Cześć :)
Dzisiaj mam w końcu dzień wolnego i mogę znów coś dla was opisać. Tym razem jednak zdecydowałam, że tematem dzisiejszego posta będzie woda perfumowana Marry Me! Lanvina, a nie jak to zazwyczaj bywa kosmetyki pielęgnacyjne.
Wodę tę upatrzyłam sobie będąc w zeszłym roku na wakacjach w Zakopanem i wtedy się w niej zakochałam. Czekałam więc na dobrą promocję i jakiś czas temu udało mi się ją upolować na Allegro za 85zł z wysyłką. Cena bardzo dobra biorąc pod uwagę fakt, że pojemność jaką posiada to 75ml.
nuta głowy: pomarańcza, jaśmin
nuta serca: brzoskwinia, jaśmin, magnolia, róża
nuta bazy: ambra, piżmo
Jak widać flakonik przypomina trochę prezent ozdobiony kokardką i jest dosyć ciężki. Niestety do torebki się nie nada ze względu na swoją wielkość i wagę. Jednak na toaletce bardzo pięknie się prezentuje i zwraca uwagę osób, które u mnie goszczą.
Jeśli chodzi o zapach jest on tajemniczy, elegancki i uwodzicielski. Na pewno nie jest to zapach lekki. Zaliczyłabym go raczej do zapachów orientalnych, niż tych ciężkich, ale trzeba przyznać, że mimo nutki orientu jest świeży. Nie mniej jednak nadaje się on bardziej na jesień i zimę albo na randki, wieczorne wyjścia, czy do pracy. Niestety we flakoniku pachnie inaczej niż na mojej skórze. Nie jest już taki przyjemny i jakoś niezbyt dobrze mi się go nosi. W lato nawet, gdy się ulotnił miał coś w sobie co niezbyt mi pasowało. Jednak z czasem (im bardziej za oknem robi się szaro i ponuro) zaczął mi się podobać. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej lubię go używać, gdy wstaję i widzę, że za oknem pada deszcz. Mimo wszystko zapach jak dla mnie nie ma nic wspólnego z miłością i w ogóle mi się z nią nie kojarzy.
W zapachu tym dominuje piżmo i jaśmin. Dopiero po czasie czuć dodatkowo ambrę, różę i magnolię. Brzoskwinia jest w ogóle nie wyczuwalna. To dzięki tym składnikom zapach ma coś w sobie z orientu. Niestety nie jest to zapach trwały i szybko traci na intensywności.
Jego cena w internecie zaczyna się od około 110zł za 75ml. W perfumeriach Douglas widziałam go ostatnio za 189zł w promocji, bez rabatu kosztował ponoć 250zł. Moim zdaniem nie opłaca się go tam kupować.
Twórcą tego zapachu jest perfumiarz Antoine Maisondieu, który stworzył takie zapachy jak Code Armaniego, Eau de Parfum II Gucciego, Velvet Orchid Toma Forda, Couture Jasmine Versace, London i Brit Burberry. Zapach ten został wypuszczony na rynek w czerwcu 2010r.
Niby jest to zapach przyjemny, ale nie ma w sobie nic wyjątkowego i pociągającego. Jest to taki pospolity i przeciętny zapach, który niestety nie ma nawet dobrej trwałości i już po kilku godzinach ciężko go wyczuć, bo mocno traci na intensywności.
Myślę, że teraz na jesień i zimę będzie dobry do pracy i będę go częściej używała, ale nie wiem, czy w cieplejsze dni będzie mi on towarzyszy.
Drogi Marry me!
Lubię cię, ale nie wyjdę za ciebie, bo nie skradłeś mojego serca.
Moja ogólna ocena: 4-/5
LINK: Opinie na Wizażu

















