piątek, 10 stycznia 2014
Woda termalna Uriage- czy warto ją zakupić?
Hej :)
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją wody termalnej D'URIAGE. Będąc w Super-Pharm'ie zachęciła mnie jej promocyjna cena. Za 150ml zapłaciłam 14zł więc nie dużo w porównaniu z poprzednio kupowaną przeze mnie wodą termalną Iwostin.
Zacznijmy od opisu producenta oraz składu tej wody:
Woda termalna pochodząca z alpejskich źródeł, bogata w oligoelementy i sole mineralne (11 000mg/l), izotoniczna, o naturalnym pH. Przebadana klinicznie, nie zawiera konserwantów i substancji zapachowych. Polecana do codziennej pielęgnacji (od 6 miesiąca życia), dla każdego rodzaju skóry, nawet dla skóry bardzo wrażliwej. Poprawia kondycję skóry, zapewnia jej równowagę fizjologiczną, łagodzi podrażnienia i nawilża skórę.
Dzięki unikalnemu składowi preparat przynosi ulgę w wypadku: zaczerwienień, podrażnień typu pieluszkowe zapalenie skóry, podrażnienia słoneczne, zapalenia skóry po goleniu itp.
Sposób użycia: (Uwaga! inaczej, niż w przypadku innych wód termalnych)
Rozpylić na skórę, pozostawić do wyschnięcia, nie wycierać.
Nie jedna osoba pomyśli "po co Ci ta woda? Szkoda na nią tyle pieniędzy wydawać", "woda, jak woda" itp. Ja natomiast zauważyłam, że działa ona zbawiennie dla mojej bardzo suchej i podrażnionej skóry. Po umyciu mojej twarzy wodą z kranu od razu odczuwam ściągnięcie skóry, nie wspominając już o umyciu twarzy żelem do mycia, który efekt ściągnięcia dodatkowo wzmaga. Tak więc zaraz po umyciu twarzy spryskuje ją właśnie tą wodą termalną i uczucie ściągnięcia znika. Co prawda po wyschnięciu tej wody uczucie ściągnięcia powraca, jednak moja skóra nie jest już tak bardzo naciągnięta jak poprzednio. Zaraz potem kładę na twarz masło shea lub inny krem na noc. Już po tygodniu stosowania zauważyłam, że moje skóra jest o wiele lepiej nawilżona, a wszelkie podrażnienia są coraz mniej widoczne i szybciej znikają.
Wodę termalną używam codziennie zamiast tonika oraz do zwilżania maseczek np. z glinki.
To co uwielbiam w tej wodzie to to, że w porównaniu z innymi wodami termalnymi nie trzeba jej osuszać. W lato stosowałam ją do odświeżenia twarzy, po wykonaniu makijażu spryskuje nią delikatnie twarz, aby efekt był bardziej naturalny i złączył ze sobą warstwy kosmetyków.
Moim zdaniem 14zł za 150ml to nie dużo, a wydajność tej wody jest naprawdę ok.
Jedynie co mnie na początku użytkowaniu zniechęciło do tej wody to to, że moja skóra zaraz po spryskaniu mnie szczypała. Może przez to, że minerały dostały się do rany (np. po wyciskaniu pryszczy).
Smak wody jest lekko słonawy, a sama woda całkiem szybko się wchłania. Produkt ten zamknięty jest w całkiem ładnej butelce z atomizerem, który podczas rozpylania wody nie zacina się, ani nie powoduje, że wody wydostaje się za dużo (tak jak w przypadku atomizera w butelkach wody Iwostin).
Podsumowując: zapewne jeszcze nie raz ją kupię. Jeśli będzie w promocji i będę gdzieś w Super Pharm'ie (bo niestety nie mam pojęcia, gdzie można ją jeszcze dostać) to wezmę od razu kilka sztuk.
Jeśli wiecie, gdzie jest jeszcze dostępna to proszę napiszcie w komentarzu gdzie ją mogę kupić, bo niestety Super Pharm jest bardzo daleko od mojej miejscowości.
P.S. Widziałam ją w kilku aptekach, ale cena powalała na kolana :(
Moja ogólna ocena: 5/5
LINK: Opinie na Wizażu
Przy okazji mam dla was rabat -10% w sklepie Natura Shop. Wystarczy tylko podać na końcu zamówienia kod rabatowy: todaytomorrowandf
środa, 8 stycznia 2014
Eveline Argan Oil- enzymatyczny peeling odmładzający do twarzy 3 w 1- moja opinia
Hej moje drogie :)
Dzisiaj będzie o peelingu enzymatycznym, czyli o kosmetyku, który usunie nasz martwy naskórek bez mechanicznego działania drobinek na naszą skórę. To kosmetyk, który będzie idealny dla osób o wrażliwej, suchej i naczynkowej skórze, ponieważ martwy naskórek zostanie rozpuszczony przez peeling enzymatyczny, a nie zdarty.
Przechodząc do sedna na prześwietlenie idzie dzisiaj enzymatyczny peeling odmładzający do twarzy 3 w 1 Argan Oil od Eveline.
Zacznijmy jak zawsze od opisu producenta i składu:
Powiedzmy sobie szczerze, że peeling ten na pewno nas nie odmłodzi (tak jak pisze na opakowaniu) może po prostu będziemy wyglądać młodziej bez suchych skórek. Z nimi nikt nie wygląda dobrze :D To co podoba mi się w tym kosmetyku to przepiękny zapach, delikatny, raczej z kategorii tych słodko-kwiatowych. Konsystencja peelingu jest gęsta, kremowa, mogłabym rzec, że nawet nieco żelowa, dająca się bez trudu rozprowadzić na twarzy. Po nałożeniu na skórę mam wrażenie, że część produktu się wchłania, a część pozostaje na skórze, jednak fakt ten w ogóle mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi natomiast skład i parafina ukryta pod nazwą mineral oil (mam wrażenie, że był to zabieg celowy, aby mniej wtajemniczone kobiety czytając skład pomyślały, że kosmetyk nie zawiera Paraffinum Liquidum czyli parafiny). Reszta składników jakoś średnio za mną przemawia. No i najważniejsze działanie. I tutaj jako tako nie mogę się doczepić, bo moja skóra została praktycznie całkowicie oczyszczona z martwego naskórka, jednak czasami peeling ten nie radził sobie z mocno złuszczonymi miejscami, pozostawiając gdzieniegdzie nieusunięte suche skórki. Produkt ten nie uczulił mnie, ani nie podrażnił, a parafina nie spowodowała zatkanych porów, nie przesuszył również mojej skóry. Producent nieco przesadził w swoich obietnicach- wzmocnienia naczynek krwionośnych, wyrównania kolorytu skóry skóry, ani niwelacji zaczerwienień nie zauważyłam i pewnie nigdy nie zauważę.
Kosmetyk zamknięty jest w eleganckim opakowaniu w kształcie tubki, z którego bez problemu możemy wydobyć odpowiednią dla siebie ilość produktu, a i zużytą ilość również da się zobaczyć mimo kolorowego nadruku. Wydajność nie należy niestety do najlepszych, ale w sumie to dobrze, że tak jest ponieważ peeling ren ma tylko 6 miesięcy ważności od daty otwarcia.
Nie wiem jak jest z dostępnością, bo produkt ten dostałam na spotkaniu blogerek i dawno nie byłam w żadnej drogerii, ale słyszałam, że jest w Rossmannie. Jego cena to około 14zł za 60ml.
Podsumowując: mimo parafiny w składzie polubiłam ten kosmetyk, ponieważ zazwyczaj ładnie rozpuścił cały martwy naskórek (przy sporej ilości suchych skórek nie zawsze sobie radził). Miałam peeling enzymatyczny z Lirene jednak zbytnio się u mnie nie sprawdził, ten natomiast radzi sobie całkiem nieźle.
Moja ogólna ocena: 4/5
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Odżywka do włosów zniszczonych Dove- kocham, czy nienawidzę? :)
Cześć moje piękne!
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją odżywki do włosów zniszczonych Dove. Pewnie wiele z was miało już do czynienia z kosmetykami tej firmy, choć są osoby, które ze względu na dawne testowanie kosmetyków Dove (i innych należących do koncernu Unilever) na zwierzętach nie chciały mieć z nią nic wspólnego. Jednak według harmonogramu wskazanego przez Komisję Europejską od 11 marca 2013 roku obowiązuje całkowity zakaz wprowadzania do obrotu produktów kosmetycznych zawierających składniki i ich kombinacje, które były testowane na zwierzętach przy zastosowaniu metod innych niż metody alternatywne.
Zacznijmy od opisu producenta oraz składu tego kosmetyku:
Czy słowa producenta sprawdziły się w przypadku moich włosów? Myślę, że tak. Dzięki tej odżywce moje włosy są dobrze nawilżone i odżywione, nie są jednak przy tym obciążone. Moje włosy są również gładkie i miękkie w dotyku.
Mam ostatnio ogromy problem z poplątanymi włosami i nie każda odżywka podołała temu zadaniu. Po użyciu odżywki Dove moje włosy naprawdę dobrze się rozczesują, nie kołtunią się i nie puszą tak jak poprzednio. Po użyciu tego kosmetyku moje włosy dostały blasku i wyglądają zdrowo. To co kocham w tej odżywce to piękny zapach. Mogłabym ciągle otwierać opakowanie i wąchać to cudo ;) Moje włosy także pachną całkiem przyjemnie, ale tylko przez krótki czas.
Konsystencja produktu przypomina mi niezbyt gęsty budyń, ale bez problemu nakłada się ją na włosy i nie spływa z nich co jest dla mnie naprawdę ważne. W składzie zawarte są m.in. silikony, które akurat mi nie przeszkadzają.
Podoba mi się również opakowanie tego produktu. Jest proste, a zarazem eleganckie, idealnie pasuje do wystroju mojej łazienki. Dzięki otwarciu znajdującym się na dnie opakowania, a nie u góry mamy pewność, że zużyjemy praktycznie cały kosmetyk. Cena tej odżywki waha się w granicy 10-12zł, co nie jest wysoką ceną w porównaniu z wydajnością tego kosmetyku, która jest naprawdę dobra. Mi starczyła na naprawdę sporą ilość użyć.
Podsumowując: bardzo polubiłam tą odżywkę, mam już kolejną w zapasie jednak do włosów farbowanych (dostałam ją od Kapryska) :) Myślę, że szybko nie rozstanę się z tym kosmetykiem.
Moja ogólna ocena: 5/5
LINK: Opinie na Wizażu
sobota, 4 stycznia 2014
Denko listopadowo-grudniowe
Hej :)
Tematem dzisiejszego postu będzie listopadowo-grudniowe denko. Niestety nie mam zbyt wielu zużyć, ponieważ niezbyt często używałam kosmetyków, które miały dosięgnąć dna, a skupiłam się bardziej na nowościach.
Lakier do włosów Allwaves professionnelle 750ml- mam go jeszcze połowę, ale niestety nie działa w nim atomizer i raczej już nie zadziała. A szkoda, bo lakier był dobry. Dłuższa recenzja TUTAJ
Scrub do ciała wanilia Avon Naturals- kocham go za zapach, jednak jest to bardzo delikatny zdzierak.
Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu Lirene- bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Dobrze zmywał makijaż i nie podrażniał moich oczu. Dłuższa recenzja TUTAJ
Śródziemnomorska nawilżająca maseczka do twarzy z oliwką Avon Planet Spa- nie kupię jej już, bo po kilku ostatnich użyciach zatkała mi pory i miałam okropne wypryski, na początku jednak było wszystko ok. Nie wiem dlaczego tak na mnie zadziałała.
Szampon do włosów farbowanych czerwone wino i wasabi Mythos 300 ml- polubiłam go. Włosy były po nim bardziej świecące i miękkie, nie powodował plątania się włosów. Jednak jego cena jest całkiem spora. Dłuższa recenzja TUTAJ
Suchy szampon Isana- co do niego mam mieszane uczucia. Zakupiłam go bo był bardzo chwalony przez blogerki i vlogerki jednak mi nie pasował. Swędziała mnie po nim głowa, a biały talk ciężko było mi wyczesać. Z dodawaniem objętości i wytrzymałością również średnio sobie radził.
Żel pod prysznic o zapachu bzu Yves Rocher 200 ml- kocham za zapach i oczyszczanie, jednak cena jest spora jak na 200 ml żelu pod prysznic.
Maseczka nawilżająca z glinką zieloną Ziaja do skóry suchej i normalnej- całkiem dobra, możliwe, że kupię ponownie. Dłuższa recenzja TUTAJ
Peeling Drobnoziarnisty efekt diamentowej mikrodermabrazji Bielenda- bardzo fajny. Delikatny zdzierak, jednak dobrze poradził sobie praktycznie z wszystkimi suchymi skórkami. Dłuższa recenzja TUTAJ
Mnóstwo próbek m.in. balsam do ciała Beyond Paradaise Estee Lauder, Sebium Hydra Bioderma,, emulsja do kąpieli Emolium, szampon do włosów Biały Jeleń z orzechem włoskim, maseczka do włosów Mythos (posiadam wersję pełnowymiarową. Uwielbiam ten kosmetyk!)
Tusz do rzęs False Lashes Lovely- średniaczek. Nie spowodował efektu sztucznych rzęs, szybko się zesechł i szybko zaczął kruszyć. Nie kupię ponownie.
Kuleczki brązujące Arabian Glow Avon- na początku były ok, jednak po czasie czymś oblazły i już tak dobrze nie brązowiły.
Podkład rozświetlająco-antystresowy odcień Nude Avon- jeden z moich ulubionych podkładów. Odcień idealnie komponuje się z kolorem mojej skóry. Dłuższa recenzja TUTAJ
Puder prasowany Ideal Flawless Avon- bardo go lubiłam, ale niestety już się skończył :( Kupię ponownie, bo ma dobrą cenę i działanie. Dłuższa recenzja TUTAJ
Antyperspirant Rexona Shower Clean Fresh- kocham wszystkie Rexony i nie zamieniam je na inne. Jestem im wierna całym sercem.
Perfum Lambre No 27 8 ml- bardzo ładny zapach, który naprawdę długo się utrzymywał. Cena 8 ml jest spora, jednak opłaca się kupić większe flakoniki. Dłuższa recenzja TUTAJ
Naturalny olejek eukaliptusowy Etja 10ml- pomógł mi i mojemu rodzeństwu w wyleczeniu kataru. Nie jest drogi, a jego wydajność jest naprawdę dobra. Mam już jego drugie opakowanie.
Olejek zapachowy do kominka o zapachu lotosu i lawendy- dostałam od koleżanki z Holandii. To były ewidentnie sztuczne olejki, ponieważ zapach był sztuczny i praktycznie w ogóle nie wyczuwalny. Lotos jako tako było czuć, ale tylko przez chwilę i tylko w pobliżu kominka.
A jak u was z używaniem kosmetyków? U mnie ostatnio był mały zastój, bo mało gdzie wychodziłam i dostałam jakiegoś lenia :P Za to od jakiegoś miesiąca testuję nowości kosmetyczne, które niebawem będą zrecenzowane na blogu :)
czwartek, 2 stycznia 2014
Opłatkowe spotkanie bloggerów Rybnik 21.12.13r- relacja ze spotkania
Dnia 21.12.2013r odbyło się spotkanie bloggerów w Rybniku. Piszę bloggerów, a nie bloggerek, ponieważ na spotkaniu pojawił się także chłopak Łukasz (lukaszmakeup.blogspot.com).
Spotkaliśmy się wszyscy w mieszkaniu Alicji (lusiakowy.blogspot.com)- naszej organizatorki. Dzięki za gościnę :)
Na spotkaniu pojawili się także:
Gosia - poradyherrbaty.blogspot.com
Alicja - poradnikbezradnik.blogspot.com
Gosia - buduarmargotki.blogspot.com
Kasia - kasias1980.blogspot.com
i nasz fotograf Klodia - klodiasajdok.blogspot.com
Jak widać humor i zabawa ciągle nam towarzyszyły :)
Była oczywiście również choinka jak i prezenty :)
Bez smakołyków by się nie obyło :P
Ja ogromny łasuch pokazywałam nawet co warto zjeść (a wszystko było dobre) :D
Oczywiście oprócz jedzenia również bacznie słuchałam wykładu Marty z Gaju Oliwnego.
Na spotkaniu ponownie mogłam spotkać się z przewspaniałą Gosią. Mogłam również poznać jej chłopaka :) Po raz kolejny zapraszam Cię Gosiu do mnie na kawę, herbatkę lub coś mocniejszego :P
A tutaj możecie zobaczyć Kasię i jej ulubione zajęcie tamtego dnia :D
Łukasz natomiast tak zachwycił się peelingiem Pat&Rub, że postanowił go zjeść :P Widać, że smakował mu bardzo :)
Towarzyszył nam również pies Homer i córeczka Alicji Anastazja wraz z jej mężem :)
Chciałam podziękować wszystkim obecnym na spotkaniu za wspaniałą atmosferę, dobre jedzonko i za naładowanie moich akmulatorów masą pozytywnej energii :)
A sponsorom dziękuję za upominki :)
A na koniec taki mały gif obrazujący nasze pozowanie do wspólnego zdjęcia :P
wtorek, 31 grudnia 2013
Szczęśliwego Nowego 2014 Roku!
Cześć moje drogie :)
2013 rok już powoli się kończy, tak więc w nadchodzącym nowym roku chciałaby wam życzyć wielu sukcesów nie tylko w życiu prywatnym, ale także zawodowym. Życzę wam zdrowia, bo bez niego byłoby naprawdę źle, miłości płynącej z każdej strony, życzliwości od was dla innych, ale także i dla was, szczęścia i pomyślności oraz żeby w tym nowym 2014 roku było coraz mniej problemów i stresów, żebyście na każdy dzień czekały z radością.
Ja 2013r wspominam dobrze. Zakochałam się, z pomyślnością zdałam wszystkie egzaminy, zdrowie mi i mojej rodzinie dopisało, a i blogowanie było naprawdę przyjemne, bo mam was już naprawdę sporo, sporo osób mnie czyta, co widać po ilości komentarzy i coraz (mam nadzieje) większej ilości odwiedzin :)
Dziękuję wam za wspólnie spędzony rok i mam nadzieję, że w 2014r nadal ze mną będziecie! <3
UDANEGO SYLWESTRA I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
niedziela, 29 grudnia 2013
Modelujący żel do brwi-korektor Celia, czyli jak szybko i łatwo podkreślić swoje brwi
Hej :)
Dzisiaj chciałabym wam przedstawić produkt, który chciałam kupić już od dawna, jednak Pani z Drogerii Uholki wysłała mi go do testów i dzięki temu jestem już jego szczęśliwą posiadaczką :) Mowa o modelującym żelu do brwi Celia.
Już od dłuższego czasu staram się dbać o swoje brwi. Jako, że sama nie mogę utrzymać ich kształtu, a wyrywanie nowych włosków idzie mi marnie (nie lubię pęsety i ciężko mi się nią posłużyć) chodzę do mojej miejscowej kosmetyczki, która reguluje mi brwi i czasami potraktuje je henną. Jednak do codziennego upiększania brwi brakowało mi produktu, który by je ładnie rozczesał, ułożył i nabłyszczył. Od razu gdy dostałam ten kosmetyk musiałam go wypróbować. To co od razu rzuciło mi się w oczy to piękny brązowy kolor (dostępny jest jeszcze czarny), który według mnie idealnie do mnie pasuje. Jakoś w czarnym się nie widzę :P
Jak widać na zdjęciu powyżej produkt ten ma za zadanie rozczesać i zdyscyplinować brwi, przyciemnić i zniwelować prześwity oraz delikatnie je nabłyszczyć. Według mnie producent spełnia praktycznie wszystkie obietnice, oprócz jednej (do której można się przyczepić), czyli do niwelacji prześwitów. Żel ten na pewno nie zagęści nam brwi, jednak przypuszczam, że producentowi chodziło o to, że prześwity zostaną zakryte poprzez nałożenie samego brązowego żelu.
Poza tym szczoteczka ładnie rozczesuje brwi, jednak dopiero po kilku użyciach zaczęłam umiejętnie się nią posługiwać (na początku może ona sprawić trochę trudności w użytkowaniu). Osobą z wąskimi brwiami może być trochę ciężko się nią posługiwać. Włoski szczoteczki są twarde i jest ich dość dużo, jednak nie nabierają zbyt dużej ilości żelu.
.
Konsystencja kosmetyku jest wodnista, jednak nie wpływa to na użytkowanie produktu. Żel ładnie przyciemni i nabłyszczy nasze brwi, ładnie wyrówna również ich koloryt. Żel długo utrzymuje się na brwiach i nie osypuje się po czasie.Opakowanie produktu jest proste i poręcze. Mieści w sobie 4g żelu. Po zakręceniu "kilka" dzięki czemu wiemy, że wszystko jest dobrze zakręcone i nic nam po czasie nie zacznie wysychać. Cena tego kosmetyku to około 9,99zł do zakupienia m.in. TUTAJ.
A tak prezentuje się efekt przed i po użyciu żelu do brwi
PRZED
PO
Moja ogólna ocena: 5/5
LINK: Opinie na Wizażu
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























