzyszyć, aż do końca dnia! Niestety skóra będzie po wchłonięciu resztek nieco lepka. Nie wiem natomiast jak będzie zachowywał się makijaż na skórze, w którą resztki substancji zostały wsmarowane, ponieważ w dniu, w którym stosowałam maseczkę nie nakładałam makijażu.
Cera po zdjęciu fizelinowego płatka wygląda na zdrowszą i jest przyjemniejsza w dotyku.
Maseczka ta nie uczula, nie podrażnia, ani nie zapycha, a nawet delikatnie chłodzi, więc na lato będzie idealna.
Skład nie jest aż taki zły. To co mi się w nim podoba to całkiem spora ilość ekstraktów na początku listy składników.
Cena regularna to 9,99zł, a maseczkę można zakupić TUTAJ. Obecnie jest ona w promocji i kosztuje 8,99zł. Dostępne są jeszcze dwie inne wersje: kolagenowa i liftingująca. Niestety nie wiem, gdzie są dostępne stacjonarnie, ale wyczytałam, że Rossmann i Natura mają je w swojej oferci (dajcie znać jeśli wiecie, gdzie można je kupić).

Prawda, że w tej maseczce wygląda się nie tylko śmiesznie, ale i strasznie? :D

Podsumowując: maseczkę bardzo polubiłam za naprawdę dobre nawilżenie i poprawę wyglądu mojej skóry, a cena i skład są nawet przystępne. Jeśli tylko znów ją gdzieś zobaczę to bardzo chętnie kupię ją ponownie.
A wy miałyście do czynienia z tego typu maseczkami? Może polecicie mi jakąś inną? :)

Moja ogólna ocena: 4+/5

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...