piątek, 18 lipca 2014

Essence koloryzujący balsam do ust 02 Glam Up!


Hej ;)
Dziś chciałabym wam przedstawić kolejny (i ostatni już) kosmetyk firmy Essence, który dostałam na spotkaniu blogerek w Leszczynach. Jest to koloryzujący balsam do ust w odcieniu 02 Glam Up! Jest to produkt 2w1, który łączy w sobie pielęgnację balsamu z połyskiem błyszczyka. 


Opis producenta: 
Po prostu idź i błyszcz! Miękka konsystencja balsamu rozpieści Twoje usta i da im odrobinę koloru. Połyskujący róż, czerwień i koral sprawią, że usta nabiorą intensywniejszej barwy i będą wyglądać świeżo i promiennie. Aby pogłębić kolor pomaluj je kilkakrotnie.

Skład:  
Polybutene, ISOSTEARYL ISOSTEARATE, octyldodecanol, BEHENYL BEESWAX, STEARYL BEESWAX, ISOCETYL STEAROYL STEARATE, VP/HEXADECENE COPOLYMER, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, ISOPROPYL PALMITATE, lanolin, OZOKERITE, ISONONYL ISONONANOATE, polyethylene, citric acid, BHT, methylparaben, propylparaben, parfum (fragrance), hexyl cinnamal, linalool, May contain: CI 15850 (RED 6 LAKE/RED 7 LAKE), ci 45410 (red 27/red 27 lake), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).


Muszę przyznać, że zakochałam się w zapachu i smaku tego kosmetyku. Jest on bardzo owocowy, co powoduje, że przy samym już nakładaniu go na usta chce się go zjeść :D Bardzo lubię, gdy kosmetyki do ust ładnie pachną, bo zapach sprawia, że sięgam po nie częściej niż po inne.
Nie przepadam jednak za błyszczykami. Nie lubię, gdy włosy przyklejają mi się do ust przy delikatnym nawet powiewie wiatru. W przypadku tego produktu niestety kilka włosków zawsze się przyklei do ust, dlatego używam tego balsamu tylko wtedy, gdy mam dobrze spięte włosy. Mimo wszystko nie zniechęciłam się do niego, ponieważ daje bardzo ładny połysk na ustach. Oprócz połysku można zauważyć, że koloryzuje usta. W przypadku odcienia 02 Glam Up! barwi on usta na koralowo, jednak w zależności od padania światła wpada on w róż, a nawet fuksję. Im więcej nałożymy balsamu na usta, tym kolor będzie bardziej spotęgowany.
To co podoba mi się w tym kosmetyku to wżarcie się pigmentu w usta! Po jedzeniu i piciu nie ma już śladu po błysku, ale kolor mimo, że mniej intensywny nadal jest widoczny! Jest to dla mnie ważnie, bo nie zawsze mam czas i sposobność, aby nanieść jakiekolwiek poprawki na usta.
Produkt nakłada się na usta jak standardowy balsam do ust. Trzeba jednak uważać żeby nie wyjechać poza ramy ust, bo wtedy będzie można zauważyć nierówności w ich pomalowaniu, co wygląda mało estetycznie. Niestety sztyft tego nie ułatwia i ciężko dokładnie pomalować usta.
Kosmetyk ten ładnie nawilża usta, a gdy ma się suche skórki- nie podkreśla ich. Odżywienia ust nie zauważyłam.
Opakowanie jest całkiem solidnie wykonane. Napisy jeszcze się nie zdarły, a nakrętka dobrze się trzyma reszty opakowania. Podczas zamykania produktu słychać charakterystyczny "klik", dzięki któremu wiemy, że produkt jest dobrze zamknięty. Niestety muszę doczepić się do pokrętła, które pozwala na wysunięcie sztyftu do góry, jednak nie pozwala nam na jego ponowne schowanie. Muszę przyznać, że trochę mnie to wkurza.
Produkt ten dostępny jest w trzech odcieniach: 01 light up!, 02 glam up!, 03 brighten up!. Za 1,9g musimy zapłacić 9,99zł, a kosmetyk ten możemy zakupić m.in. w Naturze. Jego data ważności to 12 miesięcy od daty otwarcia. Mam nadzieję, że zużyję go do tego czasu. 
 

A na koniec zdjęcie całego makijażu, w którym wykorzystałam trzy kosmetyki firmy Essence:

- prasowany róż Blush Up od Essence w odcieniu 10 Heat Wave: KLIK
- kredkę Big Bright Eyes w odcieniu nude, czyli rozświetlającą kredkę do oczu jumbo: KLIK
oraz opisywany dzisiaj koloryzujący balsam do ust

Podsumowując: polubiłam ten kosmetyk za owocowy zapach, dobre nawilżenie i nabłyszczenie ust oraz koralowy odcień. Myślę, że będzie to produkt idealny nie tylko na wiosnę i lato, ale także na jesienno-zimowe dni, ponieważ ochroni nasze usta przed spierzchnięciem i pękaniem.

A co wy myślicie o tym kosmetyku?

Moja ogólna ocena: 4+/5 

wtorek, 15 lipca 2014

Skarpetki peelingujące Anielskie Stopy: złuszczająca maseczka do stóp + pielęgnacja, czyli kosmetyk, na którym bardzo się zawiodłam


Cześć :)
Tematem dzisiejszego posta będzie złuszczająca maseczka do stóp+pielęgnacja (ulepszona) "Anielskie Stopy", czyli skarpetki peelingujące, o których jest głośno już od jakiegoś czasu. Także i ja zapragnęłam mieć to cudo, które pomoże mi przywrócić moje stopy do ładu, a inaczej mówiąc spowoduje, że moje stopy będą gładkie i piękne jak stópki niemowlaka.
Jako, że produktów tych nie widziałam wcześniej w żadnej drogerii, ani supermarkecie (teraz te skarpetki dostępne są w Biedronce i Hebe) postanowiłam, że zakupię je na Allegro. Bardzo się ucieszyłam gdy znalazłam skarpetki peelingujące w dosyć niskiej cenie, a mianowicie 15,99zł+koszt wysyłki. Łącznie zakup ten kosztował mnie 20zł.


Od razu po przyjściu przesyłki zaczęłam testować ten produkt. Przyznam się szczerze, że zaniepokoiłam się nieco faktem, iż skarpetki te trzyma się na stopach od 90-120min. Trochę długo w porównaniu z innymi tego typu produktami innych firm. Jednak postanowiłam zaryzykować i założyć foliowe skarpetki na moje stopy.
Jak widać na poniższych zdjęciach skarpetki te wykonane są z białej folii, w której znajduje się całkiem spora ilość płynu. Trochę ciężko było mi je otworzyć tak, więc musiałam je rozerwać, ponieważ nie chciało mi się lecieć po nożyczki :P Aby płyn przylegał do całych stóp producent zaleca założenie bawełnianych skarpetek, które spowodują, że płyn dokładnie otoczy całą naszą stopę. Niecałe dwie godziny miałam te skarpetki na stopach, po czym tak jak pisze producent dokładnie wymyłam pozostałości płynu ze stóp i nałożyłam na nie krem.
Producent pisze, że stopy zaczynają się łuszczyć od 4 do 7 dnia od zastosowania produktu, jednak u mnie łuszczenie było już widoczne od drugiego dnia po zastosowaniu tego niby cudownego produktu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby to łuszczenie było większe i obejmowało całą stopę, a nie tylko wybrane miejsca. Pierwszego dnia łuszczenie obejmowało środkową część stóp, co widać na zdjęciu. Myślałam, że w kolejne dni skóra zacznie schodzić z pozostałych miejsc. Niestety nic bardziej mylnego. Dwa dni później łuszczenie pokazało się na dużym palcu i nadal obejmowało środkową część stopy, a także jej boki. Było jednak troszeczkę bardziej widoczne. Po kolejnych dwóch dniach nie działo się już NIC. Totalnie NIC. Resztki martwego naskórka zeszły i tylko tyle.


Bardzo zawiodłam się na tym produkcie, bo liczyłam, że skóra bardziej mi zejdzie, a stopy (szczególnie pięty) będą bardziej miękkie i to tam będzie widoczne największe łuszczenie. Niestety takiego efektu nie było. Moje stopy były może minimalnie bardziej miękkie niż zazwyczaj i to wszystko. Nie czułam żadnego nawilżenia, nie widziałam rozjaśnienia skóry. Jedynie co to tak jak już wspomniałam moje stopy były nieco bardziej gładkie i miękkie, ale nie był to żaden efekt "wow". Na szczęście produkt ten mnie nie uczulił, ani nie podrażnił, czego bałam się najbardziej.
Ja straciłam 20zł wydane na ten produkt i mam nadzieję, że po przeczytaniu tej recenzji nie kupicie tego kosmetyku i zaoszczędzicie te 20zł, które ja wyrzuciłam w błoto.
Czy polecam? Nie, bo to strata pieniędzy. Może te biedronkowe skarpetki peelingujące będą lepsze. Ja na razie podziękuję tego typu produktom, ponieważ zakupiłam sobie niedawno elektryczny pilnik do stóp i jestem z niego bardzo zadowolona. Kupiłam go w Biedronce za 20zł, więc jeśli jeszcze go nie macie to koniecznie lećcie sprawdzić do Biedronki, czy tam jeszcze są :)

Moja ogólna ocena: 2/5 

P.S. Mam do odsprzedania kilka kosmetyków (i nie tylko). Wystawiłam je na Allegro, ale gdyby ktoś z was był czymś zainteresowany to piszcie na maila: luckywoman0108@gmail.com
Możemy się dogadać :)

sobota, 12 lipca 2014

Pierwsze urodziny drogerii Hebe w Rybniku-fotorelacja


Cześć :)
Dziś chciałabym was zaprosić na krótką fotorelację z wczorajszego spotkania w drogerii Hebe w Rybniku. Sześć blogerek z pobliskich miejscowości dostało zaproszenie od kierownictwa do wzięcia udziału w pierwszych urodzinach drogerii Hebe. Bardzo chciałam podziękować Pani Emilii za zaproszenie i mile spędzone piątkowe popołudnie :)

Jak zwykle dotarłam na spotkanie nieco spóźniona, ale korki i remonty dróg uniemożliwiły mi szybsze pojawienie się w drogerii. Po dotarciu na miejsce na prośbę pani Emilii opowiedziałam co nieco o sobie dziewczynom (większość mnie znała :D), a następnie pani Emilka opowiedziała nam kilka słów o drogerii Hebe (muszę przyznać, że nie wiedziałam, iż Hebe to młodsza siostra Biedronki). Następnie nasza prowadząca rozpoczęła prezentację kilku kosmetyków, które jej zdaniem są warte uwagi. Rozpoczęła od kosmetyków BeautyLab, które mają w swoim składzie m.in. peptydy i dwucząsteczkowy kwas hialuronowy. Następnie przestawiono nam kremy CC od Eveline i kremy Magic Blur od L'Oreal.


Następnie pani Małgosia pokazała nam najlepiej sprzedające się kosmetyki oraz nowości i hity wszystkich marek kosmetycznych mających w swojej ofercie kosmetyki kolorowe. Wymieniłyśmy się z panią Małgosią naszymi spostrzeżeniami na temat pewnych kosmetyków, a także mogłyśmy przetestować na sobie parę nowości.


W tym dniu czekała na nas także część praktyczna, a mianowicie użyłyśmy face chartów do stworzenia makijażu według swoich upodobań. Wykorzystałyśmy do tego wszelkie możliwe testery, które znajdowały się w drogerii.


Tak oto prezentuje się mój face chart. Cienie na oku są firmy Catrice, pomadka Bourjois, róż Catrice, bronzer Bell, cień do brwi Misslyn.
P.S. Ponoć nasze prace mają wisieć w drogerii :) Za jakiś czas to sprawdzę :P


Na końcu drogeria przygotowała dla nas upominki, które możecie zobaczyć poniżej. Oczywiście nie mogło się obyć bez zakupów, ale zakupiłam tylko dwa kosmetyki, czyli maseczkę do twarzy i balsam do ust.


Jeszcze raz bardzo dziękuję Pani Emilii za zaproszenie mnie na to spotkanie i świętowanie pierwszych urodzin drogerii Hebe w Rybniku. Dziękuję także za prezenty i pomoc w doborze kosmetyków do mojej bardzo suchej, wręcz przesuszonej i odwodnionej cery. Tak więc zmieniam diametralnie swoją pielęgnację, a za jakiś czas spodziewajcie się posta o mojej najnowszej pielęgnacji twarzy.
Dziękuję także dziewczynom za miłe towarzystwo, a także Pani Małgosi za pokaz kolorówki :)

A teraz najprzyjemniejsza wiadomość: za kilka dni (ponoć od 19 lipca) w drogeriach Hebe ma rozpocząć się promocja -40% na kosmetyki kolorowe! Każdego dnia będzie w promocji jedna marka kosmetyczna tak, więc macie okazję uzupełnić swoją kosmetyczkę kosmetykami, które nie są dostępne w Rossmann'ie takimi jak Catrice, Essence, Bell, czy Misslyn.

Cieszycie się? :D

środa, 9 lipca 2014

Recenzja kredki Big Bright Eyes w odcieniu highlight it ... nude


Hej :)
Dziś chciałabym wam przedstawić kolejny kosmetyk firmy Essence, tym razem jednak będzie to produkt do oczu, a dokładnie będzie to kredka Big Bright Eyes w odcieniu nude, czyli rozświetlająca kredka do oczu jumbo.
Już od jakiegoś czasu polowałam na kredkę w cielistym kolorze, jednak nigdy nie mogłam znaleźć takiej, która byłaby tania i miękka. W swojej kolekcji mam co prawda kredkę na linię wodną, ale jest ona w kolorze białym, a bardzo chciałam mieć coś cielistego. Jednak dzięki spotkaniu blogerek w moje rączki wpadła nudziakowa kredka Essence, która po pierwszym użyciu okazała się strzałem w dziesiątkę :)


Opis producenta:
Nowy sposób na rozświetlone spojrzenie. Miękka kredka w drewnianej oprawie doskonale stapia się ze skórą i natychmiastowo nadaje spojrzeniu zrelaksowany wyraz. Możesz nałożyć ją w kącikach oczu lub poniżej linii brwi – powiększy optycznie oczy.

Skład:
CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, petrolatum, ISOPROPYL PALMITATE, CALCIUM ALUMINUM BOROSILICATE, CARNAUBA (COPERNICIA CERIFERA) WAX, RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, BUTYL STEARATE, CANDELILLA (EUPHORBIA CERIFERA) WAX, silica, CERA ALBA (BEESWAX), ceresin, STEARYL HEPTANOATE, CERA MICROCRISTALLINA (MICROCRYSTALLINE WAX), polyethylene, STEARYL CAPRYLATE, paraffin, talc, mica, tin oxide, bht, methylparaben, propylparaben, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).


Tak jak już wspomniałam moja kredka ma cielisty odcień, który jednak troszeczkę idzie w kierunku bieli. Nie jest to jednak typowa biel. Wykończenie kredki według producenta jest matowe, jednak moim zdaniem kredka ta ma delikatny satynowy poblask, co ładnie prezentuje się na oku.
To co uwielbiam w tej kredce to to, że jest niesamowicie miękka i kremowa, co powoduje prostą, szybką i bezbolesną aplikację produktu na linię wodną. Niestety jednak często zdarzało mi się tak, że nie tylko na linii rzęs była nałożona kredka, ale także i na dolnych rzęsach, co wygląda trochę nieestetycznie. Biorę wtedy patyczek higieniczny i delikatnie oczyszczam rzęsy z nadmiaru kredki albo poprawiam je delikatnie tuszem do rzęs, co daje lepszy efekt w zatarciu śladów po kredce na rzęsach niż użycie patyczka.
Oprócz aplikacji tej kredki na oko znalazłam w niej też zastosowanie jako cień do powiek oraz bazę pod cienie. Raz pokusiłam się nawet na aplikację kredki pod łuk brwiowy, ale efekt jakoś średnio mi się podobał. Za to często stosuję ten produkt do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka.
Kredka ta jest niesamowicie napigmentowana przez co efekt na oku nie jest zbyt naturalny, jednak po 2-3 godzinach kredka nieco blaknie i wtedy na oku prezentuje się naturalniej. Dobrze się rozciera i niesamowicie rozświetla oko. Im więcej jej nałożymy tym efekt rozświetlenia będzie bardziej intensywny i spotęgowany.
Trwałość tego produktu nie jest najgorsza. Kredka utrzymuje się na linii wodnej do 4-5 godzin, jednak ja mam tendencję do częstego przecierania oka, szczególnie w okolicy wewnętrznego kącika przez co oczywiście sporą część kredki ścieram z oka i później nie ma po niej śladu. W zewnętrznym kąciku natomiast jest widoczna nieco dłużej, ale nie jest już taka intensywna jak od razu po aplikacji.
Cena tego kosmetyku to tylko 8,99zł, więc myślę, że warto się na taką kredeczkę skusić. Do wyboru mamy trzy rodzaje tych kredek: matowa 01 highlight it... nude, perłowa 02 highlight it... pearl oraz opalizująca 03 highlight it... funky. Waga produktu to 1,4g. Kredki te dają się łatwo natemperować nie łamiąc się przy tym, a data ich ważności to 24 miesiące od daty otwarcia produktu.


Podsumowując: bardzo polubiłam tą kredkę za jej niesamowicie miękką i kremową konsystencję, dzięki czemu sunie po oku jak masełko. Dobrze się rozciera i całkiem długo utrzymuje na oku i gdybym tak często nie przecierała oczu to może by się utrzymywała jeszcze dłużej. Podczas temperowania nie łamie się. Nadaje się nie tylko na linię wodną, ale także jako cień do powiek i baza pod cienie.
Polecam wam wypróbować ten kosmetyk, bo kosztuje tylko 9zł, a mamy do wyboru aż trzy warianty o różnym wykończeniu.

Moja ogólna ocena: 4+/5

LINK: Opinie na Wizażu

poniedziałek, 7 lipca 2014

Essence Blush Up, czyli róż idealny na lato!


Hej :)
Dziś chciałabym wam przedstawić pewien róż, dzięki któremu skutecznie ożywimy swój makijaż w okresie letnim. Mowa o prasowanym różu Blush Up od Essence w odcieniu 10 Heat Wave.
Kosmetyk ten otrzymałam całkiem niedawno na spotkaniu blogerek w Leszczynach i był to pierwszy kosmetyk, który użyłam następnego dnia do wykończenia makijażu.


Opis producenta:
kolorowe flow… najnowszy trend w modzie i fryzjerstwie wreszcie dotarł do makijażu! Essence przenosi ten świetny róż z kolorowym gradientem z największych wybiegów świata mody prosto do drogerii. Jedwabisty, półtransparentny róż nada cerze świeży i radosny wygląd.

Musze przyznać, że nieco obawiałam się efektu na twarzy, ponieważ kolory w opakowaniu wydają się dosyć intensywne i bałam się, że zrobię sobie nimi plamę. Jednak nic takiego się nie stało i obyło się bez plam i poprawiania makijażu :) Mimo wszystko trzeba uważać z aplikacją tego kosmetyku na policzki, ponieważ róż ten jest bardzo napigmentowany przez co łatwo można sobie zrobić nim plamę, szczególnie pomarańczowym odcieniem.
Jak już jestem przy odcieniach różu Heat Wave składa się z dwóch kolorów: pomarańczu i różu, ale jeśli zmieszamy oba kolory ze sobą uzyskamy piękny koral, który moim zdaniem jest najpiękniejszym odcieniem z tych trzech.To właśnie możliwość łączenia kolorów wyróżnia ten kosmetyk spośród innych róży do twarzy.
Co do wykończenia tego kosmetyku róż ten nie jest ani całkowicie matowy, ale nie jest też typowo satynowy- raczej coś pomiędzy tym. Ma w sobie delikatną poświatę, która na twarzy wygląda całkiem naturalnie.
Trwałość kosmetyku jest naprawdę dobra. Ściera się równomiernie z podkładem przez co pod koniec dnia ma się wrażenie, że nieco zbladł.
Róż bardzo dobrze nabiera się na pędzel, jak również dobrze się na nim trzyma, a po delikatnym strzepnięciu nadmiaru kosmetyku z pędzla od razu możemy przejść do jego aplikacji na policzki. Nic się nie kruszy i nic nie pyli, ponieważ produkt jest dobrze sprasowany i zmielony. Do tej pory użyłam go chyba z 15 razy i jak na razie nie widać żadnego efektu użytkowania tego produktu.
Opakowanie wykonane jest z przeźroczystego plastyku, dzięki czemu róż ten znajdziemy z łatwością w swojej kosmetyczce. Klapka sama się nie zamyka, plastyk jeszcze się nie złamał, a także nic nie zacina ani nie skrzypi, więc można sądzić, że opakowanie jest solidnie wykonane. Niestety plastyk szybko się rysuje i to jedyna wada tego produktu.
Cena tego kosmetyku jest niska: 15,49zł za 8g. Dostępna jest również wersja Pinky Flow łącząca w sobie trzy odcienie różu. Niestety nie wiem, czy róże te dostaniemy w Naturze, gdzie znajduje się szafa Essence, ponieważ dawno w tej drogerii nie byłam. Dajcie znać jeśli wicie gdzie je nabyć.


Od lewej: pomarańcz, róż i koral powstały z połączenia ze sobą tych dwóch kolorów. 
Zdjęcia poniżej prezentują wygląd różu w słońcu i w cieniu.

Na policzkach nałożony mam koral, który powstał ze zmieszania ze sobą pomarańczu i różu. Prawda, że pięknie się prezentuje? :)

Bardzo podoba mi się ten róż, szczególnie ze względu na to, iż jest to produktu 3w1. W zależności od kaprysu możemy nałożyć wybrany odcień spośród trzech kolorów jakie możemy tym kosmetykiem uzyskać: pomarańczu, różu i koralu.
Róż ten ma mocną pigmentację, ale przy delikatnym muśnięciu pędzlem nie powinnyście zrobić sobie nim plamy. Ja z Heat Wave jestem bardzo zadowolona i przypuszczam, że będzie moim ulubieńcem przez cały letni okres.

LINK: Opinie na Wizażu

Moja ogólna ocena: 5/5

piątek, 4 lipca 2014

Lakier Golden Rose Rich Color nr 36, czyli limonka w akcji


Hej :)
Dziś chciałabym wam zaprezentować lakier Golden Rose Rich Color nr 36. Jest to lakier pochodzący z letniej kolekcji zakupiony chyba pod wpływem jakiegoś dziwnego natchnienia, ponieważ niezbyt przypadł mi do gustu po pomalowaniu nim paznokci.


Odcień nr 36 to typowo limonkowy kolor, który w opakowaniu prezentuje się pięknie, ale na paznokciach jest jakiś taki nijaki. W świetle ma tendencję do łapania żółtych tonów co widać na zdjęciach poniżej. Trzeba jednak przyznać, że wystarczy nawet jedna warstwa tegoż lakieru, aby pokryć bez prześwitów całą płytkę paznokcia. Może jest to zasługą dosyć gęstej i mocno napigmentowanej konsystencji lakieru. To co podoba mi się w lakierach z serii Rich Color to szeroki, płaski pędzelek, który (mi przynajmniej) ułatwia aplikację.
Trwałość lakieru jest całkiem w porządku. Utrzymuje się on na paznokciach przez około 5 dni bez odprysków natomiast w połączeniu z top coat'em zdecydowanie dłużej (ale to oczywiście jest zasługą dobrego top coat'a). Schnie całkiem szybko, nawet przy dwóch warstwach, a także nie barwi płytki paznokcia, więc po zmyciu go nie będzie żadnych znamion jego przebywania na paznokciach. Cena tego lakieru to 6,90zł za 10,5ml, więc niewiele, a zakupić go można na stosikach Golden Rose.

Zdjęcia wykonane w cieniu...


...oraz w intensywnym słońcu. Jak widać lakier łapie nieco żółte tony, ale to dodaje mu uroku i wtedy efekt jest zdecydowanie przyjemniejszy dla oka :)
Muszę przyznać, że średnio spodobał mi się ten odcień lakieru. W buteleczce prezentuje się ładnie, ale na paznokciach wydaje mi się jakiś taki nijaki. Za to pięknie prezentuje się w słońcu i wtedy efekt bardzo mi się podoba :)
A co wy myślicie o tym odcieniu? Lubicie lakiery Golden Rose?

środa, 2 lipca 2014

Ulubieńcy czerwca


Cześć :)
Dziś nastał ten moment, w którym to przedstawiam wam moich ulubieńców miesiąca. Jak zwykle nie jest ich sporo, ale są to produkty, które moim zdaniem wymagają zwrócenia na nie uwagi. Może nie są to produkty idealne, ale należą do grupy bardzo dobrych kosmetyków.


Zacznijmy może od delikatnego płynu micelarnego Tołpa botanic białe kwiaty. O produkcie tym pisałam stosunkowo niedawno, więc jeśli kogoś interesuje dosyć szczegółowy opis tego kosmetyku to zapraszam TUTAJ. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam się z tym micelem. Nie podrażnia on moich wrażliwych oczu, pięknie pachnie i tak samo pięknie zmywa makijaż. Doskonale radzi sobie z każdym kosmetykiem kolorowym, który posiadam w swojej kosmetyczce, ale wiadomo, że aby wszystko gładko zeszło trzeba odczekać kilka sekund z przyciśniętym do oka wacikiem. Niestety cena nie należy do najniższych, ale warto się nad nim zastanowić przy okazji promocji :)


Kolejny mój ulubieniec to top coat Insta-Dri Sally Hansen. Jestem tym produktem zachwycona! Nie dość, że przyspiesza wysychanie lakieru to jeszcze nadaje lakierowi tak piękny połysk, że nie jedna osoba pytała się mnie, czy mam na paznokciach hybrydy. Dodatkowo chroni lakier przed szybkim odpryskiwaniem i matowieniem, dzięki czemu lakier na naszych paznokciach może pozostać bez jakichkolwiek odprysków nawet do 14 dni! Kosmetyk ten jest całkiem wydajny i jak na razie nie widzę, aby zaczął mi gęstnieć. Zapłaciłam za niego 15zł w promocji, ale jego standardowa cena to około 30zł za 13,3ml. Mam nadzieję, że pozostanie ze mną co najmniej do końca tego roku :)


Ulubionym kolorem w czerwcu był koral od Sally Hansen. Lakier, który posiadam pochodzi z serii Xtreme Wear i jest w odcieniu nr 405 Caral Reef. Lakier ten stosowałam w połączeniu z przedstawionym powyżej top coat'em tej samej firmy. Niezbyt przyjemnie mi się go użytkowało ze względu na zbyt spore nabieranie lakieru na patyczek i pędzelek przez co część produktu spływała w trakcie malowania na pokryte już lakierem paznokcie o czym możecie przeczytać TUTAJ. Mimo wszystko lubię ten lakier za trwałość no i oczywiście za kolor. Jego cena to 14,99zł, a zakupić go można m.in. w Rossmann'ie.


Mój ulubieniec już od dłuższego czasu to puder prasowany Manhattan w odcieniu 1 Naturelle. Jak widać powoli zaczyna mi się kończyć, ale nie wiem czy zakupię go ponownie, ponieważ mam jeszcze trzy nowiutkie pudry innych firm i muszę je w końcu zacząć testować :) Kosmetyk ten pokochałam za długie matowienie mojej skóry, naturalny efekt na twarzy i wydajność. Puder posiada także puszek, który znajduj się w wysuwanej szufladce z tyłu opakowania. Niestety nie ma lusterka, co jest jedynym minusem tego produktu. Jeśli chcecie dowiedzieć się o tym pudrze dużo więcej to zapraszam TUTAJ na dłuższą recenzję.



Ostatni ulubieniec to tusz do rzęs Lovely Curling Pump Up Mascara. Muszę przyznać, że zakupiłam go z pewnym sceptycyzmem, ponieważ myślałam, że ta fala zachwycenia nim w blogosferze jest wywołana promocją firmy. Jednak, gdy nadarzyła się spora promocja w Rosmmann'ie postanowiłam zaryzykować i go zakupić, a że kosztował niewiele (4,60zł, a w cenie regularnej kosztuje jedynie 8,99zł) to tym bardziej zdecydowałam, że muszę go mieć (co mi tam najwyżej stracę niecałe 5zł :D). Tusz spisuje się naprawdę świetnie. Ładnie rozdziela moje rzęsy, pięknie wydłuża i delikatnie je podkręca oraz pogrubia. Niestety wygląda ładnie tylko przy jednej warstwie, ponieważ bardzo szybko wysycha, co powoduje, że nałożenie drugiej warstwy nie daje już takiego naturalnego efektu. Niemniej jednak dwie warstwy nie są aż takie straszne i są przeze mnie akceptowalne na oku jeśli tylko nałożę drugą warstwę od razu po nałożeniu pierwszej. Tusz ten nie odciska się na górnej powiece i nie osypuje, ma intensywny kolor czerni i przecudowną silikonową szczoteczkę, która nabiera odpowiednią ilość produktu, a także ładnie rozdziela rzęsy. Niestety trzeba uważać co by się nią nie dziabnąć w oko, bo boli po takim wypadku strasznie :P


A jak przedstawiają się wasi ulubieńcy? Znacie kosmetyki, które wam dzisiaj pokazałam? Jest wśród nich także jakiś wasz ulubieniec? Dajcie znać w komentarzach co myślicie o moich ulubieńcach, a jeśli interesujecie się choć trochę fotografią to dajcie mi proszę znać jaki aparat cyfrowy/lustrzankę warto zakupić, który mieściłby się w kwocie do 1500zł.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...