poniedziałek, 22 września 2014

Lanvin woda perfumowana Marry Me!- czy tak pachnie miłość?


Cześć :)
Dzisiaj mam w końcu dzień wolnego i mogę znów coś dla was opisać. Tym razem jednak zdecydowałam, że tematem dzisiejszego posta będzie woda perfumowana Marry Me! Lanvina, a nie jak to zazwyczaj bywa kosmetyki pielęgnacyjne.

Wodę tę upatrzyłam sobie będąc w zeszłym roku na wakacjach w Zakopanem i wtedy się w niej zakochałam. Czekałam więc na dobrą promocję i jakiś czas temu udało mi się ją upolować na Allegro za 85zł z wysyłką. Cena bardzo dobra biorąc pod uwagę fakt, że pojemność jaką posiada to 75ml.


Nuty zapachowe:
nuta głowy: pomarańcza, jaśmin
nuta serca: brzoskwinia, jaśmin, magnolia, róża
nuta bazy: ambra, piżmo


Jak widać flakonik przypomina trochę prezent ozdobiony kokardką i jest dosyć ciężki. Niestety do torebki się nie nada ze względu na swoją wielkość i wagę. Jednak na toaletce bardzo pięknie się prezentuje i zwraca uwagę osób, które u mnie goszczą.
Jeśli chodzi o zapach jest on tajemniczy, elegancki i uwodzicielski. Na pewno nie jest to zapach lekki. Zaliczyłabym go raczej do zapachów orientalnych, niż tych ciężkich, ale trzeba przyznać, że mimo nutki orientu jest świeży. Nie mniej jednak nadaje się on bardziej na jesień i zimę albo na randki, wieczorne wyjścia, czy do pracy. Niestety we flakoniku pachnie inaczej niż na mojej skórze. Nie jest już taki przyjemny i jakoś niezbyt dobrze mi się go nosi. W lato nawet, gdy się ulotnił miał coś w sobie co niezbyt mi pasowało. Jednak z czasem (im bardziej za oknem robi się szaro i ponuro) zaczął mi się podobać. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej lubię go używać, gdy wstaję i widzę, że za oknem pada deszcz. Mimo wszystko zapach jak dla mnie nie ma nic wspólnego z miłością i w ogóle mi się z nią nie kojarzy.
W zapachu tym dominuje piżmo i jaśmin. Dopiero po czasie czuć dodatkowo ambrę, różę i magnolię. Brzoskwinia jest w ogóle nie wyczuwalna. To dzięki tym składnikom zapach ma coś w sobie z orientu. Niestety nie jest to zapach trwały i szybko traci na intensywności.
Jego cena w internecie zaczyna się od około 110zł za 75ml. W perfumeriach Douglas widziałam go ostatnio za 189zł w promocji, bez rabatu kosztował ponoć 250zł. Moim zdaniem nie opłaca się go tam kupować.
Twórcą tego zapachu jest perfumiarz Antoine Maisondieu, który stworzył takie zapachy jak Code Armaniego, Eau de Parfum II Gucciego, Velvet Orchid Toma Forda, Couture Jasmine Versace, London i Brit Burberry. Zapach ten został wypuszczony na rynek w czerwcu 2010r.


Marry me? Niestety nie mimo, iż cię teraz często używam. Jakoś nie wyobrażam sobie, aby taki zapach unosił się w miejscu, gdzie mój mężczyzna by mi się oświadczył.
Niby jest to zapach przyjemny, ale nie ma w sobie nic wyjątkowego i pociągającego. Jest to taki pospolity i przeciętny zapach, który niestety nie ma nawet dobrej trwałości i już po kilku godzinach ciężko go wyczuć, bo mocno traci na intensywności.
Myślę, że teraz na jesień i zimę będzie dobry do pracy i będę go częściej używała, ale nie wiem, czy w cieplejsze dni będzie mi on towarzyszy.

Drogi Marry me!
Lubię cię, ale nie wyjdę za ciebie, bo nie skradłeś mojego serca.

Moja ogólna ocena: 4-/5

LINK: Opinie na Wizażu

piątek, 19 września 2014

Orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1 Tołpa, czyli tonizowanie, odświeżanie i nawilżanie w jednym


Hej :)
W końcu znalazłam chwilę żeby coś dla was naskrobać na tym blogu. Wybaczcie, że więcej mnie nie ma niż jestem, ale aktualnie pracuję ponad normę, nawet w weekend. Mam nadzieję, że październik będzie bardziej pobłażliwy i tego czasu będę miała więcej nie tylko dla siebie, ale też dla bloga.


Dziś chciałabym wam opowiedzieć o mojej relacji z kosmetykiem do twarzy jakim jest orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1 z serii botanic białe kwiaty firmy Tołpa.
Od jakiegoś czasu uwielbiam toniki z atomizerem, bo znacząco ułatwiają mi one wieczorny rytuał oczyszczania. Wystarczy, że nacisnę na atomizer i wszystko ładnie się rozpyla w kierunku mojej twarzy. Niestety pod tym względem produkt ten mnie średnio zachwycił, ponieważ po naciśnięciu z atomizera wylatują dosyć sporej wielkości krople, które ściekają mi po twarzy. Nie mają one nic wspólnego z tytułową mgiełką. Jednak gdy kilka razy pod rząd naciśniemy na atomizer (trochę go rozruszamy) wtedy uwalnia się produkt w postaci mgiełki. Nie wiem, czy to wina felernego atomizera, czy to tak ma być, ale przez to muszę bawić się w spryskiwanie wacików i przecieranie nimi twarzy. To jest chyba jedyny minus tego produktu.
Przejdźmy jednak do plusów. Niewątpliwym atutem tego kosmetyku jest jego zapach. Delikatny, pudrowy, aczkolwiek nieco mydlany zapach, który uprzyjemnia pielęgnację. Na początku niezbyt przypadł mi do gustu, ale później już go polubiłam. Sporą zaletą tego toniku jest także jego skład. Znajdziemy w nim wodę z róży damasceńskiej, ekstrakt z białych płatków róży stulistnej, torfu, jaśminu, stokrotki, gliceryna, kwas salicylowy i sorbinowy.
Kosmetyk ten sprawdza się doskonale do odświeżenia, tonizowania skóry po demakijażu oraz do scalenia makijażu, ale wtedy radzę wam rozpylać go z większej odległości. Gdy po przemyciu twarzy mam ściągniętą skórę wystarczy, że poprzecieram lub spryskam twarz tym produktem i problem znika. Dzięki temu czasami zapominam nałożyć na noc kremu na twarz. Po aplikacji skóra jest lekko lepka, ale nie jest to jakiś tłusty film, więc mi to nie przeszkadza.
Cena tego kosmetyku to 21,99zł za 150ml, a w promocji jest zazwyczaj za około 17,99zł. Niby nie dużo, ale jakoś wolę wodę Uriage, za uwalnianie mgiełki, a nie sporej wielkości kropel. Jednak jeśli chodzi o działanie nawilżające tutaj tonik ten sprawdza się lepiej.
TUTAJ przeczytacie o tym produkcie na stronie producenta.


Podsumowując: działanie tego kosmetyku jest naprawdę dobre, tak samo jak skład. Zapach jest przyjemny i umila stosowanie tego produktu. Niestety dziwny atomizer, który trzeba rozruszać żeby uwalniał mgiełkę trochę mnie wkurza, bo przez to marnuje się więcej toniku.
Moim zdaniem tonik ten idealnie nadaje się dla wrażliwej i suchej skóry i jeśli nie znajdę niczego lepszego to pewnie do niego powrócę, bo doskonale odświeża, tonizuje i nawilża moją skórę.

Moja ogólna ocena: 4+/5

LINK: Opinie na Wizażu

niedziela, 14 września 2014

Kwiatowe woski Yanke Candle część 2


Hej ;)
Dzisiaj chciałabym wam znów przedstawić trzy woski o kwiatowych zapachach, które posiadam w swojej małej kolekcji :) Muszę przyznać, że te zapachy lubię bardziej niż te opisane poprzednio, a jeden z nich kocham miłością dziką :)


Moja miłość to Midnight Jasmine, który po prostu ubóstwiam <3 Piękniejszego zapachu jeszcze nie znalazłam jeśli chodzi o zapachy kwiatowe. Ciężko mi opisać ten zapach, ale powiem wam, że jest on bardzo tajemniczy. Idealnie pali mi się go w nocy, gdy jest naprawdę bardzo ciemno. Siadam wtedy z lampką wina i rozmyślam albo wtulam się w ciało mojego faceta i tak sobie leżymy :) Zapach ten to połączenie aromatu jaśminu, neroli, kwiatu mandarynki i wiciokrzewu. Najbardziej wyczuwalny jest rzeczywiście tytułowy jaśmin, ale innych zapachów w nim nie rozpoznaję, bo ich po prostu nie znam :P Nie wiem jak pachnie neroli, wiciokrzew, czy kwiat mandarynki. Jeśli chodzi o ten zapach to planuję zakup dużej świecy, czekam tylko na dobrą promocję :)


Kolejny zapach to True Rose, który pochodzi z kolekcji klasycznej tak samo jak Midnight Jasmine. Ponoć jest to zapach pąsowej róży. Dla mnie jest to połączenie świeżo ściętej róży z delikatną nutką słodyczy. Zapach nieco cierpki, ale nawet przyjemny :) Będzie idealny na jesienne wieczory.


Teraz przyszedł czas na zapach, w którym pokładałam największe nadzieje, czyli Wedding Day. Jeszcze przed zakupem zastanawiałam się jak może pachnieć najważniejszy dzień w życiu. Obstawiałam na delikatność i pudrowość zapachu i chyba się nie pomyliłam. Jak dla mnie Wedding Day to zapach słodki, nieco pudrowy i delikatny, ale nie wiem czy nie za delikatny, bo niestety jest słabo wyczuwalny podczas palenia. Według producenta zapach ten łączy w sobie mieszankę owoców i kwiatów. Dla mnie wyczuwalne są tylko kwiaty i coś słodkiego. Trochę rozczarowałam się tym zapachem. Nie wiem, czy chciałabym, aby tak pachniał mój ślub. Myślałam, że będzie to zapach trochę bardziej świeży, a nie taki słodki.


Jak widać mój ulubieniec to Midnight Jasmine. Dwa pozostałe zapachy mogą być, ale na świece, czy ponowny ich zakup bym się nie skusiła.
A jak u was z tymi zapachami? Czy Midnight Jasmin to też wasz faworyt? :)

czwartek, 11 września 2014

Sierpniowo-wrześniowe zakupy: home decor, ciuchy, woski, świce i inne


Hej ;)
Dziś przychodzę do was z drugą częścią moich zakupów tym razem jednak nie będą to kosmetyki, a rzeczy do domu i ubrania. Część rzeczy pochodzi z wyprzedaży, a część z nowej kolekcji jesienno-zimowej.


Pierwsze zakupy to dodatki do domu zakupione w Pepco za całkiem niską cenę. Przeźroczyste pojemniki, czyli te z napisem Love i Home kosztowały mnie aż 4,99zł ;) Środkowy świecznik dynia kosztował mnie 6,99zł i tworzy nastrojowy klimat po rozpaleniu w nim tea light'a.


Kolejne moje zakupy to wosk i samplery zakupione na fb u jednej z blogerek, która chciała się ich pozbyć. Wosk o zapachu różowego wiciokrzewu kosztował mnie 3zł, a samplery były po 5zł za sztukę.


U tej samej osoby zakupiłam także świecę WoodWick, która imituje dźwięk palonego drewna w kominku przez co tworzy niesamowity klimat szczególnie w zimne, deszczowe dni. Dodatkowo zakupiłam u niej z tej samej firmy woski o zapachu jeżyn i jabłka za 6zł sztuka.


Kolejne moje zakupy poczyniłam na wyprzedażach, a zakupiłam tam:
* w New Yorkerze  zakupiłam letnią, obcisłą sukienkę, która miała mi służyć na plaży jednak na wakacje nigdzie nie pojechałam i tak sobie na razie leży w szafie. Sukienka kosztowała mnie 19,99zł.


* w House zakupiłam T-shirt z nadrukiem głowy kota, bo bardzo mi się ten nadruk spodobał. T-shirt kosztował mnie jedyne 19,99zł


* w Reserved zakupiłam T-shirt aż za 15zł. Pomyślałam, że nawet jeśli bluzeczka szybko mi się zniszczy to nie będzie mi jej szkoda.


* w Diverse zakupiłam koszulę w cenie 55zł i kosztowała mnie ona tylko tyle ze względu na to, iż moja przyjaciółka wzięła sobie identyczną koszulę, a przy zakupie dwóch koszul druga była tańsza o 50%.


* sukienka zakupiona w sklepie Metro za 36,99zł. Będzie idealna na okres wczesnej jesieni :)


* kolejny nabytek to bluzka zakupiona w C&A za 34,99zł. Uwielbiam ten nadruk z motywem znudzonego kota :P


* ostatni ubraniowy nabytek został poczyniony w House. Bluza kosztowała mnie 59,99zł i ma pod spodem takie jakby futerko, więc bluza powinna całkiem dobrze mnie grzać :)


W pobliskim sklepie ogrodniczym zakupiłam dwa piękne wrzosy. Duży (na zdjęciu) kosztował mnie 5,50zł, a mały (który niestety jakoś mi usycha) kosztował mnie 2zł :)


No i mój ostatni największy nabytek to lustrzanka Nikon D3100 z obiektywem 15-55mm i stabilizacją obrazu. Trafiłam na dobrą promocję, bo w sklepie Avans była akurat wyprzedaż i kosztowała mnie ona 1199zł, a nie 1499zł. Dodatkowo zakupiłam sobie do niej futerał i kartę pamięci, które kosztowały mnie 120zł. Był to mój prezent urodzinowy, na który złożyła się moja rodzinka, przyjaciele i chłopak. Resztę sobie dopłaciłam z pierwszej wypłaty :)


I to by były całe moje zakupy poczynione w sierpniu i wrześniu. Coś przykuło waszą uwagę? A może też macie to samo co ja :) Czekam na wasze komentarze :)

poniedziałek, 8 września 2014

DM, Rossmann, Super-Pharm, Yves Rocher i nie tylko, czyli zakupy czynią mnie szczęśliwą :)


Cześć :)
Dzisiaj przychodzę do was z niemałymi zakupami kosmetycznymi, które poczyniłam pod koniec sierpnia i we wrześniu. Mimo, iż wrzesień się dopiero zaczął nie planuję już więcej zakupów kosmetycznych, ponieważ mam zapasy co najmniej do końca przyszłego roku :)


Zacznijmy od malutkich zakupów w Rossmann'ie, gdzie zakupiłam dwa szampony Ultra Doux Garniera. Czerwony z olejkiem arganowym i żurawiną przeznaczony jest do włosów farbowanych lub z pasemkami, a żółty z olejkiem z awokado i masłem karite (który pewnie większość z was kojarzy dzięki świetnej odżywce z tej serii) przeznaczony jest do włosów suchych i zniszczonych. Oba szampony kosztowały mnie 6,99zł za 400ml.
Jak zwykle skusiłam się na dwa mydełka Isana, które idą w moim domu jak woda. Tym razem padło na mydełka o zapachu mleka i miodu oraz róży i jogurtu, a kosztowały mnie one 2,49zł za sztukę. Dodatkowo zakupiłam farbę do włosów intensywna czerwień Garnier Olia za 14,99zł oraz farbę do włosów Londa w odcieniu czerwieni owocu granatu, która kosztowała mnie 8,99zł. Jestem ciekawa jak zareagują na nie moje włosy, ponieważ ani jednej z tych farb jeszcze nie miałam.


Następne zakupy zostały poczynione na Allegro, przy okazji zamawiania czegoś dla mojej znajomej. Tym razem padło na balsam do włosów Belea o cudownym zapachu mango oraz na balsam do ust z olejkiem arganowym Balea, który niestety jakoś szczególnie mocno moich ust nie nawilża. Może na zimę będzie dobry jako pomadka ochronna ;) Balsam kosztował mnie 11,99zł, a pomadka 6,99zł.


Te dwa poniższe produkty to prezenty. Jeden od przyszłej teściowej (ręcznie robione glicerynowe mydełko o zapachu róży przywiezione z Bułgarii) oraz olejek do kominka o zapachu lilii wodnej, który dostałam od mamy. O ile dobrze pamiętam mama zapłaciła za niego 4,99zł w Bricomarche.


Teraz przejdziemy do wczorajszych zakupów jakie poczyniłam będąc w centrum handlowym Silesia w Katowicach. W Super-Pharm zakupiłam kolagenową maskę do twarzy firmy Beauty Formulas za 6,39zł, tusz do rzęs Maybelline One by One za 19,24zł (cena była o 5% niższa niż na cenówce, gdy miało się kartę Lifestyle), chusteczki do higieny intymnej Cleanic za 6,49zł dwa opakowania, płatki kosmetyczne Life za 2,99zł, witaminę C za 4,49zł, peeling enzymatyczny Pharmaceris za 27,49zł oraz podkład nawilżający z tej samej firmy w odcieniu Ivory za 31,99zł.


Do Yves Rocher zawitałam głównie ze względu na zakupy dla mamy i skusiłam się na malinową płukankę octową, która kosztowała mnie 19,90zł. Dodatkowo za 1gr dostałam kalendarzyk na 2015r i różowy długopis do kompletu :)


Celem mojego wyjazdu do Katowic była wizyta u Darii, która będąc w Niemczech zakupiła mi te oto cudowności w drogerii DM. Dzięki kochana za poczynienie dla mnie tych zapasów :* Jesteś kochana :* (i dzięki za ugoszczenie mnie u siebie) :)
Daria zakupiła dla mnie (od lewej): żel pod prysznic Balea Mango Mambo z limitowanej edycji, odżywkę Alverde do włosów suchych i zniszczonych aloes i hibiskus, odżywkę do włosów z olejkiem arganowym Balea, żel pod prysznic Balea Carambola Lambada również z limitowanej edycji, krem do stóp z mocznikiem Balea, intensywnie nawilżający krem do twarzy Alverde, jajeczko do makijażu Ebelin oraz masełko do ciała mandarynka i wanilia firmy Alverde. Pomyślałam również o moim chłopaku, któremu Daria wybrała szampon i żel pod prysznic Balea (będzie miał na Mikołaja drobny prezent). Reszta kosmetyków to szampon i odżywka do włosów z avocado firmy Alverde, odżywka do włosów aloes i mango od Balea oraz balsam do ciała z zawartością olejków 40%. Całość kosztowała mnie 110zł i czekoladę dla Darii :D


Jak widać poczyniłam niemałe zapasy kosmetyczne, które wystarczą mi zapewne na bardzo długo. Mimo, iż mam szafkę zawaloną innymi kosmetykami, które czekają na swoją kolej nie mogłam oprzeć się promocjom i musiałam znów coś zakupić. To się nazywa chyba zakupoholizm o ile dobrze pamiętam :P

P.S. Przy okazji zapraszam was do wzięcia udziału w rozdaniu u Darii, w którym do wygrania są właśnie niemieckie kosmetyki Balea i Alverde :) KLIK

czwartek, 4 września 2014

Kwiatowe woski Yankee Candle część 1


Jako, że wieczory stają się coraz dłuższe, a noce zimniejsze znów zaczynam delektować się zapachami przeróżnych wosków. Dziś chciałabym wam przedstawić trzy kwiatowe zapachy, które w ostatnim czasie paliłam. Nie są to co prawda moje ulubione zapachy, ale ostatnio jakoś mam "fazę" na zapachy kwiatowo-roślinne :)


Zacznę może od mojego ulubionego zapachu z całej tej trójki czyli od Lovely Kiku. Zapach ten pochodzi z wiosennej edycji Yankee Candle z 2014 roku i pachnie chryzantemą. Dodatkowo wzbogacony został zapachem ciepłej wanilii oraz kwitnącej wiśni. Wanilię co prawda czuć, ale wiśnię już niekoniecznie. Jak pachnie chryzantema tego nie wiem (nie pamiętam tego zapachu), ale w wosku tym dominuje coś słodkiego, a nie kwiatowego. Całość jest troszeczkę mdła, ale na tyle przyjemna, że się z tym zapachem polubiłam. Wosk palony w kominku jest mniej intensywny niż wąchany w opakowaniu, ale dosyć długo utrzymuje się w pomieszczeniu. Może nie jest to mój faworyt, ale ma coś w sobie co mnie do niego ciągnie.


Drugi zapach tak jak poprzednik posiada w sobie więcej słodyczy niż kwiatów, ale niestety nie ma w sobie już tego czegoś co ma Lovely Kiku, co nie oznacza jednak, że jest gorszy. Wosk Honey Blossom pochodzi z letniej kolekcji Q2 z 2013r i łączy w sobie zapach nektaru kwiatowego, miodu, frezji i nut drzewnych. Najbardziej wyczuwalne w tym zapachu są frezje, a następnie coś słodkiego, czyli zapewne domniemany miód. Zapach ten przypomina mi zapach pewnych drogich i eleganckich perfum, które były idealne na wieczorne randki (jak się jeszcze na nie chodziło :D). Wosk palony w kominku pachnie piękniej niż wąchany przez opakowanie i to jest główna zaleta tego zapachu. Wosk ten będzie idealny właśnie na aktualne dni, kiedy to jeszcze jest niby ciepło, ale gdzieś tam już się chmurzy.
 

Ostatni zapach to zapach najmniej lubiany przeze mnie, czyli Lilac Bloosoms. Myślałam, że zapach ten będzie bardziej słodki i łagodny, a okazało się, że jest to silny, typowo mydlany zapach. Nie tak kojarzy mi się bez. Głównymi nutami zapachowymi w tym wosku są lawenda, wrzosy oraz bez. To wszystko łączy się ze sobą tak bardzo, że przy pierwszym powąchaniu może nas odrzucić. Na szczęście w kominku zapach łagodnieje, ale po chwili od zapalenia muszę go gasić, bo inaczej by mnie chyba rozbolała głowa. Zapach ten będzie idealny na wieczorne, deszczowe dni przy herbacie żeby się jeszcze bardziej dobić i zdołować. Niestety totalnie mnie nie urzekł i nie wiem, czy wypalę go do końca.


Miałyście któryś z tych trzech wosków? Czy był wśród nich jakiś, który totalnie was urzekł? :)
Jakie kwiatowe woski Yanke Candle mi polecicie? Dajcie znać w komentarzach, bo za niedługo szykuję się do nowego zakupu wosków i nie wiem jakie wybrać :)

poniedziałek, 1 września 2014

Żel do mycia twarzy bez mydła dla skóry tłustej i wrażliwej La Roche-Posay: czy sprawdzi się również u osób z cerą suchą?


Hej :)
Dziś przychodzę do was z kosmetykiem, który jest wam już pewnie znany, a jeśli nie to go poznacie. Na tapetę idzie dzisiaj żel do mycia twarzy bez mydła dla skóry tłustej i wrażliwej La Roche-Posay z serii Effeclar. Żel ten dostałam gratis przy zakupie kremu Effeclar K. Nie za bardzo spodobał mi się ten dodatek, ale pani kosmetolog stwierdziła, że do skóry suchej też się nada i nie powinien mi zrobić krzywdy. 
Tak więc od momentu otrzymania go zaczęłam jego testowanie. Dzięki niemu zmniejszyła się nieco ilość wyprysków i zaskórników na mojej twarzy. Jednak o jego działaniu napiszę trochę więcej na dole.


Zacznijmy od opisu producenta:
Żel przeznaczony jest do skóry wrażliwej i tłustej, zmniejsza łojotok i ułatwia eliminację łoju, równocześnie nie powodując podrażnień skóry. Wskazany do codziennej pielęgnacji skóry ze skłonnością do powstawania trądziku i/lub podrażnionej środkami wysuszającymi. Łagodnie eliminuje zabrudzenia dzięki swej nieagresywnej bazie myjącej, bez mydła , bez barwników, bez alkoholu, bez parabenów. Poprawia stan naskórka i dzięki działaniu soli cynku ułatwia usunięcie nadmiaru łoju. W rezultacie stosowania skóra odzyskuje równowagę fizjologiczną i jest doskonale przygotowana do zabiegów pielęgnacyjnych. Zawarta w żelu Woda termalna z La Roche-Posay (pH 5,5) koi i łagodzi podrażnienia.



Jak widać na powyższym zdjęciu konsystencja tego żelu jest wodnista, ale nie aż tak, że żel w momencie spływa nam z dłoni. Żel ten bardzo dobrze się pieni, ale to zasługa SLS w składzie. Przypuszczam, że inną zasługą tego składnika jest też wysuszenie skóry, ale nie jakieś ogromne. Na pewno wysusza mniej niż inne żele jakie miałam okazję używać (no może nie przebije pod tym względem żelu Mythos, który do teraz jest moim faworytem), ale jednak wysusza. Dodatkowo delikatnie ściąga skórę, ale przypuszczam, że to zasługa twardej wody, jaka leci w moim kranie.
Żel ten bardzo dobrze oczyszcza skórę z resztek makijażu i innego brudu. Mam wrażenie, że wchodzi w pory i je dosyć głęboko oczyszcza. Dzięki niemu zauważyłam, że zmniejszyła się ilość wyprysków i zaskórników, które niestety dosyć często gościły na mojej twarzy. Skład może nie jest idealny, ale myślę, że problematyczna skóra powinna się z nim polubić. Szczególnie ta tłusta i trądzikowa. Dodatkowym atutem tego produktu jest fakt, iż nie posiada on mydła, ma za to przyjazne dla naszej skóry pH 5,5. Wydajność tego kosmetyku należy do bardzo dobrych. Wystarczy nanieść sobie na palec ilość wielkości groszku, aby przemyć całą twarz. Cena tego produktu to 30zł za 200ml, więc nie mało, ale na allegro, czy w promocji np. w Super-Pharm można go kupić nawet za 20zł. Opakowanie produktu to poręczna tubka, z której możemy bez problemu wydobyć nawet bardzo małe ilości żelu. Nie wyślizguje się nawet z mokrych dłoni.

Podsumowując: Ogólnie polecam ten kosmetyk osobom z tłustą lub problematyczną skórą. Osoby posiadające tak jak ja skórę suchą mogą nie polubić się z tym produktem, bo niestety trochę wysusza. Jednak bardzo dobrze oczyszcza skórę, a przy regularnym stosowaniu pomaga zredukować ilość zaskórników i wyprysków.

Moja ogólna ocena: 4-/5

LINK: Opinie na Wizażu

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...